Oława Z sesji RM
Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym od 2018 roku włodarze gmin i miast muszą corocznie, do końca maja, przedstawiać radnym oraz mieszkańcom raport o stanie gminy za miniony rok. Burmistrz Oławy Tomasz Frischmann zrobił to na sesji RM 28 maja. I śmiało można powiedzieć, że była to sesja wyjątkowa, bo w debacie nad raportem podczas sesji oprócz radnych wzięła też udział mieszkanka. Dotychczas zdarzyło się to tylko raz w roku 2019. Teraz zgłosiła się Elżbieta Kamiekiewicz z osiedla Nowy Otok, która skorzystała z możliwości, jaką daje jej ustawa, by kolejny raz zaapelować do radnych koalicji rządzącej w mieście oraz burmistrza o ochronę lasku na Nowym Otoku.
Nim jednak dyskusja się rozpoczęła, raport - który w całości jest dostępny na stronie BIP UM - przedstawił burmistrz. Wspomniał o najistotniejszych jego zdaniem sprawach, w tym m.in. o zmianach komunikacyjnych w mieście, które nastąpiły w minionym roku, tj. o budowie długo oczekiwanego przystanku PKP Oława Zachodnia, pozyskaniu pozwolenia na realizację zadania związanego z budową mostów na Odrze i Oławce wraz z ponad 4 km drogi, oraz o tym, że na jakiś czas "zastopowała się" - jak to określił burmistrz - planowana budowa obwodnicy Oławy. Obecnie je projekt jest dopiero na etapie uzgodnień środowiskowych. Wymienił też wykonane, zakończone i rozpoczęte inwestycje, także w zakresie sportu, rekreacji oraz oświaty. Wspomniał o zmianach demograficznych, realizowanych programach oraz finansach miasta.
Tymczasem pani Elżbieta swoje wystąpienie - jak powiedziała - przygotowała na podstawie wielu rozmów z wieloma mieszkańcami swojej dzielnicy, ale też z radnymi, a dokładnie z 10, którzy są w koalicji rządzącej miastem, tj. PiS i BBS.
- Wszystko, cokolwiek tu powiem, jest prawdą, przytoczę fakty, ale pojawią się też moje przypuszczenia lub wnioski, które nasunęły mi się w wyniku odbytych z radnymi rozmów. Jeżeli ktoś będzie temu zaprzeczał, sami państwo zdecydują, komu dać wiarę - powiedziała pani Elżbieta - Jestem tu, by upominać się o naszą godność.
Przypomniała spotkanie w oławskim urzędzie 2 lutego, z udziałem licznej grupy mieszkańców osiedla Nowy Otok, którzy sprzeciwiali się planom wobec "lasku na wodociągach", którego największa część, tj. ponad 3 ha, miałaby być przekształcona w strefę wielofunkcyjną z możliwością zabudowy wielorodzinnej do 12 metrów wysokości.
- Ma więc trafić w ręce deweloperów w celu wybudowania tam bloków - stwierdziła, a nawiązując do wspomnianych rozmów z radnymi, dodała: - Jeden z radnych, z którymi rozmawiałam, uspokajał mnie, że to tylko uchwalenie czegoś, co nigdy nie nastąpi, bo ani ludziom, ale deweloperom ten teren nie zostanie udostępniony. Ale proszę to powiedzieć ludziom, którzy mieszkają po stronie Quick Parku! Przed laty gwarantowano im, że będą mieszkać na terenach z zabudową wielorodzinną, a dziś mają w sąsiedztwie bloki, bo poprzedni burmistrz za przyzwoleniem radnych przekształcił tę strefę. Tymczasem państwo planujecie coś znacznie gorszego.
Gdy próbowała zainteresować tematem kolejnych radnych, od dwóch usłyszała, że "właściwie nie znają sprawy, bo to nie dotyczy ich rejonu".
- Pytam więc, ilu jeszcze radnych bezrefleksyjnie, beztrosko i bez znajomości tematu głosuje na sesjach, i jak? - mówiła. - Prawdopodobnie pod dyktando, bo jeżeli nie, to na jakich zasadach? Od kolejnego pana radnego usłyszałam, że 7,5 ha drzew to zagajnik, a od jeszcze innego, że to gleba "którejś kategorii i nic więcej", żaden las, a gdy odczytałam mu definicję lasu, usłyszałam, żebym nie czytała mu Wikipedii. Gdy odpowiedziałam, że ma przed sobą encyklopedię PWN, powiedział, że cieszy się, że ktoś jeszcze ma książki. Niby grzeczne stwierdzenie, ale... Jak się nas traktuje, za kogo się nas ma?
Pani Elżbieta żałowała, że coraz więcej dowiaduje się o decydentach w mieście, tymczasem o niektórych sprawach wolałaby nie wiedzieć, bo to, czego się dowiaduje, smuci, gorszy i złości. Szkoda natomiast, że oni nie chcą poznawać mieszkańców i ich problemów, a dopiero później głosować. - Dlaczego niektórzy z państwa zostają radnymi, skoro nie macie zamiaru nas reprezentować? - pytała i znów nawiązała do rozmów z radnymi sprzed sesji: - Jeden zapewniał mnie, że nie ma dyscypliny partyjnej. Inny, że nie da sobie niczego narzucić. Skoro tak, to jakim cudem całą partią plus blok mówią jednym głosem, a na ustalonym głosowaniu pojawiają się nawet ci nieuchwytni i wielcy nieobecni?
W kontekście raportu o stanie gminy wspomniała też o innych problemach osiedla Nowy Otok, prosząc o zachowanie równowagi, bo - jak twierdziła - dzielnica "za torami" jest obecnie traktowana jak "inna kategoria ludzi", gdzie niewiele się robi, od lat jest ograbiana, tymczasem jest to najprężniej rozwijający się rejon miasta. Powtórzyła, że przyszła walczyć o godność mieszkańców, ale też radnych po tym, jak od kolejnego z nich usłyszała "ty durna, to i tak będzie" - zacytowała i dodała: - Radny, który tak mówi, nie daje sobie prawa wyboru, a ja tu dziś przyszłam, żeby państwu powiedzieć, że macie wybór. Bóg dał wam wolną wolę. Kogo stawiacie nad nim? Mogę być dla was durna, ale takich jak ja znaleźliśmy w krótkim czasie ponad 2 tys.!
Pani Elżbieta przyznała, że gdy zbierała podpisy pod petycją o ochronie lasku, kilku mieszkańców odmówiło je podpisów, uznając m.in, że sprawa jest już przesądzona, więc sprzeciw nie ma sensu. Takich osób było jednak tylko kilka - wbrew temu, co usłyszeli od pani wiceburmistrz, "że ludzie z Otoku chcą mieszkań w naszym lasku", wędrując po osiedlu wzdłuż i w szerz nie spotkała tych, którzy chcą bloków na terenie lasku.
- Jakim cudem ich nie spotkaliśmy? Gdzie się pochowali? - znów pytała i dodała, że największy żal ma do burmistrza, któremu tak dobrze życzyła, a po pierwszych wygranych wyborach napisała mu gratulacje i życzenia, że zawsze była pod urokiem jego wyjątkowej kultury osobistej i ceniła jako wspaniałego gospodarza. Że po wierzy, iż po tamtych wyborach będą nami rządzić ludzie godni zaufania, a on będzie tego przykładem. Prosiła, by nie zawiódł pokładanych w nim nadziei, choć wie, że będzie musiał podejmować trudne decyzje i wiele będzie też zależało od tego, jakimi ludźmi się otoczy i liczy, że będą to osoby uczciwe i kompetentne. Prosiła, by podejmował decyzje zgodne ze swoim sumieniem, a najważniejsze, żeby słuchał ludzi i starał się im pomagać.
- To było wtedy - stwierdziła. - Dzisiaj powiem tak: "Proszę nie iść tą drogą, panie burmistrzu". Każdy popełnia błędy, ale można odzyskać twarz przyznając się do niech i wycofując póki jeszcze czas. Nie chcę powiedzieć, że ideał sięgnął bruku, ale to mi się nasunęło, gdy kilka dni temu niosłam zgłoszenie na sesję i zwróciłam uwagę na piękne drzewa przy urzędzie, do których przyklejone były hasła wypisane przez osoby niepełnosprawne. Pech chciał, że część z tych kartek z hasłami odpadła i normalnie bym je pozbierała, z szacunku dla tych, którzy je napisali, ale tu nie zaryzykowałam. Straciłam do państwa środowiska zaufanie. Mam powody, a dał mi je jeden z radnych, po którym się tego nie spodziewałam, żeby się obawiać, że ktoś powie "pozdejmowała, obfotografowała i udaje, że leżały".
Tego samego dnia zapytała też napotkanych w Rynku pracowników zieleni miejskiej, dlaczego to nie oni, tylko ZWiK, robi nasadzenia na Osiedlu Sobieskiego, które szumnie nazywa się parkiem? A w odpowiedzi usłyszała, że nie oni decydują. - Mogę się mylić, ale obawiam, że decyduje pan burmistrz - skomentowała pani Elżbieta. - Dwa poprzeczne rzędy rachitycznych drzewek z niebieskimi podpórkami, wokół hałdy ziemi szumnie nazywa się parkiem, który oczywiście powstaje po jedynej słusznej stronie przejazdu kolejowego. Żeby nie było - park z prawdziwego zdarzenia na osiedlu Sobieskiego powinien być od lat, ale przy tym 7,5 ha starodrzewu w Nowym Otoku nazywa się glebą i zagajnikiem, a mówi to osoba zatrudniona w ZWIK-u i z konkretną funkcją w Radzie Miasta. Są to słowa pana przewodniczącego i szefa przewozów autobusowych. Sam burmistrz wypowiadając się w gazecie mówi, że formalnie to nie jest las. Otóż drodzy panowie i wszyscy myślący w ten sposób radni, panie burmistrzu, choć byście zaklinali rzeczywistość, to ta działka jest lasem.
Dalej stwierdziła, że nie wie, czy przed laty tak bardzo się co do burmistrza pomyliła, czy tak go to stanowisko zmieniło.
- Mamy wierzyć, że wniosek ZWiK nie był uzgadniany z burmistrzem, chociaż to burmistrz jako jednoosobowe zgromadzenie wspólników powołuje radę nadzorcza spółki, która wybiera prezesa ZWiK? - pytała. - Władza deprawuje, na pewno chcą państwo brać w tym udział? Posady, funkcje, diety, jakieś lokale w mieście, kontrakty, kontakty, co was tak zniewala? Są wśród was osoby, które podobnie jak ja deklarują, że są wierzące. Zanosicie wieńce pod pomniki tych, którzy tracili życiem by zachować się jak trzeba. Długo jeszcze będziecie uprawiać tę grę pozorów?
Na koniec pani Elżbieta powiedziała, iż ma pewność, że jest po właściwej i wielu mieszkańców ją w tym utwierdziło. Przeraża ją jednak to, że kilka osób, a raczej jedna ma za nic oczekiwania tysięcy mieszkańców i może ich ignorować. Kolejny raz podkreśliła, że wierzy w Boga i czuje, że ma w tej walce wsparcie z samego nieba. - Kto chce się śmiać, niech się śmieje, ale proszę mi też przywrócić wiarę w ludzi - powiedziała. - Nie podnoście reki na świętość, którą jest las.
Jej wystąpienie spotkało się z gromkim aplauzem części obecnych na sesji, a po chwili głośnym oburzeniem i powtórzonym wiele razy - "to skandal".
*
A stało się to za sprawą radnego z Nowego Otoku Józefa Urbańczyka z PiS, który zwracając się do pani Elżbiety, powiedział: "Niestety, inaczej nie powiem, jak pani jest nawiedzona", co wywołało natychmiastową reakcje części zgromadzonych na sesji zarówno radnych jak i gości. "Brzydko, bardzo brzydko, takiego chamstwa nie widziałam jak żyję" - krzyknęła jedna z mieszkanek siedząca na widowni. "Skandal" - dodał któryś z radnych, co radny Urbańczyk skwitował, że to żaden skandal, tylko prawda, wywołując tym samym jeszcze większe oburzenie. Kontynuując wywód radny Urbańczyk dodał, że przez lata nikt nie zajmował się tym laskiem. Leżały tam tylko opakowani z pizzy, butelki, było pijaństwo i inne rzeczy, więc jak dojdzie do głosowania, to będzie za tym, by go uporządkować.
W reakcji na to, co zaszło, przewodniczący rady Krzysztof Mazurek zaapelował do radnych, by wzajemnie się nie obrażali, bo to nie przystoi na sesji. Prosił o zachowanie odrobiny kultury.
- Jestem zbulwersowany postawą i komentarzem, który pan wyraził w pierwszym zdaniu po wystąpieniu, które wstrząsnęło i powinno wstrząsnąć publiką - komentował radny Grzegorz Mierzwiak z KO. - Pan Józef Urbańczyk przedstawił kompletny brak szacunku w stosunku do gości, którzy raz w roku mogą wziąć udział w dyskusji na sesji. Mam nadzieję, że wyciągnie pan wnioski z tego, co pan tutaj prezentuje.
Głos krytyki wobec postawy radnego Urbańczyka zabrali też inni radni KO, Wszystko dla Oławy, a także Nowej Lewicy, sugerując że powinien przeprosić panią Elżbietę, bo takie zachowanie nie powinno mieć miejsca.
- Każdy ma prawo do wyrażania własnej opinii i może się pan z nimi nie zgadzać, ale nie ma pan prawa obrażać żadnego człowieka tylko dlatego, że ma inne poglądy niż pan - powiedziała radna Joanna Kruk-Gręziak.
- Jeżeli wyrażanie troski o rozwój miasta i jego przyszłość oznacza bycie nawiedzonym, to mnie też może pan nazwać nawiedzoną - mówiła radna Karolina Kaczor-Hanuszewicz. - Mieszkańcy mają pełne prawo zadawać pytania dotyczące przestrzeni, w której żyją. Mieszkańcy powinni bowiem wiedzieć, jaki jest plan co do tego terenu i to budzi największe obawy.
Jednocześnie ci sami radni gratulowali wystąpienia pani Elżbiecie. Dołączyła do nich radna Elżbieta Bredeń z PiS i zachęciła do spotkania i dyskusji z burmistrzem, który zaproponował to, odnosząc się do wystąpienia mieszkanki. Jednocześnie ocenił je jako emocjonalne i nie zgodził się z wieloma opiniami, które wygłosiła, w tym z tym o różnicowaniu mieszkańców, przypominając m.in. inwestycje, jakie przeprowadzono na osiedlu Nowy Otok. Co do lasku, to przypomniał o obecnie obowiązującym tam planie miejscowym, sugerując że 12 metrów może mieć domek jednorodzinny, co wywołało jeszcze większe emocje wśród grupy radnych i dyskusję o planach, a raczej braku konkretnych odpowiedzi w sprawie lasku i spółki ZWiK, która - jak zauważył radny Mierzwiak - "nie wiadomo" dlaczego nagle sadzi drzewa, chociaż nie należy to do jej obowiązków, ale też w sprawie innych tematach poruszonych w raporcie.
Po serii krytyki głos ponownie zabrał radny Urbańczyk i tym razem też zwrócił się bezpośrednio do Elżbiety, bo - jak powiedział - przecież znają się od lat i mówią sobie po imieniu: - Nie zgadzałem się częściowo z twoją wypowiedzią i... uniosłem się nie tak jak trzeba, za co bardzo przepraszam, to nie powinno nastąpić. Przepraszam też całą radę i wszystkich obecnych na sali obrad. Człowiek czasem się podekscytuje i... po prostu wybuchłem, wiec jeszcze raz wszystkich przepraszam. To się już nigdy nie powtórzy. Ja wcale nie chcę wycinać lasu i nie o to mi chodziło, ale przez 80 lat nikt się tym lasem nie interesował, a teraz jak jest zmiana planu, to wszyscy "huzia na Józia". Trzeba było zainteresować się tematem gdy powstawał plan zagospodarowania, a nie zbierać teraz podpisy w kościołach, przemówienia proboszcza. To mi się nie podoba i nie powinno być tak załatwiane.
I to zachowanie radnego też wywołała reakcję zgromadzonych na sali. Za przeprosiny radnemu jako pierwszy podziękował przewodniczący Mazurek. Dołączył jego partyjny kolega Piotr Regiec, mówiąc, że Urbańczyk jest jedynym do tej pory radnym, który potrafił powiedzieć przepraszam po tym, jak "według jakiejś części opinii", obraził panią. Nikt inny do tej pory tego nie zrobił, a radnych, którzy obrażają na sesji innych, jest w radzie co najmniej kilku. - Szkoda, że nie potrafią się tej kultury od pana Józefa uczyć - podsumował Regiec.
Słowa uznania wyraził też radny Michał Prus z BBS. Nie podobało mu się to, że radny się zagalopował i obraził mieszkankę, ale podobało mu się to, w jak ładny sposób przeprosił: - Nie ma akceptacji, ale nie może być też tak, że gdy radny z drugiej strony stołu się zagalopuje, to są krzyki, a inni bezrefleksyjnie mogą przerywać, komentować i obrażać.
Dyskusje zdominował temat lasku i Nowego Otoku, ale - jak zauważyła radna Agnieszka Mikołajek - dzięki wystąpieniu mieszkanki, którą nazwała bohaterką, dyskusja nad tegorocznym raportem, który tak jak poprzednio sam w sobie mówił tylko o sukcesach, zeszła na inny tor i dała inne spojrzenie na sprawy miasta.
Debata trwała 4 godziny. Na 18 radnych obecnych na sesji Rady Miejskiej 12 głosowało za udzieleniem burmistrzowi wotum zaufania - wszyscy radni BBS i PiS oraz radny KO Piotr Soroczyński. Przeciwko byli radni Wszystko dla Oławy - Bartosz Gawlas i Albert Zieliński oraz Koalicji Obywatelskiej - Magdalena Ziółkowska, Krzysztof Rydzoń i Grzegorz Mierzwiak, od głosu wstrzymała się Joanna Kruk-Gręziak.
Wioletta Kamińska

Napisz komentarz
Komentarze