Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 20 lipca 2026 16:39
ZOBACZ:
Reklama Hipol
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Pani od rysunków

Jej guru był Picasso. Jak każdy początkujący artysta, chciała stworzyć wyjątkowe dzieło. Życie zweryfikowało te marzenia, ale pasja pozostała pasją. Dzięki niej wciąż robi to, co sprawia jej przyjemność i zachęca do tego innych, bo - jak mówi - nigdy nie jest za późno. O malarstwie, seniorach i pasji - rozmawiamy z Anną Domańską, która od 18 lat prowadzi zajęcia z malarstwa na oławskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku
Pani od rysunków
O malarstwie, seniorach i pasji - rozmawiamy z Anną Domańską, która od 18 lat prowadzi zajęcia z malarstwa na oławskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku

Autor: wioletta kamińska

Podziel się
Oceń

- Jak doszło do tego, że prowadzi Pani zajęcia na oławskim UTW?

- Przez przypadek (śmiech). 18 lat temu z czystej ciekawości poszłam do klubu seniora, który wtedy działał w budynku starego sądu przy ul. 1 Maja. Uznałam, że skoro jestem już na emeryturze i mam nieco więcej wolnego czasu, to chętnie spotkam się z rówieśnikami. Już nawet dokładnie nie pamiętam, ale chyba na jednym ze spotkań koordynatorki z tego klubu zapytały, czy nie poprowadziłabym zajęć plastycznych na powstającym UTW. Uznałam: czemu nie, zobaczymy, co z tego będzie. Nie myślałam jednak, że to się tak rozwinie i potrwa tyle lat. 

- Dlaczego właśnie Pani to zaproponowano?

- Przez wiele lat uczyłam plastyki w szkołach. Rysunek i malarstwo były moją pasją od dziecka. Skończyłam szkołę artystyczną i studium malarstwa, co dało mi podstawy, by uczyć. Nie taki był cel, ale... W tamtych czasach, podobnie jak dziś, trudno było wyżyć z malowania, więc połączyłam przyjemne z pożytecznym i zostałam "panią od rysunków", jak mówiły o mnie dzieci. - Pani obecni uczniowie też tak mówią? - Nie (uśmiech), teraz to zupełnie inna relacja. 

- ...ale wciąż Pani uczy?

- To układ partnerski. Zajęcia odbywają się pod moim kierunkiem, ale zaangażowane są obie strony i obu przynosi to korzyści. Ja uczę podstaw, zasad teorii, oni uczą mnie innego spojrzenia. Ktoś, kto ma doświadczenie i warsztat, z czasem zaczyna patrzeć na pewne rzeczy poprzez schematy. Oni zaś, ponieważ dopiero zaczynają, mają inną perspektywę, co pozwala mi na nowo spojrzeć na malarstwo, sztukę, a także na wiele codziennych spraw.

 - Większość studentów na Pani zajęciach to stali bywalcy?

- Prowadzę dwie grupy pod jedną nazwą "Tacy Sami". Jedna to ci, z którymi pracuję od lat, czyli "stara gwardia". Na tych zajęciach zwykle przychodzę, rzucam temat i wszyscy wiedzą, co i jak robić. Druga grupa to osoby nowe, które niedawno zapisały się do UTW i na moje zajęcia. Dopiero zaczynają przygodę z malarstwem albo wracają do porzuconych przed laty pasji czy młodzieńczych marzeń, więc w tej drugiej grupie jestem bardziej nauczycielem. Tu zaczynamy od podstaw. Krok po kroku tłumaczę zasady rysunku i malarstwa, tworzenia kompozycji, pracy z farbami, podłożem. Próbujemy różnych technik, by każdy mógł odnaleźć to, w czym czuje się najlepiej. Muszę przyznać, że to grupa wprawdzie początkująca, ale niezwykle zdolna, co mnie bardzo cieszy. Było to doskonale widać podczas tegorocznej wystawy na zakończenie roku akademickiego. Znalazły się na niej prace uczestników obu grup, bo były naprawdę dobre. Ci, którzy już złapią bakcyla, traktują to poważnie i widać, że to jest ich pasja. 

- Jakimi uczniami są słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku?

- Zależy od osoby. Jedni dopiero teraz rozwijają zainteresowania, które tliły się w nich od lat, ale z różnych powodów nie mieli czasu czy możliwości, by je doskonalić. Teraz, kiedy mają więcej czasu, mogą się realizować. Są też tacy, którzy dopiero zaczynają. Nigdy wcześniej nie malowali, ale zawsze chcieli spróbować i to jest ten moment. Albo łapią bakcyla - jak na przykład Kazia czy Ola, które są ze mną od samego początku, choć żadna z nich wcześniej nie malowała - albo po kilku próbach stwierdzają, że to jednak nie dla nich. To dla nich również cenne doświadczenie, bo przyszli, spróbowali i zyskali pewność, że to jednak nie to, czego oczekiwali. Przekonali się, że to wcale nie takie łatwe, jak się niektórym wydaje.

- Łatwiej się uczy seniorów czy dzieci? 

- Zdecydowanie seniorów, nawet gdy trzeba zaczynać od podstaw. Seniorzy przychodzą tu z własnej woli, w określonym celu, chcą słuchać i słuchają. Dla dzieci, zwłaszcza w szkole podstawowej, to zwykle jedne z zajęć, na które muszą chodzić, bo taki jest program nauczania. Niewielu z nich naprawdę jest zainteresowanych, zwłaszcza w tak młodym wieku. Dzieci nie są też tak uważne jak seniorzy, chociaż i tutaj zdarza się, że tłumaczę coś kilkanaście razy, a to i tak gdzieś umyka - z tym że raczej nie z powodu nieuwagi (śmiech). 

- Warto odkrywać pasje w wieku senioralnym?

- Bezdyskusyjnie! Na realizację marzeń nigdy nie jest za późno. Często jest tak, że właśnie emerytura to moment, kiedy mamy okazję spróbować tego, o czym marzyliśmy od lat. A nawet gdy udało się coś namalować, często nie mieliśmy możliwości docenić i ocenić samych siebie, a tym bardziej dowiedzieć się, co myślą o tym inni. Dlatego teraz, gdy możemy poświęcić czas sobie i swoim potrzebom, róbmy to bez wahania i nie bójmy się oceny. Za każdym razem, gdy przygotowujemy wystawę, widzę, z jakimi emocjami to się wiąże. Jak uczestnicy zajęć się ekscytują, widząc swoją pracę w galerii na ścianie, w innym świetle, w oprawie, wśród wielu innych prac. Często dopiero wtedy sami dostrzegają, jak bardzo jest wyjątkowa, i trudno im uwierzyć, że to ich dzieło. Gdy dochodzą do tego komentarze, pochwały oglądających, to... Na pewno warto odkrywać swoje pasje niezależnie od tego, ile mamy lat. Zawsze warto robić to, co sprawia nam przyjemność, bo wtedy czujemy się szczęśliwi.

- Zajęcia z malarstwa, które Pani prowadzi, to nie tylko lekcje kunsztu i odkrywanie pasji, to też spotkania z wielkimi artystami? 

- Oni często są dla nas wzorem, inspiracją. Weźmy dzisiejsze zajęcia - naszą muzą jest Van Gogh. I absolutnie nie chodzi o to, by go kopiować. Ba, jestem nawet przeciwniczką kopiowania... 

- Dlaczego? 

- Po co mamy udawać kogoś albo próbować być kimś, kim nie jesteśmy i nigdy nie będziemy? Wielcy artyści mogą być natchnieniem, ale niech każdy wyraża siebie. Celem tych zajęć jest odnaleźć siebie, swój styl i przelać to na płótno. Owszem, rozmawiamy na zajęciach o wielkich artystach. O tym, jak tworzyli, o charakterystycznych cechach ich twórczości. Oglądamy ich dzieła, ale po to, by rozbudzić w uczestnikach zajęć chęć do tworzenia własnych prac, a nie powielania czyichś. Poza tym każdy z nas patrzy na daną rzecz inaczej, jest innym kolorystą, więc gdyby nawet nie chciał, zawsze tworzy coś swojego. A w tej grupie jest wielu świetnych kolorystów... 

- Czyli?

- Kolorysta to ktoś, kto idealnie umie dobrać do siebie barwy, co sprawia, że np. pejzaż jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Owszem, dużo zależy też od techniki, ale tego również się uczymy na tych zajęciach, eksperymentujemy i odkrywamy swoje predyspozycje. Jedni kochają delikatne, subtelne akwarele, inni akryle, których kolory są mocne, albo stosunkowo ciężkie farby olejne. Po te ostatnie rzadko jednak sięgamy, bo bardzo długo schną i mają charakterystyczny zapach, którego nie każdy toleruje. Uczymy się tu więc wszystkiego, całej sztuki malowania od podstaw, ale najważniejsze jest to, że się spotykamy, rozmawiamy, wspieramy i integrujemy. W grupie o podobnych zainteresowaniach możemy podyskutować, poczytać i wymienić się informacjami. Przez to lepiej poznajemy wielkich artystów, ale też same siebie, co jest niezwykle istotne.

- O czym Pani marzyła, gdy zaczynała przygodę z malarstwem? 

- To było tak dawno (śmiech). Chciałam malować i tworzyć tak wyjątkowe rzeczy jak Pablo Picasso. On był moją inspiracją, guru artystycznym. Fascynowała mnie jego twórczość. Byłam kiedyś na jego wystawie w Londynie. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nie byłam w stanie się od tego oderwać. Niestety, nie podzieliłam jego twórczych losów, ale tworząc, często sięgałam po sztukę nowoczesną. To jedna z moich ulubionych obok abstrakcji. Bardzo lubię prace Picassa z okresu kubizmu i często zachęcam moich obecnych uczniów do malarstwa współczesnego, ale muszę przyznać, że zwykle są opory. Seniorzy to uczniowie, którzy wolą raczej trzymać się rzeczywistości. I rozumiem to, bo wbrew pozorom sztuka współczesna to trudny nurt i nie dla każdego. 

- Obecnie również najbardziej ceni Pani malarstwo nowoczesne?

- Gdy zaczynałam przygodę z malarstwem, pasjonowały mnie olejne pejzaże. Później próbowałam innych nurtów, ale gdy pojawiła się rodzina, dom, praca, dzieci - nie było już zbyt wiele czasu dla siebie, więc malowałam lub rysowałam raczej sporadycznie. Gdy przeszłam na emeryturę, wróciłam do malowania, ale muszę przyznać, że od pewnego czasu mój kontakt z pędzlem i płótnem to już tylko te zajęcia. Przestałam malować. Dotarło do mnie, że już chyba wielkim artystą nie będę (uśmiech). Ostatnią wystawę miałam kilka lat temu, większość obrazów rozdałam, a ostatnio maluję coraz mniej, więc... kolejnej już raczej nie będzie. Sporo czasu spędzam na zajęciach i jakoś przestało mnie ciągnąć do malowania. Radość sprawia mi to, gdy patrzę, jak inni się rozwijają.

- Woli Pani oceniać? 

- To doświadczenie pożądane przez każdego artystę. Każdy jest krytyczny wobec tego, co robi, a przynajmniej tak mi się wydaje, a spojrzenie drugiej osoby, jej ocena tego, co widzi, pozwala nam inaczej spojrzeć na naszą pracę. Dzięki ocenie wiemy, co się komu podoba i na co zwraca uwagę, bo każdy widzi inaczej, a przez to inaczej interpretuje obraz.

- Taki jest cel waszych wystaw? By autorzy prac mogli na nie spojrzeć oczami innych?

- To jeden z głównych celów. Wystawa pozwala spojrzeć na swoje prace w innym świetle, ale też poznać opinie innych i zmierzyć się z nimi, co jest bardzo cennym doświadczeniem. 

- Mówi Pani, że już wielkim artystą nie będzie, a jest ktoś w Pani rodzinie, kto kontynuuje pasję do malarstwa? 

- Trochę maluje mój syn, a także wnuczka. Jest jeszcze bardzo młoda i dopiero szuka swojej artystycznej drogi, więc próbuje różnych metod i technik. Rysuje, maluje, jest bardzo uzdolniona manualnie i... zobaczymy, w jakim to pójdzie kierunku, ale z przyjemnością obserwuję jej postępy i eksperymenty. Obecnie jest w okresie młodzieńczego buntu. Wydaje jej się, że wszystko już wie; rzadko prosi o porady czy wskazówki i ich nie przyjmuje - a przynajmniej oficjalnie się do tego nie przyznaje. Widzę jednak, jak wraca do wcześniej wykonanych prac i je poprawia zgodnie z moimi sugestiami. I to mi się nawet podoba, bo z jednej strony chce być indywidualistką i dobrze, z drugiej jednak strony widać, że słucha i wyciąga wnioski, co też jest bardzo cenne. Z tym wielkim artystą to taki trochę żart - pewnie, że każdy chciałby być doceniony za to, co robi, ale najważniejsze jest, by robić to, co sprawia przyjemność. Uczestniczki zajęć często opowiadają mi, że gdy już usiądą i zaczną malować, to ciężko im się oderwać i nawet nie czują, jak szybko mijają godziny. I to właśnie jest najcenniejsze.

- Czego pani życzyć? Zdolnych uczniów już Pani ma, więc praca jest tylko przyjemnością, zatem...?

- To prawda, uczniowie są bardzo ambitni, czasem nawet może za bardzo. Bywa, że gdy im coś nie wychodzi, to po kilku lekcjach rezygnują, a szkoda, bo często to kwestia chęci, ale też ćwiczeń. Przykładem jest np. pani Kazia. 17 lat temu niewiele potrafiła, a dziś maluje przepięknie. Powiedzenie, że doświadczenie czyni mistrza, nie jest więc przypadkowe. Co do życzeń, to chciałabym mieć możliwość przebywania z ludźmi, którzy mają podobne pasje, chęci, zainteresowania - to daje mi wiele satysfakcji i chociaż to moja praca, łączy ona przyjemne z pożytecznym, więc... czegóż chcieć więcej?

 

RAMKA

- Żałujecie, że tak późno zaczęłyście realizować swoje pasje? - pytam uczestniczki zajęć pani Ani, które, malując, przysłuchują się naszej rozmowie. 

- Nie - zaprzeczają chórem. - Niczego w życiu nie można żałować, bo zmienić się tego nie da - wyjaśnia jedna z pań. - Cieszymy się, że naszedł moment i mamy możliwość, by te pasje realizować. Robić coś, co lubimy, a nie siedzieć w domu jako osiedlowy monitoring. Poza tym dzięki tym zainteresowaniom właśnie teraz możemy wyjść z domu, elegancko się ubrać, poprawić urodę, zadbać o siebie, spotkać się z koleżankami. Możemy porozmawiać z jednej strony o prozie życia, a z drugiej o pasjach, co pozwala od tej codzienności się oderwać, a na koniec, dzięki wystawom, poczuć się prawdziwymi artystkami. My tu nie tylko zapoznajemy się z pędzlem, płótnem i wielkimi artystami. Tu uczymy się odkrywać i wyrażać drzemiące w nas pokłady wrażliwości, emocji, umiejętności itd. Poznajemy swoje dotychczas nieodkryte strony, ale też pokrewne dusze, ludzi wielu różnych zawodów, z bagażami przeróżnych doświadczeń, którzy - jak się okazuje - potrafią i chcą mówić jednym językiem. Tu nawiązują się kontakty i tu rodzą się przyjaźnie.

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Wiktor Treść komentarza: trochę się przygotuj - cześ - ni zaczniesz pisać głupoty, możesz nawet zapytać wujka Googla. (...) Autorem słów "cóż szkodzi obiecać" jest poseł Koalicji Obywatelskiej Przemysław Witek. Polityk wypowiedział te słowa w maju 2025 roku w programie "Debata Gozdyry" na antenie Polsat News, odpowiadając na pytanie, dlaczego jego ugrupowanie miałoby poprzeć postulaty polityczne innej partii. Data dodania komentarza: 20.07.2026, 15:01 Źródło komentarza: Z lodówki wyskakuje mi Rado Autor komentarza: * Treść komentarza: Zgadzam się z twoją opinią. Trochę go dużo, ale jak na razie to co obiecał, to jest realizowane. To, że źle rozpoczęli te remonty dróg to druga sprawa, ale przecież on nie jest od wykonywania i nie będzie stał na drodze i pilnował wszystkiego. Obiecuje wiadukt, więc poczekamy i zobaczymy. Jak na razie w Oławie i okolicy, nie ma konkurencji. Żadna Partia ani Stowarzyszenie, nie może pochwalić się taką skutecznością. Trzymajmy kciuki, żeby mu się udało i żeby nie przeszarżował. Data dodania komentarza: 20.07.2026, 14:56 Źródło komentarza: Z lodówki wyskakuje mi Rado Autor komentarza: ciotka Treść komentarza: Chyba pomyliłeś nie tylko nazwiska ale i partie. Jakie zioła palisz kolego ??? Data dodania komentarza: 20.07.2026, 14:21 Źródło komentarza: Z lodówki wyskakuje mi Rado Autor komentarza: Tad Treść komentarza: Odniósł sukces, młody , ma władzę , wizję , widać coś się dzieje , patrzy po gospodarsku na region dolnośląski, to trzeba narzekać i krytykować Data dodania komentarza: 20.07.2026, 14:09 Źródło komentarza: Z lodówki wyskakuje mi Rado Autor komentarza: cześ Treść komentarza: A jeszcze nie daj boże złapią jakąś wysoko postawioną osobistość, po co się narażać :D Data dodania komentarza: 20.07.2026, 13:43 Źródło komentarza: Mogło się skończyć tragedią. Przekroczył dopuszczalną prędkość aż o 70 km/godz! Autor komentarza: cześ Treść komentarza: A cóż szkodzi obiecać? Uczył się chyba od samego morawickiego, który to mówił, że trzeba się wsłuchać w potrzeby ludzi, później im to obiecać a potem tylko sukcesywnie wygaszać obietnice :D Data dodania komentarza: 20.07.2026, 13:40 Źródło komentarza: Z lodówki wyskakuje mi Rado
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama