Sprawę wywołał radny Zdzisław Brezdeń po wysłuchaniu sprawozdania z działalności Zarządu Powiatu, gdzie padła informacja o dorzucaniu szpitalowi 500 tys. zł na remont kotłowni.
- Rozumiem, że jest potrzeba sporego zastrzyku finansowego, aby ją wyremontować - mówił radny Brezdeń. - A gdzie wcześniej była dyrekcja szpitala? Gdzie był nadzór, aby się o sfinansowanie remontu ubiegać, bo teraz, kiedy sezon grzewczy właśnie się rozpoczął, to chyba za późno. Coś jest nie tak, zwłaszcza że kotłownia ma już kilkanaście lat, a pół miliona to nie jest mało. To jest mój niepokój, bo - jak myślę - ktoś przeprowadzał coroczne przeglądy kotłów i powinien wiedzieć wcześniej, że coś się źle dzieje.
Wicestarosta Maria Bożena Polakowska odpowiedziała radnemu, że to dyrektor szpitala ponosi pełną odpowiedzialność za funkcjonowanie tej jednostki, a wniosek o dofinansowanie remontu kotłów pojawił się już w marcu tego roku. Dyrektor informował w nim o złym stanie kotłowni.
Radny Piotr Krótki zaproponował, aby firma zewnętrzna przygotowała audyt stanu tej kotłowni, by potem wysłać zapytania ofertowe do kilku firm, aby nie było sytuacji, że jedną się faworyzuje.
Wicestarosta odpowiedziała mu, że było zapytanie ofertowe na naprawę kotłów. Okazało się jednak, że nie ma zamienników części do tych kotłów, bo są za stare. A z czterech kotłów obecnie tylko dwa są czynne.
Pierwsza oferta, jaka wpłynęła na zapytanie ofertowe, była z Marcinkowic i mówiła o koszcie rzędu 680-800 tys. zł, kolejna to już 1,1 mln zł.
- Zarząd Powiatu postanowił, że należy wesprzeć szpital kwotą 500 tys. zł na remont kotłów, a pozostałe środki musi zapewnić dyrektor - mówiła wicestarosta. - Jak o zrobi? To już nie nasza kompetencja. Nie będziemy dyrektorowi sugerować, którą firmę ma wybrać.

Napisz komentarz
Komentarze