Władze każdej polskiej gminy mają obowiązek konsultowania pewnych spraw z mieszkańcami. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by pytały mieszkańców o zdanie również wtedy, gdy nie mają takiego obowiązku, dlatego sposób i zakres konsultowania decyzji to najlepszy wskaźnik otwartości władz gminy na głos mieszkańców, swoich wyborców. U nas akurat konsultacje nie są aż tak częste, ale bywają.
Czasem dotyczą bardzo ważnych spraw, jak choćby tego, co będziemy mieli za oknem, po sąsiedzku. Gmina Oława rozpoczęła właśnie etap opiniowania i uzgadniania projektu planu ogólnego z instytucjami wskazanymi w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, a wkrótce ma poinformować mieszkańców o terminach konsultacji - co ciekawe, od razu zapowiada, że o terminie konsultacji poinformuje mieszkańców m.in. poprzez obwieszczenia na tablicach ogłoszeń w każdej miejscowości gminy, poprzez "Gazetę Powiatową", stronę www Gminy Oława oraz portal społecznościowy FB Gminy Oława. Brawo!
Niedawny przykład Miłoszyc pokazuje, że władza potrafi się cofnąć - mieszkańcy, którzy nie chcieli likwidacji drogi ani budowy jednej wielkiej hali po sąsiedzku, skutecznie zablokowali planowane zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Pokazali siłę i skuteczność, a nawet determinację, choć... nie mam przekonania, czy nie lepiej było jednak ten plan zmienić - oczywiście nie tak, jak zapewne życzyłby sobie lokalny przedsiębiorca, tylko bardziej kierując się tym, czego chcieliby sami mieszkańcy. Wszak obawy wobec tego, co "wyrośnie" na działce, gdyby przedsiębiorca zdecydował się ją sprzedać np. Chińczykom, pozostały, a tymczasem aktualny plan nie wszystko ochroni.
Ostatecznie jednak wyszło na to, że mieszkańcy Miłoszyc na razie wolą zablokować wszystkie zmiany. Można i tak. Vox populi, przed którym burmistrz Stajszczyk się ugiął, szanując reguły demokracji.
Mocne i ciekawe konsultacje toczą się obecnie też w Oławie. Chodzi o Nowy Otok, którego mieszkańcy walczą o ostatni kawałek zieleni - dziś należący do spółki miejskiej ZWiK. Zadrzewiony teren obok terenów wodonośnych - tuż przed Gajem Oławskim po lewej stronie drogi - mógłby uchodzić za dziki lasek czy (po uporządkowaniu) za park, którego w tej części miasta brakuje. Tyle tylko, że ZWiK chciałby, aby w planie zapisać środkową część tego "lasku" jako... tereny pod zabudowę wielorodzinną. Czy burmistrz miasta, które jest jedynym udziałowcem spółki ZWiK, ugnie się przed argumentami mieszkańców, czy będzie realizował plany miejskiej spółki? Połowiczną odpowiedź już dał na swoim prywatnym profilu facebookowym, gdzie pod zdjęciem ze Statuą Wolności w tle, wśród licznych życzeń udanego pobytu w USA trafiło się i pytanie o ten "lasek".
- Cudnie! - napisała pani Krystyna, komentując udaną fotkę szefa miasta z małżonką. - A może pomyśleć lokalnie o lasku w Otoku! Przekształcić go w miejsce rekreacji dla mieszkańców Oławy. Taki pomnik przyrody zostawić po swoim pontyfikacie!
Tomasz Frischmann odpowiedział tak: - Proszę się nie martwić, lasek na pewno zostanie.
No, teraz to ludzie na pewno będą go trzymać za słowo. Czy to znaczy, że decyzja już została podjęta? I czy dotyczy całego "lasku", łącznie z częścią, którą ZWiK chciałby zabudować? Przekonamy się wkrótce, bo na pewno do sprawy będziemy wracali, a radni ostatecznie jakąś decyzję muszą podjąć.
PS Swoją drogą myślę, że mieszkańcom Oławy należą się jasne informacje, czy miasto stać na rozwijanie kolejnych osiedli budownictwa wielorodzinnego. Skoro słyszę, że Osiedle Reńskie ma problem z odprowadzeniem ścieków do miejskiej kanalizacji, a w lecie, gdy jedna z kilku studni, zasilających miasto, się zawala i nagle mieszkańcom całej Oławy brakuje wody - mam wątpliwości.
Może należałoby jasno i głośno powiedzieć, na ilu mieszkańców miasto ze swoją aktualną infrastrukturą może sobie pozwolić bez straty jakości życia w nim, ewentualnie, jakie poczynić inwestycje w oczyszczalnię ścieków, nowe studnie czy co tam jeszcze trzeba, aby mieć odpowiednią rezerwę na rozwój i nieprzewidziane sytuacje.
Jerzy Kamiński







Napisz komentarz
Komentarze