Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 18 marca 2026 07:28
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Mama do syna: - Trzymaj się Sławoszku!

Z Mają Marquardt-Uznańską, mamą Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, pierwszego polskiego astronauty, który dotarł na stację kosmiczną, a drugiego w ogóle w historii - rozmawia Jerzy Kamiński
Mama do syna: - Trzymaj się Sławoszku!
Z Mają Marquardt-Uznańską, mamą Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, pierwszego polskiego astronauty, który dotarł na stację kosmiczną - rozmawia Jerzy Kamiński
Podziel się
Oceń

- Sławosz. Kto wpadł na pomysł, aby tak nazwać syna?

- No, niestety ja. 

- Dlaczego niestety? 

- Z takim imieniem Sławosz miewa pewne trudności za granicą. Teraz myślę, że powinno się dzieciom nadawać międzynarodowe imiona - to jest taka moja aktualna uwaga. Natomiast Sławosz to jest staropolskie imię...

- Nosi je w Polsce zaledwie 138 osób.

- Naprawdę? Nie wiedziałam. Teraz pewnie będzie takich imion więcej. 

- Czy pani jako mama Sławosza często musiała się z tego imienia syna tłumaczyć?

- Tak, ciągle mnie ludzie pytają. 

- I co pani odpowiada?

- To jest staropolskie imię z XII wieku. Jestem historykiem sztuki, mocno osadzonym w historii. W związku z tym to imię gdzieś tam mi się przewijało. Teraz już nie pamiętam dokładnie gdzie, ale bardzo mnie zafascynowało.

- Bardziej znaczeniem czy brzmieniem?

- Brzmieniem. Pierwsze notowanie tego imienia było w 1138 roku, a ja uwielbiam sztukę średniowieczną. Co prawda jestem historykiem "od sztuki nowoczesnej", ale jeżeli ktoś się chce zajmować sztuką nowoczesną, powinien najpierw poznać tę średniowieczną. 

- A jak pani się podoba angielska wersja imienia Sławosz, czyli Slav, jak koledzy astronauci mówią do syna?

- Tak mówią i to mi się bardzo podoba. To polskie "sz" jest dla ludzi trudne, nawet ma nieprzyjemne brzmienie, jak mówią Anglicy.  

- Kiedy dowiedziała się pani, że syn leci w kosmos? Pamięta pani ten moment? "Mamo, lecę w kosmos!"...

- To był cały proces, eliminacje kandydatów trwały prawie dwa lata, a ja w nich współuczestniczyłam, bo syn o wszystkim mi opowiadał. W jego pracy doktorskiej pojawiają się technologie kosmiczne. W 2011 roku rozpoczął pracę w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN) w Genewie w Szwajcarii - teraz jest na bezpłatnym urlopie - i tam też zajmował się sprawami kosmicznymi, chodzi o cząsteczki Higgsa, czyli też coś kosmicznego, bo to jakby tworzenie życia planety. Potem wystartował w konkursie na astronautę obok 20 tysięcy innych młodych ludzi. Kolejne eliminacje przybliżały go do startu, ale nie przypuszczałam, że on będzie tak wysoko, chociaż wiem, że Sławosz jest kimś, kto mocno dąży do osiągnięcia celu. Wydawało mi się to wtedy jednak abstrakcyjne - był jednym z 20 tysięcy. Gdy znalazł się w grupie 500 osób, zapaliła mi się czerwona lampka. O, mówię, chyba coś jest na rzeczy z tym lotem. Gdy dostał się do setki, to już huczało mi w głowie, ta lampka czerwona paliła się intensywnie. Gdy był w pierwszej pięćdziesiątce, stwierdziłam, że chyba już poleci. Kiedy zakwalifikował się do tej ostatniej grupy 25 potencjalnych astronautów, przeprowadzali bardzo szczegółowe badania zdrowotne kandydatów. Wiedziałam, jaki jest jego stan zdrowia, a ponieważ miał kiedyś operacje szczęki i nogi, myślałam, że to go może zdyskwalifikować. A jednak! Widać, im to nie przeszkadzało. 

- Sławosz urodził się 12 kwietnia. Wszystkie media powtarzają informację, która powoli staje się legendą, jak to już wtedy powtarzała pani, że to nie przypadek, że urodził się w Dniu Kosmonauty. 

- To prawdziwa historia. Kupowałam mu także klocki lego z serii kosmicznej. Dlaczego? Może mnie samą to fascynowało albo uważałam, że jego powinno fascynować, skoro urodził się w Dniu Kosmonauty, czyli w rocznicę pierwszego lotu w kosmos? O dziwo, a dowiedziałam się o tym już teraz na Florydzie, że misja Artemis wystartowała również 12 kwietnia, czyli jak Gagarin. Czy to była zbieżność dat? Wątpię. Myślę, że to było też na cześć tego pierwszego lotu.  

- Kilka razy latała pani na Florydę, aby wziąć udział w starcie rakiety z synem, co parę razy było odwoływane. Podejrzewam, że był taki moment, w którym trzeba było się pożegnać. "Synu, lecisz". Żegnaliście się za każdym razem?

- Ciekawe pytanie, bo... myśmy się nigdy pożegnali. 

 - I to jest naturalne, że gdy Sławosz wyjeżdża gdzieś na parę tygodni, to nie ma pożegnań?

- Rozmawiamy, oczywiście życzę mu szczęśliwej podróży, ale muszę panu powiedzieć, że zadał pan bardzo ciekawe pytanie. Bo myśmy się nigdy z nim nie pożegnali. Owszem, były rozmowy o locie, mówiłam mu, że mamy nadzieję, że wreszcie poleci, ale żegnania się nie było. 

- Czy za kolejnym razem, gdy odwoływano lot, czuła pani u syna jakieś poddenerwowanie?

- Nie. On był gotów do lotu i wiedział, że takie opóźnienia są normalne i wiedział, że to dla ich bezpieczeństwa. Oprócz rzadkich rozmów "osobistych" z odległości 8 metrów, bo on wciąż był na kwarantannie, mieliśmy też rozmowy przez komputer. Były też spotkania, w których uczestniczyli wszyscy, którzy pojechali na Florydę do Sławosza. A to była wielka ekipa z różnych krajów. Ponad 80 osób przyjechało, żeby go wesprzeć, aby z nim współuczestniczyć w tym ważnym wydarzeniu dla niego, ale przecież i dla całej nauki. Widziałem zmęczenie syna, widać było, że chciałby już polecieć, a to przekładanie z dnia na dzień musiało być bardzo frustrujące. Jednak spotkanie z osiemdziesiątką ludzi było cudowne. To była jakby impreza pożegnalna wszystkich astronautów - oni stali na dużej scenie w sporej odległości od nas, około 20 merów, bo kwarantanna obowiązuje, i każdy kraj, a to są Indie, Węgry, USA i Polska - coś dla nich zrobił, aby ich wesprzeć. Jednak to, co zrobili Polacy, to było mistrzostwo świata. Odśpiewali piosenkę z Męskiego Grania, w której nieco zmienili tekst, aby pasował do sytuacji. To trudno opowiedzieć, bo trzeba było przeżyć. Wtedy Sławosz się wzruszył, on jest bardzo wrażliwy. Może nie rozpłacze się, ale łezka w oku się zakręci.

 

- Czy podczas misji na stacji będzie pani miała okazję, aby z nim porozmawiać?

- Prawdopodobnie tak. Będzie mógł się połączyć z pięcioma bliskimi mu osobami i chodzi prawdopodobnie o jedną rozmowę w tygodniu. Te pięć osób to żona Sławosza, jego brat i bratowa, a także mój mąż i ja. Syn będzie mógł się z nami skontaktować, bo my oczywiście do niego nie będziemy mogli zadzwonić. 

- Wiemy, że z synem w kosmos leci serduszko WOŚP, flaga od Mirosława Hermaszewskiego, a także słynne pierogi polskie. Syn miał wpływ na to, co z nim poleci? 

- Miał wpływ. Nie o wszystkim media mówią, ale Sławosz zabiera też np. nasze zdjęcia, a także mojej mamy, która zmarła. Ma też przy sobie kartkę, którą moja mama mu wysłała, gdy miał 5 miesięcy. Chodziliśmy wtedy sporo po górach, po Tatrach i moja mama Regina napisała do niego. Oni z bratem mówili na nią Papa - to od papierosów, bo mama paliła. Była dla niego wyjątkowa. Gdy zmarła, Sławosz miał 7 lat, ale obaj synowie wspominają ją do tej pory, wspólne wakacje, podczas których lubiła się nimi zajmować. Uczyła ich rozumienia świata. Niedaleko Łodzi jest taki gotycki zameczek Oporów, w którym moja ciocia była dyrektorem, więc czasami do niej jeździliśmy. Moja mama oprowadzała ich wtedy po parku, uczyła nazw drzew i ptaków. Na tej kartce, którą Sławosz otrzymał, gdy skończył 5 miesięcy, są szlaki turystyczne w Tatrach i mniej więcej takie słowa: "Sławoszku, chciałabym ci życzyć wszystkiego najlepszego i zdobywania gór takich jak Tatry". 

- Można powiedzieć, że te życzenia się spełniają i to po wielokroć, bo teraz Sławosz zdobywa jeszcze wyższe szczyty.

- Tak, ma pan rację, kosmos to jego kolejny szczyt do zdobycia, ale on po tych Tatrach też bardzo ostro chodził, wspinał się nawet w Himalajach. 

- A serduszko Wielkiej Orkiestry?


Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: WawrzyniecTreść komentarza: Rondo ***** ***Data dodania komentarza: 17.03.2026, 20:26Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: NobelTreść komentarza: Marii Skłodowskiej-CurieData dodania komentarza: 17.03.2026, 20:23Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: symetrystaTreść komentarza: W Oławie jest jedna osoba, która bardzo pielęgnuje pamięć po Klementynie Sobieskiej - i brawo. Ale... nazywanie tego ronda? Serio - naprawdę, nie ma nic współczesnego, czego czym dziś może się pochwalić Oława. Oczywiście obecny samorząd za dużo sukcesów nie ma... ale jednak coś tam w Oławie się działo. Choćby bohaterów walczących z powodzią 1997. Czy na przykład uhonorować Stowarzyszenie Tęcza. Choć z drugiej strony jak patrzę na to rondo to najbardziej adekwatne byłoby "betonowe rondo" albo rondo imienia samotnej ławeczki na której nikt nie siada...Data dodania komentarza: 17.03.2026, 19:46Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: *Treść komentarza: Powtarzasz się jak zdarta płyta, a nawet za pierwszym razem ten tekst nie był zabawny. Żenada Gosia, żenada. Przestań się podszywać.Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:44Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: *Treść komentarza: Rozumiem, że to oficjalne stanowisko tzw. Oławskiej opozycji, bo nie wierzę, że jesteś aż tak inteligentny, żeby wydalić z siebie tekst „telefon dyscyplinujący z gazety do redakcji”. Musi to być głos tzw. Oławskiej opozycji. ŻenadaData dodania komentarza: 17.03.2026, 18:34Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: .Treść komentarza: Nie rozumiem po co. Przed mostem duży parking pod chińczykiem, potem parking przy schronisku, a na koniec parking przy blokach mieszkalnych. Psy nawet będą zadowolone z dłuższego spacery. Czy dla garstki psiarzy jest sens wydawać kasę na parking na takim zadupiu?Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:29Źródło komentarza: Potrzebny parking przy wybiegu dla psów
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama