- Zgadnij, dla kogo będziemy robić tort! - powiedziała potem do Ewy, a ta obstawiała, że dla psa, bo taki tort już był przez nią robiony, gdy jeszcze nie pracowała z Anitą.
- Nie zgadłaś, ale było blisko - usłyszała. - Dla konia!
I od razu zaczął się rodzić pomysł, jak taki tort ma wyglądać. - Bo najpierw myślałam, że to będzie tort, który ma zjeść koń. Od razu pomyślałam o jabłkach czy marchewkach, ale okazało się, że konik swój "tort" dostanie, a ten miał być dla gości, którzy wpadną na jego urodziny - mówi pani Anita, szefowa i właścicielka firmy "Anita Wypieki i Słodkości" z Jarosławic (gmina Żórawina) koło Sobociska (gmina Oława).
Firma pani Anity działa już od 10 lat, ale tortu na urodziny konia jeszcze nigdy nie robiła. Ten był pierwszy.
- Pracuję z Anitą od dwóch lat, wcześniej zaliczyłam już tort na urodziny psa - mówi pani Ewa. - Z takich nietypowych dekoracji tortów to już chyba robiłyśmy wszystkie możliwe, ostatnio pan na wesele chciał tort lawendowy w smaku, ale żeby na urodziny konia? No nie. To był pierwszy raz.
- Pani, która zleciła zrobienie tego tortu powiedziała tylko, żeby był na nim akcent podkowy, jabłko, marchewka i odpowiedni napis, że to są 25. urodziny Szarona - mówi pani Anita. - Poprosiłam o zdjęcia konia i pomyślałam, że skoro to ma być dla konkretnego zwierzęcia, to żeby i on był na tym torcie. I był. Tort był owocowy, był tam smak Kinder Bueno, z żelką malinową i malinkami. Jabłko było prawdziwe, a marchewka z cukru.
Robienie takiego tortu to jest cały proces. Najpierw pieczenie ciasta, potem przełożenia, dekoracja. - Wszystko robimy ręcznie - mówi pani Ewa. - To nie są dekoracje z foremek.
- Tygodniowo robimy około 20 tortów - mówi pani Anita. - Chyba, że jest sezon komunijny albo trafi się wesele, wtedy więcej, ale te 20-30 tortów to jest max. Współpracujemy też z paroma restauracja, więc mamy stałych klientów.
*
Firma to dwie osoby. Właścicielka, czyli pani Anita, z zawodu jest technikiem organizacji usług gastronomicznych, i jej pracownik, czyli pani Ewa, która z wykształcenie jest handlowcem, ale torty robi - jak mówi - z miłości do cukru.
- Wszystko zaczęło się w kuchni mojej babci Stanisławy, później była moja kuchnia, a teraz wymarzona pracownia cukiernicza, która jest dla mnie drugim domem - mówi pani Anita. - Ale pamiętam tamtą babciną kuchnię, zapach ucieranego masła, szum miksera i to niecierpliwe zaglądanie przez szybkę piekarnika, czy biszkopt już wyrósł. Dziś jako zawodowy cukiernik łączę te tradycyjne wartości z nowoczesnymi technikami i smakami. Praca w cukierni to gra zespołowa, a posiadanie w ekipie kogoś takiego jak Ewa to prawdziwy skarb. W mojej pracowni każdy ma swoja supermoc. Ewa to prawdziwa czarodziejka cukiernictwa, która specjalizuje się w tworzeniu jadalnych dzieł sztuki. Podczas gdy ja dbam o idealną teksturę biszkoptów i głębię smaku kremów, Ewa tchnie życie w nasze torty. Jej ręcznie lepione figurki z masy cukrowej to detale, które sprawiają, że każdy wypiek opowiada inną historie.
- Fajnie jest zrobić coś innego dla kogoś, kto się ucieszy - mówi pani Ewa. - Potem taki klient wraca. To budujące, bo wtedy wiemy, że po coś to robimy. "Dziękuję"w takiej sytuacji jest czasami więcej warte niż pieniądze za tort.


A niżej inne zwierzęce torty z tej samej firmy...











Napisz komentarz
Komentarze