W naszej gazecie już kilkukrotnie pisano o Der Ohlauer Blutsonntag, czyli Oławskiej Krwawej Niedzieli, w odrębnych tekstach lub wzmiankując przy okazji innych artykułów. Pojawiają się jednak kolejne źródła, z których mamy pełniejszy obraz wydarzeń z drugiej niedzieli lipca 1932 roku.
Kontekst
Aby jednak je zrozumieć, należy przyjrzeć się sytuacji politycznej nie tylko w lecie interesującego nas roku, ale również w szerszej perspektywie. Społeczeństwo niemieckie wciąż odczuwało porażkę po hekatombie lat 1914-1918, którą dziś nazywamy I wojną światową. Dodatkowo wielki światowy kryzys gospodarczy z 1929 roku doprowadził do m.in. ogromnego bezrobocia w kraju (niektóre źródła mówią o ponad 30%) oraz drożyzny. Polaryzacja społeczeństwa niemieckiego była coraz większa.
13 marca i 10 kwietnia 1932 roku w Republice Weimarskiej odbyły się wybory prezydenckie. Zwyciężył w nich bezpartyjny Paul von Hindenburg, drugie miejsce zajął narodowy socjalista Adolf Hitler (NSDAP), a trzecie komunista Ernst Thälmann (KPD). Już przy okazji tych wyborów były mocno aktywne zwalczające się bojówki sympatyków poszczególnych stron sceny politycznej. Niektórzy komentatorzy z tamtego okresu mówili, że w kraju trwa wojna domowa. Władza starała się temu zaradzić, chociaż brak konsekwencji miał tragiczne skutki. Już 3 dni po wyborach rząd kanclerza Heinricha Brüninga, w obliczu narastającej przemocy politycznej, wprowadził ogólnokrajowy zakaz działalności SA i SS, czyli najbrutalniejszych bojówek związanych z NSDAP. Ich członkowie nie mogli m.in. organizować pochodów, czy nosić mundurów. Jednak pomimo zakazów wciąż się spotykali pod pozorem organizacji np. zawodów sportowych.
30 maja rząd Brüninga upadł, a dwa dni później nowym kanclerzem mianowano Franza von Papena. Po kilku dniach wnioskował on u Hindenburga o rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych, które ostatecznie zaplanowano na 31 lipca 1932 roku. W połowie czerwca nowy (tymczasowy) kanclerz, aby przypodobać się prawicy, cofnął zakaz działalności i przywrócił legalność SA i SS. Z jednej strony hitlerowcy poczuli się pewniej z drugiej taka decyzja wywołała frustracje członków lewicowych bojówek.
Sytuacja polityczna wciąż była bardzo napięta, spotkania sympatyków różnych partii często kończyły się krwawymi zamieszkami. Lato 1932 roku było gorące i to nie ze względu na temperaturę powietrza.
Druga niedziela lipca
W tym burzliwym czasie w naszym regionie nie było inaczej niż w całej Republice Weimarskiej. 10 lipca w Brzegu NSDAP zorganizowało festyn sportowy, w którym brało udział kilka tysięcy uczestników, w tym wielu członków SA oraz SS (chociaż ci drudzy nie byli w tym czasie jeszcze zbyt liczni).
Tego samego dnia w Chwałowicach (Quallwitz) zaplanowano spotkanie sympatyków Reichsbanneru, czyli (upraszczając) organizacji paramilitarnej sprzyjającej partiom centralnym i centrolewicowym. W tym wydarzeniu miało brać udział około 500 osób. Cały Reichsbanner liczył wówczas około 3 milionów członków.
Po zakończeniu zgromadzenia odbył się pochód przez: Laskowice (Laskowitz), Piekary (Beckern) do Nowego Dworu (Neuvorwerk), który nabierał coraz bardziej agresywnego charakteru. Wykrzykiwano antynazistowskie hasła i wznoszono okrzyki, takie jak:
"Precz z brunatną zarazą morderców!".
Jeden z mówców pochodu miał powiedzieć:
"Nie możemy spocząć, dopóki SA i jej kapitalistyczne zaplecze nie zostaną całkowicie rozbite - rozbite pięściami niemieckiej klasy robotniczej. Klasa robotnicza całego świata oczekuje, że całkowicie usuniemy brunatną zarazę morderców".
Tego samego dnia Rote Hilfe (organizacja pomocnicza KPD) zorganizowała w Ohlau festyn z pochodem propagandowym, w którym wzięło udział około 200 osób.
Wieczorem, po zakończeniu festynu w Brzegu liczne formacje SA i SS wracały do Oławy lub przejeżdżały przez nią po drodze do Wrocławia.

Obecny Plac Zamkowy - to tutaj dochodziło do największych starć
Dwie wersje
O ile ogólny przebieg wydarzeń wieczornych z 10 lipca 1932 roku w Ohlau zgadza się w wielu źródłach, to szczegóły nieco się różnią. Przede wszystkim jeśli chodzi o to, kto sprowokował i pierwszy użył przemocy. Sympatycy lewicy i Reichsbanneru twierdzili, że dramatyczne wydarzenia lipcowej niedzieli zaczęli narodowi socjaliści.
Około godziny 20 na oławski rynek miał wjechać motocykl z wózkiem bocznym. Kierowca zatrzymał go przy kamienicy nr 18 (dziś to okolica pizzerii). Pasażer pojazdu wysiadł i jak zeznawała ofiara tego zdarzenia w jednej z gazet: "podbiegł do mnie, bez słowa chwycił z przodu za koszulę i uderzył pięścią w twarz". Hitlerowca sprowokować miała przypinka Frontu Żelaznego - socjaldemokratycznych organizacji popierających demokrację i ustrój republikański. Dla ofiary napaści mogło skończyć się jeszcze gorzej, ale mężczyzna zdążył uciec do gospody na dzisiejszym Placu Starozamkowym.
Chwilę później dwie ciężarówki wypełnione ludźmi z SA i SS nadjechały z tego samego kierunku co motocykl. Pojazdy zatrzymały się w okolicy Rynku 24 (dziś Pałac Ślubów). Hitlerowcy mieli wyciągać ukrytą broń białą i napadać na przechodniów. Następnie zaatakowano kilku członków Reichsbanneru, którzy stali pod pobliską apteką. Po chwili naziści przemieścili się w kierunku Placu Zamkowego.
Niedługo później od strony Baumgarten (obecnie ul. Lipowa), by pomóc atakowanym na Rynku, przybyli członkowie Reichsbanneru, którzy wcześniej byli w Chwałowicach. Wtedy rozpoczęły się pierwsze większe zamieszki w okolicy Placu Zamkowego.
Wersja prawicy
Nieco inaczej miał wyglądać przebieg początku wydarzeń ustalony podczas późniejszego procesu, był on bliższy relacjom narodowych socjalistów.
Po Ohlau nie poruszali się zwartą kolumną, lecz w mniejszych grupach na ciężarówkach, motocyklach i rowerach. Po wyzwiskach i drobnych przepychankach między SA, a coraz liczniejszą grupą zwolenników KPD i Żelaznego Frontu, w okolicach rynku około 100-osobowa grupa Reichsbanneru uzbrojona we wcześniej przygotowane sztachety i pręty zatrzymała jedną z ciężarówek NSDAP eskortowaną przez lokalnego policjanta. W wyniku tego zajścia ciężko raniono 4 członków SA, którzy mieli wiele ran kłutych. To rozpoczęło większe zamieszki.
Narodowi socjaliści wezwali posiłki, a niedługo później przybyła ciężarówka SS z 40-50 ludźmi, co doprowadziło do kolejnego starcia. Jednak Reichsbanner miał przewagę liczebną, a hitlerowcy musieli schronić się w pobliskim lokalu. W wyniku tego starcia 11 członków NSDAP odniosło ciężkie ranny, a większość członków Reichsbanneru wycofała się do lokalu Bundu.
Eskalacja
Dalszy przebieg wydarzeń jest podobny w relacjach obydwóch stron konfliktu, chociaż oczywiście każda z nich twierdziła, że broniła się przed agresją, a to ta druga odpowiadała za zamieszki i postępowała brutalniej. Ze względu na liczbę bojówkarzy było jasne, że miejscowa policja (Schupo) nie da rady opanować sytuacji.
Po godzinie 20:30 przed Ohlau zebrało się kilkuset członków SA, których miano przeprowadzić przez miasto. Część z nich jednak oddaliła się od kolumny i wtargnęła do mieszkania działacza robotniczego, mieszczącego się w okolicy dzisiejszej ulicy Bolesława Chrobrego. Kwaterę zdemolowano, dwie przebywające tam kobiety próbowały zamknąć drzwi do kuchni i się za nimi schować. Jeden z narodowych socjalistów wyciągnął wtedy pistolet i go użył. Nie jest do końca jasne, czy strzelał bezpośrednio do ludzi, czy drzwi, ale ostatecznie kobiety poważnie ranił. Jedną z nich trzy pociski trafiły w lewą nogę, a kolejny w prawe udo. Druga ofiara otrzymała postrzał w pierś, a kula przebiła wcześniej lewe ramię.
Warto zaznaczyć, że to pierwsze odnotowane tego dnia użycie broni palnej w Ohlau i tylko przypadek przesądził o tym, że nie skończyło się to śmiercią poszkodowanych.
Chwilę później, w innej części miasta, ciężko pobito przypadkowo przechodzącego działacza Reichsbanneru Fritza Manche (SPD). Narodowi socjaliści mieli krzyczeć: "to Manche! Zabić go! Dorwać go!". Człowiek ten otrzymał kilkanaście ran kłutych i ostatkiem sił udało mu się wyciągnąć pistolet, co doprowadziło do wymiany ognia między nim a SA. Później sąd przyznał Manchemu prawo do obrony koniecznej, ale skazał go za nielegalne posiadanie broni.

Pierwsze starcia rozpoczęły się w tej części rynku
Następnie doszło do kolejnych dużych starć w okolicach Placu Zamkowego. Z relacji obydwu stron wyłania się duży chaos i trudno określić dokładny przebieg wydarzeń. Wedle Reichsbanneru w pewnym momencie w Ohlau miało być ponad 2 tysiące przyjezdnych hitlerowców przygotowanych do walki. Pojawiło się nawet przewodnictwo okręgu SA, by kierować rozróbami określanymi jako "bitwa". Narodowi socjaliści włamywali się do domów głównie przy Placu Zamkowym i bili mieszkańców oraz niszczyli ich mienie. Centrowcy i lewicowcy twierdzili, że jedynie bronili siebie i osoby postronne.
Natomiast wedle ustaleń sądowych Reichsbanner zaplanował akcję odwetową za wcześniejsze pobicia ich członków. Gdy kolumna SA przechodziła przez most (ten przy dzisiejszej ul. Strzelnej), zaatakowano ją. Z obydwu stron padały strzały, ale nikogo nie dosięgły kule. Policja również miała używać broni w celu opanowania sytuacji, jednak z marnym skutkiem. Obydwie grupy walczyły z zawziętością i brutalnością. W końcu rozbito kolumnę SA, a czterech jej członków ciężko raniono. Jeden z nich, dziewiętnastolatek (urodzony 20 października 1912 r.) Georg Konjetzke, robotnik rolny, stracił przytomność i utonął w rzece. Naziści twierdzili, że pobito go kijami na moście i nieprzytomnego zrzucono do wody. Pochodził on z Rosenhain (Godzikowic).
Nieco później, pomimo policyjnej ochrony dla wycofujących się narodowych socjalistów, dochodziło do kolejnych wymian ognia, podczas których członek SA Herbert Stanetzki z zawodu woźnica, urodzony 8 sierpnia 1907 r., zginął od trafienia w głowę. Później ustalono, że zabójczy strzał oddano z około 150 metrów.
W pewnym momencie do miasta miało przybyć wojsko (Reichswehra) z Wrocławia, ale i tak nie udało się opanować chaosu. Jeszcze długo było niespokojnie w okolicach Placu Zamkowego oraz dzisiejszych ulic Strzelnej i Lipowej.
Reakcje i pogrzeby
Wydarzenia z 10 lipca 1932 roku szybko nazwano Oławską Krwawą Niedzielą. Media oraz sympatycy różnych scen politycznych głośno komentowali to, co się stało. Nawet w polskiej prasie z epoki można odnaleźć wzmianki o tragicznych skutkach walk. Przedwojenna Oława krótko była na ustach wszystkich, w tym najwyższych urzędników niemieckich. Joseph Goebbels, przyszły minister propagandy Hitlera, mocno zaangażowany w tym czasie w kampanię wyborczą, w swoim dzienniku chociaż nie wspomniał wprost o wydarzeniach z Ohlau, to pod datą 12 lipca zanotował: "W kraju szaleją czerwoni mordercy. Rząd się przygląda. Tylko w niedzielę 17 zabitych. Dokąd to prowadzi?".







Napisz komentarz
Komentarze