Z sesji Rady Miejskiej w Oławie:
Program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt na ternie miasta Oława jak co roku wywołał długą dyskusję na sesji Rady Miejskiej. Program w całości jest finansowany z budżetu miasta, a w tym roku zaplanowano na jego realizację 703 500 zł brutto, w tym na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami 298 080,00 zł, usługi weterynaryjne - 88 400,00 zł, sterylizację/kastrację - 77 350,00 zł, czipowanie psów - 22 100,00 zł, szczepienia - 33 150,00 zł, opiekę nad bezdomnymi zwierzętami gospodarskimi - 500 zł brutto. W wydatkach na ten rok zaplanowano także 20 tys. zł na nadstawę wody i energii elektrycznej. 5 tys. zł na nadzór sanitarny, 600 zł na ubezpieczenie OC schroniska i 17 tys. zł - wywóz odpadów. W planach uwzględniono też wydatki na inwestycje. 37 320 zł na materiały do bieżących napraw i 100 tys. zł na zakup nowego kontenera oraz wykonanie przyłącza kanalizacji sanitarnej.
Chociaż schronisko, dawniej przytulisko dla zwierząt, od lat znajduje się przy ul. Rybackiej, na tyłach oławskiej oczyszczalni ścieków, to dotychczas nie ma przyłącza do kanalizacji sanitarnej. Pracownicy i wolontariusze korzystają z toi-toia, ale - jak powiedział na marcowej sesji RM Dariusz Poślad, dyrektor ZDMiZ, który zarządza schroniskiem od blisko dwóch lat - w minionym roku postawiono w schronisku kontener socjalny, który niebawem zostanie podłączony do kanalizacji i będzie nie tylko toaleta z prawdziwego zdarzenia, ale też prysznic i umywalka.
Radną Lewicy Agnieszkę Mikołajek interesowało, gdzie składowane są odchody zwierzęce? Wiceburmistrz Andrzej Mikoda odpowiedział, że na terenie schroniska są pojemniki na odpady zmieszane, gdzie te odchody są składowane. Następnie trafiają na składowisko odpadów w Gaci. W reakcji na odpowiedź radna Mikołajek powiedziała, że nie tylko ona, ale i inni, którzy w grudniu uczestniczyli w posiedzeniu jednej z komisji działającej przy RM, widzieli, że odchody były wyrzucane do rowu obok schroniska, a nie do kontenerów, jak twierdzi wiceburmistrz. - Proszę, by na to zareagować - dodała. O dole wykopanym nieopodal schroniska, w którym były składowane odchody zwierzęce, mówiła też radna Ziółkowska.
- Może były takie nieprawidłowości - potwierdził dyrektor Poślad. - Ale cały czas szkolimy obsługę i tłumaczymy. Wprowadziliśmy też dodatkowy duży kontener, więc... (nie dokończył). Odpowiadając na pytania o nadzór nad obiektem dyrektor, powiedział m.in., że bywa w schronisku i osobiście przygląda się jego potrzebom. Jest tam też monitoring więc ma możliwość ciągłego kontrolowania tego, co dzieje się na terenie obiektu. Poza tym materiał się nagrywa, więc można go w razie potrzeby odtworzyć. W wyznaczonych godzinach są tam też pracownicy. Stałą kontrolę nad schroniskiem prowadzi również powiatowy lekarz weterynarii.
Skoro jedzenie jest to, po co te apele?
- Niejednokrotnie powtarzał pan, że jeżeli chodzi o finansowanie schroniska, to jest dobrze, skąd więc apele o zbiórkę żywności dla przebywających tam zwierząt - pytał wiceburmistrza radny Krzysztof Rydzoń z PO. - Jak one się mają do pana słów?
O sprawy wyżywienia zwierząt pytała też partyjna koleżanka radnego Magdalena Ziółkowska. Pochwaliła, że w programie wyodrębniono wydatki na poszczególne cele, ale zabrakło wśród nich kwoty przeznaczonej właśnie na wyżywienie. - Z niepokojem obserwuję publikowane przez schronisko informacje o organizowaniu zbiórek jedzenia - mówiła. - Ich treści budzą wiele pytań o realne potrzeby tej placówki. Czy to znaczy, że pieniędzy, jakie przekazujemy na schronisko, jest za mało? Myślę, że każdemu z nas zależy, by zwierzęta miały zapewnioną właściwą opiekę i dostęp do właściwego pożywiania, jednak forma, w jakiej przedstawiane są te apele, może budzić wśród mieszkańców niepokój co do sytuacji w schronisku.
Radna dodała, że z informacji, jakie uzyskała od Dariusza Poślada, wynika, że w kwocie 298 tys. zł wyodrębnionej na "opiekę nad bezdomnymi zwierzętami" kryje się też zakup karmy dla schroniska oraz zakup karmy dla wolno żyjących kotów. - Czy to za mało, że na profilu schroniska publikowane są posty o zbiórce np. pełnowartościowej karmy dla szczeniąt? - pytała. - I nie chodzi w tych apelach o tysiące złotych, a kilkadziesiąt tysięcy. Czy nasze schronisko jest w tak krytycznej sytuacji, że nie ma pieniędzy na zapewnienie jedzenia pieskom?
Wiceburmistrz Andrzej Mikoda zapewnił, że schronisku nie brakuje pieniędzy na wyżywienie. Tłumaczył, że publikacje o zbiórkach często wynikają z empatii wolontariuszy, którzy chcą w ten sposób pomóc i tak trzeba patrzeć na te zbiórki, a nie poprzez pryzmat braku możliwości finansowania przez miasto. O tym, że publikowane posty to głównie wynik chęci pomocy osób trzecich, jak szkoły, przedszkola czy osoby indywidualne, mówiła też Marta Aksman, lekarz weterynarii, który obsługuje schronisko. Tłumaczyła, że trafia tam dużo darów, bo wiele osób chce pomagać zwierzętom i jest to wspaniałe. Niestety w ten sposób schronisko otrzymuje też dużo niepotrzebnych rzeczy oraz karmy kiepskiej jakości. Aby tego unikać, pojawiają się posty z informacjami, jaka ta karma powinna być, albo co ewentualnie kupić, by to się faktycznie przydało. Posty są więc odpowiedzią na pytania mieszkańców o to, co mogliby przynieść do schroniska albo jak je wesprzeć, bo wielu chce pomagać zwierzakom i takie pytania zadaje. Karma jest natomiast tym, co się zużywa, zwłaszcza że schronisko pomaga również kotom wolno żyjącym. W postach chodzi więc o wskazanie tego co ewentualnie kupić by było naprawdę potrzebne, a nie generowało odpady, a nie o informowanie, że w schronisku brakuje jedzenia dla zwierząt, bo to nie jest prawda. Pytana o to, dlaczego te apele są często takie "ostre", tłumaczyła, że obsługujący schronisko nie zawsze ma na to wpływ. Często posty inicjują wolontariusze, poza tym są "wyolbrzymiane" przez niektóre profile społecznościowe. W wyniku dalszej dyskusji zapewniała, że zwróci uwagę, by komunikaty były bardziej przejrzyste i porozmawia o tym z wolontariuszami, którzy inicjują ogłoszenia.
Obcych zwierzaków też nie "wykopują"
Lekarka odniosła się też do jakości opieki nad bezdomnymi zwierzętami i wynikających z tego "problemów". Jej zdaniem dzięki wieloletniej działalności liczba bezdomnych zwierząt na naszym terenie jest kontrolowana. Wszystkie, które tu się pojawiają, są sterylizowane i "zaopiekowane". Na jakość tej opieki wpływa też "szeroki" i zaangażowany wolontariat. To, że do każdego zwierzaka podchodzi się wręcz indywidualnie. Ta dobra opieka wpływa jednocześnie na to, że w do oławskiego schroniska trafiają, niestety, także zwierzęta z okolic.
- Jesteśmy takim buforem dla tego, co dzieje się wokół Oławy - stwierdziła Marta Aksman. - W gminach nie ma takiej opieki, więc bardzo często zwierzęta stamtąd trafiają do nas. Dostajemy np. zgłoszenie, że pies został znaleziony na ul. Chrobrego w Oławie, ale z czasem okazuje się, że ktoś gdzieś widział ogłoszenie i taki sam piesek był w Grodkowie, a teraz jakimś cudem znalazł się u nas.(...) Chcemy pomagać zwierzętom i po to też każdy z nas jest w tym schronisku, więc "nie wykopujemy" takich zwierząt i nie staramy się na siłę ich oddać, tylko się nimi zajmujemy.
Jak twierdzi weterynarz, często dla tych właśnie zwierząt wolontariusze organizują wspomniane wcześniej zbiórki. Co do samego wolontariatu, Aksman stwierdziła, że to forma "dokochiwania zwierząt". Znajdowania słabych punktów w opiece nad zwierzętami bezdomnymi, które na pewno są i można ją ulepszyć, chociaż często prowadzi to do różnicy zdań między wolontariuszami i prowadzącymi schronisko. - Pomimo wszystko uważam, że robimy kawał dobrej roboty, której inne gminy nie robią i przez to mamy tych zwierząt więcej - mówiła lekarka. W nawiązaniu do wolontariatu wiceburmistrz Mikoda dodał, że jest szereg organizacji i wolontariuszy, które współpracują z miastem przy schronisku. Pomagają w jego prowadzeniu i propagują dobre nastawienie do zwierząt. Obecnie jest grupa, która na stałe współpracuje, ale każdy, kto chciałby do tej grupy dołączyć, też może. Musi spełniać określone kryteria i podpisać regulamin współpracy. Dopiero wtedy jest dopuszczany do obsługi schroniska. Nie do wszystkich prac, ale tych najprostszych czynności.
Wolontariusze współpracujący ze schroniskiem są objęci ubezpieczeniem grupowym.
"Radni nie są od tego, żeby sobie przeliczać"
W dyskusji padły też pytania o koszty utrzymania zwierzaka w schronisku. - Jak wygląda struktura kosztów weterynaryjnych dla jednego zwierzęcia i czy w każdym przypadku jest to opisane, a radni mają dostęp do informacji, na jakie zwierzę ile pieniędzy zostało przeznaczone? - pytała radna Karolina Kaczor-Hanuszewicz. - Czy analizowano, jaki jest roczny koszt utrzymania jednego bezdomnego zwierzęcia w oławskim schronisku?
Dariusz Poślad powiedział, że miasto płaci ryczałtowo za miesięczną obsługę weterynaryjną. Otrzymuje co miesiąc fakturę i ją opłaca. Nie jest tam wyodrębnione, ile konkretnie na jakie zwierzę. Co do kosztów utrzymania jednego zwierzęcia w schronisku to, jego zdaniem, też trudno określić. - Wszystkie koszty macie państwo podane - powiedział. - Całkowitą kwotę na realizację programu też, więc można to sobie przeliczać według waszego uznania. Mamy określone, ile kosztuje opieka, ile weterynaria, dostawy wody i energii, dezynsekcji, nadzór sanitarny, obsługa toi-toi, odbiór śmieci, inwestycje... w sumie 703 tys. zł na rok, a jak sobie policzycie na zwierzaka to proszę bardzo. Statystyki przebywania zwierząt w schronisku też były udostępniane.
- Nie radni są od tego, żeby sobie to przeliczać - ripostowała radna Kaczor-Hanuszewicz. - Interesuje mnie koszt utrzymania zwierzęcia, a nie bud, nadzoru sanitarnego czy toi-toi, tylko koszt utrzymania zwierzęcia, które trafia do schroniska i jest tam leczone. To czy konkretne zwierzę jest opisane, a przy tym informacja, jakie koszty poniosło schronisko na nie.
- Koszt leczenia zależy od zwierzęcia - próbowała tłumaczyć Marta Aksman. Każde jest wprowadzone do obowiązujących programów, musi być zaczipowane, odrobaczone, zaszczepione i wszystko to jest kontrolowane przez inspekcję zdrowia. Do schroniska trafiają jednak zwierzęta, które - jak stwierdziła - "być może były leczone gdzie indziej, ktoś temu nie podołał i podrzucił je do Oławy". Tu jest leczone, ale do końca życia pozostaje bezdomne, bo jest w tak ciężkim stanie, że nikt nie chce go adoptować. Tymczasem koszty utrzymania w schronisku takiego zwierzęcia, które wymaga codziennych badań, generuje miesięcznie koszt około 2 tys. zł. miesięcznie. Często bywa też tak, że chociaż taki zwierzak nie rokuje i powinno się go uśpić, to nikt nie chce tego zrobić, bo w jego ratowanie angażuje się duża grupa wolontariuszy, często też mieszkańców, mimo że bezdomnych zwierząt nie brakuje.
- Obliczenie kosztu utrzymania jednego zwierzęcia w schronisku jest więc trudne - stwierdziła. - Oczywiście można byłoby to zrobić, ale w praktyce wygląda to różnie, bo są zwierzęta, które generują ogromne koszty. Trzeba wziąć też pod uwagę sezonowość. Są miesiące w roku, gdy mamy 60 kotów, co totalnie przekracza liczbą przewidzianą na opiekę.
Trzeba więc wziąć pod uwagę, że w kosztach jest nie tylko karma dla takiej liczby zwierząt, ale też żwirek wysokiej jakości, bo tylko dzięki temu "można wejść" do woliery z kotami. Duże opakowanie takiego żwirku to koszt ok. 100 zł, a tygodniowo potrzebne jest parę takich opakowań. Więc przy 60 kotach miesięczny koszt samego żwirku to około tysiąca zł.
Weterynarz dodała, że często staje przed dylematem, co zrobić w sytuacji, gdy trafiają do niej np. koty, które nie są z miasta czy gminy Oława,więc kolejny raz powtórzyła, że koszt utrzymania zwierzęcia w schronisku jest różny. - Pomagamy wszystkim zwierzakom i jeżeli widzę, że kwota wyraźnie przekracza pieniądze przeznaczone na ten cel w danym miesiącu, to po to mieszkańcy wspomagają nas 1%, bym mogła wykonać takiemu psu operację, tomografię czy inny potrzebny zabieg - dodała i zapewniła, że wszystkie zabiegi wpisane są w karcie leczenia zwierzaka i jeżeli jest taka potrzeba, to je udostępni.
Z wyliczeniami lekarki nie zgodziła się radna Ziółkowska. Z danych za ubiegły rok, jakie otrzymali radni, wynika bowiem, że nie było miesiąca, w którym w schronisku przebywało 60 kotów. Najwięcej - po 18 - było ich w styczniu i lutym, więc nie rozumie, skąd takie dane.
- Rozumiem, że są duże potrzeby odnoście bezdomnych zwierząt w okolicznych samorządach, ale jako miasto Oława nie możemy ponosić kosztów opieki nad zwierzętami z okolicy - stwierdziła radna.
W nawiązaniu do dyskusji o publikowanych apelach oczekiwała, że na profilu schroniska znajdzie się informacja, iż wszystkie potrzeby bezdomnych zwierząt w oławskim schronisku, w tym karma, "są zabezpieczone". Jeżeli są natomiast potrzeby na jakieś inne zwierzęta, to takie apele powinny się znajdować na profilach fundacji, które taką pomoc dla konkretnego zwierzęcia organizują.
- Mam też odpowiedź dla radnej Karoliny Kaczor - dodała Magdalena Ziółkowska. - Otrzymaliśmy od państwa Aksman odpowiedź (przed sesją RM - od red.) że "dzienny koszt utrzymania zwierzęcia w schronisku jest zmienny i zależy od wielkości, wieku, stanu zdrowia oraz zaleceń dietetycznych, zużytych materiałów, specjalnych wymogów. Orientacyjny koszt utrzymania wynosi około 200 zł wzwyż dziennie na zwierzę", czyli - jak głośno wyliczała radna - utrzymanie jednego pieska w schronisku to jest 6 tys. zł za miesiąc. I przypomniała, że w styczniu minionego roku w schronisku było 9 piesków, w lutym - 8, w marcu - 8, w kwietniu - 14, w maju i czerwcu - po 9, w lipcu - 16, w sierpniu i wrześniu - po 6, a w październiku 7.
Na tym dyskusja się nie zakończyła. Przeciwnie. Rozwinął się temat "opieki" innych samorządów nad bezdomnymi zwierzętami. Całość można obejrzeć na BIP UM w zakładce - transmisje obrad RM.
W głosowaniu nad przyjęciem gminnego programu opieki nad zwierzętami uczestniczyło -18 radnych. 11 radnych koalicji rządzącej głosowało "za" przyjęciem programu, 6 z opozycji wstrzymało się od głosu, a 1 był przeciwko.







Napisz komentarz
Komentarze