Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 28 kwietnia 2026 02:49
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Miał być tym ósmym, co zginął

Adam Stec "zginął" pod koniec maja 1963 roku. Tak myśleli, ale on żył i żyje nadal. Mieszka w Oławie
Miał być tym ósmym, co zginął
Adam Stec "zginął" pod koniec maja 1963 roku. Tak myśleli, ale on żył i żyje nadal. Mieszka w Oławie

Autor: Jerzy Kamiński

Podziel się
Oceń

Historia jest niesamowita i dotąd szerzej nieznana. Pan Adam był wtedy saperem w jednostce ze Świdnicy, która w maju 1963 roku przeprowadzała ćwiczenia nad Odrą między Lipkami a Brzegiem, gdzie zrobili sobie poligon. Ćwiczyli

Tego feralnego dnia - pod koniec maja - Wojsko Polskie akurat przeprowadzało bardzo ważne ćwiczenia, sprawdzające ostateczne wyszkolenie żołnierzy. Akurat był dwukilometrowy bieg na poligonie w pełnym rynsztunku, który młodziutki Adam wygrał, więc był bardzo dumny, ale i zmęczony. Po śniadaniu na drugi dzień zrobiło mu się niedobrze.

- Coś mnie zaczęło cisnąć - wspomina dzisiaj. - Nie miałem wybory, musiałem lecieć do latryny. Po powrocie, a trwało to jakieś 10 minut, idę do swojego plutonu saperskiego, ale widzę, że nikogo nie ma. Pytam dyżurnego, gdzie oni są. 

- A co, ty nie pojechałeś? - mówi. 

- Gdzie?

- No przecież wszyscy wsiedli do amfibii i pojechali na drugą stronę Odry pole minowe zakładać. 

Adam poleciał wtedy na wał przy brzegu rzeki, ale już nikogo nie było widać. W końcu truchtem pobiegł w kierunku Brzegu. Ktoś nagle z krzaków wyciąga do niego rękę i woła.

Okazało się, że tam dwóch leserów się schowało, nie z jego kompanii. Też nie poszli na zajęcia, spóźnili. się. 

- Teraz się nie ruszaj - powiedzieli do Adama. - Przeczekamy. 

Zapamiętał, że było tam w trawie mnóstwo jaszczurek, z którymi się bawili. W końcu przyszła godzina 15.00, więc trzeba było iść na obiad.

- Poszliśmy pomału, aby nas nie zauważył, że nie byliśmy na ćwiczeniach - opowiada pan Adam. - Zza krzaków wyszliśmy do razu pod kuchnię. Mojego plutonu jeszcze nie było. Zaniepokoiłem się. Parę minut potem leci żołnierz w pełnym rynsztunku od strony Odry. Zasapany.

- Gdzie jest dowódca? - pyta wystraszony. 

 - W namiocie.

Adam stał blisko tego namiotu, więc słyszał, co tamten mówił dowódcy. 

- Powiedział, że na Odrze utonęła amfibia - mówi pan Adam. - Chłopcy wracali z poligonu, siedzieli jak zwykle z tyłu amfibii, gdzie śruba chodzi. Najwyraźniej jednak nie trafili w przyczółek, gąsienica nie złapała gruntu i amfibia gwałtownie się poszła pod wodę, a było tam głęboko, ponad 3 metry, choć na środku rzeki był tylko metr. 

Żołnierze pospadali do wody, a że byli w pełnym uzbrojeniu, z bronią, w hełmach, z gumowych butach, nie mieli wielkich szans. Wszyscy poszli pod wodę za tą śrubą i już nie wypłynęli. Tak wynikało z opowieści tego żołnierza. Wtedy policzyli, ilu ich zginęło. Wyszło im, że do pełnego stanu brakuje dziewięciu, ale zauważyli, że jednemu, którego, udało się wyciągnąć,  but gumowy został w ręku, bo w ostatniej chwili chwytał tonącego kolegę. Jeszcze udało się go wyciągnąć. 

- Ciał jednak ostatecznie mieli 7, a brakowało 8 żołnierzy - mówi pan Adam. - Tym ósmym byłem ja. Ponieważ mnie nie było na ćwiczeniach, myśleli, że ja też też utonąłem. Siedziałem obok cicho, ale nikt się o nic nie pytał. Ja zresztą już szykowałem się do wyjazdu po zajęciach do Lwówka Śląskiego.

 Dziś nie pamięta już wszystkich nazwisk tych, którzy utonęli. Zapamiętał tylko, że dwóch nosiło nazwisko Kamiński (w tym dowódca), a jeden to był Gibski.

*

Pan Adam wtedy jeszcze nie mieszkał w Oławie, gdzie trafił 2 lata później, w 1965, i gdzie mieszka do dziś.

*

Jeśli ktoś może podać więcej szczegółów dotyczących tego tragicznego zdarzenia, prosimy o kontakt z redakcją: [email protected].

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Pracownik szpitalaTreść komentarza: Patrzę na ciebie i widzę, że proces myślowy wciąż trwa, ale połączenie najwyraźniej zostało przerwane. Masz w sobie tyle charyzmy, co pusta lodówka, a twoja elokwencja jest wręcz ogłuszająca. Nie wysilaj się już – szkoda czasu na tę 'fascynującą' wymianę zdań, skoro i tak nie masz nic do powiedzenia. Daj znać, jak ci się mózg połączy z internetem, bo na razie tylko marnujesz mi tlenData dodania komentarza: 27.04.2026, 20:05Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: KJoutTreść komentarza: Fachowiec nie sprostał, juniorzy za silni.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:47Źródło komentarza: Finał był bardzo bliskoAutor komentarza: RademenesTreść komentarza: Ktoś się nieźle obłowił na tej „charytatywnej" zbiórce. Naiwniacy..Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:25Źródło komentarza: Maja: - Tak się cieszę, że dałam innym siłę do walki z rakiemAutor komentarza: ^Treść komentarza: Wystarczy, że ktoś mądrze napisze regulamin korzystania z tego terenu, i żadna Konstytucja tu nie pomoże.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:17Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?Autor komentarza: TYLETreść komentarza: Już po strajku nierobie?Data dodania komentarza: 27.04.2026, 18:27Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: OliwkaTreść komentarza: Nawet na myśl mi nie przyszło , że ktoś może zrobić z tego burzę. Absolutny zakaz wprowadzania piesków na teren boiska szkolnego i terenów przynależnych szkole. Pieski sikają, zebranie kupki nie zawsze daje się wyczyścić. No i dzieci niech tam się bawią, piłka się toczy, kocyk można rozłożyć, dzieci mogą siedzieć na trawie. Uważam , że rodzice uczniów winni odpowiedzieć jasnym stanowiskiem, boisko to nie wybieg. Zarówno rada sołecka podjęła dobrą decyzję jak i dyrektor szkoły. Słowo zakaz jest zrozumiałe dla mnie, bo apele to już niejeden był. Żeby aż z prawnikiem konsultować to już nawet nie jest śmieszne, dla mnie przerażające. Mam pieska, kocham go i w życiu nie poszłabym z nim na boisko, plac zabaw itp. A tak na marginesie nie ma w Domaniowie innych miejsc na spacer z pieskiem. Rodzice brońcie bezpiecznych miejsc na zabawy Waszych dzieci.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 17:38Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama