Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 28 kwietnia 2026 04:05
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Bezwypadkowe sprzedam, stan bardzo dobry

Auto z komisu miało być bezwypadkowe. Parę miesięcy po zakupie, koła odmówiły posłuszeństwa i pojazd dachował z nowym właścicielem w środku. Dopiero po tym wszystkim okazało się, jaką drogę przeszedł samochód, by udawać „prawie nówkę”
Podziel się
Oceń

OŁAWA
Uważajcie na handlarzy!

Państwo Z. z podoławskiej wsi wypatrzyli to auto w jednym z komisów na terenie naszego powiatu w 2009 roku. Wyglądało bardzo dobrze. W ogłoszeniu internetowym wyczytali, że renault megane jest z 2003 roku, sprowadzone z Niemiec, „stan bdb, bezwypadkowe, nie wymaga dodatkowego wkładu finansowego”. Kupili je za 20 tys. zł. Parę miesięcy potem, gdy za kierownicą siedział pan Z., koła na ostrym zakręcie odmówiły posłuszeństwa i auto dachowało. Na szczęście prędkość było niewielka - zaledwie 30 km/godz. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby pojazd jechał np. 90 km/godz.!
- Ze względu na stan pojazdu narażona zostałam wraz z mężem i dwuletnim synem na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia - ocenia pani Z., która formalnie była właścicielką feralnego pojazdu. - Na zakręcie mąż skręcił kierownicę, ale koła nie reagowały, wypadł z drogi, dachował, doznał urazu ręki.
Rzeczoznawca, którego poprosiła o ocenę, nie miał wątpliwości, że auto „było bite” i dokonano w nim licznych przeróbek. Właścicielka renaulta skierowała sprawę do sądu. Chciała zwrotu swoich pieniędzy z odsetkami oraz dodatkowo poniesionych kosztów - w sumie ponad 21 tys. zł. Ponieważ właściciel komisu nie chciał uwzględnić reklamacji, uznała, że została oszukana, bo zapłaciła za towar inny niż w umowie.

Szmaty zamiast poduszki

Biegły sądowy potwierdził, że blokada kół spowodowana była pęknięciem wadliwie spawanej obudowy przekładni kierowniczej -  i to w zasadzie wystarczyło, by uznać, że w chwili sprzedaży auto wcale nie było bezwypadkowe. Gdyby jednak ktoś jeszcze miał wątpliwości, biegły wskazał, że auto było pełne ukrytych wad. Miejsce po poduszce powietrznej wypełniono szmatami, brakowało poduszki pasażera, która najprawdopodobniej wybuchła podczas wypadku. Ktoś ingerował w układ elektroniczny, aby nie sygnalizował braku poduszek, szyba przednia była nieoryginalna. Na dodatek auto było fabrycznie dwuosobowe (tak też było w dowodzie rejestracyjnym, natomiast wnętrze z tyłu przerobiono tak, że spod kanapy wystawały dwa metalowe kształtowniki. - Elementy nie są oryginalnym wyposażeniem pojazdu, mogą powodować uszkodzenia ciała osób, które znajdowałyby się na tylnej kanapie - mówił biegły.  - To auto w takim stanie nie powinno przejść badania diagnostycznego. Zostało nieprofesjonalnie przygotowane do przewozu pięciu osób. Nie powinno być dopuszczone do ruchu.
Biegły wycenił, że realna wartość auta w dniu zakupu pojazdu przez państwo Z. wynosiła ok.12 tys. zł.
- Zastanawiam się, jak takie auto przeszło badania techniczne w stacji diagnostycznej? - pyta pani Z. Bo przeszło i to nawet dwukrotnie. Pierwszy raz tuż przed zakupem, a drugi raz, gdy okazało się, że skończyła się ważność przeglądu technicznego. Za każdym razem oławski diagnosta z uprawnieniami dopuścił auto do ruchu. Potem zeznawał, że badania były pobieżne, bo... auto było zabudowane od spodu, o czym lojalnie informował nowych właścicieli.
Właściciel komisu też nie ma sobie nic do zarzucenia, bo przecież pani Z. była na stacji diagnostycznej, a o tym, że auto ma cztery poduszki zamiast sześciu, informował. Uprzedzał też, że pojazd był „lekko stuknięty” na parkingu, ale został skutecznie naprawiony. Jego zdaniem podczas transakcji nikt nie zgłaszał uwag, a on niczego nie zataił. Auto kupił wcześniej od przyjaciela - Daniela z Wałbrzycha, zajmującego się handlem autami. - Nic nie wiedziałem o ewentualnych wadach - mówił przed sądem. - Sam zresztą proponowałem kupującym, aby udali się na stację diagnostyczną, która rozwieje wątpliwości, co do stanu pojazdu.

Wyrok - oddać

Pierwszy wyrok zapadł w styczniu 2012. Sąd w Oławie zasądził od właściciela komisu 21 tys. zł, wraz z odsetkami, plus 4,5 tys. zł tytułem zwrotu kosztów postępowania. Korzystając z tzw. ustawy konsumenckiej, uznał, że to nie klient, a właściciel komisu powinien być profesjonalistą. To on powinien wiedzieć, co to znaczy „auto bezwypadkowe, w bardzo dobrym stanie”. Tymczasem, zdaniem sądu, właściciel komisu nie zrobił nic, aby sprawdzić faktyczny stan sprzedawanego pojazdu, a auto miało liczne wady fizyczne, prawne i ukryte. Jego stan był niezgodny z zawartą umową, dlatego też odstępstwo pani Z. od umowy było skuteczne.
Pozwany nie zgodził się z wyrokiem, ale Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił apelację - jedynie nieco zmniejszył kwotę zwrotu kosztów postępowania i zasądzoną do ok. 20,5 tys. zł.
Czy właściciel komisu zapłacił? - Nie wykonał wyroku sądu i nie oddał nam pieniędzy - mówi pan Z. - Podobno już nic nie ma, wyrejestrował firmę, choć dawna nazwa jest na reklamach i auta nadal stoją na firmowym parkingu.
Sprawa jest u komornika. Właściciel komisu zgodził się na egzekucję z posiadanego majątku, o ile uda się go zbyć.

Oszukali?

To nie koniec perypetii sądowych. Problemem zajęła się oławska prokuratura. Parę tygodni temu trafił do oławskiego sądu akt oskarżenia przeciwko właścicielowi oławskiego komisu, jego pomocnikowi Łukaszowi, oraz Danielowi z Wałbrzycha. Prokuratura zarzuca im, że „działając wspólnie i w porozumieniu, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadzili do niekorzystnego rozporządzenia mieniem” mieszkanki podoławskiej wsi, bo wstawili do komisu i sprzedali za 20 tys. zł auto z ukrytymi wadami, podczas gdy rzeczywista wartość pojazdu wynosiła 12 tys. zł. Za taki czyn grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
Oskarżeni nie przyznają się, a kolejne materiały w tej sprawie dają nowe światło na dotychczasowe ustalenia sądu. To pokazuje, jak bardzo wszystko jest pogmatwane i jak trudno będzie teraz dojść prawdy.

Nie takie proste

W aktach sprawy znajduje się np. zeznanie Daniela z Wałbrzycha, że sprowadził auto „chyba z Francji, w stanie nieuszkodzonym”. Na dowód tego przedstawił umowę kupna/sprzedaży, mówiącą o tym, że auto kupiono za 2 tys. euro, 11 stycznia 2008 w... Monachium. Tymczasem prokuratura dotarła do umowy z tego samego dnia, ale zawartej we Francji. Według niej auto kupiono w komisie, było po wypadku, a koszt naprawy oszacowano na 10 tys. euro, przy wartości odtworzeniowej 3,5 tys. euro. Ponieważ nie opłacało się go remontować, wrak wstawiono do komisu, skąd za 2 tys. euro kupił je Daniel z Wałbrzycha. A umowa z Monachium? Prawdopodobnie jest fałszywa.
Dziś, gdy sprawa - tym razem karna - ponownie trafiła do sądu, inaczej tłumaczy się właściciel komisu. Zeznaje, że faktycznie to tę trefną megankę sprzedawał jego pomocnik Łukasz, a komis jedynie pośredniczył, za co on wziął 300 zł prowizji. Mówi, że po wyroku w sprawie cywilnej rozmawiał z Łukaszem, aby ten zwrócił pieniądze pani Z., ale pomocnik mówił mu, że „nie ma go w żadnych dokumentach”, więc to go nie interesuje.
A co z oławskim diagnostą, który dopuścił takie auto do ruchu? Jego sprawę prokuratura wyłączyła do oddzielnego postępowania. Podobnie jak ewentualny zarzut narażenia klientów komisu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia.

Jerzy Kamiński
[email protected]


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Pracownik szpitalaTreść komentarza: Patrzę na ciebie i widzę, że proces myślowy wciąż trwa, ale połączenie najwyraźniej zostało przerwane. Masz w sobie tyle charyzmy, co pusta lodówka, a twoja elokwencja jest wręcz ogłuszająca. Nie wysilaj się już – szkoda czasu na tę 'fascynującą' wymianę zdań, skoro i tak nie masz nic do powiedzenia. Daj znać, jak ci się mózg połączy z internetem, bo na razie tylko marnujesz mi tlenData dodania komentarza: 27.04.2026, 20:05Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: KJoutTreść komentarza: Fachowiec nie sprostał, juniorzy za silni.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:47Źródło komentarza: Finał był bardzo bliskoAutor komentarza: RademenesTreść komentarza: Ktoś się nieźle obłowił na tej „charytatywnej" zbiórce. Naiwniacy..Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:25Źródło komentarza: Maja: - Tak się cieszę, że dałam innym siłę do walki z rakiemAutor komentarza: ^Treść komentarza: Wystarczy, że ktoś mądrze napisze regulamin korzystania z tego terenu, i żadna Konstytucja tu nie pomoże.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:17Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?Autor komentarza: TYLETreść komentarza: Już po strajku nierobie?Data dodania komentarza: 27.04.2026, 18:27Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: OliwkaTreść komentarza: Nawet na myśl mi nie przyszło , że ktoś może zrobić z tego burzę. Absolutny zakaz wprowadzania piesków na teren boiska szkolnego i terenów przynależnych szkole. Pieski sikają, zebranie kupki nie zawsze daje się wyczyścić. No i dzieci niech tam się bawią, piłka się toczy, kocyk można rozłożyć, dzieci mogą siedzieć na trawie. Uważam , że rodzice uczniów winni odpowiedzieć jasnym stanowiskiem, boisko to nie wybieg. Zarówno rada sołecka podjęła dobrą decyzję jak i dyrektor szkoły. Słowo zakaz jest zrozumiałe dla mnie, bo apele to już niejeden był. Żeby aż z prawnikiem konsultować to już nawet nie jest śmieszne, dla mnie przerażające. Mam pieska, kocham go i w życiu nie poszłabym z nim na boisko, plac zabaw itp. A tak na marginesie nie ma w Domaniowie innych miejsc na spacer z pieskiem. Rodzice brońcie bezpiecznych miejsc na zabawy Waszych dzieci.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 17:38Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama