Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 18 sierpnia 2026 11:55
ZOBACZ:
Reklama Aftermarket Oława
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Z Kołomyi do Oławy - kręte ścieżki

Trzydzieści dwa lata, dokładnie połowę swojego życia spędził w Kołomyi mój Ojciec - Franciszek Piskozub, syn Michała i Marii z domu Spólnickiej. Urodził się 1 października 1907 roku w stolicy Pokucia - Kołomyi, przy ul. Legionów 230 jako drugi z kolei spośród licznego, bo dwanaściorga rodzeństwa
Z Kołomyi do Oławy - kręte ścieżki
Oława. Rodzice z synem sąsiadów Waldemarem
Podziel się
Oceń

Te trzydzieści dwa lata to jego dzieciństwo, młodość i pierwsze lata dorosłego życia. Tutaj uczył się, skończył szkołę zawodową, wyuczył się zawodu stolarza, podjął pracę, ożenił się moją Matką - Marią Karg.

W niespełna 2 miesiące po moim urodzeniu, w końcu sierpnia 1939 roku, jak inni Polacy, został powołany do wojska i ruszył na front. Ostatnie dni lata 1939 roku to ostatnie dni, gdy widział Kołomyję. Nie było mu dane już nigdy tam wrócić. Jedyne, co zobaczył ze swojego kołomyjskiego dorobku, to meble, które zrobił dla nas, a które Mama w 1945 roku przywiozła do Oławy. Ich solidność i estetyka budziły uznanie nawet po dziesiątkach lat użytkowania. Do dziś mam w domu taboret wykonany przez Ojca, ma już prawie 80 lat, jest cenną pamiątką i nadal pełni funkcje użytkowe.

Ojciec poszedł na front niemiecki, co - jak się potem okazało - dobrze dla niego się skończyło. W stopniu kaprala był dowódcą drużyny "drucików", czyli żołnierzy organizujących łączność telefoniczną. W drugiej połowie września został wzięty do niewoli i skierowany do stalagu. Przebywał w nim kilka miesięcy, a następnie skierowano go do pracy przymusowej w gospodarstwach rolnych na terenie południowo-zachodnich Niemiec. Trwało to około 18 miesięcy. Tam zaczęło mu szwankować zdrowie, gorączkował, kasłał, czuł, że w warunkach, w jakich się znalazł, może się nie wyleczyć. Wtedy zrodziła się myśl o ucieczce i przedostaniu się do Szwajcarii. Do ucieczki namówił jeszcze trzech innych kolegów.

Świetlica żołnierzy 2 DSP. Ojciec pod orłem

Plan był taki. Dojazd do miejsca pracy z miejsca zakwaterowania prowadził długim odcinkiem przez las. Przejazd odbywał się traktorem z przyczepą, przy czym burty przyczepy były opuszczone po obydwu stronach, a przewożeni siedzieli na podłodze, mając opuszczone nogi poza przyczepą. Pilnował ich jeden uzbrojony wachman. W miejscu, gdzie las był najbardziej gęsty, mieli zeskoczyć na obydwie strony drugi i uciekać w różnych kierunkach, by zminimalizować szansę na celny strzał wartownika.

Nadszedł ustalony dzień. Traktor zbliża się miejsca, gdzie ma nastąpić ucieczka, Ojciec szykuje się do skoku, mijają to miejsce i... nikt nie skacze. Ojciec postanawia, że ucieknie sam i po około trzydziestu metrach za planowanym miejscem ucieczki skacze z przyczepy. Kątem oka widzi, że nikt nie idzie w jego ślady. Po trzech, czterech sekundach słyszy strzały. Na szczęście wartownik chybia, a las jest coraz gęstszy. Biegł przed siebie, jak potem opowiadał, do utraty tchu, ale na tyle uważnie, by obserwować przez gałęzie słońce i kierować się na południe. Zatrzymał się, gdy było już zupełnie ciemno. Postanowił czekać do świtu, gdy znowu będzie mógł przy pomocy słońca określać kierunek dalszej ucieczki. Zgodnie z planem o świcie ruszył dalej. Po pewnym czasie las się skończył, a zaczęły się pola uprawne. Musiał bardzo uważać, by nie zostać zauważonym, a to spowalniało marsz. Około południa, gdy przechodził przez pole ziemniaków, nagle w odległości około 300 metrów zobaczył niemiecki patrol z psem. Natychmiast padł i przywarł do ziemi, żeby nie zostać zauważonym, co w niewysokich pędach ziemniaków nie było łatwe. Nie wiedział, czy żołnierze z patrolu go zauważyli, ale był przeświadczony, że pies go wyczuje i że to już będzie smutny koniec jego drogi do wolności. Leżał bardzo długo bojąc się unieść głowę. Nie wiedział, czy patrol zbliża się, czy oddala, iskierką nadziei było to, że dotąd pies nie szczekał.

Po około półgodzinnym przywieraniu do ziemi odważył się unieść głowę. Nikogo na horyzoncie nie było, więc ruszył dalej, omijając otwarte przestrzenie. Wybierał zakrzaczenia lub uprawy zbożowe. Trwało to do wieczora, potem trochę snu, na szczęście noc była krótka i ciepła, bo to był lipiec. Następny dzień minął bez niebezpiecznych przygód i wieczorem dotarł do Renu, po którym biegła granica niemiecko-szwajcarska. Dobra była pora roku i dnia, żeby pokonać Ren wpław. Zrobił "tobołek" z ubrania i butów, umocował go na głowie, wszedł do wody i zaczął płynąć.

Popełnił jednak dwa błędy. Po pierwsze: nie przyjrzał się dokładnie drugiemu brzegowi po stronie szwajcarskiej, po wtóre: źle ocenił wartkość nurtu Renu, który zniósł go około 200 - 300 metrów dalej niż sądził. Odcinek brzegu, do którego dotarł, był wybetonowany i schodził do wody pod kątem około 30 stopni. Wielokrotne próby wdrapania się na brzeg kończyły się niepowodzeniem, bo gdy pokonał metr lub dwa betonu, ześlizgiwał się i wpadał na powrót do rzeki. Siły go opuszczały, opanowywał strach, że się utopi, ale może ten strach spowodował, że ostatnim wysiłkiem, "gryząc" i drapiąc paznokciami beton, udało mu się wydostać na trawiastą część brzegu. Był kompletnie wyczerpany i nie krył radości, gdy za chwilę zobaczył szwajcarską straż graniczną.

Stan Ojca był na tyle zły, że od razu skierowano go do szpitala, tam zrobiono mu badania, m.in. prześwietlenie płuc. Okazało się, że ma gruźlicę. Wyjaśniła się przyczyna gorączkowania i kasłania, o czym pisałem wcześniej. Natychmiast skierowano go na leczenie do Davos.

W sanatorium w Davos

Leczenie trwało kilka miesięcy i zakończyło się sukcesem, chorobę opanowano. W tzw. międzyczasie, po potwierdzeniu tożsamości, jako żołnierz został przydzielony do 2. Dywizji Strzelców Pieszych i po opuszczeniu szpitala, a potem sanatorium, został umundurowany i pozostawał na stanie osobowym dywizji, której dowódcą był gen. Bronisław Prugar-Ketling.

Franciszek Piskozub nad jeziorem Bodeńskim

Nie znam ówczesnych źródeł dochodów Ojca. Czy był to żołd, czy inne środki? Wiem zaś na pewno, że jego sytuacja materialna była dobra, o czym świadczą zdjęcia z tamtego okresu, przedstawiające mężczyznę bardzo dobrze ubranego, zwiedzającego Szwajcarię, a przede wszystkim pomagającego Mamie i mnie poprzez przesyłanie paczek do Kołomyi, a były to lata 1942 i następne.

W związku z paczkami zapamiętałem dwie zabawne historie. Pierwsza dotyczy misia - pluszaka, którego Ojciec przesłał mi w jednej z paczek. Była to jedyna zabawka, jaką miałem w dzieciństwie. Kilka miesięcy po powrocie Ojca do kraju wyjąłem misia z jakiegoś pudła (miałem już wtedy 11 lat i misiem się nie bawiłem). Ojciec go zobaczył i spytał Mamę, czy dobrze misia "zoperowała". Mama nie wiedziała, o co chodzi, więc Ojciec rozpruł misia i wyjął z jego wnętrza pończochy, które taką drogą chciał przesłać Mamie. Dostała je dopiero po sześciu latach od wysłania.

Innym razem Ojciec wymyślił, by przesłać Mamie skórę na buty. Żeby ją ukryć, okleił dokładnie papierem i zrobił z niej opakowanie paczki, a w liście, który do niej włożył, chcąc zasygnalizować jej zawartość, napisał: "Pani Skórkowska przyniesie Ci buty". Mama odpisała: "Nie znam żadnej Pani Skórkowskiej". Oczywiście opakowanie zostało już dawno wyrzucone. Nie wiem, dlaczego Ojciec stosował tego typu kamuflaże. Albo nie wolno było otrzymywać takich towarów, albo sądził, że paczki mogą zostać okradzione.

Nadszedł rok 1945 - wyjazd mój i Mamy z Kołomyi w nieznane, na Zachód. Kontakt z Ojcem się urwał. Po ostatecznym zamieszkaniu w Oławie, Mama rozpoczęła poszukiwanie Ojca poprzez PCK. Trochę to trwało, ale w końcu udało się i w tym momencie Ojciec musiał podjąć decyzję: czy pozostać w Szwajcarii, a tak uczyniło wielu Polaków, czy wrócić do kraju, nowego, nieznanego. Ostatecznie zdecydował się na powrót, być może pod wpływem decyzji Dowódcy 2. DSP, który też postanowił wrócić do Polski. Ojciec wrócił w październiku 1948 roku. O planowanym powrocie Ojca nie byłem uprzedzony przez Mamę, byłem więc absolutnie zaskoczony.

W październikowy dzień 1948 roku, gdy byłem w Szkole Podstawowej nr 3, do klasy wszedł kierownik szkoły pan Drelichowski. Podszedł do mnie i polecił mi spakować tornister i iść do domu. Pytam: "Dlaczego"? On na to: "Wrócił twój ojciec". Ja: "Mój Ojciec jest daleko, nawet nie wiem dokładnie gdzie". Kierownik: "Ojciec twój czeka przed szkołą". Ugięły się pode mną nogi, wychodzę i widzę: przed wejściem stoi Mama, obok elegancki Pan i cztery walizki. Mama powiedziała: "To jest twój Tata". Zupełnie nie pamiętam, co powiedziałem, ale pamiętam, co powiedział Ojciec: "Jak on biednie ubrany".

Potem jednak mnie nie rozpieszczał, nigdy nie miałem modnych ubrań, a wtedy było to już także dla chłopców dosyć ważne.

Po pewnym czasie Ojciec podjął pracę jako kierownik transportu w ówczesnej wytwórni klejów w Oławie. Praca ta była mocno kłopotliwa, bo często w niedzielę przychodziły transporty surowców koleją i Ojciec musiał chodzić po domach podległych pracowników, ściągać ich do pracy, by rozładować wagon.

Minęły ze trzy lata, Ojciec zmienił pracę, przeniósł się do Miejskiego Przedsiębiorstwa Remontowo-Budowlanego, w którym pracował początkowo jako magazynier, a następnie wrócił do zawodu stolarza budowlanego, choć był wyuczonym stolarzem meblowym.

Przeżycia czasu wojny, pobyt w niewoli i praca przymusowa w Niemczech nie pozostały jednak bez śladu. W 1956 roku zachorował poważnie na serce i musiał przejść na rentę. Nigdy już nie wrócił do pełni sił. Jego kolega z byłej pracy, też stolarz z Kołomyi w 1958 roku, odwiedził to miasto, opowiadał o nim, a Ojciec ubolewał, że ze względu na stan zdrowia nie może odwiedzić rodzinnej Kołomyi. Ostatecznie choroba zmogła go w styczniu 1972 roku. Zmarł mając 64 lata. Pochowany jest na cmentarzu komunalnym w Oławie przy ul. Zwierzynieckiej.

Zygmunt Piskozub, syn fot. arch. rodzinne


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: oooo Treść komentarza: Może o to chodzi , aby ludzie odczuli niedogodności i smród. Wówczas zjawi się firma , która za bezcen przejmie wszystko. Rządzący będą usprawiedliwieni takim posunięciem. Znów ktoś zarobi kokosy, jakiś tubylec biznesmen. Data dodania komentarza: 18.08.2026, 11:42 Źródło komentarza: Zakaz kąpieli nad stawem w Jelczu-Laskowicach Autor komentarza: CTR Treść komentarza: Woda wyparowała i niekorzystne stężenie wzrosło. WC brak, nie wspomnę o prysznicach .Upodlenie ludzi ze strony UMIG JL. Włodarze niech się przejadą do Lewina Brzeskiego, czy nieodległych Nowych Siołkowic. Piękne kąpieliska. Pozazdrościć . Co roku to samo. Mądry Polak po szkodzie...... Data dodania komentarza: 18.08.2026, 11:36 Źródło komentarza: Zakaz kąpieli nad stawem w Jelczu-Laskowicach Autor komentarza: Kejsy Treść komentarza: Zrobili park, w którym prawie nie ma drzew, ale jak widać niektórym to wystarczy. Ale w sumie może to jest sposób, nie robić nic przez lata, później zrobić jedna rzecz i jest efekt wow. Jeśli chodzi o większe inwestycje, to niestety w Jelczu leży. Data dodania komentarza: 18.08.2026, 11:35 Źródło komentarza: Tak będzie wyglądał park przy ulicy Zacisznej Autor komentarza: nieudolni Treść komentarza: Zdążyli już umorzyć z powodu braku znamion albo niewykrycia sprawcy, czy czekają do końca grudnia? Data dodania komentarza: 18.08.2026, 10:56 Źródło komentarza: Nietrzeźwi na drodze: rowerzysta i kierowca zatrzymani przez Policję Autor komentarza: Mieszkaniec ul. Broniewskiego Treść komentarza: Szanowny Panie Burmistrzu. Jeśli ta prezentowana oficjalnie na łamach naszej lokalnej gazety makieta pojawi się w naszej przestrzeni publicznej to będzie to jeden z lepiej wykonanych projektów - zresztą od dawna oczekiwany przez mieszkańców osiedla Sobieskiego oraz innych w naszym mieście. Powtarzam jednak tylko słowo "jeśli". Niestety do Pana obietnic wyborczych czy tych, gdy był i jest Pan Burmistrzem nie za koniecznie powinniśmy się przyzwyczajać, bo są i takie, które nigdy nie zostały i najprawdopodobniej nie zostaną wykonane. Przykładem mogą być "burzliwe" losy naszej wieży ciśnień przy budynku UM, które niestety dalej straszy zamiast być jedną z wielu atrakcji naszego miasta, czy okolice tzw. "Piasków" przed naszą oławska śluzą, które to wiele lat oczekują na zagospodarowanie. Wymieniam tylko te dwie, bo w Oławie oprócz parku przy stacji PKP niewiele jest takich fajnych i przyjemnych miejsc służących mieszkańcom. Ale mam nadzieję, że się to zmieni. Warunek jest jeden, by Pan po prostu dotrzymał słowa. Data dodania komentarza: 18.08.2026, 10:06 Źródło komentarza: Tak będzie wyglądał park przy ulicy Zacisznej Autor komentarza: Redaktor Treść komentarza: Ładny obrazek. Ale to wygląda bardziej jak zespół placów zabaw z namiastką zieleni na obrzeżach niż park.. no ale takie czasy, choć z relaksem to chyba niewiele będzie miało wspólnego. Te place zabaw muszą, być, aż tak porozdzielane? A nie można by było zrobić jednego większego placu zabaw z urządzeniami dla dzieci w różnym wieku? Jeżeli do "parku" przyjdzie rodzic z dziećmi w różnym wieku i każde z nich będzie chciało skorzystać z "dedykowanego" dla niego placu zabaw - to gdzie ona/on ma usiąść żeby widzieć swoje dzieci? Na środku tej pergoli?? Górka saneczkowa...celem...? Aż tak śnieżne zimy się szykują? Nie można zamiast niej zasadzić po prostu więcej drzew? Spacer tlenowy, przy skrzyżowaniu ulic..? Skoro mają być wydarzenia plenerowe - to dedykowany parking - to ten przy przystanku PKP, czy po prostu na osiedlowych ulicach? (a może ten co powstanie przy projektowanych blokach TBS - 1,2 miejsca parkingowego na mieszkanie..). Wszystko można. Fantazje projektantów są nie do przecenienia. Żeby było jasne - dobrze żeby powstał na osiedlu - PARK. Taki z drzewami, to już będzie coś.. Niech ma to jakiś sens po prostu. A z tego wpisu to jedyny konkret to taki, że Oława jest na liście rezerwowej - czyli, że pieniędzy jak na razie nie ma.. i nie wiadomo kiedy będą. Znamiennym jest brak podania nawet szacowanych kosztów tej wizualizacji - o które jak widać nawet "gazeta" nie zapytała... No bo po co. Choć w sumie racja - może uda się to zgrać razem z funduszami i rozpoczęciem budowy obwodnicy miasta. Jak na razie oczywiście można zawsze zamiast chodzić do parku po prostu się uśmiechać. To już przy najmniej jakiś konkret. A tak poważniej - zamiast gadać, warto może jednak cos zrobić np. wymienić te stare betonowe płyty na ul. Paderewskiego na normalny cywilizowany asfalt... ? Data dodania komentarza: 18.08.2026, 09:48 Źródło komentarza: Tak będzie wyglądał park przy ulicy Zacisznej
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama