Nagła choroba Kalinowskiego, który źle się poczuł dzień przed meczem oraz kartkowa pauza Dawida Pożaryckiego spowodowały, że trener Sobczak musiał zmienić ustawienie defensywy, dobrze funkcjonującej w meczach sparingowych. O ile Maciej Zapał na miejsce Pożaryckiego to była zmiana przygotowywana od dawna, bo o przymusowej przerwie lewego obrońcy MKS w meczu inaugurującym wiosenne rozgrywki było wiadomo wcześniej, o tyle zastąpienie rutynowanego Kalinowskiego młodym Damianem Pawlakiem osłabiło oławską obronę i jak się wkrótce okazało - w istotny sposób wpłynęło na wynik konfrontacji ze świebodzińskim wiceliderem.
'- Walczyliśmy dziś o zwycięstwo, które chcieliśmy zadedykować Kubie Kalinowskiemu, przeżywającemu ciężkie chwile we wrocławskim szpitalu. Nie udało się, ale ten ciężko wywalczony remis z wiceliderem też nie jest zły. Mam nadzieję, że Kuba się za to na nas nie pogniewa - tak mówił po meczu trener MKS Sebastian Sobczak
Wiedząc o problemach w linii defensywnej, oławianie od początku meczu przyjęli zasadę, że najlepszą obroną jest atak i już w 2 minucie powinni prowadzić 1:0. Dawid Lipiński ładnie wypuścił w uliczkę Pawła Skorupę, a ten znalazł się na czystej pozycji, lecz przestrzelił z 10 metrów. Chwilę później składną akcję gospodarzy zakończył Wojciech Ciołek atomowym uderzeniem z pola karnego, ale golkiper Pogoni Michał Hajdasz fantastycznie obronił. Zaraz potem w obrębie szesnastki powalono na ziemię Lipińskiego, ale mimo głośnych protestów oławskich piłkarzy i kibiców, gwizdek arbitra ze Świdnicy milczał. - To była bodajże piąta minuta meczu i sędzia najwyraźniej jeszcze nie był rozgrzany - skomentował tę sytuację jeden z miejscowych widzów, dość licznie przybyłych na stadion OCKF, zapewne dzięki decyzji władz klubu o niebiletowaniu w Oławie wiosennych meczów III ligi.
Po tym początkowym szturmie MKS gra się uspokoiła, a kilka zaczepnych akcji przeprowadzili goście, choć bez większego rezultatu. Do 23 minuty. Wtedy po mocnym ni to strzale, ni dośrodkowaniu Skorupy, piłkę złapał bramkarz Pogoni i wykopnął ją w stronę napastnika, będącego na desancie. Futbolówka długo leciała w powietrzu i wydawało się, że bez trudu przechwycą ją albo oławscy obrońcy, albo Radosław Florczyk. Tymczasem zabrakło między nimi komunikacji, co sprytnie wykorzystał Tomasz Puncewicz - przechwycił chwilowo bezpańską piłkę i z czternastego metra wtoczył ją do bramki MKS. Nie pomógł ofiarny wślizg Michała Sikorskiego, więc goście niespodziewanie objęli prowadzenie. - To był praktycznie samobójczy gol - ocenił to zdarzenie trener Sobczak.
Pięć minut później oławianie byli bliscy wyrównania, gdy po składnej zespołowej akcji - z udziałem Sikorskiego, Krzysztofa Gancarczyka i Ciołka - ten ostatni huknął z 15 metrów. Pomocnik MKS trafił w rękę świebodzińskiego obrońcy, ale sędzia Borodziuk i tym razem nie dopatrzył się przekroczenia przepisów.
Goście natychmiast skontrowali i znowu po dalekim wybiciu piłki przez bramkarza niepewnie zachowała się oławska defensywa. Damian Pawlak główkował wprost pod nogi Tomasza Pawlaka, który znalazł się na czystej pozycji, ale więcej zimnej krwi zachował Florczyk, nie dając się pokonać w sytuacji sam na sam.
Drugą połowę rozpoczęli oławianie od mocnego uderzenia. Damian Pawlak, rehabilitując się za wcześniejszą złą interwencję, posłał długą piłkę do Dawida Lipińskiego, a ten wygrał pojedynek biegowy z obrońcami Pogoni i znalazł się sam przed bramkarzem. Chociaż po strzale napastnika MKS Hajdasz zdołał dotknąć piłki, ta jednak wylądowała pod poprzeczką świebodzińskiej bramki.
W 56 minucie Łukasz Staroń podał w uliczkę do Lipińskiego, a ten ponownie znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem Pogoni, ale tym razem był mniej precyzyjny, bo zamiast do siatki, trafił w poprzeczkę.
Oławianie nie ustawali w ofensywie, w czym sprzyjały dobre zmiany, wprowadzone przez Sebastian Sobczaka. Na boisku pojawił się m.in. Jakub Małecki i po kilku jego dobrych zagraniach robiło się gorąco pod bramką Pogoni.
Emocji nie zabrakło w końcówce, bo oba zespoły dążyły do zwycięstwa. W 85 minucie po dośrodkowaniu Krzysztofa Gancarczyka, na dobrej pozycji był Lipiński, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i został przyblokowany. Potem z bliska główkował Radosław Bella, ale w ręce golkipera Pogoni. W doliczonym czasie gry najpierw skontrowali świebodzinianie, ale po dośrodkowaniu Tomasza Cenina niecelnie główkował Pawlak. Po tej akcji zaatakowali oławianie, ale gdy Bella wypuścił w uliczkę Lipińskiego, wychodzącego na czyste pole, Dariusz Borodziuk odgwizdał koniec spotkania.
MKS SCA Oława - Pogoń Świebodzin 1:1
0:1 - Tomasz Puncewicz (w 23 min.)
1:1 - Dawid Lipiński (49)
19 marca 2011. Stadion OCKF w Oławie. Widzów ok. 300.
Sędziowali: Dariusz Borodziuk jako główny oraz Marcin Miśkiewicz i Marcin Teklak - asystenci liniowi (Świdnica).
Żółte kartki: Damian Pawlak (w 13 min.) - za wybicie piłki po gwizdku arbitra; Wojciech Ciołek (20), Maciej Zapał (72) i Norbert Wasilewski (77) - za faule.
MKS SCA Oława: Florczyk - A.Gancarczyk, Sikorski, Pawlak, Zapał - Skorupa (62 Błaszczak), Kozioł (70 Bella), Ciołek (55 Małecki, K.Gancarczyk - Staroń (80 Wejerowski), Lipiński.
Pogoń Świebodzin: Hajdasz - Wasielewski, Wojtysiak, Knop, Zieliński - Weiss (65 Monczyn), Cenin, Kruszyński (80 Maślenik), Żywucki (85 Świrszcz) - Puncewicz, Pawlak.
Pomeczowe komentarze
Rafał Wojewódka - trener Pogoni Świebodzin:
- W zimie ubyło nam kilku kluczowych zawodników, na czele z królem trzecioligowych strzelców Marcinem Adamczewskim. Ten dzisiejszy mecz był więc dla nas bardzo ważny, to okazja do sprawdzenia, jak w walce o punkty poradzą sobie ich następcy. Ogólnie nie było źle, ale mam jednak trochę pretensji do swoich chłopaków za grę w drugiej połowie, która przy mniejszym szczęściu mogła się dla nas bardzo źle skończyć. W defensywie brakowało asekuracji, zaś w pomocy i ataku mieliśmy bardzo dużo strat i niecelnych podań. Żal mi też tej sytuacji z pierwszej połowy, kiedy Tomek Pawlak był sam na sam z bramkarzem. Gdyby wtedy strzelił na 2:0, byłbym spokojniejszy o końcowy wynik, a tak musiałem drżeć do ostatniego gwizdka sędziego...
Sebastian Sobczak - trener MKS SCA Oława:
- Graliśmy dziś o zwycięstwo, które chcieliśmy zadedykować choremu Kubie Kalinowskiemu. Widać to było zwłaszcza w końcówce meczu, kiedy zdecydowanie przeważaliśmy, grając prawie cały czas na połowie przeciwnika. W ostatnim kwadransie stworzyliśmy dwie, a może nawet trzy sytuacje stuprocentowe do zdobycia goli. Nie udało się jednak strzelić tego trzeciego, który dałby nam upragnione zwycięstwo. Mówię trzeciego, bo te dwa wcześniejsze gole też my strzeliliśmy, tyle że jednego do własnej bramki. Trzeba się jednak cieszyć z tego remisu i jednego punktu, zdobytego w trudnym meczu, jakim zawsze jest spotkanie inaugurujące wiosenną rundę. Naszym rywalem był dzisiaj wicelider, drużyna dobrze poukładana, grająca szybką piłkę i potrafiąca umiejętnie przechodzić z obrony do ataku.
Tekst i fot.:
Krzysztof A.Trybulski
Reklama







Napisz komentarz
Komentarze