Miłoszyce 40-latek nie żyje
Z informacji świadków i miejscowej policji, którą wezwano na miejsce zdarzenia wynika, że mężczyzna przyjechał na staw z dwoma kolegami. Wracali z pracy i postanowili się ochłodzić. 40-letni Jan wskoczył do wody. Przepłynął kawałek i gdy wracał do brzegu, dosłownie kilka metrów przed nim, nagle przestał się poruszać. Wcześniej nie wzywał pomocy i nie zachowywał się jak osoba tonąca, dlatego znajomi podejrzewali przez moment, że się wygłupia. Po chwili jednak skoczyli mu na pomoc i wyciągnęli na brzeg. Do akcji ratunkowej włączył się wędkujący nad stawem mężczyzna. Wezwano karetkę pogotowia i policję, ale Jana nie udało się uratować.
Sprawą zajęli się policjanci z komisariatu Wrocław Osiedle, bo staw znajduje się na podległym im terenie. Przyczynę nagłej śmierci mieszkańca Miłoszyc wykaże sekcja zwłok, której wyniki będą znane za około dwa miesiące.
Jan wywodził się z wielodzietnej rodziny. Był kawalerem i - jak mówi jeden z jego braci - dobrym chłopakiem. Świetnie pływał, dlatego brat nie wierzy, że mógł "tak sobie utonąć". Nigdy nie skarżył się na zdrowie, dlatego najbliższym trudno zrozumieć, co mogło być przyczyną śmierci.
Parę tygodni temu pisaliśmy o otwarciu nad miłoszyckim stawem miejsca wypoczynku, które miejscowi nazwali "Biesiadówką".
(WK)







Napisz komentarz
Komentarze