- Jak znajomi zareagowali na tekst gazetowy z marca 2025 o tym, że jako pierwszy w szortach i to zimą zdobył Pan Koronę Gór Polski? Były jakieś komentarze?
- Ooo tak, zdecydowanie! Artykuł z marca o moim wyczynie przyjął się bardzo pozytywnie zarówno wśród moich znajomych, jak i nieznajomych. Ci, którzy mnie znają, są już przyzwyczajeni do moich szalonych projektów czy wyzwań. Zdecydowana większość osób z mojego otoczenia wspiera mnie w tym, co robię, a ponadto jestem dla nich inspiracją do robienia ciekawych rzeczy w ich życiu. Jest to dla mnie również budujące i zachęca do działania. Z hejtem nigdy się nie spotkałem zarówno w szortach na górskich szlakach, jak i w internecie. A nawet gdyby do tego doszło, to wszystkim nie da się dogodzić, a krytyką, która nic nie wnosi, nie ma się co przejmować.

Przemysław Rakowski był już na pierwszej stronie naszej gazety w marcu 2025
- Skąd pomysł na zdobywanie kolejnej korony? To, że była to Korona Ultramaratonów Polski jest przypadkiem, czy planem?
- Hmmm, ciężko powiedzieć. To chyba zależy od tego, czy ktoś wierzy w przypadki... O tej Koronie dowiedziałem się w lipcu 2023 roku od koleżanki, którą poznałem na biegach przeszkodowych i która również zaczęła biegać górskie Ultra. To ona - Martyna, koleżanka, która nie jest z naszych okolic, a poznaliśmy się na jednym z biegów Runmageddon i do dziś utrzymujemy kontakt - zaraziła mnie pomysłem realizacji tego projektu. Bardzo zachęcił mnie fakt, że do tamtej pory zrobiło to tylko kilkadziesiąt osób w Polsce. A ponieważ wtedy zaczynałem się coraz bardziej pasjonować górskimi biegami Ultra, stwierdziłem, że to jest coś dla mnie. Zwłaszcza że jeden z biegów do Korony - "Bieg Rzeźnika" - ukończyłem już w 2020 roku. Zatem o całej inicjatywie dowiedziałem się przypadkiem, ale cała reszta - starty w zawodach - była już planowana. Ukończenie pozostałych biegów zajęło mi 2 lata
- Ile ultramaratonów miał pan za sobą, gdy postanowił, że od teraz będzie to już bieganie "o koronę"?
- Choć biegów typowo górskich nie było za wiele, to te, w których brałem udział, nie należały do łatwych. Na pewno miałem już na koncie kilka Ultra Runmageddon, czyli ponad 42 km po górach z przeszkodami (około 140). A kto brał w nich udział, ten wie, jak potrafią być one ciężkie, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Zwłaszcza kilka z tych biegów zapadło mi w pamięć. W jednym z nich wystartowały 423 osoby, a ukończyło tylko 191 - w tym ja, to pamiętne Ultra w Kocierzu. Oprócz tych biegów właśnie w 2020 roku ukończyliśmy - w parze z kolegą - Bieg Rzeźnika. Ten start nauczył nas dużej pokory wobec biegów Ultra oraz uwydatnił nasz brak doświadczenia i przygotowania. Z perspektywy czasu uważam to jednak za cenną i konieczną lekcję. Przed Koroną zaliczyłem też dwa inne górskie biegi, na dystansie 63 km (3x Biskupia Kopa) oraz 100 km na Ultra Łemkowynie. Przebiegnięcie pierwszych 100 km było takim przełomowym doświadczeniem i pozwoliło mi uwierzyć w swoje możliwości biegowe.
- Kojarzy pan znaną ultramaratonkę z Jelcza-Laskowic Basię Szlachetkę?
- Oczywiście. Kojarzę ją głównie za sprawą pięknego muralu, jaki powstał na jej cześć w Jelczu-Laskowicach oraz z Memoriału biegowego, jaki jest organizowany co roku ku jej pamięci. Z tego, co się orientuję, to swoją przygodę z bieganiem zaczęła stosunkowo późno, bo w okolicach czterdziestki, ale odniosła sporo sukcesów, liczne rekordy i dokonania. Na pewno też była i jest inspiracją dla innych osób za swoją walkę z chorobą. To na pewno nie było łatwe, a walczyła do końca i nie poddawała się. Tym bardziej cieszy, że pani Basia była z naszych okolic i za sprawą jej postawy życiowej inni mogą brać przykład w realizacji swoich osiągnięć, biegowych i nie tylko. Jako osoba, która zajmuje się również coachingiem, z doświadczenia wiem, jak ważna jest nasza postawa i mental.
- Czy policzył pan, ile w sumie przebiegł kilometrów zaliczając Koronę Ultramaratonów? Gdzie był ten pierwszy bieg już świadomie zaliczany w poczet Korony?
- Tak, liczyłem sobie kilometry i ilość przewyższenia, ponieważ nagrywałem podsumowanie wideo z całej Korony na swój kanał na YouTube. Łącznie wyszło prawie 900 km i 40 000 m w górę. To niemal tyle, co z Oławy do Paryża (około 950 km), po drodze wchodząc cztery razy na Mount Everest. Koronę zacząłem z przytupem, bo pierwszy świadomy bieg był bardzo wymagający. Była to Zamieć 24h w lutym 2024 roku. Impreza polegała na bieganiu pętli o długości około 13,5 km z wejściem/wbiegnięciem na szczyt Skrzyczne w Szczyrku. Wygrywała osoba, która w ciągu tych 24 godzin zrobiła najwięcej pętli. Wygrał pan z dziesięcioma okrążeniami, ja zająłem 6. miejsce i zrobiłem osiem pętli. Chyba całkiem nieźle jak na początkującego! Pamiętam, że warunki były wtedy ciężkie: na trasie w wyższych partiach leżał śnieg, a w niższych było mokro i ślizgawica, bo przez część imprezy padał deszcz. Był to dobry sprawdzian wytrwałości, bo większość biegaczy kończyła po czterech okrążeniach - takie było minimum, aby zostać sklasyfikowanym.
- Z tego, co Pan opowiada, lubi pan wezwania. To sposób na życie? Wyznaczanie sobie celu i realizowanie?
- Tak, można powiedzieć, że lubię wyzwania oraz przekraczanie granic wytrzymałości swojego ciała i umysłu. Często śmieję się, że to jest mój rodzaj terapii. Treningi, sport, góry i ultra to mój sposób na rozładowanie różnych emocji, które gromadzą się w każdym z nas.
Dodatkowo takie wyznaczanie sobie celów czy projektów do realizacji pomaga zachować skupienie i spokój. Wiem, po co rano wstaję z łóżka, a wszystkie treningi, dieta czy wszelkie poświęcenia nabierają dzięki temu sensu i znaczenia. To mocno ułatwia sprawę, gdy nie muszę się zastanawiać, po co coś robię.
- To ile ostatecznie tych maratonów było w ramach Korony, w jakim czasie, i które były najtrudniejsze?
- W skład Korony Ultra wchodzi dziesięć biegów, które należy ukończyć. Dystanse są zróżnicowane - od 48 km do najdłuższego, liczącego 150 km. Na szczęście dla biegaczy nie ma z góry określonego limitu czasu na zaliczenie wszystkich biegów, można to robić nawet kilka lat. Warto jednak pamiętać, że do niektórych startów trzeba się zakwalifikować, posiadając udokumentowane wcześniejsze osiągnięcia, lub mieć szczęście w losowaniu uczestników.
Szczerze mówiąc, każdy z tych biegów wiązał się z większym lub mniejszym poziomem trudności. Okazało się też, że to nie te najkrótsze były najłatwiejsze. Na jednym ze startów zmagałem się ze spadkiem kondycji związanym z anemią i częstym oddawaniem krwi.
Biegi odbywały się w różnych porach roku i w skrajnych warunkach - od śnieżyc na Zamieci po upały podczas Ultra Granią Tatr, gdzie temperatura sięgała ponad 32 stopnie Celsjusza w pełnym słońcu. Pamiętam, że śmigłowiec często wtedy latał do biegaczy, ale i turystów na szlaku. Na innym biegu z kolei zapomniałem zabrać elektrolitów i suplementów, co również odbiło się odcięciem energii przed końcem dystansu. Gdybym miał jednak wybrać ten jeden najtrudniejszy bieg, byłyby to Tatry, ze względu na rygorystyczne limity czasowe (tylko 16,5 godziny na cały dystans) oraz dużą ilość przewyższeń - to jeden z najtrudniejszych biegów do ukończenia w Polsce.
Dla odmiany, te najdłuższe dystanse idą mi całkiem dobrze: może nie jestem najszybszy, ale nadrabiam wytrwałością. W jednym biegu byłem trzeci, a w innym pierwszy w kategorii wiekowej.

Meta Chudego Wawrzyńca w Ujsołach, Zmęczony po 82km, ale szczęśliwy. Sierpień 2025. Autor fot.: Tomasz Pawlicki
- Biega Pan w święta i sylwestra? Czy tegoroczną przerwę świąteczno-sylwestrową wykorzysta Pan na jakieś bieganie? W ogóle obchodzi Pan święta, a jeśli tak, to gdzie i z kim? Może jakieś rodzinne lub biegowe zwyczaje świąteczne?
- Akurat żaden z biegów zaliczanych do Korony Ultra nie był organizowany w okresie świątecznym czy noworocznym. Jedynym takim wydarzeniem, w jakim od lat biorę udział, jest Bieg Sylwestrowy w Jelczu-Laskowicach. W tym roku również planuję w nim wystartować. Będzie to już dziesiąta edycja tej imprezy, a moja czwarta lub piąta.
Każdy swój czas poświęcam na treningi i bieganie, a plan startów na przyszły rok mam już ustalony. Zaczynam już 10 stycznia od biegu na 160 km - Backyard Ultra pod Warszawą. W tym roku odkryłem tę formułę i bardzo mi się spodobała - jest jeszcze mało znana w Polsce, ale to świetny format i impreza, którą zdecydowanie polecam. Na tej formule głównie skupię się w przyszłym roku. Chcę wygrać Polską Ligę Backyard.
Święta obchodzę. Jestem tutaj tradycjonalistą i spędzam je w gronie rodziny oraz najbliższych. Na szczęście nie muszę daleko podróżować, bo większość z nich mieszka w okolicy. Do moich zimowych zwyczajów należy morsowanie, którego na pewno nie zabraknie w święta. Morsuję dość regularnie, wchodząc do wody na 2-3 minuty.
- Słyszę, że już ma Pan przed sobą kolejne wyzwanie - wygrać Polską Ligę Backyard. Co to takiego?
- Backyard Ultra to stosunkowo nowa formuła biegania długodystansowego, która powstała w 2011 roku w Stanach Zjednoczonych za sprawą wirtuoza biegów wytrzymałościowych, Lazarusa Lake`a (prawdziwe imię to Gary Cantrell). Piękno Backyard Ultra polega na tym, że bieg w swoim założeniu nie ma sztywnej linii mety i nie wiadomo, kiedy zawody się zakończą. Bieg może trwać nawet kilka dni, a rekord dystansu z tego roku wynosi prawie 800 km - bieg trwał 119 godzin! Zasady są proste: biegacze startują co godzinę i w ciągu tej godziny mają do pokonania pętlę o długości 6706 metrów. Jeśli pokonają pętlę w czasie poniżej jednej godziny, pozostały czas jest ich przerwą. Jeśli nie zmieszczą się w limicie jednej godziny, odpadają. Proces powtarza się, aż pozostanie tylko jedna osoba, która wygrywa.
Dystans 6706 metrów wynika z faktu, że biegnąc przez 24 godziny (czyli pokonując 24 okrążenia), zawodnik przebiega dystans 100 mil. Pamiętajmy, że bieg powstał w USA, gdzie używa się innych jednostek miary. Wiem, że może to brzmieć dziwacznie i skomplikowanie, ale jest to najlepszy bieg Ultra, w jakim brałem udział. A w tym formacie debiutowałem we wrześniu tego roku, zdobywając miejsce w TOP 10 biegu.

Sierpień 2024, gdzieś na Grani Tatr pomiędzy Polską a Słowacją, przepiękne widoki o wschodzie słońca. Autor fot.: Jakub Witos
- Co Panu dają te wszystkie biegi? O czym Pan myśli, spędzając czas w biegu albo czego słucha, jeśli ma Pan słuchawki?
- Te wszystkie biegi i wyzwania sprawiają, że czuję, że żyję. Rywalizacja, pokonywanie własnych słabości, radzenie sobie z kryzysami, piękno gór i natury, a także wspaniali ludzie, których poznałem w trakcie uprawiania sportu - to wszystko rekompensuje mi cały wysiłek fizyczny, jaki temu towarzyszy.
Muzyki, a właściwie podcastów, słucham jedynie podczas treningów. W trakcie zawodów chcę być całkowicie w kontakcie z tym, co dzieje się na trasie, w mojej głowie i z moim ciałem. Muszę być skupiony i skoncentrowany, aby reagować natychmiast. I możecie mi wierzyć - jest o czym myśleć podczas takich wielogodzinnych startów Ultra. Rozmyśla się o różnych rzeczach i prowadzi się rozmowy z samym sobą. Ja się nigdy nie nudziłem!
- Najbliższe plany biegowe?
- Mój pierwszy start w 2026, to jest właśnie Backyard 10.01.2026 - Jabłonna pod Warszawą. Czeka mnie więc wycieczka do stolicy. Następny potwierdzony start, to kolejny Backyard Ultra, tym razem na Warmii - jezioro Kielarskie koło Olsztyna 20 marca. Tak jak wspominałem, w przyszłym roku skupiam się głównie na tej formule. Do tego pewnie dojdzie kilka biegów ulicznych u nas w okolicy. Maksymalnie dystans półmaratonu, żeby poprawić rekordy życiowe.

Zimowy Ultramaraton Karkonoski, piękne zimowe warunki między Śnieżnymi Kotłami a Śnieżką. Luty 2025. Autor fot.: Piotr Przybył
Biegi, w których Przemysław Rakowski brał udział, zaliczone do Korony Ultra:
Bieg Rzeźnika (2020): 84 km i 4100 m przewyższenia
Zamieć 24h (2024): 108 km i 7000 m przewyższenia
Niepokorny Mnich (2024): 95,2 km i 4940 m przewyższenia
Supermaraton Gór Stołowych (2024): 55 km i 2400 m przewyższenia
Bieg Ultra Granią Tatr (2024): 72 km i 5000 m przewyższenia
Łemkowyna Ultra Trail (2024): 150 km i 5860 m przewyższenia
Zimowy Ultramaraton Karkonoski (2025): 48 km i 2150 m przewyższenia
Chudy Wawrzyniec (2025): 82 km i 3825 m przewyższenia
Bieg 7 Dolin (2025): 100 km i 3740 m przewyższenia
Kalista Setka (2025): 100 km po pętli 2 km w parku

Niepokorny Mnich kwiecień 2024, Meta w Szczawnicy
*
Przemysław Rakowski (38 lat) pochodzi z Godzikowic, gdzie się urodził i mieszka dotąd, z małym epizodem za granicą, bo 1.5 roku przebywał w Anglii. Z wykształcenia jest magistrem inżynierem budownictwa, ale już z zamiłowania sportowcem amatorem. W Oławie ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Jana III Sobieskiego na placu Zamkowym, potem Politechnikę Wrocławską na Wydziale Budownictwa. Jego kariera zawodowa nie pokrywa się z wyuczoną profesją, bo pracuję od kilku lat w firmie Essity w Oławie, obecnie jako inżynier projektu. Wcześniej w firmie Autoliv - też jako inżynier. Jest kawalerem, najbliższa rodzina to rodzice i siostry.
Oprócz pracy zawodowej w Essity, dodatkowo zajmuję się coachingiem i pomaga ludziom rozwijać się w życiu zawodowym oraz prywatnym, jak również w sporcie i biznesie. Prowadzę również swój kanał na YouTube, gdzie dzieli się wiedza i doświadczeniem z uprawiania ultra.







Napisz komentarz
Komentarze