Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 17:13
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Jadczak: - Iskra, pomysł, zapał wychodziły od nas, z Miłoszyc

Z Robertem Jadczakiem - który po kilkunastu latach zrezygnował z bycia sołtysem Miłoszyc - rozmawia Jerzy Kamiński
Jadczak: - Iskra, pomysł, zapał wychodziły od nas, z Miłoszyc
Robert Jadczak

Autor: Jerzy Kamiński

Podziel się
Oceń

- Pańska rezygnacja sprzed pół roku odbyła się z przytupem, było oświadczenie ze słowami "mam dosyć!", a jednocześnie nie chciał pan pisać o "wielu trudnych i przykrych sytuacjach". Czy teraz już może pan o tym opowiedzieć? Co się stało, że po tylu latach sołtys największej wsi w gminie Jelcz-Laskowice rezygnuje?

- Czasy się kompletnie zmieniły. Wprawdzie kiedy zaczynałem być sołtysem, też spotkałem się z dużą nagonką części mieszkańców, ale to się poukładało. Nie funkcjonował wtedy tak mocno internet z platformami społecznościowymi, a jak już zaczęły działać, to jednak była większa kultura, większy szacunek. Z biegiem lat to się zmieniło. Ostatnie lata były już naprawdę bardzo trudne, choć nie mówię, że to był tylko zły czas - było wokół mnie dużo dobrych, serdecznych ludzi, pomocnych, natomiast teraz nie ma granic przyzwoitości. Ludzie sobie dzisiaj pozwalają na wszystko...

- To na co sobie konkretnie pozwalają?

- Był taki moment, który przeważył szalę w sprawie mojej decyzji. Mieliśmy wtedy bardzo poważne problemy z ulicą Wrocławską w kierunku Dino. Częste kolizje, wypadki, ludzie skarżyli się, że auta nadmiernie szybko jeżdżą, że panuje wolna amerykanka na drodze. Robiliśmy wszystko, aby poprawić bezpieczeństwo. Wpadłem na pomysł, aby zrobić tablice z napisem "STOP wariatom drogowym" i postawić przy drodze. Uznałem, że to powinno zadziałać na wyobraźnię kierowców, a w moim odczuciu nie obraża nikogo, kto nie jest wariatem drogowym. Ten, kto jedzie prawidłowo, powinien przeczytać i może się uśmiechnąć. Z prywatnych środków zamówiłem tabliczki, z chłopakami z rady sołeckiej je zamontowaliśmy w paru miejscach. Uznaliśmy, że to bardzo dobry pomysł, a jaka fala hejtu się na mnie wylała! To było straszne. Pomyślałem sobie wtedy: "Ludzie, co się z  wami dzieje?!".

- O co mieli pretensje?

- Były wpisy, że obrażam ludzi. Starałem się nie reagować, ale paru osobom odpisałem. Jeżeli ktoś się czuje obrażony, to tylko wariat, który przy ograniczeniu do 50 km na godzinę jedzie 80 km czy nawet 100 km! Jak ktoś jedzie zgodnie z przepisami, to przecież jego nie dotyczy. Ale taka fala hejtu poszła... Zaczęli już wymyślać, że i ja jechałem tam za szybko. Ktoś napisał, że jechałem 60 km/godz. swoim oklejonym busem, bo mnie widział. Wątpię, że tak było, ale może i się zdarzyło, nie jestem święty. Od razu zadałem pytanie, że skoro widział, jak jechałam 60 km/godz, a on jechał za mną, to z jaką prędkością? Po prostu nie wiedzieli, czego się przyczepić. To był ten moment, kiedy powiedziałam - dość! Mam dość! Już nie jest ważne, ile dobrych rzeczy załatwiłem dla naszych Miłoszyc. Człowiek się stara, wydaje swoje pieniądze, angażuje czas, robi coś, co nawet nie wynika ze statutu sołectwa, tylko coś więcej, a za to jeszcze tak obrywa. 

- Ponoć wcześniej też bywały różne nieciekawe sytuacje...

- Na początku, gdy chodziłem z nakazami podatkowymi, które każdemu mieszkańcowi powinienem wręczyć, wielokrotnie mnie obrażali. Co pan nachodzi ludzi! - słyszałam. Ale to zbieranie podatku ostatecznie przerodziło się w coś dobrego. Wprowadziłem zwyczaj, że mieszkańcy płacą u mnie, a sołtys ma z tego 10% prowizji minus podatek dochodowy. Zawsze z tego coś przeznaczałem na cele wioskowe. Przy każdej racie kilka stówek na rzecz wioski wpadało. I jakoś tak to sobie ludzie wzięli do serca, że nawiązała się współpraca, zbierałem chyba najwięcej w powiecie. To było akurat miłe, że wyciągali gotówkę z bankomatu i umówionego dnia przychodzili do mnie wpłacić, bo wiedzieli, że coś z tego zostanie we wsi. To był wyraz zaufania i dbania o nasze wspólne dobro.

- A gdy pan chodził z tymi nakazami, to psami szczuli?

- Nie, ale na przykład nie zabierali go z podwórka i pies nie pozwalał mi wejść na posesję. "Ale pani mi to ma pokwitować" - mówiłem jakiejś kobiecie, a usłyszałem: "To ja nie przyjmuję". Kiedyś poszedłem do jednego mieszkańca z nakazami podatkowymi, a ten mnie zwyzywał. Był pod wpływem alkoholu. Gdy wychodziłem, gość się na mnie rzucił z łapami, uderzył ze dwa razy i kopnął. Byłem roztrzęsiony. Zadzwoniłem do wiceburmistrza oficjalnie poinformować, że podczas pełnienia swoich obowiązków zostałem uderzony, kopnięty i zwyzywany. Ten pan został wezwany do urzędu, a parę dni później mnie przeprosił. 

- To wszystko niespecjalnie zachęca, aby zostać sołtysem... 

- Nie, no więcej jednak było tego dobrego w pracy sołtysa. Co nas nie zabije, to nas wzmocni, a poza tym z biegiem czasu człowiek się uodparnia. Dziesięciu mnie skopie, ale dwóch poklepie, pochwali i gorycz mija. 

- A te najprzyjemniejsze momenty z czasów, gdy był pan sołtysem?

- Gdy obejmowałem ten zaszczytny urząd sołtysa, to Miłoszyce były bardzo skłócone, rozdrobnione. Wiele grup, niesnaski. Gdy udało mi się zostać sołtysem, a wygrałem wybory tylko 11 głosami, zachęcałem, aby do rady sołeckiej weszły osoby ze wszystkich osiedli, środowisk - jako reprezentanci. I tak się stało. Rozpoczęła się udana integracja. Ruszyła wtedy walka o ulicę Główną i budowę skrzyżowania z sygnalizacją świetlną. A trzeba wiedzieć, że to główna droga tranzytową przez naszą gminę. Wszystkie ciężarówki, tiry, muszą lecieć przez Miłoszyce. Droga była mocno zdewastowana. Gdy zostałem radnym, zawiązała się dobra współpraca z burmistrzem Szczęśniakiem, który pewnego dnia powiedział, abyśmy o rondzie pomyśleli. Super, ale to kosztowne. Obiecałem, że całe Miłoszyce wtedy ściągnę, aby poprzeć budowę ronda. I to się udało! Jednego roku zrobiliśmy remont ul. Głównej, następnego rondo. Można powiedzieć, że to największe dziecko, które po sobie zostawiam. Ale takich rzeczy jest więcej, choćby skatepark, remont świetlicy, nowoczesny plac zabaw w centrum wsi, ulica Dziuplińska. Oczywiście to wszystko wspólne dzieła, bo to i radni, i władze miejskie czy powiatowe, ale nieskromnie powiem, że iskra, pomysł, zapał wychodziły od nas, z Miłoszyc. Wiele było inicjatyw i większość z nich nas integrowała. Kiedyś Dni Miłoszyc to był największy piknik w okolicy, na 4-5 tysięcy ludzi! Niedawno ruszył nasz Biwak Rodzinny - to jedyne takie wydarzenie w okolicy. Przez lata robiliśmy cykliczne wycieczki, w sumie wyjechało z nami ponad 2 tys. osób! Zimą jeździliśmy na sanki do Zieleńca czy Rzeczki. Mamy taki harmonogram...

- Mamy? Pan chyba w duszy wciąż jest sołtysem Miłoszyc?

- Trochę tak (uśmiech). Miało być "mieliśmy". 

- A wcina się pan nowemu sołtysowi z pomysłami? 

- Staram się nie wcinać, ale jak pyta, to doradzam. Zresztą on bardzo wiele zostawił z tego, co wcześniej wprowadziliśmy. 

- Po tych wszystkich latach zna pan dobrze blaski oraz cienie bycia sołtysem, a jako radny wnioskował pan o podnoszenie sołtysom diet - czy pieniądze podbijają aktywność sołtysa?

- Będąc w pewnym momencie i radnym, i sołtysem miałem porównanie, na czym polega praca sołtysa, zakres obowiązków, odpowiedzialności, działań...

- Mówił pan nawet, że sołtys to taki mały burmistrz.

- Tak, potem w internecie niektórzy mnie wyśmiewali, ale mówię wtedy: - To idź na sołtysa, a zobaczysz. Masz nad sobą fundusz sołecki, odpowiadasz za całe mienie, sołtysi mają pod sobą nawet huśtawkę na placu zabaw. 

- Zwykle nie ma za wielu chętnych do objęcia obowiązków sołtysa. Czy podnoszenie diet coś tu zmieni?

- Gdy zostawałem sołtysem, dieta wynosiła 150 zł, dzisiaj jest 1000 zł na rękę. To jest dieta, a nie pensja, nie wynagrodzenie. To jest dieta, czyli rekompensata ciężaru, jaki sołtys ponosi. A jest się sołtysem 24 godziny na dobę. Ludzie potrafili do mnie dzwonić i o pierwszej w nocy z jakąś sprawą. Dietą można sołtysa docenić. Mając jednak porównanie bycia sołtysa i bycia radnym, to... jest to w ogóle bez porównania. Powiem tak. Jedyne, co trzeba byłoby zmienić, aby było więcej chętnych, to świadomość i szacunek społeczeństwa. Tylko to.

- Ale wie pan, że dzisiaj to jest raczej nie do zmienienia, gdy każdy w internecie może bezkarnie pisać wszystko. 

- To prawda. Często nie tylko sołtysi, ale i członkowie rady sołeckiej obrywają.

- Ale chyba zdaje pan sobie sprawę z tego, że teraz, gdy publicznie ogłosił pan swój start do Rady Powiatu, i to z listy partyjnej, czeka pana pewnie jeszcze więcej hejtu?

- Pewnie tak, ale uważam, że na ziemi jelczańsko-laskowickiej nadal jest sporo do zrobienia, a moja osoba w Radzie Powiatu mogłaby pomóc. Spodziewam się hejtu, oczywiście, ale wtedy był hejt za sołtysa i za radnego, teraz będzie tylko za radnego (śmiech). Z tą polityką to było tak... Trzeba o tym pamiętać, a co niektórzy już mi to wyciągali, ale ja się nie wstydzę swoich poglądów i powiem tłustym drukiem, że szanuję poglądy wszystkich. Gdy pierwszy raz w 2014 roku startowałem na radnego, to startowałem z list PiS, choć nie byłem w partii. 

- Teraz już nie po drodze panu z PiS?

- Na pewno bliżej mi do PiS niż do PO, choć z pewnością tu i tu są dobrzy ludzie, podobnie jak kanalie są i tam, i tam. Jak wszędzie. Ostatecznie wybrałem Konfederację ze względu na jej większy luz i liberalnie podejście do przedsiębiorców - to nowocześniejsza partia. Byłem przez wiele lat radnym u boku burmistrza Szczęśniaka, u boku jego zastępców, z którymi dobrze mi się współpracowało, choć poglądowo byli zupełnie inni niż ja. Uważam, że wspólnie zrobiliśmy bardzo wiele dobrych rzeczy. Gdyby mi się udało wejść do Rady Powiatu, a władze byłyby te same, co obecnie, miałbym z kim współpracować, i odwrotnie - gdyby zmieniła się władza w drugą stronę, to także chętnie będę współpracował. Reasumując - chcę iść do powiatu z nastawieniem na dobrą współpracę z każdym dla dobra społeczeństwa, szczególnie naszej gminy, Miłoszyc i wszystkich sołectw. Mając wieloletnie doświadczenie w sołectwie i będąc niegdyś "dziekanem" sołtysów w naszej gminie wiem, jakie są potrzeby społeczności wiejskiej.

- A nie żałuje pan, że zbyt pochopnie zrezygnował z bycia sołtysem? Ludzie nie mówią, że szkoda? 

- Pewnie że mówią, przecież we wsi nadal mnie nazywają sołtysem. Słyszę, że dla nich już zawsze będę sołtysem. 

- No właśnie, to ludzie pana wybrali, a pan w jakimś sensie zdezerterował, odpuścił, a może nawet uciekł...  Tak mogą sobie o panu pomyśleć. 

- To prawda. Powiem im tak - o sobie samym powinniśmy sami decydować, bo to my najlepiej wiemy, co nas najbardziej boli, co nas męczy, co nas wspiera, a z czym sobie nie radzimy i trzeba odpuścić. Tak było też ze mną. Ci, którzy mnie wybierali jako Roberta Jadczaka na jakąś funkcję, szanują mnie, a skoro tak, powinni uszanować też moją decyzję. Druga sprawa poza hejtem i zmęczeniem - mam rodzinę, czwórkę dzieci. Był moment, że naprawdę ich zaniedbywałem, bo w tygodniu pracuję na etacie w Wodach Polskich, w weekendy gram jako DJ Robi, a do tego bycie radnym i sołtysem. Za dużo. W takiej sytuacji najczęściej obrywają ci, których najbardziej kochamy, bo brakuje dla nich czasu. Chciałem to zmienić. 

- Proponują komuś, żeby został sołtysem i ten ktoś pyta: "Panie Robercie, zostać tym sołtysem czy nie?". Co by pan poradził?

- Zapytałbym przede wszystkim, czy ma za sobą dużo ludzi, bo to jest podstawa. Trzeba mieć przy sobie wiele osób serdecznych, zaufanych, wspierających. Po drugie - musi się nastawić na to, że będzie ciężko. A po trzecie - trzeba sobie samemu zadać pytanie, czy czuje się społecznikiem, bo trzeba będzie się poświęcać, często wydawać swoje pieniądze, oddawać swój wolny czas, a podziękowanie nie zawsze będzie. Trzeba więc być społecznikiem z krwi i kości. 

- A pan zawsze był społecznikiem? 

- Tak, to się nie zaczęło od zostania sołtysem. Wcześniej byłem przewodniczącym rady sołeckiej u poprzedniego sołtysa, ale działałem też u boku jeszcze wcześniejszego, śp. Mieczysława Głuszki. 

- Ale stał się pan też lokalnie rozpoznawalny jako DJ Robi, nagłaśniający imprezy w okolicy. 

- Tak mnie znają już od 28 lat. Od zawsze interesowałem się branżą  muzyczną, artystyczną, eventową. Potem doszła działalność społeczna...

- Muzycznie się pan kształcił?

- Nie. 

- A jakie szkoły pan pokończył? 

- Podstawówkę w Jelczu-Laskowicach. Potem była szkoła wielozawodowa w Czernicy o specjalności, i tu pana zaskoczę, lakiernik. 

- A potem?

- Zacząłem robić średnie wykształcenie w prywatnej szkole w Jelczu-Laskowicach, ale odpuściłem. Rok temu znów podjąłem naukę, ale nic z tego. Po prostu nie mam czasu. Bardzo szybko zacząłem bardzo dobrze zarabiać, a co młodemu człowiekowi jest najbardziej potrzebne, gdy dopiero się zakochał i myśli o rodzinie? Wiadomo. Kasa i nic więcej. 

- Niedawno głośno było o Miłoszycach przy próbie zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Czy jest pan bardziej zdegustowany czy zbudowany postawą mieszkańców, którzy ostatecznie zablokowali zmiany?

- Zbudowany. Bardzo dużo osób się uaktywniło w tej sprawie, których nawet nigdy nie widziałam, a jednak rochę tym sołtysem byłem. To jest fajne, bo zadbaliśmy o wspólne dobro. Jedni może bardziej w zaciszu, inni bardziej krzykliwie, ale cel został osiągnięty. Czy do końca taki, jak ja bym chciał? Ogólnie wygraliśmy. Zostaje stary plan. 

- Ale tu też niektórzy mieszkańcy mieli do pana pretensje...

- Tak, były takie sytuacje, bo myśleli, że współpracuję z panem Kazimierzem Putyrą. Mogli tak to odebrać na zebraniu, że niby bronię jego strony, ale to nie tak, ja tylko przedstawiałem fakty, że na spornej działce od ponad 20 lat był teren przemysłowy i nie zrobimy z tego lasu - trzeba mieć taką świadomość. A tu niektórzy odebrali to, że ja bronię przedsiębiorcę, który chce stawiać wielką halę. Nie. Burmistrz powiedział, że moglibyśmy jednak zmienić ten plan, poprawić jego zapisy, ulepszyć, aby się lepiej zabezpieczyć przed przyszłymi inwestorami. Uważam, że to byłoby dobre, ale mieszkańcy już tego nie chcieli i trzeba to uszanować - ja to szanuję. Czasem trzeba odrzucić emocje i patrzeć rozsądnie. Ale finalnie jestem zadowolony, bo ostatecznie zjednoczyliśmy się w tym problemie, choć przy okazji też trochę dostałem po głowie...

- To wtedy padło chyba coś o zdrajcy?

- Tak. I trochę mnie zabolało, bo przecież zawsze działałem dla dobra Miłoszyc.  

  

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

Gość 14.03.2026 14:48
Czyli ewentualny przyszły radny powiatowy z konfy już mówi, że może współpracować z Koalicją Obywatelską 😂😂Ciekawe co na to władze partii ?

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: GośćTreść komentarza: Czyli ewentualny przyszły radny powiatowy z konfy już mówi, że może współpracować z Koalicją Obywatelską 😂😂Ciekawe co na to władze partii ?Data dodania komentarza: 14.03.2026, 14:48Źródło komentarza: Jadczak: - Iskra, pomysł, zapał wychodziły od nas, z MiłoszycAutor komentarza: ...Treść komentarza: Uważajcie na potłuczone butelki, bo tych jest bardzo dużo pod drzewami na wysokości "łąki" przy ul. Strzelnej.Data dodania komentarza: 14.03.2026, 12:27Źródło komentarza: KO zaprasza na wspólne sprzątanie OławyAutor komentarza: MieszkaNiedzTreść komentarza: A czemu to rądo jest pobetonowane! Stop betonozie! Uwarzam że na rądach w mieście trzeba nasadzić kartofli, że by Mieszkańcy mogli skorzystać.Data dodania komentarza: 14.03.2026, 11:13Źródło komentarza: Czy w Oławie będzie rondo Marii Klementyny Sobieskiej?Autor komentarza: RafaTreść komentarza: I jak chwalipięty. Gdzie dojechaliście?Data dodania komentarza: 14.03.2026, 10:34Źródło komentarza: Dzisiaj ruszyli z Tajlandii do OławyAutor komentarza: NataTreść komentarza: Taaa... Słyszałam go już wcześniej!!!Data dodania komentarza: 14.03.2026, 10:13Źródło komentarza: Jeden z utworów zabrzmi ponownie po 300 latach milczeniaAutor komentarza: Hieronim KotowskiTreść komentarza: Rozumiem te wątpliwości. Warto jednak pamiętać, że Klementyna Sobieska, wnuczka Jana III Sobieskiego, jest postacią historycznie bardzo interesującą i zdecydowanie bardziej uniwersalną niż tylko kolejny Sobieski. Jej historia daleko wykracza poza lokalne spory dynastyczne- była jedną z najbardziej znanych Polek XVIII wieku, królową Anglii , Szkocji i Irlandii w środowisku jakobickim , osobą o niezwykle silnym charakterze i symbolicznej biografii. W wielu miejscach Europy jest postacią rozpoznawalną, w Oławie miejscu urodzenia mało rozpoznawalną. Nazwanie jej imieniem ronda w Oławie to nie tylko odwołanie się do wspaniałego rodu Sobieskich, ale także jako upamiętnienie ważnej postaci w historii Polski i element przypominania o naszych związkach z historią europejską. A przy okazji może stać się ciekawym pretekstem do rozmowy o historii, której często w lokalnej przestrzeni brakuje. Dlatego uważam , że rondo imienia Klementyny Sobieskiej to pomysł wart poparciaData dodania komentarza: 14.03.2026, 09:54Źródło komentarza: Czy w Oławie będzie rondo Marii Klementyny Sobieskiej?
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama