- Pełny sukces - cieszy się Zygmunt Stefek, związany z Oławą, którego firma ożywiła historyczny znicz. Nie płonął od lat. Teraz jest to możliwe.
*
Stadion został wybudowany w latach 1926-1928 jako niemiecki Schlesierkampfbahn. Choć już wtedy na wieży znajdowała się konstrukcja przypominająca misę znicza, nie pełniła ona funkcji stale używanego znicza olimpijskiego. Co ciekawe, nie ma dowodów na to, że znicz na wieży Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu w ogóle kiedykolwiek zapłonął przed II wojną światową. Współczesna konstrukcja znicza na wieży istniała od dawna, ale przez wiele lat pozostawała nieużywana; dopiero w ostatnich latach zaczęto okazjonalnie rozpalać znicz podczas wybranych imprez sportowych (np. Nocnego Półmaratonu w 2019 r.). Potem pojawiła się nawet inicjatywa, aby uczynić zapalanie znicza stałym elementem wydarzeń organizowanych na stadionie - na pomysł wpadł Marcin Ciesielski, fan speedwaya z Wrocławia, który we Wrocławskim Budżecie Obywatelskim zgłosił projekt odbudowy specjalnej instalacji, dzięki której przed meczami żużlowym na charakterystycznej wieży wrocławskiego obiektu byłby rozpalany nieczynny przez lata olimpijski znicz, ale przepadł jako zbyt kosztowny. Do same idei powrócono 2-3 lata temu, kiedy to w mediach społecznościowych prezydent Jacek Sutryk napisał o planowanej przebudowie zabytkowej wieży zegarowej na stadionie: - Zabezpieczymy istniejącą strukturę, ale także wprowadzimy nowoczesne elementy, takie jak instalacja gazowa.
I to się właśnie dzieje - wkrótce znicz, który przez lata był jedynie martwym elementem architektury, ma zapłonąć rozpalając wyobraźnię kibiców podczas sportowych zmagań.
- To rzecz, która przez wiele lat czekała na swój czas. Musieliśmy przygotować skomplikowany projekt i uzgodnić z konserwatorem każdy najmniejszy szczegół. Mam nadzieję, że już w marcu uda nam się ten znicz odpalić. Chcemy, żeby wyglądało to imponująco i było prawdziwą wizytówką dla każdego, kto nas odwiedzi - mówił portalowi Wrocławskiefakty.pl Łukasz Wójcik, dyrektor Młodzieżowego Centrum Sportu Wrocław.
Wykonaniem znicza zajęła się, którą przed laty założył Zygmunt Stefek, od dawna związany z Oławą.
Urodził się w Lubomierzu, ale jeszcze w tym samym roku wraz z rodzicami przyjechał do Oławy - zamieszkali przy ul 1 Maja, w 1972 roku przenieśli się na Chrobrego.
Młody Zygmunt chodził do Szkoły Podstawowej nr 5. Potem była Zasadnicza Szkoła Zawodowa w Jelczu, a następnie trzyletnie Technikum Mechaniczne przy ówczesnej ulicy Gagarina w Oławie (teraz to ul. ks. Fr. Kutrowskiego). Z tej szkoły z sympatią zapamiętał m.in. panią Annę Tracz, która uczyła go języka polskiego, i dyrektora - nauczyciela matematyki Tadeusza Zawera. Kontakt z nią utrzymuje do dziś. jego wychowawcą był wtedy pan Fabisiak. Po maturze pojechał na studia do Zielonej Góry. - To miało być tylko na pięć lat i ani jednego dnia dłużej - mówi. - No i nie dotrzymałem słowa, bo minęło już pół wieku, dokąd tam mieszkam.
W Oławie spędził jednak lata młodzieńcze - od 1953 do 1974 - tu i w okolicach ma rodzinę oraz wielu znajomych, więc powiat oławski odwiedza dość często.
*
Jest większościowym udziałowcem rodzinnej firmy KOMA w miejscowości Słone w gminie Świdnica, od lat zajmującej się produkcją urządzeń dla przemysłu mięsnego oraz profesjonalnych palników i akcesoriów dekarskich. Oprócz palników firma przyjmuje zlecenia na nietypowe ich użycie, co - jak się później okaże - było kluczowe w tej historii. KOMĘ założył w 1989 roku. Od początku działalności firma jest największym producentem tego typu produktów w Polsce, a coraz większy udział sprzedaży poza granicami kraju powoduje, że KOMA się rozwija i staje się rozpoznawalna zarówno w krajach Unii Europejskiej, jak i na rynkach wschodnich.
Obecnie zarządzanie firmą pan Zygmunt przekazał córkom. Starsza jest prezesem, młodsza zajmuje się handlem zagranicznym. Gdy w 2023 roku organizator Igrzysk Europejskich w Krakowie ogłosił przetarg na wykonanie znicza - ostatecznie najważniejszy element, serce znicza, czyli ogniowy symbol igrzysk wykonała firma pan Stefka.
Tym razem podjęli się kolejnego nietypowego zadania - właśnie ożywienia znicza na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu.
- Ponieważ to zabytek, musieliśmy zachować wszystko to, co na wewnątrz, a zrobiliśmy odpowiedni wkład do środka, z nierdzewnej stali - mówi. - Na wykonanie mieliśmy niewiele czasu, bo tylko 3 miesiące. 20 lipca odbyły się ostateczne próby w firmie, a potem zaplanowano ostateczny montaż.
Znicz jest umieszczony na 30-letrowej wieży - to jak 9-piętrowy budynek. Aby dostarczyć mu odpowiedniej jakości i pod odpowiednim ciśnieniem gaz, na drugim piętrze przygotowano butle zasilające, które pozwolą uzyskać odpowiedni wysoki i silny płomień.
- Musi taki być, bo te 30 metrów nad ziemią to już czasem porządnie wieje, a znicz ma być niezawodny, przecież wszyscy czekają na widowisko, więc nie można ich zawieść, jego zapalenie to ma być główny i najbardziej wzniosły punkt różnych uroczystości na stadionie - mówi pan Stefek.
*
Próba zapalenia znicza po długiej przerwie odbyła się wieczorem 6 sierpnia - z udziałem wiceprezydenta miasta Mateusza Żaka. Historyczny znicz ponownie zapłonął na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Ogień wrócił na szczyt wieży zegarowej, która od lat jest symbolem obiektu.
Na razie to był ostatni sprawdzian przed wykorzystaniem znicza podczas przyszłych wydarzeń, a już wiadomo, że Młodzieżowe Centrum Sportu ma zakontraktowanych 10 uruchomień znicza na następnych 12 miesięcy.

A tak nowy znicz (już po pierwszych próbach) wygląda z góry

To nie takie proste - najpierw trzeba było znicz umieścić na wieży






Od spodu nowy znicz wygląda jak dół rakiety

fot. arch. ZS i Biuro Prasowe UM Wrocław

Napisz komentarz
Komentarze