Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 12 czerwca 2026 11:24
ZOBACZ:
Reklama
Reklama
Reklama Tauron
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Jan Mela: - Nie ma rzeczy niemożliwych

Tak mówi Jan Mela, znany podróżnik i społecznik, który jako dziecko w wyniku wypadku stracił rękę i nogę, a teraz już po raz drugi wziął udział jako kierowca w Wielkiej Wyprawie Maluchów, która 17 lipca gościła Oławie
Jan Mela: - Nie ma rzeczy niemożliwych
Jan mela w Oławie

Autor: Wioletta Kamińska

Podziel się
Oceń

-  Jak to się stało, że jest pan uczestnikiem Wielkiej Wyprawy Maluchów? 

- Tak to się już dzieje na świecie, że ścieżki ludzi dobrej woli, aktywistów zawsze się przecinają. Dwa lata temu, nie chcę powiedzieć że przypadkiem, bo w przypadki nie wierzę, ale w wyniku pewnego zbiegu okoliczności spotkałem się z Rafałem Sonikiem, występowaliśmy wtedy na jednej scenie i on rzucił pomysł. Mówi: "Słuchaj, fajnie się gada, ale my robimy taką akcję, jedziemy maluchami w długie trasy i pomagamy dzieciom, dołącz do nas". A że ja czuję  energię dobrych ludzi, a z Rafała taka energia płynie, powiedziałem: "Stary, jak tylko żona pozwoli, to jestem za", a że żona się zgodziła, to jestem. I uważam, że pomaganie tym, którzy można powiedzieć są trochę po drugiej stronie, czyli dzieciakom poszkodowanym w wypadkach samochodowych, które bardzo często na samym początku tej drogi potrzebują nadziei, uwagi, naszego wsparcia, to uważam, że to jest misja każdego z nas. W ogóle się nie wahałem, czy w tym projekcie wziąć udział i absolutnie nie żałuję.

- Można powiedzieć, że pan jest przykładem takiego dzieciaka, który potrzebował wsparcia, gdy wydawało się, że straciło sens?

- Tak, miałem 13 lat, kiedy w wypadku straciłem  rękę i nogę, a na pewien czas poczucie sensu życia, wartości i sprawczości. Wtedy jednak trafiłem na ludzi, którzy mnie z tego początkowego marazmu wyciągnęli. Uważam to za swoje przeogromne szczęście, ale wiem, że nie każdy tyle szczęścia ma, więc jeżeli mamy okazję chociaż troszeczkę w tym pomóc, a ja to traktuję jako spłatę pewnego długu wdzięczności, to nic jak tylko pomagać. A jeżeli można to robić w atmosferze realizacji pasji wśród ludzi, którzy wzajemnie się napędzają, to fantastyczna sprawa. 

- Tegoroczna wyprawa to ponad 5 tys. km w fiacie 126 p, który nie należy do najwygodniejszych samochodów na świecie. Co było najtrudniejsze w tej podróży? 

- W tym projekcie trudne są dystanse. Przejechaliśmy 3,5 tys. km wokół Bałtyku przez Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę, teraz jedziemy przez Polskę, więc tak łącznie to około 5 tys. km i to, co jest trudne, to to, jak te poczciwe samochody, do których jako Polacy mamy ogromnie dużo sentymentu, działają. Dlatego, że w tym samochodzie, który jest uroczy, wspaniały, przecudowny - nie ma niemalże prawie żadnych systemów bezpieczeństwa, wspomagania kierownicy, hamulców, automatycznej skrzyni biegów, do której jestem przyzwyczajony. To są rzeczy, których w tych samochodach nie ma, i śmiejemy się z kolegami,  że maluch nie ma hamulców, tylko spowalniacze, więc to kręcenie kierownicą i trzymanie bezpiecznej odległości wymaga bardzo dużo uważności. To przypomina mi też, że w samochodach współczesnych, które mają te wszystkie systemy bezpieczeństwa, co może być zgubne, nigdy nie można wyłączyć myślenia, bo to uważność na drodze decyduje o tym, czy i my, i inni uczestnicy ruchu dotrzemy bezpiecznie do celu. Niestety, to czynnik ludzki decyduje o różnych nieszczęściach.

- Jedzie pan w tej wyprawie jako kierowca? Czy maluch, którym pan jedzie, jest dostosowany do pana potrzeb, czy to pan musiał się dostosować?

- Tak, biorę udział w tej wyprawie jako kierowca i często bywa, że muszę się dostosowywać do sytuacji, ale inicjatorzy Wielkiej Wyprawy Maluchów to ludzie  o wielkich sercach, ale też przeogromnej wyobraźni. Już w poprzedniej wyprawie brał udział Bartek Ostałowski, profesjonalny drifter i kierowca, który kieruje autem za pomocą stopy - dla niego wtedy przygotowano pierwszego malucha z automatyczną skrzynią biegów, a teraz drugi jest dla mnie. To jest maluch, który ma przełożony silnik i skrzynię biegów ze smarta. Dzięki temu nawet tacy kierowcy jak ja, czyli z jedną ręką, czy Bartek - bez obu rak - jesteśmy w stanie prowadzić to  auto bezpiecznie. Jak widać nie ma rzeczy niemożliwych. Po raz drugi biorę udział w wyprawie maluchów i - mam nadzieję - nie ostatni, bo cel jest wyjątkowy i słuszny.                                  

*

Jan Mela to polski podróżnik i działacz społeczny. W lipcu 2002 roku 13-letni wówczas Jaś doznał porażenia prądem, kiedy wszedł podczas deszczu do niezabezpieczonej stacji transformatorowej na placu zabaw w Malborku. W wyniku tego zdarzenia po trzech miesiącach leczenia podjęto decyzję o amputacji lewego podudzia i prawego przedramienia. Motywację i sens życia odnalazł m.in dzięki Markowi Kamińskiemu, znanemu podróżnikowi, który zaproponował mu udział w wyprawie na biegun północnym i w tym samym roku południowy. Został najmłodszym zdobywcą biegunów oraz pierwszym, który dokonał tego w ciągu jednego roku, a zarazem pierwsza osoba z niepełnosprawnością, która tego dokonała.

W 2005 roku za swoje dokonania Jaś otrzymał "Kolosa", nagrodę podróżniczą w kategorii "Wyczyn roku" za "zdobycie w jednym roku, w wieku 15 lat, obu biegunów Ziemi".

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Pekińczyk Treść komentarza: "Ten wniosek złożyłem, bo muszę teraz jako były rady RM walczyć z radnymi nieporadnymi koalicji rządzącej" jak pan Mikosiak pięknie określił radnych koalicji BBS-PiS. Data dodania komentarza: 12.06.2026, 11:02 Źródło komentarza: Były radny nie odpuszcza, bo przejście jest, ale... suchą nogą przejść się nie da Autor komentarza: Bój w hucie Treść komentarza: Ile dzieci urodziło się w tym czasie? Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:58 Źródło komentarza: Odeszli w maju 2026 r. Autor komentarza: Stich Treść komentarza: Ja już nie wiem co jest lepsze dla radnych BBS, czy jak drzemią i milczą przez całą sesję, czy jak się odezwą i pokażą swoją hipokryzję i zainteresowanie wyłącznie własnymi korzyściami. Gazeta opisała sprawy w jakich głos zabrał radny Prus na ostatniej sesji. 1. Asfaltowanie ulic na osiedlu Nowy Górnik i oświetlenie (zapytał o ulicę przy której sam mieszka i sąsiednie głównie dojazdowe do jego ulicy, pomijając większą część osiedla Nowy Górnik). 2. Nowa siedziba Sądu przy ul. Opolskiej i sugestia aby jednak wybudować go przy wyjeździe na Wrocław, bo jako adwokata go to dotyczy i lepiej byłoby mieć blisko domu niż na drugim końcu miasta. Tak dba o interes mieszkańca (czyli siebie) radny Prus. Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:57 Źródło komentarza: Czy nowy budynek sądu musi być "tak daleko"? Autor komentarza: Pekińczyk Treść komentarza: Ewidentnie potrzebna tam jest zmiana przewodniczącego RM, pan Mazurek nie radzi sobie z tą funkcją. Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:38 Źródło komentarza: Czy nowy budynek sądu musi być "tak daleko"? Autor komentarza: cześ Treść komentarza: Masakra, co to się staneło?!?!?!?! Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:29 Źródło komentarza: Co to się wczoraj działo w pogodzie!? Grad, nawałnica, tęcza... Autor komentarza: Redaktor Treść komentarza: "...dyskusja zeszła na inne tory, a przy tym na złośliwości, dogryzanie i pyskówkę, czyli, coś co stało się już normą oławskich sesji RM." Wow, czyżby w końcu gazeta dostrzegła i nazwała po imieniu zachowania tak wielu oławskich pseudoliderów? Niewielki promyczek nadziei ale mimo to: szacunek i podziw dla odwagi pani Wioletty za tą wydawałoby się oczywistość i kilka słów prawdy. Data dodania komentarza: 12.06.2026, 10:12 Źródło komentarza: Czy nowy budynek sądu musi być "tak daleko"?
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama