W regionie wciąż było gorąco, zdarzały się brutalne pobicia i prowokacje. Przykładowo w Breslau, na dzisiejszym Dworcu Świebodzkim, w nocy z 12 na 13 lipca 1932 roku, duża grupa nazistów napadła na dwójkę członków Reichsbanneru. Ofiary brutalnie pobito, agresorzy mieli krzyczeć, że to "zemsta za Ohlau".

Przy tym moście miał utonąć jeden z nazistów
14 lipca odbyły się pogrzeby członków SA. Była to doskonała okazja do manifestacji politycznej i woda na młyn hitlerowskiej propagandy. Konjetzke pochowano w dzisiejszych Godzikowicach. Pogrzeb rozpoczęto o godzinie 15. Wedle doniesień nazistowskiej prasy okoliczne domy były ozdobione flagami ze swastyką z kirem żałobnym, na uroczystości miało pojawić się ponad 3500 osób, w tym wielu hitlerowców z Breslau przywiezionych na pięciu ciężarówkach. Orkiestra grała pieśń "Horst-Wessel-Lied". Nad grobem, po którego obydwu stronach ustawiono poczty sztandarowe, przemawiał duchowny. Zaznaczył, że młodzieniec nie poległ w uczciwej walce, lecz podstępnie go zamordowano i tak bestialsko zmasakrowano, że nawet własna matka nie mogła rozpoznać syna. Następnie przy trumnie głos zabrał Edmund Heines - poseł do Reichstagu, śląski dowódca SA, uczestnik puczu monachijskiego z 1923 roku, jedna z pierwszych postaci wczesnego ruchu narodowosocjalistycznego (78. numer legitymacji NSDAP), brutalny siepacz Hitlera, który oznajmił, że ten rozkazał oddział SA nr 32 nazwać imieniem Georga Konjetzke. Przemowę zakończył słowami: "Pozdrawiamy cię, martwy towarzyszu, twój wódz Adolf Hitler i śląska SA. Naprzód, przez groby ku niemieckiej wolności!". Następnie złożono wieniec, przekazano rodzicom słowa pocieszenia i opuszczono flagi nad mogiłą.
Stanetzkiego pochowano na cmentarzu św. Bernardyna w Breslau (dziś okolice estakady łączącej ul. Krakowską z al. Armii Krajowej). Łącznie w uroczystości miało wziąć udział około 8000 narodowych socjalistów. I tym razem przemawiał Edmund Heines, a także przekazał decyzję Hitlera, że lokalny oddział SA 4/11 otrzymał nazwę "Sturm 4 Herbert Stanetzki". Następnie pod pochylonymi sztandarami i przy dźwiękach pieśni "Horst-Wessel-Lied" trumnę złożono w ziemi. Na koniec odśpiewano jeszcze "Ich hatt` einen Kameraden".
Ciekawostką jest to, że Edmunda Heinesa, jego "wódz" kazał zlikwidować z innymi dowódcami SA w czasie tzw. nocy długich noży z 30 czerwca na 1 lipca 1934 roku.
Proces i wyroki
Błyskawicznie ruszyła rozprawa, która trwała tydzień, od 15 do 22 sierpnia. Przewodził nią sąd specjalny w Brzegu. Bezpośrednich sprawców śmierci członków SA nie ustalono, ale odpowiedzialność za zamieszki przypisano lokalnemu przywództwu Reichsbanneru.
Kolejarz Otto Durnick, robotnik Karl Blech i marynarz Karl Vanin - pełnili kierownicze w tej organizacji i bezpośrednio uczestniczyli w bójkach, dlatego otrzymali wieloletnie kary więzienia. Ci dwaj ostatni wygłaszali także podżegające do przemocy przemówienia.
Spośród pozostałych 40 oskarżonych, 16 uniewinniono. Reszta otrzymała wyroki więzienia od 3 do 18 miesięcy za zakłócanie porządku publicznego. Łączna suma zasądzonych kar wyniosła 29 lat i 5 miesięcy. Co znamienne jest - cztery postępowania przygotowawcze przeciwko członkom SA umorzono, bez wniesienia aktu oskarżenia. Żaden nazista nawet nie stanął przed sądem. Socjaldemokraci alarmowali, że to niesprawiedliwe i ludzie z ich obozu również ucierpieli na skutek walk, a właściwie to oni byli ofiarami.
Warto wspomnieć, że po wydarzeniach w Ohlau pojawiały się też głosy, że za śmierć Stanetzkiego mogła odpowiadać policja lub wojsko, ponieważ oni również tego wieczora używali broni i być może jedna z zabłąkanych kul dosięgła młodego hitlerowca.
Następstwa
Z wyroków nie byli zadowoleni ani socjaldemokraci, ani naziści.
Sam Adolf Hitler w odezwie wydrukowanej w dzienniku Völkischer Beobachter z dnia 24 sierpnia 1932 krytycznie skomentował postanowienie sądu.
"W tym samym dniu, kiedy mordercy i dręczyciele naszych towarzyszy w Ohlau wyszli z małymi karami, chociaż przy tym jednym napadzie musieliśmy opłakiwać dwóch zabitych i 27 ciężko rannych, sądy rządu pana von Papena skazały pięciu narodowych socjalistów na śmierć". Hitler odnosił się do tu wyroku za zabójstwo Konrada Piecucha w dzisiejszej Potępie w województwie śląskim.
We wrześniu 1932 roku, na podstawie zarządzenia Franza Brachta (Zentrum) - zastępcy Reichskommissara i pełniącego obowiązki ministra spraw wewnętrznych - rozwiązano oławską grupę Reichsbanneru. Powodem była odmowa wykluczenia ze swoich szeregów skazanych członków. Lokalnej SA, której reprezentanci również dopuścili się poważnych aktów przemocy, nie objęto żadnymi represjami.
Po procesie i ogłoszeniu wyroków sprawa Oławskiej Krwawej Niedzieli nie ucichła. Działania sądów, policji i wojska głośno krytykowały media sprzyjające Reichsbannerowi. Na łamach gazet publikowano ostrą polemikę, zeznania wielu świadków, pojawiały się emocjonalne komentarze. Szczególnie aktywny był Heinz Braun (SPD), główny obrońca skazanych, który wielokrotnie zabierał głos i ostro krytykował orzeczenie sądu. W końcu po jednym z jego artykułów w Reichsbanner-Zeitung zainterweniował rząd Republiki Weimarskiej. Na dwa tygodnie zabroniono drukowania tej gazety. Ponadto musiano w niej opublikować informację, w której rząd przedstawił swoją wersję wydarzeń. Oprócz tego zmuszono 25 innych socjaldemokratycznych i republikańskich gazet do umieszczenia przygotowanej notatki prasowej. Różnice dotyczyły jednak mniej samego przebiegu zajść, a bardziej prawnej kwalifikacji czynów oraz wyjaśnienia stosunkowo wysokich kar więzienia dla członków Reichsbanneru.
Warto wspomnieć, że żadnej prawicowej gazety nie upomniano za polemiki i relacje, choć prasa NSDAP zaprzeczała, że członkowie SA jako pierwsi użyli broni palnej, co ustalono podczas procesu.
Sympatycy Reichsbanneru mieli ogromy żal i poczucie niesprawiedliwości w stosunku do rządu, ale zdaje się, że po tak radykalnych działaniach sprawa wydarzeń lipcowych nieco ucichła.
W Niemczech sytuacja polityczna wciąż była bardzo napięta. Warto wspomnieć, że lipcowe wybory, które po raz pierwszy wygrała partia Hitlera powtórzono już 6 listopada z powodu głębokiego kryzysu politycznego i braku stabilnej większości w Reichstagu. W państwie panował chaos, czego odzwierciedleniem może być los skazanych. Wszyscy pozostali w więzieniu tylko przez kilka miesięcy - do amnestii bożonarodzeniowej 1932 roku. Po zwolnieniu uroczyście powitał ich Reichsbanner we Wrocławiu.
Propaganda hitlerowska bardzo chętnie wykorzystywała podobne wydarzenia do swoich celów. Potrzebowano męczenników wznoszonych na ołtarze narodowosocjalistycznej ideologii. Osoby, które przelały krew i oddały życie, wspominano i gloryfikowano. Politycznie było to bardzo korzystne.
Ulice w Ohlau (obecnie część ul. ks. Franciszka Kutrowskiego) oraz Breslau (obecnie ul. gen. Jana Henryka Dąbrowskiego) nazwano Herbert-Stanetzki-Straße.
Most pocztowy w Ohlau nazwano - Georg-Konjetzke-Brücke.
Oprócz tego, w 1933 roku, po dojściu Hitlera do władzy, obok mostu postawiono obelisk ze swastyką ku pamięci ofiar. Prawdopodobnie o Stanetzkim wspominano też na tablicy przytwierdzonej do monumentu odsłoniętego cztery lata później w Breslau, który niemal w niezmienionej bryle przetrwał do dziś i można go zobaczyć w Parku Wschodnim.

Pomnik ustawiono nad rzeką Oława, obok mostu przy obecnej ul. Strzelnej. Na nim wyryto nazwiska czterech osób, które w ten sposób uhonorowano. Oprócz dwóch zmarłych w Ohlau podczas opisywanej lipcowej niedzieli, wymieniono jeszcze dwóch mężczyzn, którzy nie zginęli tu, ani nie pochodzili z miasta lub najbliższej okolicy. Kim oni byli i dlaczego zdecydowano się umieścić ich dane na pomniku? Chodziło o wydźwięk propagandowy. Obydwoje byli członkami SA, którzy zmarli w tragicznych okolicznościach stosunkowo niedaleko stąd. Adolf Gerstenberger (11.05.1909 - 16.03.1931) był synem szewca i jego czeladnikiem. Należał do oddziału SA Sturm 1/157. 15 lub 16 marca 1931 roku, podczas bójki między SA a Reichsbannerem, która wybuchła w trakcie zebrania SPD w gospodzie "Winkler" w Karlsmarkt (obecnie Karłowice w województwie opolskim), Gerstenbergera uderzono drewnianą pałką. Doznał pęknięcia czaszki i zmarł niedługo później wskutek odniesionych obrażeń. Na jego cześć oddział SA Sturm 1/157 otrzymał nazwę "Sturm 1 Adolf Gerstenberger". Max Gohla (26.07.1900 - 29.10.1931) był dzierżawcą sadu i członkiem oddziału SA Sturm 2/157. 25 października 1931 roku Gohla podróżował konnym wozem między Paulsdorfem (obecnie Pawłowice Namysłowskie) a Kaulwitz (Kowalowice). Są dwie wersje dotyczące jego śmierci. Pierwsza, częściej wymieniana, mówi o tym, że pijany mężczyzna spadł z wozu i zaplątał się w uprząż. Następnie był wleczony, aż pojazd zatrzymał się w przydrożnym rowie. Mężczyzna doznał poważnych urazów kręgosłupa i pęknięcia czaszki. Zmarł cztery dni później. Narodowi socjaliści rozpowszechniali twierdzenie, że Gohla padł ofiarą zamachu ze strony miejscowych socjaldemokratów. Jego ostatnie słowa miały brzmieć "Heil Hitler!". Wracając do pomnika, w tym przypadku tak zwany "niemiecki porządek" nie miał zastosowania, bo w kamieniu wyryto błędne dane dotyczące tego człowieka. Przedstawiono go jako Paula, pomylono miesiąc urodzenia oraz numer jednostki SA, w której służył. To dobitnie świadczy o tym, że dana osoba nie była w ogóle związana z Ohlau. Historia samego pomnika jest również bardzo ciekawa. Niejednokrotnie opisywano ją na łamach naszej gazety. W skrócie przypominamy tylko, że niedługo po wojnie z głównej bryły zeszlifowano napisy, odwrócono o 180 stopni, poświęcono Karolowi Świerczewskiemu i postawiono na skwerze przy ul. Spacerowej, mniej więcej w miejscu dzisiejszego Pomnika Niepodległości. Tam przetrwał do początku lat dziewięćdziesiątych. Po demontażu głaz przetrzymywano w różnych miejscach, obecnie zdeponowany jest u jednego z kamieniarzy.
Nazwiska ofiar Oławskiej Krwawej Niedzieli wraz z innymi, którzy "oddali życie dla ojczyzny", aż do niemal końca II wojny światowej pojawiały się w rocznikach propagandowych NSDAP oraz co jakiś czas w różnych nazistowskich gazetach.
Piotr Turek
Podczas pracy nad artykułem korzystałem z wielu różnych źródeł, ale jedno należy wymienić szczególnie. To książka: "Das Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold Republikschutz und politische Gewalt in der Weimarer Republik" Sebastiana Elsbacha, wydana w 2019 roku, w której jest rozdział "Ohlauer Blutsonntag und Potempa". Po kontakcie z autorem otrzymałem darmową kopię egzemplarza, dzięki czemu mogłem poznać kilka nieznanych faktów dotyczących opisywanych wydarzeń.

*
Odnotować należy, że zdjęcia zwłok Konjetzke i Stanetzkiego można odnaleźć w internecie, jednak ze względu na to, iż są one zbyt drastyczne zdecydowaliśmy się ich nie zamieszczać na łamach naszej gazety. W 1932 roku prasa każdej ze stron konfliktu nie miała skrupułów i publikowała fotografie ofiar różnych politycznych starć, nie ograniczano się do zdjęć ubranych zmarłych czy pogrzebowych. Ukazywano obrażenia na nagich ciałach wydobyte wprost z akt policji lub zakładów medycyny sądowej. Drukowano nawet całostronicowe kolaże wykonane z fotografii ofiar. Zdjęcie nieżywego Konjetzke pojawiło się np. na 1 stronie Völkischer Beobachter z 16 lipca 1932 roku. Gazeta miła wtedy nakład około 120 tysięcy.







Napisz komentarz
Komentarze