- Minęło kilka miesięcy od zakończenia sezonu 2025/2026, najlepszego w historii waszego klubu, w którym świetnie spisaliście się w Pucharze Polski, a potem wywalczyliście prawo gry w fazie play-off, zorganizowaliście w Jelczu-Laskowicach turniej półfinałowy o awans do I ligi i niewiele brakowało, by zagrać w finale. Czujesz dziś więcej niedosytu, bo nie udało się postawić kropki nad i, czy jesteś dumny z powodu tego, co udało się osiągnąć?
- Największy niedosyt czuliśmy po ostatnim meczu turnieju półfinałowego z Energą Trefl Gdańsk, gdzie prowadziliśmy 2:0, a ostatecznie przegraliśmy 2:3. Wiedzieliśmy, że mogliśmy to spotkanie zakończyć w trzech setach, ale niestety sprawdziło się to, o czym w siatkówce mówimy często - jak nie wygrywasz 3:0, to przegrywasz 2:3. W trakcie tego meczu dostawałem już gratulacje i pytania o turniej finałowy. Podchodziłem do tego z dystansem, nawet po świetnym początku meczu, ale nie ukrywam - miałem w sobie dużo wiary, że uda nam się do finału awansować. Wtedy więc jako drużyna czuliśmy ogromny niedosyt. Graliśmy u siebie, mieliśmy duże grono kibiców na trybunach, więc podczas ceremonii wręczenia nagród było czego żałować. Natomiast z dzisiejszej perspektywy myślę już o tym inaczej. Doceniam to, co w poprzednim sezonie osiągnęliśmy. Zrobiliśmy kapitalny wynik w Pucharze Polski, o naszym klubie i naszym mieście mówiło siatkarskie środowisko w całym kraju. Grając w Pucharze, dotarliśmy do grona dziesięciu najlepszych klubów w Polsce, z czego sześć stanowiły kluby z PlusLigi, dwa z I ligi i dwa z II ligi. Wyeliminowaliśmy trzecią drużynę I ligi - CUK Anioły Toruń oraz ekipę, która - co się później okazało - awansowała do PlusLigi, czyli GKS Katowice. To wielkie sportowe osiągnięcie sprawiło, że więcej kibiców przychodziło na nasze mecze, dopingując nas w ligowej fazie zasadniczej, potem w play-offach, gdzie graliśmy przeciwko Gwardii Wrocław i w turnieju półfinałowym o awans do I ligi. To był historyczny sezon dla naszego klubu i wierzę, że będzie stanowił fundament pod sukcesy w kolejnych latach.
- Co teraz powinniście zrobić, by tego sezonu z rozrzewnieniem nie wspominać przez kolejne 5 czy 10 lat? Aby faktycznie stał się fundamentem do kolejnych sukcesów.
- Jest to dla nas nowa sytuacja, bo z nawiązką wypełniliśmy cele, które postawiliśmy sobie przed poprzednim sezonem. Rok temu mówiłem o nadziejach, o wzmocnieniach, o tym, że powinno się to wszystko przełożyć na dobre wyniki, ale nie mogłem marzyć chociażby o wyeliminowaniu GKS-u Katowice z Pucharu Polski, a to był dla nas taki pierwszy, naprawdę bardzo duży krok. Zdaję sobie sprawę, że teraz oczekiwania kibiców czy sponsorów będą inne. Na pewno zawodnicy będą musieli sobie poradzić z rosnącą presją, a większość z nich to wciąż bardzo młodzi siatkarze. Jest to jednak część sportu, drużyna wciąż chce się rozwijać i jest głodna zwycięstw. W ostatnich miesiącach prezesi innych klubów próbowali pozyskać kilku naszych graczy. Ciężko było ich zatrzymać, ale ostatecznie podjęli decyzję, że chcą z nami zostać i powalczyć o powtórzenie wyniku z poprzedniego sezonu. Rywale nas już znają, wiedzą, że jesteśmy mocną drużyną z aspiracjami na grę o awans. Nie jesteśmy już underdogiem, co z pewnością dawało nam w zeszłym sezonie pewną przewagę.
- Stajecie teraz przed wyzwaniem udowodnienia sobie i kibicom, że to nie był przypadek, tylko wciąż możecie być czołową drużyną II ligi, która chce walczyć o awans.
- Tak powinno być, ale sport bywa nieprzewidywalny, więc nigdy nie da się czegoś założyć na 100%. W ubiegłym sezonie, poza krótkim fragmentem w okresie grudnia i stycznia, gdy mieliśmy już wypracowaną przewagę nad rywalami, uniknęliśmy poważniejszych urazów, co także przyczyniło się do ostatecznego sukcesu. Możemy świetnie trenować, rozgrywać fantastyczne mecze, mieć szczęście w kluczowych momentach, ale gdy nagle z powodu kontuzji wypadnie nam kilku czołowych graczy, wszystko może się zmienić. Ciężka praca na treningach to jedno, ale sukces odnoszą ci, którzy mają też trochę sportowego farta - czy to w postaci sezonu bez kontuzji, czy umiejętności zachowania chłodnej głowy, gdy jesteś o dwie wygrane piłki od gry w turnieju finałowym. Dziś mogę powiedzieć tylko tyle, że wierzymy w to, że ten sukces będziemy w stanie powtórzyć. Będziemy na to pracować. Ufam trenerom, członkom sztabu i zawodnikom. Po raz pierwszy w okienku transferowym nie dokonaliśmy zmian, stawiając w ten sposób na stabilizację. Zwykle wyglądało to u nas inaczej, ale dojrzeliśmy do takiej decyzji, uważając ją w tym momencie za najlepszą dla klubu. Jestem dumny z tego, że sportowo i organizacyjnie potrafimy stanąć na wysokości zadania, że na mecze play-off we Wrocławiu potrafiło przyjechać 150 czy 200 kibiców z Jelcza-Laskowic i zrobić tam świetną atmosferę. W naszym mieście powstała siatkarska społeczność, która rodziła się przez lata, ale ten ostatni sezon także w tym aspekcie był przełomowy. Przed nami duże wyzwanie, by teraz to wszystko utrzymać.
***
Całą rozmowę z Piotrem Piechota, można przeczytać w "Gazecie Powiatowej", dostępnej także w formie online:

Napisz komentarz
Komentarze