Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 27 lipca 2026 19:16
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Ale wujek, ty masz jeszcze siostrę...!

Po 60 latach - dzięki listowi zostawionemu na grobie matki - odnalazł w Bystrzycy siostrę, o której istnieniu nie miał pojęcia
Ale wujek, ty masz jeszcze siostrę...!
Po 60 latach - dzięki listowi zostawionemu na grobie matki - odnalazł w Bystrzycy siostrę, o której istnieniu nie miał pojęcia

Autor: arch. rodzinne

Podziel się
Oceń

To historia jak z książki, przy której wielu płakałoby ze wzruszenia. Albo jak scenariusz dobrego filmu, o którym jednak mówiłoby się, że "to niemożliwe", choć tu przecież samo życie napisało całą opowieść.
 

*

Być może początków tej historii trzeba szukać w tym, że ojciec Wiesławy był marynarzem, choć pływał tylko na barkach. Ale marynarz to marynarz, wiadomo...

- Mój tato, Michał Kowalczyk, był żonaty, ale nie z moją mamą - opowiada Wiesława z Bystrzycy. - Był z żoną, gdy poznał moją mamę. I bywał w Oławie raz tu, raz tam. Jak były mu źle z moją mamą, to szedł do żony. Jak mu było źle u żony, to szedł do mamy. 

I tak wychodził Wiesię.

 

Ona

 

- Nie, ja nie byłam w domu dziecka, ja byłam po ludziach - zaczyna swoją opowieść pani Wiesława. I od razu ją komplikuje, bo mówi, że jej mama Michalina miała też swoją panieńską córkę Marysię (czyli jej przyszywaną siostrę), jej tato miał też gromadkę dzieci ze swoją prawowitą żoną (czyli jej przyszywane rodzeństwo), zaś ona ma trójkę, ale z różnymi ojcami, i też nie obeszło się bez problemów. 

Bardzo to skomplikowane i może zaciemniać obraz całej historii, więc na razie wróćmy do malutkiej Wiesi. Dość szybko okazało się, że dla mamy, która kochała przede wszystkim Marysię, druga córka stała się głównie obciążeniem. - Tylko jedna się dla niej liczyła - mówi dziś Wiesława. - My, od Kowalczyka, to już nie. 

Jednak dopóki żył Kowalczyk, Wiesia mogła mieszkać z mamą i Marysią. Najpierw na Brzegowej, potem na placu Piastów. Ale różowo wcale nie było.

- Co jakiś czas mama oddawała mnie innym ludziom - opowiada pani Wiesława. - Wpierw byłam u Stefańskich, potem u Świderskich. Jak tata przypłynął kiedyś z rejsu i dowiedział się, że jestem u nich, odbił mnie. Miał pretensje do mamy, że oddaje mnie obcym ludziom. Z tego, co pamiętam, to niemal zawsze, gdy tato przypływał z rejsu, była awantura. I mama musiała ze swoją córką Marysią uciekać z domu.

 

*

 

Wiesia chodziła do Szkoły Podstawowej nr 1 w Oławie, potem do "piątki" na Kamienną, następnie do "dwójki" na Rybacką. Wreszcie trafiła do zawodówki na Kutrowskiego.

Gdy tato zmarł, ostatecznie uciekła od mamy. Miała wtedy dopiero 18 lat.

- Ciężkie miałam dzieciństwo - przyznaje dziś otwarcie. - Poszłam w złe towarzystwo, oparcia w nikim nie miałam. Uciekałam z domu, alkohol był, miałam problemy z prawem.

To z tego czasu przylgnęła do niej ksywka Kobra. Tak znano ją w Oławie.

O tym, jak zeszła z tej ciężkiej drogi i wyszła na prostą, Wiesława mówi zdecydowanie chętniej. 

- Bo miałam dobrego kuratora - opowiada. - Już nie żyje. Nigdy nie chciał mi zaszkodzić, mogłam mu wszystko powiedzieć. Widział mnie nieraz z kolegami i mówił: - Oj, pani Wiesiu, niekorzystne to towarzystwo. Zaczęłam się wstydzić. Niestety, jak wypiłam, byłam butna, agresywna... Potem ubolewałam. Co ja narozrabiałam?!

A dlaczego Kobra? 

- Bo nosiłam wtedy ciemne okulary - tłumaczy.

Z tamtą przeszłością zerwała jednak już dawno, będzie ze 40 lat temu.

- Dźwignęłam się - mówi i wymienia tych, którzy jakoś jej pomogli. Ale najważniejszy i tak jest kurator. Zapamiętała jego imię - Kazimierz. 

- Wierzę w panią, panią stać na inne życie... - tak jej mówił. To ją podtrzymywało. I wtedy mówiła sobie: - Ty we mnie człowieku wierzysz, to ja ciebie nie zawiodę.

 

*

 

By na nowo ułożyć sobie życie, wyjechała z Oławy do Starego Górnika. Z partnerem, bo ślubu nie brali.

- Z pół roku było idealnie, a potem zaczęła się gehenna - opowiada, bo mężczyzna okazał się przemocowy. Policja przyjeżdżała do nich regularnie, aż wreszcie wyrwała się z tego domu, a partner trafił do więzienia za znęcanie się nad nią i Krzysiem, najmłodszym synem.

Mówi, że bardzo pomógł jej oławski szpital, w którym pracowała pomagając przy rehabilitacji.

Przyszłego męża poznała w Bystrzycy, choć był z Janikowa. Wzięli ślub, więc to po nim ma nazwisko. Mówi, że był dobry. Nie żyje już od pięciu lat. 

Z mamą za życia nigdy się nie pogodziła. 

- Mijałyśmy się na ulicy, gdy szła z Marysią - wspomina. - Do Krzysia mówiłam wtedy: - O, idzie twoja babka z ciotką. Bywało, że i ona się oglądnęła, i ja się oglądnęłam.

 

*

 

Nie zdążyła szczerze z nią porozmawiać. Choć nikt jej oficjalnie nie powiadomił o śmierci matki, była na jej pogrzebie. Żeby się na to odważyć, musiała wziąć relanium.

- Najpierw powiedziałam sobie, że ja tyle lat w niezgodzie z nią, więc nie pójdę - mówi. - Ale moje sąsiadki mówią, że nie, że idź, będziesz miała z głowy i czyste sumienie. Kupiliśmy wiązankę, poszłam z synem. To było w kaplicy na starym cmentarzu. Wiele sąsiadek z placu Piastów mnie znało, więc znało i moją historię. Gdy ksiądz już wychodził, a trumna już była zamknięta, jedna sąsiadka woła, żeby jeszcze nie zamykać, bo ta, co przyszła, to też córka zmarłej. Marysia wtedy zaczęła płakać, ksiądz się cofnął, a ja wzięłam rękę mamy i mówię: - Nikt mi nie dał, mamo, znać, ale ja przyszłam do ciebie i ja ci wybaczam. 

Wtedy wszystkie sąsiadki zaczęły płakać.

Po pogrzebie jej relacje z Marysią nie poprawiły się. Pożegnanie mamy nie pogodziło przyrodnich sióstr.

- O tym, że mam brata, coś wiedziałam, choć nie na pewno i nigdy go nie widziałam - opowiada. - Słyszałem, że adoptowali go jacyś ludzie, którzy uczyli języka francuskiego. Ktoś tam niby był dobrze poinformowany i powiedział mi, że do Francji wyjechali, więc nigdy go nie szukałam. Nie ma, to nie ma.

Aż tu kiedyś, gdy Radek, najmłodszy syn Marysi, i jego żona Katarzyna sprzątali grób swojej babci, a mamy pani Wiesław, Kaśka zobaczyła jakąś kartkę pod wazonem. Coś ją tknęło, bo nie wyrzuciła, tylko rozerwała folię, otworzyła i...

- Ciocia? Jesteś w domu? - zaraz był telefon do pani Wiesławy. - To my przyjeżdżamy do ciebie na kawę. 

Wchodzą i mówią: - Ciocia, siadaj.

- Trochę się nawet przestraszyłam - mówi pani Wiesia.

Wtedy Kasia wyciągnęła ten list.

 

On

 

- Rodzice, którzy mnie adoptowali, byli kochani - mówi Witold Durlik, emerytowany architekt ze Zwolenia, nie z żadnej Francji. - Sami nie mogli mieć dzieci, a dowiedzieli się, że jest taka pani w Oławie, która urodziła syna, ale go nie chce. Podjęli decyzję, że mnie wezmą. Wzięli mnie małego ze szpitala. Durlikowie mnie pokochali, zresztą ja ich też. Dali mi wykształcenie, nazwisko, bajeczne dzieciństwo...  Zawędrowałem z nimi najpierw do Wrocławia na Toruńską, potem do Zwolenia. Wszystkiego mnie nauczyli. To, że mamy taką rodzinną serdeczność, to wszystko uzyskałem od Durlików, i tę wiarę katolicką, te zawsze ciepłe i rodzinne święta... Potwierdziło się powiedzenie, że nie ta matka, która urodzi, ale ta, co wychowa.

Coś mu jednak nie grało. 




Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Klotz Treść komentarza: Szkoda że nikt tu nie napisał z jakimi problemami męczy się teraz Dino. Strajki pracowników, zwolnienia, złe traktowanie i brak podwyżek. Trudna sprawa. Data dodania komentarza: 27.07.2026, 18:08 Źródło komentarza: Wkrótce otwarcie. Szukają pracowników Autor komentarza: politykierze Treść komentarza: To już nie można być sympatykiem KO ( PO już nie ma!)? a ilu jest w Samorządach w Polsce członków i sympatyków PiS-u - nie można? Politykujesz, gościu. Data dodania komentarza: 27.07.2026, 17:46 Źródło komentarza: KOMENTARZ Łopatką w głowę i płacz Autor komentarza: Kamila Treść komentarza: oby ta publikacja do kogoś dotarła i zostały wyciągnięte wnioski Data dodania komentarza: 27.07.2026, 17:13 Źródło komentarza: LIST: - Nowe parki i skwery na pokaz, a pod Urzędem Miasta wstyd i brud! Autor komentarza: Abba Treść komentarza: Powiem szczerze, że niezależnie od sympatii politycznych od osób wybieranych przez mieszkańców oczekuję przede wszystkim odpowiedzialności i konsekwencji. Jeśli ktoś zdobywa mandat dzięki zaufaniu wyborców, to powinien być gotowy również na trudniejsze momenty i krytykę, bo taka jest natura życia publicznego. Zmiana decyzji zawsze powinna być dobrze wyjaśniona, żeby ludzie wiedzieli, dlaczego doszło do takiego kroku. Podobnie podchodzę do finansów – zanim podejmę ważną decyzję, wolę wszystko dokładnie porównać. Dlatego korzystam z Procredito.pl, gdzie można sprawdzić zestawienie kredytów gotówkowych i różne oferty kredytowe. Moim zdaniem to jedna z najlepszych porównywarek kredytów i pożyczek, bo pozwala świadomie wybrać rozwiązanie najlepiej dopasowane do swoich potrzeb. Data dodania komentarza: 27.07.2026, 17:12 Źródło komentarza: KOMENTARZ Łopatką w głowę i płacz Autor komentarza: kpina z obywateli Treść komentarza: Przecież tym wpisem policja naraża się wyłącznie na śmieszność. Szczególnie u osób, które również poszukiwały sprawiedliwości i ochrony przed pomawiaczami i stalkerami i jedyne co dostały od policji to postanowienie o umorzeniu. Najzabawniejsze (ale to śmiech przez łzy) jest to, że jak zwykły obywatel przychodzi po pomoc, to ustalenie użytkownika na facebooku jest równie niemożliwe jak lot na Wenus, ale jak ktoś się źle wypowiedział o policji, to jakoś się da to ustalić. Jeszcze jakby redakcja ustaliła czy ta sprawa była z prywatnego oskarżenia funkcjonariuszy, czy też prokuratura uznała, że samopoczucie pomówionych jest tak ważnym elementem interesu państwa, że trzeba w sprawę zaangażować cały aparat prokuratorski? Data dodania komentarza: 27.07.2026, 17:05 Źródło komentarza: Podawał nieprawdziwe informacje i pomawiał. Teraz przeprasza Autor komentarza: Szatyn Treść komentarza: Gosia ty też do premiera pisałaś, że w każdych wyborach głosujesz na PO. Rozumiem próbę odwrócenia uwagi od tego, że za cały ten burdel odpowiada burmistrz, ale sympatie partyjne obecnego prezesa ZWiK nie mają znaczenia dla trwania na tym stołku, istotna jest spolegliwość i gotowość do wykonywania nawet najgłupszych pomysłów burmistrza bez dyskusji. Czyny nie słowa. Data dodania komentarza: 27.07.2026, 16:58 Źródło komentarza: KOMENTARZ Łopatką w głowę i płacz
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama