3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę". Wyrok nie jet prawomocny.
Jeszcze tego samego dnia na profilu facebookowym organizacji, zarządzanej przez Karolinę P., zamiast treści wyroku, pod zdjęciem wychudzonego psa z Ratowic pojawiła się jej wersja tego, co zdarzyło się w sądzie: - Sąd uznał, że ten pies nie potrzebował ratunku. (...) Był 1 lutego 2022 roku. W nocy były minusowe temperatury. Tego dnia zobaczyliśmy psa, którego obrazu nie da się zapomnieć. Wychudzony. Skóra i kości. Bez podszerstka. Przywiązany metrowym sznurem do kawałka blachy. Bez budy. Bez schronienia. Bez wody. Bez jedzenia. We własnych odchodach. Z kolczatką wbijającą się w szyję. Trząsł się. Nie ze strachu. Z zimna. Dla takiego psa to nie była „trudna sytuacja”. To był wyrok śmierci. Mamy zdjęcia. Każdy może je zobaczyć i sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten pies naprawdę nie potrzebował pilnej pomocy. Zabraliśmy go stamtąd, bo nie dało się go tam zostawić i patrzeć, jak umiera. Pies trafił pod opiekę specjalistycznej organizacji zajmującej się dogami. Bezpieczny. Ogrzany. Nakarmiony. Zaopiekowany. I dziś słyszymy, że według sądu – ratunek nie był potrzebny. Sprawa jest w toku. Walczymy dalej – w apelacji...
Przypomnijmy, że sprawa nie dotyczyła tego, czy psa w ogóle trzeba było ratować (a trzeba było, bo był przetrzymywany w złych warunkach, co sędzia wielokrotnie mówiła), tylko kradzieży psa, znęcania się nad nim i wtargnięcia na cudzą posesję.
W licznych komentarzach pod "organizacyjną", zmanipulowaną wersją wyroku, natychmiast pojawił się hejt - autentyczny lincz na sędzi, wydającej wyrok. Nie będziemy tu cytować wpisów, bo są ostre, obrażające, godzące w dobre imię sędzi, której nazwisko pada wiele razy. Te - "sędzia na ten powrozek i niech gra na pustych miskach", "sędzia kwalifikuje się na ten sznur", "widać że sędziowie to też zwyrodnialcy" - należą do łagodniejszych. Przez jakiś czas administrator profilu nie reagował, ale poszczególne osoby zaczęły usuwać swoje komentarze. Gdy napisaliśmy o wyroku i hejcie, potem zrobiła to "Gazeta Wrocławska", a "Gazeta Wyborcza" zajęła się głównie sprawą hejtu w tekście: "Sąd: odebranie psa było bezprawne. Fala hejtu na sędzię po wyroku" - administrator przestraszył się i post ze strony organizacji Karoliny P. usunięto wraz z komentarzami.
To jednak nie zmienia faktu - wyjątkowo agresywny hejt miał miejsce. W związku z tym prezes Sądu Rejonowego w Oławie przesłała w ubiegłym tygodniu do Prokuratury Rejonowej w Oławie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez komentujących. Chodzi o znieważenie funkcjonariusza publicznego, a nawet o groźby karalne. Do zawiadomienia dołączono zrzuty ekranu z komentarzami na profilu organizacji prowadzonej przez Karolinę P.
Prokurator rejonowa Małgorzata Rosińska potwierdza wpłynięcie takiego zawiadomienia. Mówi jednak, że ze zrozumiałych względów wystosowała już wniosek do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu o wyłączenie oławskiej prokuratury z tej sprawy (nasza prokuratura wciąż jest stroną w sprawie przeciwko Karolinie P.). Sprawą hejtu na oławskiej sędzi zajmie się więc inna prokuratura.
TU więcej o sprawie:







Napisz komentarz
Komentarze