I dalej:
- Na odcinku mniej więcej od skrzyżowania na Hannę do okolic Starego Otoku, szczególnie na odcinku leśnym, na jezdni znajdowała się brunatna, mazista substancja. Padał wtedy deszcz, a samochody jadące przede mną podnosiły tę substancję z nawierzchni i rozpylały ją w powietrzu. Momentami jechało się praktycznie w chmurze/mgle powstającej z tego materiału i wody. W samochodzie wyczuwalny był przy tym charakterystyczny, intensywny zapach przypominający asfalt lub smołę. Po przejechaniu tego odcinka okazało się, że samochód został pokryty ogromną ilością drobnych, mocno przylegających zanieczyszczeń. Osad znajduje się na lakierze, szybach, tablicach rejestracyjnych, felgach, oponach i elementach z tworzywa. W załączniku przesyłam zdjęcia pokazujące jego skalę. Chciałbym zapytać, czy inni kierowcy zgłaszali Państwu podobny problem z tego odcinka, szczególnie z 21 września lub dni bezpośrednio przed i po tej dacie. Być może problem dotyczył większej liczby samochodów przejeżdżających wtedy przez remontowany odcinek?
Do tej pory nikt nie zgłaszał nam podobnego problemu. Jeśli ktoś miał podobną sytuację, prosimy o kontakt z redakcją.
- Maska, przednia szyba, boki i tylna klapa - wszystko jest zaklejone - relacjonuje pan Marcin Kowalski. - Opony i felgi też solidnie dostały. Niestety nie jestem w stanie teraz tego usunąć. Zgłosiłem sprawę do swojego ubezpieczyciela AC, ale nie chcę osobiście ponosić kosztów czyjegoś niedbalstwa.
Post w tej sprawie opublikował też w mediach społecznościowych na swoim profilu (Marcin Kowalski) i prosi o informacje w wiadomościach prywatnych od innych poszkodowanych.

Napisz komentarz
Komentarze