Naukowiec UPWr tłumaczy, że w tym kontekście natura zbudowała różne strategie. Są gatunki, które się w aspekcie reprodukcyjnym budzą się do życia wraz z końcem zimy i początkiem wiosny. Są też takie, dla których istotne są narodziny potomstwa w najlepszych do przetrwania miesiącach, a więc np. wtedy, gdy można mu zapewnić pożywienie, odpowiednią temperaturę itd.
– Antropomorfizując świat zwierząt, możemy mówić o amorach, tyle tylko, że u wielu gatunków są one dostosowane do dnia świetlnego, a więc uwarunkowane są obecnością światła dziennego. Są takie, które te amory uprawiają przy krótkim dniu świetlnym po to, by potomstwo urodziło się wtedy, gdy będzie on dłuższy – mówi prof. Niżański, od razu dodając, że np. kotowate są zwierzętami długiego dnia świetlnego, a więc wiosną wchodzą w okres tzw. rui, czyli krycia samicy przez samca. Ruja to zresztą uniwersalne określenie na okres godowy u ssaków, ale akurat koty w polszczyźnie „dorobiły się” dedykowanego właśnie im czasownika – marcować. – Rzeczywiście mówimy, że koty marcują, czyli mają ruję. Co zresztą słychać, bo kotki są wtedy bardzo głośne, a do ich koncertów dołączają kocury nierzadko walczące między sobą o dopuszczenie do krycia. Ale na dłuższy dzień reagują też konie. Apogeum sezonu reprodukcyjnego w naszej szerokości geograficznej przypada na czas od lutego, marca do czerwca, choć są gatunki, które te sprawy rozwiązały inaczej – mówi prof. Wojciech Niżański.
Te gatunki to np. owce, u których do zapłodnienia dochodzi w okolicach końca lata i września. Ciąża u owiec trwa 5 miesięcy, młode rodzą się więc już w nowym roku, w początkach wiosny, kiedy ich szansa na przeżycie wzrasta. Podobnie jest u jeleniowatych, z tą różnicą, że u nich ciąża trwa 230 dni, a więc 7-8 miesięcy.
– Bardzo ciekawie to wygląda u saren. Rozwój zarodka i płodu w rzeczywistości trwa ok. 5 miesięcy, ale młode rodzi się po 10, bo u saren występuje tak zwana diapauza, a więc wstrzymanie rozwoju płodu w łonie matki po to, by poród nastąpił w najkorzystniejszej dla niego porze roku – mówi prof. Niżański, dodając, że przyrastanie długości dnia świetlnego wpływa też na pracę przysadki mózgowej i produkcję hormonów w osi podwzgórze – przysadka – gonady, a więc jądra u samca i jajniki u samicy. Tak się dzieje u gatunków wrażliwych na światło słoneczne, a więc u przywołanych już kotowatych czy koni, gdzie badania potwierdzają wzrost poziomu hormonów stymulujących ruję wraz z wydłużaniem się dnia.
– Ruja zaś dzieli się na dwie fazy. Pierwsza to początek, nazywany proestrus. Druga to ruja właściwa, estrus. W tej pierwszej fazie np. kotka zaczyna się inaczej zachowywać. Ociera się, miauczy, podnosi ogon. Kiedy jednak kocur zbliża się niej, próbując ją pokryć, ucieka. I dopiero po jakimś czasie następuje etap akceptacji płciowej, czyli tolerancji wobec konkretnego samca. Bo samiczki wybierają sobie samców, którzy przekażą najlepsze geny młodym – mówi się prof. Niżański, dodając, że samce w okresie krycia nie tylko mają podniesiony poziom testosteronu, ale też tracą masę ciała. – Jeleń szlachetny potrafi schudnąć nawet o 30 procent… I to bez siłowni – uśmiecha się kierownik Katedry Rozrodu z Kliniką Zwierząt Gospodarskich.







Napisz komentarz
Komentarze