Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 28 kwietnia 2026 03:39
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Zawsze byłem sobą

Z Zygmuntem Sztenem rozmawia Jerzy Kamiński
Zawsze byłem sobą
Zygmunt Szten

Autor: Fot. Jerzy Kamiński

Podziel się
Oceń

75-lecie przybycia osadników na ziemię oławską

- Gdy rozmawia pan z wnukami, mówi im pan o tym, co w życiu jest najważniejsze?

- Tak.

- I co jest najważniejsze?

- Być sobą. Po prostu być sobą.

- A pan całe życie był sobą?

- Tak.

- To zacznijmy od początku. Pana rodzina pochodzi...

- ... z Doliny, ale potem rodzice wyemigrowali do Chodorowa na pograniczu trzech województw - tarnopolskiego, lwowskiego i stanisławowskiego. Wtedy jeszcze nazywaliśmy się Szteń, ale wojna to zmieniła, zgubiła ten ogonek i zostało Szten. Ojciec był kolejarzem, pracował w tamtejszej parowozowni, a mama była gospodynią domową. Tam urodzili się mój brat i siostra. Potem ja też, w 1933 roku, byłem ostatnim takim wyskrobkiem, który nie miał się z kim bawić. Z Chodorowa rodzina przeniosła się do Rawy Ruskiej, miałem wtedy 5 lat, a potem w 1937 roku wróciliśmy do Chodorowa. Mieszkaliśmy już wtedy we własnym domu. Miasto było wielokulturowe, bo i Żydzi byli, i Ukraińcy, i Niemcy.

- Pamięta pan wybuch wojny?

- Gdy wojna wybuchła, pamiętam do dziś, było po obiedzie, siedzieliśmy wtedy z matką na stopniach domowych schodów. - Mamo, mamo!  - wołałem. - Samoloty! Ni stąd, ni zowąd, zaczęły bomby lecieć. Potem zjawił się jakiś pan i krzyczy: - Wybuchła wojna! Samoloty wtedy już nisko leciały, słychać było strzały. Pamiętam, że to był piękny dzień, było po południu. Wtedy zziajani zjawili się w domu brat i siostra. Bomby spadły na jedną ulicę niedaleko od nas. Może miały trafić w tory kolejowe, a zbombardowali całą ulicę? Jako mały gówniarz poszedłem tam popatrzeć. Byli ranni, zabici, ale nasz dom był cały. Jakiś policjant kazał się ewakuować na wieś. Tam byliśmy dwa dni. Wtedy poznałem, co to takiego, jak wygląda moczenie lnu i konopi, co to międlarki. Jedliśmy wtedy przeważnie kasze, spaliśmy w stodole. Potem wróciliśmy do domu, który wciąż był cały. Wtedy nie czułem tego zagrożenia, to czuli tylko rodzice i starsze rodzeństwo. Trzy, cztery dni później pojawiło się wojsko, to byli Niemcy, weszli z orkiestrą. Rozlokowali się przy skwerze, przy cmentarzu wojskowym. Widziałem te ich pojazdy. Z przodu były koła, a z tyłu gąsienice. To zapamiętałem. Kilka tych frontów przeżyłem. Raz byli Niemcy, raz Ruscy. 

- Był strach?

- W 1939 roku niewiele do mnie docierało z tego, co się wokół dzieje. Później, gdy zaczynało brakować jedzenia, to ojciec został zwolniony z kolei i zaczął dorywczo pracować w kamieniołomach. Brat już do szkoły nie poszedł, zaczął pracować w cukrowni, siostra też przerwała naukę. Ojca praktycznie nie pamiętam. On nie wylewał za kołnierz, lubił alkohol, więc matka zawsze narzekała, że Józek to pije.

- W Chodorowie byliście całą wojnę?

- Tak, do 1945 roku. Gdy ojciec pracował jeszcze  w parowozowni, matka chodziła do kooperatywy, to był taki kolejowy sklep. I do niego trzeba było przejść naokoło, ale matka skracała sobie drogę przez tory. Nazbierała kiedyś ze 4 kilo węgla, ale zatrzymał ją ruski sokista i zaaresztował. Sąd skazał ją na rok więzienia, siedziała w Stryju. Pod koniec 1940 roku została wywieziona aż pod Morze Białe, gdzie była do marca 1941. Ojciec czynił jakieś starania w tej sprawie, więc nie odsiedziała całego roku. W tym samym roku wezwali ojca do parowozowni. Myślał, że chcą go z powrotem do pracy, poszedł. Jak wtedy poszedł, tak nie widzieliśmy go do dzisiejszego dnia. Wtedy w domu widziałem go po raz ostatni.

- Co się stało? CIĄG DALSZY ROZMOWY w e-wydaniu "POWIATOWEJ" - DOSTĘPNE TUTAJ


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Pracownik szpitalaTreść komentarza: Patrzę na ciebie i widzę, że proces myślowy wciąż trwa, ale połączenie najwyraźniej zostało przerwane. Masz w sobie tyle charyzmy, co pusta lodówka, a twoja elokwencja jest wręcz ogłuszająca. Nie wysilaj się już – szkoda czasu na tę 'fascynującą' wymianę zdań, skoro i tak nie masz nic do powiedzenia. Daj znać, jak ci się mózg połączy z internetem, bo na razie tylko marnujesz mi tlenData dodania komentarza: 27.04.2026, 20:05Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: KJoutTreść komentarza: Fachowiec nie sprostał, juniorzy za silni.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:47Źródło komentarza: Finał był bardzo bliskoAutor komentarza: RademenesTreść komentarza: Ktoś się nieźle obłowił na tej „charytatywnej" zbiórce. Naiwniacy..Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:25Źródło komentarza: Maja: - Tak się cieszę, że dałam innym siłę do walki z rakiemAutor komentarza: ^Treść komentarza: Wystarczy, że ktoś mądrze napisze regulamin korzystania z tego terenu, i żadna Konstytucja tu nie pomoże.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:17Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?Autor komentarza: TYLETreść komentarza: Już po strajku nierobie?Data dodania komentarza: 27.04.2026, 18:27Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: OliwkaTreść komentarza: Nawet na myśl mi nie przyszło , że ktoś może zrobić z tego burzę. Absolutny zakaz wprowadzania piesków na teren boiska szkolnego i terenów przynależnych szkole. Pieski sikają, zebranie kupki nie zawsze daje się wyczyścić. No i dzieci niech tam się bawią, piłka się toczy, kocyk można rozłożyć, dzieci mogą siedzieć na trawie. Uważam , że rodzice uczniów winni odpowiedzieć jasnym stanowiskiem, boisko to nie wybieg. Zarówno rada sołecka podjęła dobrą decyzję jak i dyrektor szkoły. Słowo zakaz jest zrozumiałe dla mnie, bo apele to już niejeden był. Żeby aż z prawnikiem konsultować to już nawet nie jest śmieszne, dla mnie przerażające. Mam pieska, kocham go i w życiu nie poszłabym z nim na boisko, plac zabaw itp. A tak na marginesie nie ma w Domaniowie innych miejsc na spacer z pieskiem. Rodzice brońcie bezpiecznych miejsc na zabawy Waszych dzieci.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 17:38Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama