- Żeby zrobić dobrze dla rozładunku pociągów, wybudowali piękną bocznicę. Żeby ułatwić życie mieszkańcom powiatu, którzy w Oławie przesiadają się na pociąg, wybudowali im przy naszej ulicy parking. A co zrobili dla nas - mieszkańców ulicy Różanej? Pogorszyli nam standard życia. Nikt nawet nie zapytał nas o zdanie, a dziś wszyscy zamiast nam pomóc, obiecują i wysyłają bzdurne pisma, z których nic nie wynika - mówią rozżaleni mieszkańcy ulicy Różanej w Oławie.
*
Jeszcze parę lat temu mieszkańcy przedwojennych domków przy ul. Różanej żyli "w spokoju", jak mówią. Chociaż blisko torów, to osłonięci od nich drzewami i gęstymi zaroślami, nie odczuwali większych problemów. Żyło im się tam dobrze, jak twierdzą.
- Gęste duże drzewa rosły wzdłuż całej naszej ulicy - mówi starszy mężczyzna.

Dziś naprzeciw domów przy ul. Różanej są tylko parking i plac przeładunkowy PKP. Wysokie drzewa - takie jak te w głębi - wycięto. Dopiero po interwencji mieszkańców posadzono młode lipy
- Takie duże jak te tam na końcu drogi, gdzie nie ma parkingu - wtrąca inny i wskazuje palcem na drzewa rosnące przy wyjeździe. - Własnymi rękami te drzewa sadziliśmy w latach 80. i co? Wszystko wycieli. Teraz tylko beton, hałas, pył, samochody i reflektory oświetlające bocznicę, które świeca tak mocno, że mimo nocy w mieszkaniu jest jasno jak w dzień i trudno zasnąć. Wszystkim zrobili dobrze, a gdzie my w tym wszystkim jesteśmy?
Właścicielem wspomnianego przez mieszkańców terenu (pasa zieleni) między bocznicą a ulicą Różaną było i jest PKP. Kilka lat temu miasto Oława wydzierżawiło cześć tego terenu pod budowę parkingu Park & Ride" (parkuj i jedź), który wybudowano w roku 2018. Rosnące w tym miejscu drzewa i zarośla wycięto. Swoją inwestycję na przyległym terenie przeprowadziło też PKP. Przebudowało bocznicę i rampę do rozładunku towarów. Obie inwestycje (miejska oraz PKP) spowodowały, że między bocznicą kolejową a domami przy Różanej powstała otwarta przestrzeń i wybetonowany plac, który "działa jak bębenek" - mówi jeden z mieszkańców.
- Dzisiaj od piątej rano rozładowują węgiel, ale robią to w różnych godzinach, niezależnie od tego, czy to dzień czy noc, środek tygodnia czy weekend - opowiada jedna z kobiet. - Rozładunek całego składu trwa wiele godzin. Przez ten cały czas włączona jest koparka. Rozładowuje wagony na tiry i za każdym razem metalowa łyżka tłucze o metalowy wagon. Często na rozładunek oczekuje sznur tirów. Jak jest zimno, to na włączonych silnikach. Jeżeli stoją dalej, to trąbią na siebie, żeby dać drugiemu znak, że można podjeżdżać. Więc każdy rozładunek, a jest ich po kilka w miesiącu, to męczący hałas.

Przeładunek towarów na wybetonowanej bocznicy w sąsiedztwie domów przy Różanej
- To nie wszystko, bo prócz hałasu są jeszcze kurz i pył - dodaje kolejna mieszkanka. - Najgorzej jest, gdy rozładowują drobny węgiel i kukurydzę. Kurzy się okropnie. Przy kukurydzy wszystko wokół jest pokryte warstwą żółte pyłu
- Mieszkam tu od 1971 roku - dodaje kolejny z mieszkańców. - Kiedyś rozładunek towarów odbywał się kawałek dalej, przed osiedlem. Parę klat temu przenieśli się na wysokość naszych domów i się zaczęło. Kilkanaście godzin łopotania. Nie ma stałych godzin rozładunku. Odbywa w każdym dniu tygodnia, o różnych porach. Nie jest ważne, czy to jest sobota, niedziela czy dzień roboczy. Nie jest ważne, która godzina. Przetaczają wagony, lokomotywa spalinowa często jest włączona przez kilka godzin. Owszem, na biegu jałowym, ale my to słyszymy. Pomijam już spaliny.
Gdyby tego było mało, problemy generuje też parking. Wyjazd z niego jest naprzeciw posesji jednej z mieszkanek, przez co, jak twierdzi - trudno z niej wyjechać, bo ruch na drodze jest duży, a ta wąska. Samochody parkują bowiem nie tylko na parkingu, ale też wzdłuż ulicy, więc pas jazdy jest ograniczony.
*
Mieszkańcy dodają, że już od ponad dwóch lat szukają pomocy w rozwiązaniu problemu. Chcą, by między ich domami a torami kolejowymi ustawiono ekrany akustyczne. To ich zdaniem nie tylko zniweluje hałas, ale też będzie barierą dla pyłu.
Byli z tym u burmistrza Oławy. Po ich interwencji na trawniku oddzielającym parking od ulicy posadzono kilka lip. - No tak, tylko to kilka młodych, małych drzewek i trzeba lat, żeby tworzyły jakąkolwiek barierę ochronną, o ile ją stworzą, bo odległości między drzewkami są duże - komentują mieszkańcy i dodają, że burmistrz nic więcej - jak twierdzi - zrobić nie może, bo to teren PKP. Obiecał, że w imieniu mieszkańców napisze do PKP wniosek o montaż ekranów oraz pomiar hałasu i rzeczywiście to zrobił, ale... to nic nie zmieniło. Ekranów jak nie było, tak nie ma. Nie ma nawet obietnicy. że będą.

Mieszkańcy Różanej proszą o wsparcie, bo jak dotychczas odbierają tylko pisma, tymczasem oczekują konkretnych działań
Mieszkańcy twierdzą szukali też, że wsparcia m.in. u radnych: Marka Drabińskiego, Piotra Soroczyńskiego czy Karoliny Kaczor, a także wicestarosty oławskiej i posła Michała Jarosa. Każdy obiecał pomoc, ale jak dotąd efektów nie ma, a mieszkańcy - jak mówią - otrzymują tylko kolejne pisma i bzdurne odpowiedzi, z których nic nie wynika. Owszem, PKP obiecało wykonanie badań poziomu hałasu, ale...
Odpowiadając na jedno z pism wysłanych przez burmistrza do PKP PLK w styczniu minionego roku właściciel terenu odpisał, że przeprowadzi pomiary hałasu, ale dopiero po zakończeniu inwestycji związanej z przebudową i modernizacją bocznicy, gdyż realizacja inwestycji "może pozytywnie wpłynąć na obniżenie hałasu, a wykonanie badań przed zakończeniem inwestycji byłoby niemiarodajne".
W tym samym piśmie PKP PLK napisało też, że "odległość placu przeładunkowego od najbliższych domów mieszkalnych wynosi około 60 metrów, co ogranicza oddziaływanie akustyczne na mieszkańców. Zgodnie z naszymi analizami oraz obowiązującymi przepisami taka odległość stanowi bufor, który znacząco zmniejsza emisję hałasu docierającego do budynków. Co więcej, między placem przeładunkowym a budynkami mieszkalnymi znajduje się parking miejski oraz droga. Obecność tej infrastruktury oznacza, że hałas, słyszany w okolicy, może pochodzić również z ruchu drogowego i aktywności na parkingu, a nie wyłącznie z placu przeładunkowego (...) Po zakończeniu inwestycji jesteśmy gotowi na podjęcie działań do oceny poziomu hałasu".
O tym, że PKP PLK wykona pomiary hałasu po zakończeniu inwestycji, mieszkańców informowali też inni, do których zwracali się o pomoc w rozwiązaniu problemu i na tym praktycznie ich wsparcie się zakończyło.
Przebudowa bocznicy zakończyła się w minionym roku i zdaniem mieszkańców nie wpłynęła na obniżenie hałasu, a wręcz go pogorszyła i spotęgowała problemy. W odpowiedzi na pismo Marka Drabińskiego o termin pomiarów hałasu, w maju tego roku PKP Polskie Linie Kolejowe Zakład Linii Kolejowych we Wrocławiu poinformowały, że "wykonanie pomiarów akustycznych zaplanowano na początku III kwartału 2026 r. Termin wykonania pomiaru uzależniony będzie od wystąpienia sprzyjających warunków atmosferycznych, o których mowa w rozporządzeniu Ministra Środowiska 2011 roku".
*
W odpowiedzi na nasze pytania, w tym na to, kiedy mieszkańcy Różanej mogą spodziewać się konkretnych rozwiązań ich problemów wynikających z sąsiedztwa z placem przeładunkowy,m rzecznik prasowy PKP Marta Pabiańska odpisała tak: - W listopadzie 2025 zakończyliśmy realizację zadania pn. "Prace na punktach ładunkowych zlokalizowanych na sieci TEN-T". Zmodernizowany punkt ładunkowy został oddany do użytku, a przeładunki odbywają się zgodnie z obowiązującymi zasadami. Obecnie operacje przeładunkowe prowadzone są sporadycznie. Budowa ekranów akustycznych wzdłuż placu przeładunkowego nie jest możliwa z przyczyn technicznych. Plac przeładunkowy znajduje się około 60 metrów od najbliższych zabudowań mieszkalnych. Zgodnie z przeprowadzonymi analizami oraz obowiązującymi przepisami taka odległość ogranicza oddziaływanie hałasu.
Jednocześnie dodała, że aby obiektywnie ocenić poziom hałasu, w III kwartale tego roku planują wykonać pomiary akustyczne, a po otrzymaniu wyników dokładnie je przeanalizują. Jeżeli okaże się, że konieczne są dodatkowe działania, będą je "rozpatrywać zgodnie z obowiązującymi przepisami i możliwościami technicznymi".
Ponieważ problemy mieszkańców Różanej pośrednio wynikają też z inwestycji miejskiej, tj. powstałego tam parkingu, zapytaliśmy też władze miasta, czy może Miasto we własnym zakresie albo wspólnie z PKP wybuduje oczekiwane przez mieszkańców ekrany, albo w jakiś inny sposób zamierza rozwiązać problem mieszkańców .
W odpowiedzi burmistrz podziękował nam za zainteresowanie tematem. Dodał, że kilka razy pisał do PKP PLK o konieczności ustawienia ekranów w rejonie ul. Różanej, o czym informował mieszkankę zgłaszającą mu problem. Liczy na wsparcie bezpośrednio zainteresowanych, zwłaszcza w zakresie przekroczeń hałasu - do Starostwa Powiatowego, a pyłów - do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Pomocne, jak napisał, może okazać się też medialne nagłośnienie tematu.
Co do powstałego przy ul. Różanej parkingu przypomina, że zanim inwestycja powstała, pobliskie zarośla były traktowane jak składowisko śmieci: "Notorycznie zostawiano tam butelki, stare meble i inne odpady. Brak dodatkowych miejsc do parkowania w rejonie dworca generowałby natomiast problemy szczególne dla mieszkańców pobliskich osiedli. Kierowcy szukaliby miejsc przy prywatnych posesjach, ale też niestety niszczyliby tereny zielone. Organizacja dodatkowych miejsc była konieczna, co doskonale widać pod wiaduktem, gdzie kierowcy zajmowali cały teren, a jak go zabrakło, to na trawniku. Widać, że w społeczeństwie nastąpiła zmiana, ponieważ coraz więcej osób zostawia auta przy PKP i wybiera podróż koleją, ten fakt niezmiernie cieszy, ale z drugiej strony generuje potrzebę budowania parkingów".
-Wszystko fajnie, rozumiemy potrzeby innych, ale gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? Nasz komfort życia? - pytają rozżaleni mieszkańcy Różanej. - Naszym kosztem innym zrobili dobrze, a teraz nikogo to nie obchodzi?

Napisz komentarz
Komentarze