Wygląda nieco inaczej, bo włosy dopiero odrastają, ale uśmiech nie znika jej z twarzy. Jak zwykle.
- Jestem już po pełnym leczeniu, po dwóch operacjach, po chemioterapii i radioterapii, a teraz jestem na hormonoterapii - mówi dzisiaj Kinga Rakszawska z Oławy. - Czuję się dobrze, staram się żyć jak najbardziej normalnie i nie myślę o tym, że coś mogłoby być nie tak. Wróciłam do biegania, chociaż to bardziej truchtanie...
Nie wszystko jest jednak tak, jak chciała. Niedawno mieli z mężem samochodowy wypadek, czołówkę.
- Wracałam właśnie od lekarza z radioterapii, gdy za Polanicą doszło do wypadku - opowiada Kinga. - Wyszliśmy z tego na szczęście jedynie poobijani, mimo że wypadek był poważny. To mnie jednak zatrzymało w powrocie do biegania na kolejne dwa miesiące, ale teraz już się czuję lepiej, pomału sobie truchtam. Planuję Bieg Koguta też sobie przetruchtać, na koniec września planuję też półmaraton w Gdańsku. Powoli, ale do mety, bo chodzi o to, aby każdy bieg ukończyć.
Jak dzisiaj mówi, jest wdzięczna sobie i losowi - za to, że po prostu jest, i że tak dobrze dała sobie radę.
Pani Kingo, nadal trzymamy kciuki, aby wszystko się udało i... zawsze do mety!

Napisz komentarz
Komentarze