O sprawie pisaliśmy przed tygodniem:
W Jelczu-Laskowicach od kilku tygodni trwa dyskusja na temat braku miejsc w publicznych przedszkolach. Rodzice alarmują, że część dzieci - zwłaszcza czterolatków - nie została przyjęta do gminnych placówek, przez co niektóre rodziny zmuszone są dowozić dzieci do miejscowości oddalonych o kilkanaście kilometrów, ewentualnie korzystać z drogich przedszkoli prywatnych. Sprawa wybrzmiała także podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej, gdzie wiceburmistrz Mariusz Hass zapowiedział spotkanie z rodzicami i próbę znalezienia rozwiązania problemu. Do takiego spotkania doszło w ubiegłym tygodniu.
Rodzic: - Mam mieszane uczucia
Oprócz burmistrza Piotra Stajszczyka i wiceburmistrza Mariusza Hassa w spotkaniu uczestniczyli zainteresowani rodzice oraz radni. Jego przebieg zrelacjonowała nam jedna z mam, która prosiła o anonimowość:
- Przedstawiono nam propozycję otwarcia dwóch dodatkowych grup od września - jednej 25-osobowej dla 4-latków i jednej dla 5-latków, co w naszym odczuciu nie zaspokaja potrzeb, bo zapotrzebowanie jest większe. W naszej grupie (rodziców, którzy podpisali się pod listem do burmistrza, o którym wspominaliśmy w poprzednim artykule - przyp. red.) są głównie rodzice 4-latków, w sumie mamy 27 dzieci z rocznika 2022 i tylko dwójkę z rocznika 2021. Wydaje się więc, że w tym momencie otwieranie dodatkowej grupy dla 5-latków nie ma sensu. Musimy jednak pamiętać, że gdy rekrutacja zostanie otwarta może się okazać, że dzieci jest więcej - zarówno 4-letnich, jak i 5-letnich. Dlatego obawiamy się, że tych dodatkowych miejsc, o których powiedziano nam na spotkaniu, będzie po prostu za mało. Dziś mówię o 27 4-latkach, ale przy rekrutacji może się okazać, że jest ich znacznie więcej. Na Facebooku Urzędu Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice ukazała się informacja z prośbą o kontakt zainteresowanych rodziców, więc możliwe, że niebawem te dane będą już bardziej kompletne, choć wiadomo, że taki komunikat może też nie dotrzeć do wszystkich. Po pierwszym spotkaniu z burmistrzem mamy mieszanie uczucia. Rekrutacja uzupełniająca odbędzie się w maju. Do czerwca nie będziemy tak naprawdę wiedzieć, co robić, na czym stoimy. Boimy się, że w czerwcu "obudzimy się z ręką w nocniku", jeśli się okaże, że dla niektórych dzieci w Jelczu-Laskowicach miejsca nie ma, więc będzie trzeba go szukać w Minkowicach Oławskich albo w przedszkolu prywatnym.
Nasza rozmówczyni na podstawie obecnie posiadanych danych sugeruje, że zamiast tworzyć jedną dodatkową grupę dla 4-latków i drugą dla 5-latów, lepiej byłoby stworzyć dwie dla 4-latków. A co problemem z pozyskaniem kadry nauczycielskiej, o którym mówił podczas sesji wiceburmistrz Mariusz Hass?
- To nie jest temat, który gmina zna od wczoraj - mówi mama przedszkolaka. - Od roku, mimo że pierwszy raz ten problem wybrzmiał właśnie wtedy, gmina nie podjęła żadnych działań. Burmistrz twierdzi, że śledzi statystyki i jest w stanie wiele przewidzieć. Mam na ten temat inne zdanie. W tym momencie czekamy na wyniki obecnej rekrutacji i spodziewamy się, że część rodziców z Jelcza-Laskowic zostanie skierowanych do Minkowic Oławskich lub Wójcic, co jest logistycznym bezsensem. W poniedziałek ma się odbyć kolejne spotkanie - czekamy i zobaczymy, czego się dowiemy.
Oto treść komunikatu UMiG, o którym wspomniała nasza rozmówczyni: - Uwaga, rodzice 4- i 5-latków zainteresowani rekrutacją do grup przedszkolnych. Wychodząc naprzeciw Państwa oczekiwaniom, rozważamy możliwość utworzenia dodatkowych oddziałów przedszkolnych dla dzieci z rocznika 2021 oraz 2022. Aby adekwatnie oszacować zapotrzebowanie na miejsca, prosimy rodziców dzieci z tych roczników o kontakt z Wydziałem Oświaty i Spraw Społecznych w Urzędzie Miasta i Gminy w Jelczu-Laskowicach w sprawie deklaracji chęci udziału Państwa dzieci w rekrutacji uzupełniającej. Preferowany kontakt poprzez e-mail: [email protected]; tel. 71 381 71 46.
Radny: - Doceniam, ale też jestem zaskoczony
Podczas sesji RM list grupy rodziców odczytał radny Krzysztof Skrzydłowski z "Nowej Generacji". On także uczestniczył we wspomnianym spotkaniu, po którym stwierdził: - Cieszę się, że dzięki zaangażowaniu rodziców temat braku miejsc w przedszkolach wybrzmiał na sesji Rady Miejskiej za moim pośrednictwem oraz radnego Tomasza Rygielskiego. To ważne, że głos mieszkańców został wreszcie jasno przedstawiony i wysłuchany. Doceniamy fakt, że zaproponowano już pewne rozwiązanie tej sytuacji. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że nie zadowoli ono wszystkich rodziców, których problem dotyczy. Mamy jednak nadzieję, że jest to pierwszy krok i że finalnie uda się wypracować rozwiązanie obejmujące całą grupę dzieci i ich rodzin. Jednocześnie jesteśmy zaskoczeni próbami ograniczania przez burmistrza Mariusza Hassa naszego udziału w kolejnych spotkaniach z rodzicami. Trudno nie odnieść wrażenia, że w ten sposób ograniczana jest możliwość wykonywania mandatu radnego i bezpośredniego kontaktu z mieszkańcami. Mamy jednak nadzieję, że w tej sprawie wszyscy skupimy się przede wszystkim na tym, co najważniejsze - czyli na realnym i jak najszybszym rozwiązaniu tak ważnego problemu dla wielu rodzin.
Wiceburmistrz: - Rodzice muszą poczekać
Zadzwoniliśmy do wiceburmistrza Mariusza Hassa i poprosiliśmy o odniesienie się do obaw rodziców, którym nie podoba się, że aż do czerwca będą musieli czekać w niepewności. Odpowiedział, że niestety wynika to harmonogramu i tego zmienić się nie da - najpierw odbywa się rekrutacja podstawowa, a dopiero potem uzupełniająca. Ten czas jest gminie potrzebny, by móc zareagować i podjąć dodatkowe działania.
- Tak jak w zeszłym roku, gdy uruchomiliśmy dodatkowy oddział przedszkolny, którego wcześniej nie planowaliśmy - podkreślił zastępca Piotra Stajszczyka. - Ten późniejszy termin pozwala też wziąć udział w rekrutacji osobom, które np. w międzyczasie przeprowadzą się do naszej gminy. Musimy się tutaj trzymać procedur.
Mariusz Hass przyznał, że mimo dobrych chęci nie może obiecać, że każdy rodzic dziecka w wieku przedszkolnym, mieszkający w Jelczu-Laskowicach, znajdzie miejsce w publicznym przedszkolu na terenie miasta.
- Na terenie gminy tak, ale jeśli chodzi o placówki w Jelczu-Laskowicach, powtórzę to, co mówiłem już wcześniej, że możliwości są ograniczone - stwierdził. - Na spotkaniu przedstawiliśmy wstępne pomysły, teraz przeprowadziliśmy dokładniejsze symulacje i widzimy, że w przypadku 5-latków prawdopodobnie nie będzie problemu, by ulokować ich w już istniejących grupach.
Czy w takim przypadku w grę wchodzi utworzenie dwóch dodatkowych grup dla 4-latków?
- Na dziś możemy powiedzieć na pewno, że jesteśmy w stanie otworzyć jedną dodatkową grupę 4-latków - odpowiedział wiceburmistrz Hass, tłumacząc, że wymogi, które należy spełnić przy tworzeniu przestrzeni dla 4- i 5-latków są zupełnie inne. - Rodzice muszą poczekać na zakończenie podstawowej rekrutacji, bo dopiero wtedy będziemy widzieli dokładnie, ile miejsc potrzeba. Należy też pamiętać o kwestii kadrowej. Przedszkola stale poszukują nauczycieli - jeśli zgłoszą się odpowiednie osoby, będziemy w stanie zatrudnić je od razu, ale takich kandydatów niestety brakuje. Bez odpowiedniej kadry nie da się otworzyć kolejnych oddziałów.
W rozmowie z nami, wiceburmistrz zwracał także uwagę na przypadki, w których rodzice nie złożyli kompletu wymaganych oświadczeń, czasami nawet odmawiając ich złożenia, przez co dzieci otrzymywały zero punktów i nie były przyjmowane do przedszkola. Przypomniał, że mniej punktów otrzymuje się również wtedy, gdy jeden rodzic nie pracuje i w domu zajmuje się drugim dzieckiem. To wszystko wynika z ustawowych kryteriów i także może się przekładać na problemy z miejscem w przedszkolu. Apelował również, by we wniosku rekrutacyjnym nie wskazywać tylko jednej wybranej placówki, bo wtedy system nie przypisze dziecka do innego przedszkola w Jelczu-Laskowicach, jeśli nie dostanie się ono do tego wybranego w pierwszej kolejności.
Na koniec zapytaliśmy wiceburmistrza Mariusza Hassa o emocje polityczne w trakcie spotkania i czy radni faktycznie otrzymali zakaz uczestnictwa w kolejnym: - Podczas sesji ustaliliśmy, że w spotkaniu z rodzicami wezmą udział radni, ale po jednym przedstawicielu z każdego klubu. Ostatecznie z "Nowej Generacji" pojawiło się dwóch radnych - Krzysztof Skrzydłowski i Tomasz Rygielski. To naturalnie mogło też wywołać reakcję innych radnych, którym wcześniej odmawiałem udziału, właśnie dlatego, że coś sobie ustaliliśmy i zależało nam, by rozmowa była jak najbardziej rzeczowa. Podczas spotkania jasno powiedziałem, że celem jest rozwiązanie problemu, a radni występują tam w roli obserwatorów. Niestety, nie wszyscy przyjęli to dobrze. Myślę, że takie rozmowy powinny dotyczyć przede wszystkim konkretnych rozwiązań, a nie sporów politycznych. Trudno w większym gronie analizować indywidualne przypadki rodzin. Nie będziemy przecież publicznie wchodzić w kwestie prywatne, co czasami jest konieczne. Potwierdzam, że radni nie są zaproszeni na kolejne rozmowy, ponieważ jest to moje spotkanie z rodzicami, a nie publiczna komisja czy otwarta dyskusja.







Napisz komentarz
Komentarze