Była wtedy pierwszy raz w Polsce, wracała akurat z wesela na Śląsku i przy okazji chciała zobaczyć pamiątki po swoich dziadkach.
- Najpierw spotkaliśmy się w Urzędzie Miejskim, czyli w pałacu - mówił burmistrz. - Pierwsze pytanie - panie burmistrzu, czy są jakieś pamiątki po moich. Nie chciałem mówić, że to trochę niepolitycznie, bo niektóre pamiątki są jeszcze być może w okolicznych domach, więc zastosowałem fortel. Proszę pani, mówię, w styczniu 1945 roku ziemie nasze "wyzwalała" Armia Czerwona" i to sowieccy żołnierze zniszczyli bądź zabrali wszystko. Przepraszam, ale nie ma żadnych pamiątek. Pani Kristin pokazywała mi czarno-białe zdjęcia swojego dziadka i babki. Gra był niski, grubiutki, chodził z papugą na ramieniu. Były też zdjęcia pokazujące wnętrza naszego dzisiejszego urzędu - obrazy, meble, trofea myśliwskie. Oczywiście nic z tego już nie ma w pałacu. Potem pojechaliśmy zobaczyć drugi pałac, ten w Jelczu, który po wojnie został przerobiony na siedzibę jednostki wojskowej. Była tam do 1990 roku, potem Skarb Państwa przekazał to na rzecz parafii św Elżbiety we Wrocławiu. Proboszczem był wtedy ksiądz Głód. Miał pomysł, aby w pałacu zgromadzić osoby bezdomne, które za wikt i opierunek będą prowadzić tam prace remontowe. Idea może była słuszna, ale realizacja okazała się nieskuteczna. Pałac cały czas niszczał. Obejrzeliśmy pałac w środku, pierwszy raz tam byłem, Wyglądało to strasznie, tragicznie. Pani Kristin spytała, czy jest jakaś urna, do której mogłaby wrzucić datki na remont. Powiedziałem, że urny nie ma, ale jest pani, która jest przedstawicielką księdza proboszcza, wiec można przekazać. - To ksiądz jest teraz właścicielem? - spytała. - To nie dam. Nie pytałem, dlaczego. Trzecim miejscem, gdzie przyjechaliśmy z panią Kristin, były te ruiny zamku w Jelczu. Ona była wtedy bardzo młodą osobą, filigranową, więc miała kłopoty, aby tu dotrzeć, ale udało się. Popatrzyła sobie na zdjęcia, na rzeczywistość i powiedziała, że do jej rodziny Saurm-Jeltsch przyznaje się w Niemczech około setki osób i raz na 10 lat organizują spotkania rodzinne. Po tej wizycie w 2006 roku już więcej nie mieliśmy żadnych informacji od niej. Nie było żadnych prób nawiązania kontaktów z rodziną dawnych właścicieli... Wystąpiłem parę tygodni temu do dyrektora generalnego Lasów Państwowych, aby ten kompleks został przekazany gminie, wtedy będziemy mogli prowadzić tu jakiekolwiek prace. Mam nadzieję, że to się uda. Na pewno nie będziemy tego odbudowywać, ale chcemy stworzyć z tego atrakcję turystyczną, bo wielu mieszkańców Jelcza-Laskowic nawet nie wie o tych ruinach. Ciężko się tu dostać, przez lata było nieoznakowane... A to miejsce może stać się perełką naszej gminy.







Napisz komentarz
Komentarze