Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 12 czerwca 2026 10:26
ZOBACZ:
Reklama
Reklama
Reklama Tauron
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Ale wujek, ty masz jeszcze siostrę...!

Po 60 latach - dzięki listowi zostawionemu na grobie matki - odnalazł w Bystrzycy siostrę, o której istnieniu nie miał pojęcia
Ale wujek, ty masz jeszcze siostrę...!
Po 60 latach - dzięki listowi zostawionemu na grobie matki - odnalazł w Bystrzycy siostrę, o której istnieniu nie miał pojęcia

Autor: arch. rodzinne

Podziel się
Oceń

To historia jak z książki, przy której wielu płakałoby ze wzruszenia. Albo jak scenariusz dobrego filmu, o którym jednak mówiłoby się, że "to niemożliwe", choć tu przecież samo życie napisało całą opowieść.
 

*

Być może początków tej historii trzeba szukać w tym, że ojciec Wiesławy był marynarzem, choć pływał tylko na barkach. Ale marynarz to marynarz, wiadomo...

- Mój tato, Michał Kowalczyk, był żonaty, ale nie z moją mamą - opowiada Wiesława z Bystrzycy. - Był z żoną, gdy poznał moją mamę. I bywał w Oławie raz tu, raz tam. Jak były mu źle z moją mamą, to szedł do żony. Jak mu było źle u żony, to szedł do mamy. 

I tak wychodził Wiesię.

 

Ona

 

- Nie, ja nie byłam w domu dziecka, ja byłam po ludziach - zaczyna swoją opowieść pani Wiesława. I od razu ją komplikuje, bo mówi, że jej mama Michalina miała też swoją panieńską córkę Marysię (czyli jej przyszywaną siostrę), jej tato miał też gromadkę dzieci ze swoją prawowitą żoną (czyli jej przyszywane rodzeństwo), zaś ona ma trójkę, ale z różnymi ojcami, i też nie obeszło się bez problemów. 

Bardzo to skomplikowane i może zaciemniać obraz całej historii, więc na razie wróćmy do malutkiej Wiesi. Dość szybko okazało się, że dla mamy, która kochała przede wszystkim Marysię, druga córka stała się głównie obciążeniem. - Tylko jedna się dla niej liczyła - mówi dziś Wiesława. - My, od Kowalczyka, to już nie. 

Jednak dopóki żył Kowalczyk, Wiesia mogła mieszkać z mamą i Marysią. Najpierw na Brzegowej, potem na placu Piastów. Ale różowo wcale nie było.

- Co jakiś czas mama oddawała mnie innym ludziom - opowiada pani Wiesława. - Wpierw byłam u Stefańskich, potem u Świderskich. Jak tata przypłynął kiedyś z rejsu i dowiedział się, że jestem u nich, odbił mnie. Miał pretensje do mamy, że oddaje mnie obcym ludziom. Z tego, co pamiętam, to niemal zawsze, gdy tato przypływał z rejsu, była awantura. I mama musiała ze swoją córką Marysią uciekać z domu.

 

*

 

Wiesia chodziła do Szkoły Podstawowej nr 1 w Oławie, potem do "piątki" na Kamienną, następnie do "dwójki" na Rybacką. Wreszcie trafiła do zawodówki na Kutrowskiego.

Gdy tato zmarł, ostatecznie uciekła od mamy. Miała wtedy dopiero 18 lat.

- Ciężkie miałam dzieciństwo - przyznaje dziś otwarcie. - Poszłam w złe towarzystwo, oparcia w nikim nie miałam. Uciekałam z domu, alkohol był, miałam problemy z prawem.

To z tego czasu przylgnęła do niej ksywka Kobra. Tak znano ją w Oławie.

O tym, jak zeszła z tej ciężkiej drogi i wyszła na prostą, Wiesława mówi zdecydowanie chętniej. 

- Bo miałam dobrego kuratora - opowiada. - Już nie żyje. Nigdy nie chciał mi zaszkodzić, mogłam mu wszystko powiedzieć. Widział mnie nieraz z kolegami i mówił: - Oj, pani Wiesiu, niekorzystne to towarzystwo. Zaczęłam się wstydzić. Niestety, jak wypiłam, byłam butna, agresywna... Potem ubolewałam. Co ja narozrabiałam?!

A dlaczego Kobra? 

- Bo nosiłam wtedy ciemne okulary - tłumaczy.

Z tamtą przeszłością zerwała jednak już dawno, będzie ze 40 lat temu.

- Dźwignęłam się - mówi i wymienia tych, którzy jakoś jej pomogli. Ale najważniejszy i tak jest kurator. Zapamiętała jego imię - Kazimierz. 

- Wierzę w panią, panią stać na inne życie... - tak jej mówił. To ją podtrzymywało. I wtedy mówiła sobie: - Ty we mnie człowieku wierzysz, to ja ciebie nie zawiodę.

 

*

 

By na nowo ułożyć sobie życie, wyjechała z Oławy do Starego Górnika. Z partnerem, bo ślubu nie brali.

- Z pół roku było idealnie, a potem zaczęła się gehenna - opowiada, bo mężczyzna okazał się przemocowy. Policja przyjeżdżała do nich regularnie, aż wreszcie wyrwała się z tego domu, a partner trafił do więzienia za znęcanie się nad nią i Krzysiem, najmłodszym synem.

Mówi, że bardzo pomógł jej oławski szpital, w którym pracowała pomagając przy rehabilitacji.

Przyszłego męża poznała w Bystrzycy, choć był z Janikowa. Wzięli ślub, więc to po nim ma nazwisko. Mówi, że był dobry. Nie żyje już od pięciu lat. 

Z mamą za życia nigdy się nie pogodziła. 

- Mijałyśmy się na ulicy, gdy szła z Marysią - wspomina. - Do Krzysia mówiłam wtedy: - O, idzie twoja babka z ciotką. Bywało, że i ona się oglądnęła, i ja się oglądnęłam.

 

*

 

Nie zdążyła szczerze z nią porozmawiać. Choć nikt jej oficjalnie nie powiadomił o śmierci matki, była na jej pogrzebie. Żeby się na to odważyć, musiała wziąć relanium.

- Najpierw powiedziałam sobie, że ja tyle lat w niezgodzie z nią, więc nie pójdę - mówi. - Ale moje sąsiadki mówią, że nie, że idź, będziesz miała z głowy i czyste sumienie. Kupiliśmy wiązankę, poszłam z synem. To było w kaplicy na starym cmentarzu. Wiele sąsiadek z placu Piastów mnie znało, więc znało i moją historię. Gdy ksiądz już wychodził, a trumna już była zamknięta, jedna sąsiadka woła, żeby jeszcze nie zamykać, bo ta, co przyszła, to też córka zmarłej. Marysia wtedy zaczęła płakać, ksiądz się cofnął, a ja wzięłam rękę mamy i mówię: - Nikt mi nie dał, mamo, znać, ale ja przyszłam do ciebie i ja ci wybaczam. 

Wtedy wszystkie sąsiadki zaczęły płakać.

Po pogrzebie jej relacje z Marysią nie poprawiły się. Pożegnanie mamy nie pogodziło przyrodnich sióstr.

- O tym, że mam brata, coś wiedziałam, choć nie na pewno i nigdy go nie widziałam - opowiada. - Słyszałem, że adoptowali go jacyś ludzie, którzy uczyli języka francuskiego. Ktoś tam niby był dobrze poinformowany i powiedział mi, że do Francji wyjechali, więc nigdy go nie szukałam. Nie ma, to nie ma.

Aż tu kiedyś, gdy Radek, najmłodszy syn Marysi, i jego żona Katarzyna sprzątali grób swojej babci, a mamy pani Wiesław, Kaśka zobaczyła jakąś kartkę pod wazonem. Coś ją tknęło, bo nie wyrzuciła, tylko rozerwała folię, otworzyła i...

- Ciocia? Jesteś w domu? - zaraz był telefon do pani Wiesławy. - To my przyjeżdżamy do ciebie na kawę. 

Wchodzą i mówią: - Ciocia, siadaj.

- Trochę się nawet przestraszyłam - mówi pani Wiesia.

Wtedy Kasia wyciągnęła ten list.

 

On

 

- Rodzice, którzy mnie adoptowali, byli kochani - mówi Witold Durlik, emerytowany architekt ze Zwolenia, nie z żadnej Francji. - Sami nie mogli mieć dzieci, a dowiedzieli się, że jest taka pani w Oławie, która urodziła syna, ale go nie chce. Podjęli decyzję, że mnie wezmą. Wzięli mnie małego ze szpitala. Durlikowie mnie pokochali, zresztą ja ich też. Dali mi wykształcenie, nazwisko, bajeczne dzieciństwo...  Zawędrowałem z nimi najpierw do Wrocławia na Toruńską, potem do Zwolenia. Wszystkiego mnie nauczyli. To, że mamy taką rodzinną serdeczność, to wszystko uzyskałem od Durlików, i tę wiarę katolicką, te zawsze ciepłe i rodzinne święta... Potwierdziło się powiedzenie, że nie ta matka, która urodzi, ale ta, co wychowa.

Coś mu jednak nie grało. 




Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Redaktor Treść komentarza: "...dyskusja zeszła na inne tory, a przy tym na złośliwości, dogryzanie i pyskówkę, czyli, coś co stało się już normą oławskich sesji RM." Wow, czyżby w końcu gazeta dostrzegła i nazwała po imieniu zachowania tak wielu oławskich pseudoliderów? Niewielki promyczek nadziei ale mimo to: szacunek i podziw dla odwagi pani Wioletty za tą wydawałoby się oczywistość i kilka słów prawdy. Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:12 Źródło komentarza: Czy nowy budynek sądu musi być "tak daleko"? Autor komentarza: Nata Treść komentarza: Zostawcie oławski sąd w spokoju!!!!!!! Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:10 Źródło komentarza: Czy nowy budynek sądu musi być "tak daleko"? Autor komentarza: Kindziuk Treść komentarza: Sięgam więc do uchwały Nr XL/244/21 Rady Miejskiej w Oławie z dnia 26 sierpnia 2021 r. w sprawie: wyrażenia zgody na dokonanie darowizny na rzecz Skarbu Państwa nieruchomości stanowiącej własność Gminy Miasto Oława położonej przy ul. Opolskiej w Oławie, patrzę na głosowanie. I co? Radny Michał Prus - NIEOBECNY i przez 5 lat nie zainteresował się tematem, dopiero jak już prace są zaawansowane to się nagle obudził, że będzie miał dalej do sądu z kancelarii. Może jakby częściej przychodził na sesję to byłoby mu łatwiej sprawować mandat, teraz mieszka w Oławie to powinno być mu łatwiej dotrzeć na sesję. Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:07 Źródło komentarza: Czy nowy budynek sądu musi być "tak daleko"? Autor komentarza: mieszkanka Stanowic Treść komentarza: To wspaniale, jestem dumna. Data dodania komentarza: 12.06.2026, 09:19 Źródło komentarza: Drużyna CKZiU najlepsza Autor komentarza: Ciotka Treść komentarza: Brakło wszystkiego u kierowcy tej karetki. Moze to ten sam który nie dawno na remontowanym odcinku drogi z Janikowa do Oławy jechał pod prąd na niebieskich "kogutach" ale bez sygnałów dźwiękowych . Data dodania komentarza: 12.06.2026, 08:17 Źródło komentarza: Ambulans w rowie. Co się stało? Autor komentarza: Instruktor Treść komentarza: Dziś był trudny poranek na drogach powiatu? Z trudnymi porannymi kierowcami ! Data dodania komentarza: 12.06.2026, 08:16 Źródło komentarza: Dziś był trudny poranek na drogach powiatu
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama