Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 17 lutego 2026 23:42
ZOBACZ:
Reklama Hipol
Reklama Jaśnikowski
Reklama
Reklama BMM

Nawet Hitler komentował wydarzenia z Ohlau

Brutalne zajścia w Ohlau z 10 lipca 1932 roku odbiły się głośnym echem w całej Republice Weimarskiej. Komentowano je w poczytnych gazetach, były punktem zapalnym kolejnych aktów agresji, wykorzystywano propagandowo niemal do zakończenia II wojny światowej. W jednej ze swoich odzew nawiązał do nich Adolf Hitler
Oława
Nazwiska ofiar Oławskiej Krwawej Niedzieli wraz z innymi, którzy "oddali życie dla ojczyzny", aż do niemal końca II wojny światowej pojawiały się w rocznikach propagandowych NSDAP oraz co jakiś czas w różnych nazistowskich gazetach.
Podziel się
Oceń

W naszej gazecie już kilkukrotnie pisano o Der Ohlauer Blutsonntag, czyli Oławskiej Krwawej Niedzieli, w odrębnych tekstach lub wzmiankując przy okazji innych artykułów. Pojawiają się jednak kolejne źródła, z których mamy pełniejszy obraz wydarzeń z drugiej niedzieli lipca 1932 roku.

 

Kontekst

 

Aby jednak je zrozumieć, należy przyjrzeć się sytuacji politycznej nie tylko w lecie interesującego nas roku, ale również w szerszej perspektywie. Społeczeństwo niemieckie wciąż odczuwało porażkę po hekatombie lat 1914-1918, którą dziś nazywamy I wojną światową. Dodatkowo wielki światowy kryzys gospodarczy z 1929 roku doprowadził do m.in. ogromnego bezrobocia w kraju (niektóre źródła mówią o ponad 30%) oraz drożyzny. Polaryzacja społeczeństwa niemieckiego była coraz większa.

13 marca i 10 kwietnia 1932 roku w Republice Weimarskiej odbyły się wybory prezydenckie. Zwyciężył w nich bezpartyjny Paul von Hindenburg, drugie miejsce zajął narodowy socjalista Adolf Hitler (NSDAP), a trzecie komunista Ernst Thälmann (KPD). Już przy okazji tych wyborów były mocno aktywne zwalczające się bojówki sympatyków poszczególnych stron sceny politycznej. Niektórzy komentatorzy z tamtego okresu mówili, że w kraju trwa wojna domowa. Władza starała się temu zaradzić, chociaż brak konsekwencji miał tragiczne skutki. Już 3 dni po wyborach rząd kanclerza Heinricha Brüninga, w obliczu narastającej przemocy politycznej, wprowadził ogólnokrajowy zakaz działalności SA i SS, czyli najbrutalniejszych bojówek związanych z NSDAP. Ich członkowie nie mogli m.in. organizować pochodów, czy nosić mundurów. Jednak pomimo zakazów wciąż się spotykali pod pozorem organizacji np. zawodów sportowych.

30 maja rząd Brüninga upadł, a dwa dni później nowym kanclerzem mianowano Franza von Papena. Po kilku dniach wnioskował on u Hindenburga o rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych, które ostatecznie zaplanowano na 31 lipca 1932 roku. W połowie czerwca nowy (tymczasowy) kanclerz, aby przypodobać się prawicy, cofnął zakaz działalności i przywrócił legalność SA i SS. Z jednej strony hitlerowcy poczuli się pewniej z drugiej taka decyzja wywołała frustracje członków lewicowych bojówek.

Sytuacja polityczna wciąż była bardzo napięta, spotkania sympatyków różnych partii często kończyły się krwawymi zamieszkami. Lato 1932 roku było gorące i to nie ze względu na temperaturę powietrza.

 

Druga niedziela lipca

 

W tym burzliwym czasie w naszym regionie nie było inaczej niż w całej Republice Weimarskiej. 10 lipca w Brzegu NSDAP zorganizowało festyn sportowy, w którym brało udział kilka tysięcy uczestników, w tym wielu członków SA oraz SS (chociaż ci drudzy nie byli w tym czasie jeszcze zbyt liczni).

Tego samego dnia w Chwałowicach (Quallwitz) zaplanowano spotkanie sympatyków Reichsbanneru, czyli (upraszczając) organizacji paramilitarnej sprzyjającej partiom centralnym i centrolewicowym. W tym wydarzeniu miało brać udział około 500 osób. Cały Reichsbanner liczył wówczas około 3 milionów członków.

Po zakończeniu zgromadzenia odbył się pochód przez: Laskowice (Laskowitz), Piekary (Beckern) do Nowego Dworu (Neuvorwerk), który nabierał coraz bardziej agresywnego charakteru. Wykrzykiwano antynazistowskie hasła i wznoszono okrzyki, takie jak:

"Precz z brunatną zarazą morderców!".

Jeden z mówców pochodu miał powiedzieć:

"Nie możemy spocząć, dopóki SA i jej kapitalistyczne zaplecze nie zostaną całkowicie rozbite - rozbite pięściami niemieckiej klasy robotniczej. Klasa robotnicza całego świata oczekuje, że całkowicie usuniemy brunatną zarazę morderców".

Tego samego dnia Rote Hilfe (organizacja pomocnicza KPD) zorganizowała w Ohlau festyn z pochodem propagandowym, w którym wzięło udział około 200 osób.

Wieczorem, po zakończeniu festynu w Brzegu liczne formacje SA i SS wracały do Oławy lub przejeżdżały przez nią po drodze do Wrocławia.

Obecny Plac Zamkowy - to tutaj dochodziło do największych starć

 

 

Dwie wersje

 

O ile ogólny przebieg wydarzeń wieczornych z 10 lipca 1932 roku w Ohlau zgadza się w wielu źródłach, to szczegóły nieco się różnią. Przede wszystkim jeśli chodzi o to, kto sprowokował i pierwszy użył przemocy. Sympatycy lewicy i Reichsbanneru twierdzili, że dramatyczne wydarzenia lipcowej niedzieli zaczęli narodowi socjaliści.

Około godziny 20 na oławski rynek miał wjechać motocykl z wózkiem bocznym. Kierowca zatrzymał go przy kamienicy nr 18 (dziś to okolica pizzerii). Pasażer pojazdu wysiadł i jak zeznawała ofiara tego zdarzenia w jednej z gazet: "podbiegł do mnie, bez słowa chwycił z przodu za koszulę i uderzył pięścią w twarz". Hitlerowca sprowokować miała przypinka Frontu Żelaznego - socjaldemokratycznych organizacji popierających demokrację i ustrój republikański. Dla ofiary napaści mogło skończyć się jeszcze gorzej, ale mężczyzna zdążył uciec do gospody na dzisiejszym Placu Starozamkowym.

Chwilę później dwie ciężarówki wypełnione ludźmi z SA i SS nadjechały z tego samego kierunku co motocykl. Pojazdy zatrzymały się w okolicy Rynku 24 (dziś Pałac Ślubów). Hitlerowcy mieli wyciągać ukrytą broń białą i napadać na przechodniów. Następnie zaatakowano kilku członków Reichsbanneru, którzy stali pod pobliską apteką. Po chwili naziści przemieścili się w kierunku Placu Zamkowego.

Niedługo później od strony Baumgarten (obecnie ul. Lipowa), by pomóc atakowanym na Rynku, przybyli członkowie Reichsbanneru, którzy wcześniej byli w Chwałowicach. Wtedy rozpoczęły się pierwsze większe zamieszki w okolicy Placu Zamkowego.

 

Wersja prawicy

 

Nieco inaczej miał wyglądać przebieg początku wydarzeń ustalony podczas późniejszego procesu, był on bliższy relacjom narodowych socjalistów.

Po Ohlau nie poruszali się zwartą kolumną, lecz w mniejszych grupach na ciężarówkach, motocyklach i rowerach. Po wyzwiskach i drobnych przepychankach między SA, a coraz liczniejszą grupą zwolenników KPD i Żelaznego Frontu, w okolicach rynku około 100-osobowa grupa Reichsbanneru uzbrojona we wcześniej przygotowane sztachety i pręty zatrzymała jedną z ciężarówek NSDAP eskortowaną przez lokalnego policjanta. W wyniku tego zajścia ciężko raniono 4 członków SA, którzy mieli wiele ran kłutych. To rozpoczęło większe zamieszki.

Narodowi socjaliści wezwali posiłki, a niedługo później przybyła ciężarówka SS z 40-50 ludźmi, co doprowadziło do kolejnego starcia. Jednak Reichsbanner miał przewagę liczebną, a hitlerowcy musieli schronić się w pobliskim lokalu. W wyniku tego starcia 11 członków NSDAP odniosło ciężkie ranny, a większość członków Reichsbanneru wycofała się do lokalu Bundu.

 

Eskalacja

 

Dalszy przebieg wydarzeń jest podobny w relacjach obydwóch stron konfliktu, chociaż oczywiście każda z nich twierdziła, że broniła się przed agresją, a to ta druga odpowiadała za zamieszki i postępowała brutalniej. Ze względu na liczbę bojówkarzy było jasne, że miejscowa policja (Schupo) nie da rady opanować sytuacji.

Po godzinie 20:30 przed Ohlau zebrało się kilkuset członków SA, których miano przeprowadzić przez miasto. Część z nich jednak oddaliła się od kolumny i wtargnęła do mieszkania działacza robotniczego, mieszczącego się w okolicy dzisiejszej ulicy Bolesława Chrobrego. Kwaterę zdemolowano, dwie przebywające tam kobiety próbowały zamknąć drzwi do kuchni i się za nimi schować. Jeden z narodowych socjalistów wyciągnął wtedy pistolet i go użył. Nie jest do końca jasne, czy strzelał bezpośrednio do ludzi, czy drzwi, ale ostatecznie kobiety poważnie ranił. Jedną z nich trzy pociski trafiły w lewą nogę, a kolejny w prawe udo. Druga ofiara otrzymała postrzał w pierś, a kula przebiła wcześniej lewe ramię.

Warto zaznaczyć, że to pierwsze odnotowane tego dnia użycie broni palnej w Ohlau i tylko przypadek przesądził o tym, że nie skończyło się to śmiercią poszkodowanych.

Chwilę później, w innej części miasta, ciężko pobito przypadkowo przechodzącego działacza Reichsbanneru Fritza Manche (SPD). Narodowi socjaliści mieli krzyczeć: "to Manche! Zabić go! Dorwać go!". Człowiek ten otrzymał kilkanaście ran kłutych i ostatkiem sił udało mu się wyciągnąć pistolet, co doprowadziło do wymiany ognia między nim a SA. Później sąd przyznał Manchemu prawo do obrony koniecznej, ale skazał go za nielegalne posiadanie broni.

Oława

Pierwsze starcia rozpoczęły się w tej części rynku

 

Następnie doszło do kolejnych dużych starć w okolicach Placu Zamkowego. Z relacji obydwu stron wyłania się duży chaos i trudno określić dokładny przebieg wydarzeń. Wedle Reichsbanneru w pewnym momencie w Ohlau miało być ponad 2 tysiące przyjezdnych hitlerowców przygotowanych do walki. Pojawiło się nawet przewodnictwo okręgu SA, by kierować rozróbami określanymi jako "bitwa". Narodowi socjaliści włamywali się do domów głównie przy Placu Zamkowym i bili mieszkańców oraz niszczyli ich mienie. Centrowcy i lewicowcy twierdzili, że jedynie bronili siebie i osoby postronne.

Natomiast wedle ustaleń sądowych Reichsbanner zaplanował akcję odwetową za wcześniejsze pobicia ich członków. Gdy kolumna SA przechodziła przez most (ten przy dzisiejszej ul. Strzelnej), zaatakowano ją. Z obydwu stron padały strzały, ale nikogo nie dosięgły kule. Policja również miała używać broni w celu opanowania sytuacji, jednak z marnym skutkiem. Obydwie grupy walczyły z zawziętością i brutalnością. W końcu rozbito kolumnę SA, a czterech jej członków ciężko raniono. Jeden z nich, dziewiętnastolatek (urodzony 20 października 1912 r.) Georg Konjetzke, robotnik rolny, stracił przytomność i utonął w rzece. Naziści twierdzili, że pobito go kijami na moście i nieprzytomnego zrzucono do wody. Pochodził on z Rosenhain (Godzikowic).

Nieco później, pomimo policyjnej ochrony dla wycofujących się narodowych socjalistów, dochodziło do kolejnych wymian ognia, podczas których członek SA Herbert Stanetzki z zawodu woźnica, urodzony 8 sierpnia 1907 r., zginął od trafienia w głowę. Później ustalono, że zabójczy strzał oddano z około 150 metrów.

W pewnym momencie do miasta miało przybyć wojsko (Reichswehra) z Wrocławia, ale i tak nie udało się opanować chaosu. Jeszcze długo było niespokojnie w okolicach Placu Zamkowego oraz dzisiejszych ulic Strzelnej i Lipowej.

 

Reakcje i pogrzeby

 

Wydarzenia z 10 lipca 1932 roku szybko nazwano Oławską Krwawą Niedzielą. Media oraz sympatycy różnych scen politycznych głośno komentowali to, co się stało. Nawet w polskiej prasie z epoki można odnaleźć wzmianki o tragicznych skutkach walk. Przedwojenna Oława krótko była na ustach wszystkich, w tym najwyższych urzędników niemieckich. Joseph Goebbels, przyszły minister propagandy Hitlera, mocno zaangażowany w tym czasie w kampanię wyborczą, w swoim dzienniku chociaż nie wspomniał wprost o wydarzeniach z Ohlau, to pod datą 12 lipca zanotował: "W kraju szaleją czerwoni mordercy. Rząd się przygląda. Tylko w niedzielę 17 zabitych. Dokąd to prowadzi?".



Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: RafaTreść komentarza: BrawoData dodania komentarza: 17.02.2026, 20:05Źródło komentarza: Przebił oddzielajace bariery i wpadł na pas zieleni. Na pokładzie było 44 pasażerówAutor komentarza: PiotrTreść komentarza: Wstyd!!! Przez całą kadencję nie widzimy żadnych inwestycji i działań wójta. Czym się chwalicie? 60 czujek za kilkadziesiąt złotych? Gmina się cofaData dodania komentarza: 17.02.2026, 20:03Źródło komentarza: Kolejne czujki dla mieszkańców gminy OławaAutor komentarza: KierowcaTreść komentarza: Najbardziej idiotyczny przepis mówiący o niedostosowaniu prędkości do warunków drogowych, pod który można wszystko podciągnąć. Tzw. przepis studnia. Jaką prędkością można jechać na oblodzonej jezdni, takiej jaka wystąpiła kilka dni temu? Było tak ślisko, że samochody stojąc na pochyłej jezdni, same staczały się do rowów i na drzewa. A ten przypadek? Jeżeli było tak ślisko, że nie można było jechać bezpiecznie, to powinien zatrzymac się na autostradzie powodując jeszcze większe zagrożenie. I wtedy przyjechała by policja i wlepiła mu mandat, za postój na autostradzie. Może najpierw należało by się zająć służbami, które pomimo obowiazku ciążącego na nich, nie utrzymują dróg w stanie należytym do BEZPIECZNEJ jazdy.Data dodania komentarza: 17.02.2026, 17:44Źródło komentarza: Przebił oddzielajace bariery i wpadł na pas zieleni. Na pokładzie było 44 pasażerówAutor komentarza: *Treść komentarza: Nie robię personalnych "wycieczek"Data dodania komentarza: 17.02.2026, 16:55Źródło komentarza: Szklarnia Bistro Chocolat odpowiada: - Nie ma żadnych zależności politycznychAutor komentarza: TYLETreść komentarza: Niektóre to nie najedzone dawno na emeryturze a dalej do koryta się pchają do grobu nie zabierzecie.Data dodania komentarza: 17.02.2026, 16:18Źródło komentarza: Kolejny nowy radiowóz dla oławskiej PolicjiAutor komentarza: O ŁawaTreść komentarza: To jest sedno sprawy, Radny Zieliński jest Radnym ponieważ ma poparcie części społeczności, niestety niedostatecznie duże, dlatego pozostaje w opozycji. Da się budować kapitał polityczny na krytyce, co widać w tej krajowej-makro i lokalnej-mikro skali. Niemniej mi się wydaje, że należy zachować jakiąś odrobinę elementarnej przyzwoitości. Aż się ciśnie zacytować tu, jak śp. Kornel Morawiecki dekadę temu krzyczał z mównicy sejmowej "Panowie, jakaś miara rzeczy!"Data dodania komentarza: 17.02.2026, 15:17Źródło komentarza: Szklarnia Bistro Chocolat odpowiada: - Nie ma żadnych zależności politycznych
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama
Reklama