Przypomnijmy, że IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice zajął drugie miejsce w grupie trzeciej II ligi, co oznaczało, że w fazie play-off zmierzy się z Gwardią Wrocław - drużyną, która skończył sezon na trzeciej pozycji. W fazie play-off gra toczyła się do trzech zwycięstw. Pierwsze dwa mecze rozegrano 21 i 22 marca w Jelczu-Laskowicach - w sobotę górą byli Wrocławianie (3:1), a w niedzielę tryumfowali Jelczanie (3:2). Kolejne dwa spotkania odbyły się 28 i 29 marca we Wrocławiu. Najwięcej emocji przyniosło to pierwsze, w którym Gwardia prowadziła już 2:0, by ostatecznie to "Volley" cieszył się ze zwycięstwa 3:2. W niedzielę ponownie lepsze były Jelczańskie Lwy, które pokonały rywali 3:1 i tym samym zakończyły rywalizację w fazie play-off, awansując do turnieju półfinałowego, który odbędzie się między 24 a 26 kwietnia.
***
Na gorąco po niedzielnym zwycięstwie zadaliśmy kilka pytań prezesowi klubu z J-L Piotrowi Piechocie.

- Gdy rozmawialiśmy przed sezonem, powiedziałeś wprost, że awans jest waszym celem. Wydawało się, że mogą to być słowa delikatnie na wyrost, ale dziś zdecydowanie możesz tryumfować. Pokonaliście Gwardię Wrocław w fazie play-off i bez względu na to, co wydarzy się dalej, udowodniliście, że macie zespół gotowy do walki o I ligę do samego końca.
- Zgadzam się i jestem z tego dumny. Cieszę się, że krok po kroku zbliżamy się do ostatecznych etapów walki o awans. Wiadomo, że ta droga jest wieloetapowa - w sezonie zasadniczym zajęliśmy drugie miejsce w swojej grupie. Myślę, że byliśmy w stanie tę grupę nawet wygrać, ale jako jedyni tak daleko zaszliśmy w Pucharze Polski, przez co tych meczów rozegraliśmy znacznie więcej. To na pewno przełożyło się na zmęczenie, a ostatecznie też na wyniki. Jesteśmy jednak bardzo szczęśliwi, bo zajęliśmy drugie miejsce, które pozwoliło nam zagrać w fazie play-off. Za nami wyrównana rywalizacja z dobrze dysponowaną Gwardią, przegraliśmy jeden mecz, wygraliśmy trzy i jesteśmy o sześć meczów od awansu do I ligi. Stopień trudności wzrasta, ale cokolwiek się nie wydarzy, sezon jest bardzo udany. Presji, by awansować, nie ma, chcemy o niego walczyć i jesteśmy w stanie to zrobić, ale już teraz możemy mówić o najlepszym sezonie w historii klubu oraz o tym, że w Jelczu-Laskowicach jest najlepsza męska siatkarska drużyna na Dolnym Śląsku. Nie ma dolnośląskich zespołów ani w PlusLidze, ani w I lidze. Pojedynek z Gwardią był też swego rodzaju walką o prymat w regionie, więc tym bardziej cieszymy się, że to my wyszliśmy z niego zwycięsko. Szczerze mówiąc, zakładając klub, nawet o tym nie marzyliśmy...
- Z Gwardią, która jest dużą siatkarską marką ze znacznie większym doświadczeniem niż wasze, zagraliście w tym sezonie sześć razy - dwa razy w rundzie zasadniczej i cztery razy w fazie play-off. Wygraliście pięć z sześciu meczów - trudno o lepsze potwierdzenie, kto zasłużył na miano najlepszej drużyny w województwie.
- Mogę się pod tym podpisać. Prestiż tej rywalizacji czuli także nasi kibice, którzy wspierali nas zarówno na meczach w Jelczu-Laskowicach, jak i we Wrocławiu. Cztery mecze play-off to była świetna promocja siatkówki na Dolnym Śląsku, teraz idziemy dalej, zobaczymy, jak ułoży się losowanie i za trzy tygodnie - między 24 a 26 kwietnia - zagramy w turnieju półfinałowym o awans do I ligi.
- Faza play-off nie zaczęła się dla was dobrze. Pierwszy mecz przegraliście, a na początku drugiego kontuzji doznał doświadczony środkowy Arkadiusz Olczyk. Był strach, że przy tak wyrównanej rywalizacji strata ważnego siatkarza może przechylić szalę na korzyść rywali?
- Na pewno trochę tak. Brak takiego zawodnika jak Arek zawsze jest odczuwalny, w czwartym meczu trener wpuścił go na chwilę na zmianę taktyczną w celu podwyższenia bloku, ale jego uraz jest poważny. To odnowienie kontuzji barku, na chwilę obecną nie jest gotowy do gry na 100%. Na środku przez cały sezon poza Arkiem rywalizowali Karol Saładonis i Maciej Stawarz, którzy grali zamiennie. W fazie play-off pokazali, że są gotowi do gry na takim poziomie, co bardzo nas cieszy.
- Który mecz fazy play-off był tym waszym najlepszym i co twoim zdaniem było czynnikiem decydującym, który sprawił, że to wy będziecie się dalej bić o awans, a Gwardia musi obejść się smakiem?
- Rywalizacja była bardzo wyrównana. Gwardia bardzo dobrze grała zagrywką i fragmentami właśnie dzięki zagrywce była w stanie budować przewagę. Patrząc jednak szerzej, myślę, że siatkarsko byliśmy lepsi. Im dłużej trwały mecze, tym lepiej wyglądaliśmy na tle przeciwnika. Wydaje mi się, że kluczowy był mecz numer trzy, w którym przegrywaliśmy już 0:2, a ostatecznie wygraliśmy 3:2. To było pierwsze spotkanie na hali we Wrocławiu, w pierwszym secie Gwardia prowadziła nawet siedmioma punktami, na początku drugiego też zbudowała dużą przewagę, ale wróciliśmy do gry i odwróciliśmy losy tego spotkania. Nie jest łatwo zrobić coś takiego w meczu o taką stawkę na wyjeździe. Drużyna pokazała wielki charakter i zbudowała pewność siebie przed niedzielnym - jak się potem okazało, ostatnim - starciem.
- Jak ważne było wsparcie kibiców, którzy tłumnie zbierali się w Centrum Sportu i Rekreacji, ale także dużą grupą pojechali w sobotę i niedzielę do Wrocławia?
- To jest jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie wydarzyły się w tym sezonie. Dobra gra w lidze i niespodzianki, które sprawialiśmy w Pucharze Polski, przyciągnęły do nas nowych kibiców, którzy są z nami i mamy wrażenie, że jest ich coraz więcej. Nasi zawodnicy to wsparcie czują, grają dla kibiców, wchodzą z nimi w interakcje i w ten sposób tworzy się świetna społeczność zgromadzona wokół Jelczańskich Lwów. Dobrym przykładem jest Janusz Górski, który ekspresyjnie reaguje po dobrych akcjach, szuka wsparcia z trybun, żyje razem z kibicami podczas meczu i ten doping na pewno go napędza. Jestem przekonany, że byłoby nam znacznie trudniej w fazie play-off, gdyby nie to wsparcie, które czuliśmy na każdym kroku. Wygraliśmy te mecze siatkarsko, ale nawet we Wrocławiu czuliśmy się, jakbyśmy grali u siebie!
- Nawet biorąc pod uwagę przedsezonowe zapowiedzi, uwierzyłbyś, że ten sezon może być aż tak dobry? Drugie miejsce w rundzie zasadniczej, piękna przygoda w Pucharze Polski, gdzie ogrywaliście faworytów, teraz pokonanie Gwardii w fazie play-off, a przecież to jeszcze nie koniec.
- Na pewno wierzyłem, że w tym sezonie będziemy walczyć o awans. Celowo nie deklarowałem, że na pewno awansujemy, bo wiem, jak wygląda sport i zdaję sobie sprawę, że droga do I ligi jest długa. Możemy mieć świetny skład i dobrą formę, ale jak oprócz Arka Olczyka wypadnie nam dwóch kolejnych ważnych zawodników, to nagle wszystko się skomplikuje. Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, dlatego krok po kroku staramy się robić swoje. Przed nami dwa największe, bardzo trudne do zrobienia kroki, czyli turniej półfinałowy i ewentualnie finałowy. Zobaczymy, co się wydarzy...
- Wspomniany turniej półfinałowy będzie się odbywał między 24 a 26 kwietnia. Opowiedz proszę, na czym teraz będzie polegała rywalizacja.
- Na tym etapie pozostało osiem drużyn w skali kraju. Zostaną one podzielone na dwie grupy po cztery zespoły. Każda z grup rozegra swój turniej półfinałowy, a przydział do konkretnej grupy nastąpi poprzez losowanie. Jedyną ekipą, na którą trafić nie możemy, jest WKS Wieluń, z którym mierzyliśmy się w rundzie zasadniczej. W turnieju półfinałowym cztery drużyny przez trzy dni rywalizują w systemie każdy z każdym. Dwie najlepsze przechodzą do turnieju finałowego, który zaplanowano w dniach 8-10 maja. I tam sytuacja jest podobna. Cztery drużyny przez trzy dni grają między sobą, z czego dwie najlepsze awansują do I ligi.
- Czy jest taka możliwość, by turniej półfinałowy odbył się w Jelczu-Laskowicach?
- Walka w fazie play-off jeszcze nie we wszystkich grupach się zakończyła, ostatnie mecze zostaną rozegrane w środę. Każda z drużyn, która zagra w turnieju półfinałowym, do 3 kwietnia będzie mogła zgłosić w Polskim Związku Piłki Siatkowej akces na organizację turnieju.
- Macie taki plan? Chcielibyście zorganizować turniej półfinałowy w Jelczu-Laskowicach?
- Chcielibyśmy, ale nie o same chęci tutaj chodzi. Musimy sprawdzić możliwości organizacyjne, porozmawiać z Urzędem Miasta i Gminy oraz ze sponsorami. Burmistrz Piotr Stajszczyk był na wszystkich meczach, kibicował nam także we Wrocławiu, więc wierzę, że jest dobry klimat do rozmowy i duża szansa na jej pozytywny finisz. Jestem przekonany, że byłoby to trzydniowe święto siatkówki w naszym mieście, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że stanowiłoby dla klubu ogromne wyzwanie finansowe. Sami na pewno nie damy rady, ale - tak jak wspomniałem - w tym tygodniu będę prowadził rozmowy, które potwierdzą, czy jest sens starać się o organizację wydarzenia. Oczywiście nawet jeśli byśmy złożyli akces, to jeszcze nie oznacza, że taką organizację dostaniemy. Będzie konkurs ofert, decyzję podejmie Polski Związek Piłki Siatkowej.







Napisz komentarz
Komentarze