Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 09:16
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski

Nawet przez sekundę nie żałowałem... To była najlepsza decyzja w moim życiu

Czym zachwyciła go Kolumbia? Jak to się stało, że w Pakistanie w 8 godzin przekonwertował na islam? Dlaczego Malezja przypomniała mu dzieciństwo? Gdzie zrozumiał, czym jest prawdziwa lojalność? Rozmowa z Mateuszem Widerą, który zakończył niedawno 11-miesięczną podróż dookoła świata
Nawet przez sekundę nie żałowałem... To była najlepsza decyzja w moim życiu

Autor: fot. arch. prywatne

Podziel się
Oceń

- Nawiązujesz pewnie do mojego postu na Instagramie o Chile (śmiech). Jest tam bardzo dużo zakazów, co raczej nie jest typowe dla krajów Ameryki Południowej. Przekraczając granicę argentyńsko-chilijską nie możesz mieć w plecaku pomarańczy czy innych owoców. W hotelach na każdym kroku widzisz tabliczki z różnymi ograniczeniami. Zbyt dużo tego jak dla mnie.

- A może po Brazylii, Boliwii czy Argentynie, z perspektywy Europejczyka ten kraj był mniej egzotyczny, a co za tym idzie, mniej ciekawy?

- Możliwe, że tak, choć to w Argentynie czułem się trochę bardziej jak w Europie. Byłem w Patagonii i nie powiem, że mi się nie podobało, ale obiektywnie mówiąc... czy to są jakieś efektowniejsze góry niż te, które możemy znać z Włoch, Szwajcarii czy Austrii? Szczerze, nie wiem. Wydaje mi się, że jest trochę tak, że im więcej podobnych miejsc w życiu zobaczysz, tym coraz trudniej będzie ci się nimi zachwycać. Po ilu rajskich plażach wciąż będziesz mówił „wow”, gdy zobaczysz kolejną podobną? Ile pięknych górskich szczytów może sprawić, że będziesz miał ciarki, wracając do nich wspomnieniami? W Chile po raz pierwszy dostrzegłem swój problem z podróżowaniem, polegający właśnie na tym, że im więcej podobnych miejsc zwiedzam, tym coraz mniejsze robią na mnie wrażenie. Tam przyszła do mnie refleksja, że jestem w obiektywnie pięknej destynacji, a nie idą za tym mocne uczucia.

- Podróżnicy, którzy w internecie funkcjonują pod nazwą „Busem przez świat”, powiedzieli kiedyś, że dla nich optymalny czas na wyjazd to trzy miesiące, bo potem przychodzi moment, w którym przestają doceniać miejsca, w których są.

- Z pewnością inaczej odebrałbym Patagonię, gdybym pojechał tam na dwutygodniowy urlop po wielu miesiącach spędzonych w Polsce. W pewnym momencie zrozumiałem, że warto się skupić na innych aspektach tej podróży. Niekoniecznie odhaczać kolejne piękne miejsca, a zamiast tego znaleźć lokalny event, coś unikatowego, pojechać do kompletnie nieturystycznej miejscowości, poznać ludzi i być może zachwycić się ich kulturą, a nie najpiękniejszym miejscem w kraju. Zacząłem bardziej szukać doświadczeń oraz więcej integrować się z lokalsami...

- Na swoim Instagramie pokazałeś wiele efektownych miejsc, ale jestem przekonany, że gdy zapytam cię o najlepszą historię z całego wyjazdu, to nie opowiesz mi o żadnym krajobrazie.

- Pełna zgoda! Jedna z moich ulubionych historii z tej podróży dotyczy Pakistanu. Bałem się tam jechać, a mówiąc dosadniej - byłem cholernie przerażony! Początkowo w ogóle nie myślałem o tym kierunku, ale w Hongkongu poznałem Turka, który zaczął mi opowiadać o Pakistanie. O świetnych ludziach, o tym, że naprawdę warto... Ta myśl zaczęła więc kiełkować, zwłaszcza że zmierzałem powoli w stronę Bliskiego Wschodu. Trzy dni przed planowanym wjazdem do Pakistanu okazało się jednak, że trwają tam antyrządowe protesty, w których zginęło kilkadziesiąt osób. I to w mieście, które planowałem odwiedzić. Finalnie zdecydowałem, że pojadę, a gdy zrobi się „gorąco” to po prostu stamtąd szybko ucieknę.

Wyobraź sobie państwo, w którym jest ponad 200 milionów populacji, jesteś w drugim największym mieście w tym kraju i nie widzisz na ulicy żadnego turysty. Poza meczetami, historycznymi ruinami czy innymi turystycznymi miejscami byłem dosłownie jedynym turystą. Ludzie do mnie podchodzili, zagadywali, robili sobie ze mną zdjęcia, a w trakcie odwiedzin jednego z meczetów dwóch Pakistańczyków zaproponowało, że mnie oprowadzą po okolicy i to, co się stało później, zapamiętam pewnie do końca życia. Gdy zaczęło się robić ciemno, chciałem powoli wracać do hotelu, w końcu był to mój pierwszy dzień w Pakistanie, a moje obawy były wciąż żywe. Uparli się jednak, że pokażą mi jeszcze jeden meczet. Zaprowadzili mnie do wspólnej łazienki i zaczęli uczyć ablucji, czyli rytuału obmywania ciała przed modlitwą. Okazało się, że jest to bardzo zorganizowany proces, w którym masz określoną kolejność ruchów, liczbę powtórzeń itd. Nie możesz tego robić przypadkowo, jak początkowo sądziłem, więc było to dla mnie ciekawe doświadczenie. Później poszliśmy do głównej sali, usiedliśmy i nagle wokół mnie zebrało się na oko stu Pakistańczyków. Usłyszałem dzwon i wszyscy zaczęli modlitwę. Patrzyłem na moich nowo poznanych przyjaciół, a oni powtarzali do mnie: „nic się nie martw, patrz na nas i rób to co my”. Wyobraź sobie moją minę w tamtym momencie. Mieliśmy więc scenę, w której jest jeden biały turysta pośrodku setki pakistańskich muzułmanów w swoich tradycyjnych strojach (tzw. salwar kamiz). Ja w t-shircie, ręce całe wytatuowane, wszyscy na mnie patrzą i widzą, że totalnie tam nie pasuję. Nigdy wcześniej nie czułem takiego lęku jak tam. Czułem, że nie powinno mnie tam być, to nie jest ani moja kultura, ani religia. Obawiałem się, że moja obecność i udział w modlitwie może być potraktowane jako coś w rodzaju obrazy uczuć religijnych. Oczami wyobraźni widziałem, że jak tylko ceremonia się skończy, to zgarnie mnie jakaś lokalna policja lub będę miał na pieńku z bardziej radykalnymi wierzącymi. W głębi duszy więc modliłem się, tym razem do swojego Boga, aby to się jak najszybciej skończyło. Finalnie nic się nie stało, modlitwa skończyła się po kilkunastu minutach, a po jej zakończeniu rozmawiałem z kilkunastoma innymi Pakistańczykami, którzy bardzo życzliwie podeszli do mojej obecności. Nawet wtedy, gdy dowiedzieli się, że nie jestem muzułmaninem, a jednak w modlitwie uczestniczyłem.

- Można więc powiedzieć, że Pakistan bardzo szybko pokazał ci swoją kulturę, ale też otwartość ludzi...

- Zdecydowanie. Pakistan był jednym z największych pozytywnych zaskoczeń podczas tego wyjazdu. Rozmawiając z kolejnymi osobami dowiedziałem się chociażby, że jeden chłopak jedzie na studia do... Łodzi. Pokazywał mi nawet swoją umowę w języku polskim z jakąś lokalną restauracją, w której miał podjąć pracę. Co ciekawe, dosłownie chwilę przed wizytą w tym meczecie byłem też na manifestacji antyrządowej. Było mnóstwo ludzi, telewizyjnych wozów transmisyjnych, dostałem jakąś flagę, a za moment miał przemawiać lokalny opozycjonista. Z perspektywy czasu śmieję się, że minęło może osiem godzin od przekroczenia granicy Pakistanu, a ja już zdążyłem jechać autostopem z granicy do miasta, uczestniczyć w lokalnych zamieszkach i przekonwertować się na islam.

- Jak często dochodziłeś do wniosku, że z tej naszej europejskiej czy nawet polskiej perspektywy niewiele wiemy, a głowę mamy pełną stereotypów?

- Częściej niż często, a to nie była moja pierwsza podróż poza Europę. Regularnie łapałem się na tym, że myślę stereotypami. Dopiero, gdy poznawałem ludzi, którzy mogli mi o czymś powiedzieć z pierwszej ręki, zaczynałem weryfikować swoje myślenie. Jednym z wniosków z tej podróży jest to, że świat nie jest taki zły, jak się o nim mówi. Wiele uprzedzeń wynika po prostu z naszej niewiedzy. I to nie działa tak, że mając już jakieś niemałe doświadczenie podróżnicze, byłem w stanie się tych uprzedzeń wyzbyć. Być może moja tolerancja była większa i byłem nieco bardziej świadomy tego, czego się mogę spodziewać w wybranych rejonach świata, ale te stereotypy w mojej głowie były nadal żywe. Nie chciałbym też być źle zrozumiany - to, że mam świetne wspomnienia z Pakistanu czy Kolumbii, nie oznacza, że kogoś innego nie mogą tam spotkać niebezpieczne sytuacje. W Kolumbii jest takie powiedzenie „nie dawaj papai”, które jest sugestią, by nie dawać złodziejom powodu, by cię okradli. Spotkałem tam turystkę, która została okradziona. Wracała sama o trzeciej nad ranem z imprezy, oczywiście pijana i mając przy sobie wszystkie cenne rzeczy takie jak pieniądze, telefon czy dokumenty. Ktoś podbiegł do niej w ciemnej uliczce i kazał wszystko oddać. To jest klasyczny przykład lekkomyślności, która aż się prosi o kłopoty.

- Ciekawi mnie moment, w którym Amerykę Łacińską zmieniłeś na Japonię. Szok kulturowy?

- Ogromny. Myślę, że gdybym leciał z Europy do Japonii, pewnie bym tak tego nie odczuł. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że ostatnie 3 miesiące spędziłem w Ameryce Łacińskiej, która jest w dużej mierze chaotyczna, niezorganizowana, a latynosi zawsze i wszędzie mają na wszystko czas, przerzut do Japonii, która jest książkowym przykładem zorganizowania, uporządkowania i przestrzegania ustalonych norm społecznych, był dużym szokiem. Każdy autobus przyjeżdża punktualnie co do minuty, nikt się nie przepycha, wszyscy stoją spokojnie w kolejkach, nie słyszysz wszędzie głośnej muzyki, nikt nie krzyczy. Czyli zupełnie odwrotnie niż w Ameryce Południowej. W tamtym momencie było to dla mnie przyjemne, bo Japonia dostarczyła mi nowych bodźców i trafiłem w sam środek kultury, której kompletnie wcześniej nie doświadczyłem.

- W jaki sposób wybierałeś kolejne lokacje, do których poleciałeś? Był klucz czy decydowałeś spontanicznie?

(ciąg dalszy na stronie 3)



Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Waldi z OławyTreść komentarza: Samorząd Oławski nie ma pomysłu na rozwój naszego Miasta ,kto pozwolił na postawienie następnej Galerii przy ul 3 Maja czy budowę Lidla na osiedlu Nowy GórnikData dodania komentarza: 29.01.2026, 08:56Źródło komentarza: Nowe hale rosną jak na drożdżach. Kiedy koniec?Autor komentarza: OławianinTreść komentarza: Oława bez Obwodnicy i drugiego mostu na Odrze ,to Miasto bez przyszłości zamknięte, zapyziałe i śmierdzące spalinami i wymierające z powodu ołowicy która będzie niszczyć organizmy LUDZKIE !!!!!!Data dodania komentarza: 29.01.2026, 08:48Źródło komentarza: Nowe hale rosną jak na drożdżach. Kiedy koniec?Autor komentarza: OrwellTreść komentarza: Jak był z Gruzji to pisali, że Gruzin a jak jest spod znaku czarno-czerwonych wideł to cicho sza, nawet imię utajniono aby nie połączyć kropek. Zrobiliśmy kolejny wielki krok w kierunku Wielkiej Brytanii...Data dodania komentarza: 29.01.2026, 08:36Źródło komentarza: OŁAWA Kolejna deportacja. Tym razem 25-latki. Za co?Autor komentarza: MirekTreść komentarza: Czy można wiedzieć czym Szanowny Pan się zasłużył, poza tym, że był wieloletnim radnym ? Zdaje się, że biorąc jako kryterium sam staż to połowa naszego parlamentu, to wybitnie zasłużeni. Nie żebym był złośliwy, ale może jednak warto byłoby wspomnieć o jakichś osiągnięciach, tym co zrobił dla lokalnej społeczności, jakie podejmował inicjatywy itd. Oczywiście Panu Pawłowi serdecznie gratuluję i życzę spełnienia wszelkich planów na zasłużonej emeryturze.Data dodania komentarza: 28.01.2026, 23:46Źródło komentarza: Paweł Bubała zasłużony dla województwa dolnośląskiegoAutor komentarza: JaTreść komentarza: Szanowna Redakcjo. Z poprawności politycznej nie informujecie jaka narodowość i do jakiego kraju zostanie deportowana? Macie odgórny zakaz czy sami założyliście sobie kaganiec?Data dodania komentarza: 28.01.2026, 22:05Źródło komentarza: OŁAWA Kolejna deportacja. Tym razem 25-latki. Za co?Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Działamy!Data dodania komentarza: 28.01.2026, 21:45Źródło komentarza: Zostało już tylko pół mostu. Jest kolejne ograniczenie
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama
Reklama