Oba zespoły rywalizowały ze sobą w grupie trzeciej II ligi siatkówki mężczyzn. "Volley" zakończył sezon na drugim miejscu, a Gwardia na trzecim. To oznaczało, że spotkają się ponownie, tym razem w fazie play-off, gdzie gra toczy się do trzech zwycięstw.
Jako że Jelczańskie Lwy rundę zasadniczą zakończyły na wyższej pozycji, otrzymały komfort rozegrania pierwszych dwóch spotkań fazy play-off u siebie. Od początku wiadomo było, że trzeci mecz zostanie rozegrany we Wrocławiu, ewentualny czwarty (jeśli po trzech nie będzie rozstrzygnięcia) również, a gdyby była taka potrzeba, to piąty - w Jelczu-Laskowicach. Stawką jest możliwość gry w turnieju półfinałowym o awans do I ligi, czyli de facto przedłużenie marzeń o grze w wyższej klasie rozgrywkowej.
W zeszłym tygodniu prezes IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice Piotr Piechota mówił: - To będą dla naszego klubu historyczne chwile. Po raz pierwszy zajęliśmy miejsce w czołowej czwórce rozgrywek II Ligi Siatkówki Mężczyzn PZPS i powalczymy w kolejnych etapach o awans do PLS 1. Ligi. Szykujemy dla Was wyjątkową oprawę tego wydarzenia i jesteśmy pewni, że przeżyjemy wspólnie niesamowite siatkarskie emocje. Nadchodzą najważniejsze momenty sezonu. Liczymy, że po raz kolejny zapełnicie trybuny hali CSiR i głośnym dopingiem poniesiecie Jelczańskie Lwy do zwycięstw.
Ze względu na duże zainteresowanie oba mecze w Centrum Sportu i Rekreacji były biletowane. To nie zniechęciło kibiców, którzy w sobotę i w niedzielę wypełnili halę po brzegi. Głośny doping było słychać z dwóch stron - swoich ulubieńców wspierali kibice z J-L, ale na trybunach zasiadła też żywiołowa grupa miłośników siatkówki z Wrocławia.
Specjaliści od gry "na przewagi"
Od pierwszych minut mecz był bardzo zacięty. Niewielką przewagę wypracowali goście, ale gospodarze walczyli o to, by odrobić niewielkie straty. Momentami "Volley" miał problemy z przyjęciem i wydawało się, że siatkarze z J-L mogli pokazać więcej w polu zagrywki. Mimo początkowych problemów w końcówce doprowadzili do wyrównania (24:24), więc gra toczyła się na przewagi. Gwardia zwyciężyła 27:25, ale wydawało się, że "Volley" wraca na odpowiednie tory.
Niemal przez całą drugą partię kibice oglądali grę punkt za punkt. Po dwóch stronach siatki nie brakowało efektownych obron, mocnych ataków, szczelnych bloków, ale też błędów. Ani jedni, ani drudzy nie potrafili odskoczyć, więc do samego końca wyniku nie dało się przewidzieć. Ponownie grano na przewagi i znów Gwardia wygrała 27:25.
Dla podopiecznych Krzysztofa Janczaka i Krzysztofa Pilawy set trzeci zaczął się słabo, ale mimo straty kilku punktów na starcie szybko udało się doprowadzić do wyrównania. Przy 13:13 szala przechyliła się na korzyść "Volleya", który wygrał cztery akcje z rzędu. Przejęcie inicjatywy na tym etapie pozwoliło dokończyć partię bez obawy o rychłą porażkę w całym meczu. Jelczańskie Lwy wygrały 25:17, a kibice wierzyli, że uda się doprowadzić do tie-breaka.
Czwarta partia była prawdziwą sinusoidą emocji. Lepiej zaczęli Wrocławianie, chwilę później prowadzili Jelczanie, a potem znów się wyrównało. Gdy wydawało się, że na finiszu w minimalnie lepszej sytuacji są gospodarze, rywale z Gwardii Wrocław zdobyli trzy punkty z rzędu. Pierwszą piłkę meczową mieli przy 24:21, więc z perspektywy miejscowych - sprawa mocno się skomplikowała. Byli oni jednak w stanie odpowiedzieć w najlepszy możliwy sposób, wygrali trzy akcje i tablica wyników pokazywała 24:24. Decydujące punkty zdobyła Gwardia, wygrywając 26:24, a w całym meczu 3:1.
Mistrzowie tie-breaków
Sobotni triumf Gwardii Wrocław był pierwszym zwycięstwem z IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice w tym sezonie. Obie ekipy w rundzie zasadniczej spotkały się dwukrotnie i dwukrotnie Jelczanie wygrywali 3:2. Bilans rozegranych spotkań pokazuje, że poziom reprezentowany przez zespoły z J-L i Wrocławia jest podobny, a niemal w każdym pojedynku decydują detale.
Trenerzy Krzysztof Janczak i Krzysztof Pilawa doskonale wiedzieli , że to, co wydarzyło się w rundzie zasadniczej, nie ma już żadnego znaczenia. Sobotni mecz także był już historią, a w niedzielę trzeba było się skupić na tym, by nie kończyć weekendu z dwiema porażkami, co znacznie skomplikowałoby sytuację przed rewanżem we Wrocławiu.
Zaczęło się nieźle, bo "Volley" w pierwszym secie prowadził 4:1, a potem 9:6. Niestety po jednym z ataków niefortunnie upadł doświadczony środkowy Arkadiusz Olczyk. Szybko okazało się, że uszkodził bark, z którym w przeszłości miewał już problemy. Zszedł z boiska i do gry nie wrócił. Zastąpił go Maciej Stawarz. Podczas jednej z przerw trener Janczak motywował swoich zawodników, by dali z siebie wszystko dla kontuzjowanego kolegi. Mecz się wyrównał, długo grano punkt za punkt. Niestety przy 16:15 Gwardia zdobyła trzy punkty z rzędu, potem jednym odpowiedział "Volley", ale kolejne dwa padły łupem Gwardii. Było więc 20:18 dla gości, którzy ostatecznie wygrali 25:23.
Początek drugiej partii nie wyglądał dla gospodarzy dobrze. Przegrywali 3:7, a potem 7:11. Istniało ryzyko, że Wrocławianie znów będą górą i znacznie przybliżą się do ostatecznego triumfu. Na szczęście w dobrym momencie siatkarze z Jelcza-Laskowic wzięli się w garść i dogonili rywali. Z każdą minutą grali coraz lepiej, w końcówce zbudowali przewagę i wygrali 25:20.
Świetnie spisali się także w trzeciej części meczu. Po zaciętym początku potrafili odskoczyć i przy głośnym dopingu kibiców kończyli seta wynikiem 25:22. Nie bez znaczenia była tu postawa przyjmującego Janusza Górskiego. Tego dnia był najpewniejszym punktem swojej drużyny, punktował nawet w bardzo trudnych akcjach, a do tego motywował kolegów z zespołu i sympatyków zgromadzonych na trybunach. Nie obyło się też bez małych prowokacji i wymownych spojrzeń w kierunku kibiców z Wrocławia.
"Volley" utrzymał dobry rytm i świetnie wszedł w czwartą partię. Przy 12:7 wydawało się, że nic już nie zatrzyma gospodarzy i zakończą ten mecz wynikiem 3:1. Emanowali pewnością siebie i nakręcali się po kolejnych udanych zagraniach. Gwardia potrzebowała serii świetnych akcji i na taką serię skutecznie zapracowała. Znów się wyrównało i grano punkt za punkt. W końcówce przewagę miały Jelczańskie Lwy, prowadząc 21:19, 22:20 i 23:20. Brakowało im dwóch oczek, by zakończyć rywalizację, ale wtedy aż cztery zdobyli rywale. Ponownie w ten weekend trzeba było walczyć na przewagi i ponownie lepiej spisali się goście. Wygrali 26:24, co oznaczało konieczność rozegrania tie-breaka.
Historia tego sezonu pokazała, że akurat tie-breaki Jelczanie potrafią grać świetnie. Ta reguła znalazła swoje potwierdzenie. Szybko wypracowana przewaga (5:1) pozwoliła wierzyć w szczęśliwe zakończenie siatkarskiego weekendu. Gwardia się nie poddała i walczyła o każdy punkt, ale to "Volley" zwyciężył 15:12 i cieszył się ze zwycięstwa 3:2.
MVP spotkania został Janusz Górski.
Co dalej?
Po dwóch rozegranych meczach jest 1:1. Nie ma znaczenia, że Gwardia wygrała 3:1, a "Volley" 3:2 - w fazie play-off liczą się tylko zwycięstwa. Wiadomo już, że trzeba będzie rozegrać jeszcze co najmniej dwa spotkania. Odbędą się one 28 i 29 marca we Wrocławiu. Ten sobotni o godz. 18.00, ten niedzielny - o godz. 19.00. Klub z J-L będzie organizował autokar dla kibiców - w poszukiwaniu szczegółów warto śledzić oficjalny fanpage na Facebooku IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice.

Jeśli podczas najbliższego weekendu raz wygrają Wrocławianie, a raz Jelczanie, o wszystkim zdecyduje pojedynek nr pięć, który miałby zostać rozegrany 1 kwietnia w Jelczu-Laskowicach. O ewentualnych szczegółach będziemy informować na naszym portalu.







Napisz komentarz
Komentarze