*
Już 2022 roku nie tylko mieszkańcy, ale też Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami z Wrocławia, nalegało, by sprawą zajął się Urząd Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice i podjął kroki przewidziane w ustawie o ochronie zwierząt, tj. wydał decyzję o czasowym odebraniu zwierząt właścicielowi stada. Swoje oczekiwania wraz z uzasadnieniem ponowili na początku 2023. W kwietniu tego samego roku ówczesny wiceburmistrz poinformował, że wszczął postępowanie. Przez kolejny rok nic się jednak nie zmieniło. Stado funkcjonowało jak dotychczas, a tematem ponownie zainteresowały się media. W "Interwencji" Polsatu pt. "Byki mają immunitet" mieszkańcy ponownie apelowali, by ktoś w końcu pomógł, bo nie chodzi tylko o los zwierząt, ale też mieszkańców wioski, którzy czuli się coraz bardziej zagrożeni. Pan Ryszard nie chciał wtedy rozmawiać z dziennikarzami i - co dziś potwierdza - postraszył ich widłami. Nie podobało mu się to, w jaki sposób pokazywali go w innej telewizji. Nie oglądał programu, ale - jak mówi - koledzy mu powiedzieli.
Materiał Polsatu zakończył się informacją, że prokurator zarzucił właścicielowi stada znęcanie się nad zwierzętami, co stanowi przestępstwo zagrożone karą do 3 lat pozbawienia wolności. O wyniku sprawy miał zdecydować sąd. Ale nie tylko. Sprawdziliśmy, że od kwietnia 2023 roku Urząd Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice rzeczywiście prowadził postępowanie administracyjne w sprawie czasowego odebrania panu Ryszardowi 75 krów. Postępowanie wszczęto na wniosek TOZ-u. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt burmistrz Jelcza-Laskowic miał prawo wydać decyzję o czasowym odebraniu zwierząt, jeżeli ich życie lub zdrowie jest zagrożone, tj. dochodzi do znęcania się nad zwierzętami. W myśl art. 6 wspomnianej ustawy znęcanie to "zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień", m.in. umyślne okaleczanie, bicie, zmuszanie do czynności, które powodują ból, a także używania pęt czy uprzęży, które do tego prowadzą. Znęcanie to także wystawianie zwierzęcia domowego lub gospodarskiego na działanie warunków atmosferycznych, zagrażających jego zdrowiu lub życiu, utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym w stanie rażącego zaniedbania lub niechlujstwa, bądź w pomieszczeniach albo klatkach uniemożliwiających im zachowanie naturalnej pozycji. Znęcanie to także celowe utrzymywanie zwierzęcia bez odpowiedniego pokarmu lub wody przez okres wykraczający poza minimalne potrzeby właściwe dla gatunku.
Znamiona części z tych czynów organizacja zarzuciła właścicielowi stada.
*
- Wniosek od TOZ do Urzędu Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice wpłynął jeszcze w poprzedniej kadencji - mówi obecny wiceburmistrz Michał Wolski. - Wynikało z niego m.in. to, że zwierzęta nie mają dostępu do wody, że niektóre krowy są niezakolczykowane, szopy się walą, zalega w nich obornik. TOZ dostarczył też zdjęcia, na których krowy były wychudzone, a zwierzęta domowe, koty oraz psy zaniedbane i... rzeczywiście obraz całości wyglądał nieciekawie, co dawało podstawę do wniosku o odebranie bydła, dlatego też mój poprzednik powiadomił o wniosku także prokuraturę, prosząc o podjęcie czynności wyjaśniających, czy rzeczywiście doszło do popełnienia przestępstwa znęcania nad zwierzętami. Jednocześnie powołał biegłego, który wydał opinię o stanie zdrowia zwierząt oraz warunków ich utrzymania. Nie stwierdził on zagrożenia życia i zdrowia zwierząt przebywających tam, oraz tego, że były przetrzymywane w warunkach, które powodują cierpienie lub ból. Owszem, stwierdził uchybienia natury weterynaryjno-sanitarnej, ale jednoznacznie podkreślił, że nie miały one wpływu na dobrostan zwierząt. Wcześniej kontrolę w gospodarstwie przeprowadził także Powiatowy Lekarz Weterynarii, który powstrzymał się od kategorycznej oceny znęcania się nad zwierzętami. Biorąc to pod uwagę we wrześniu 2023 roku ówczesny Burmistrz Jelcza-Laskowic odmówił czasowego odebrania zwierząt.
TOZ zaskarżył jednak tę decyzję, co w konsekwencji skończyło się tym, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze nakazało burmistrzowi Jelcza-Laskowic ponowne rozpatrzenie sprawy. Jednym z głównych powodów było to, że nikt z Urzędu Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice nie był w gospodarstwie osobiście i nie sprawdził, jak wygląda sytuacja. Były też zastrzeżenia do opinii wydanej przez biegłego.

Po wyborach samorządowych w kwietniu 2024 w Jelczu-Laskowicach zmieniła się władza, a problem "stada w Grędzinie" przejął nowy wiceburmistrz Michał Wolski, który osobiście zaangażował się w sprawę i - jak mówi - uznał że, jedynym sposobem rozwiązania problemu będzie współpraca ze wszystkimi zaangażowanych w sprawę, w tym z TOZ-em.
Kolejne instytucje przeprowadziły w gospodarstwie kontrole. Na początku lipca 2025 roku przeprowadzono wizję lokalną, w której udział wzięli przedstawiciele TOZ-u, skontrolowano każdy wskazany przez nich obszar. Powołano nowego biegłego, który sporządził nową opinię. Ponowną kontrole przeprowadził też Powiatowy Lekarz Weterynarii. Każdy z kontrolujących miał jakieś zastrzeżenia, ale - co podkreślił biegły - z każdą kolejną kontrolą uchybienia zarzucane panu Ryszardowy w 2023 w znacznej mierze zostawały usuwane i chociaż wciąż nie wszystko jest zgodne z przepisami, to nie są to uchybienia świadczące o znęcaniu się nad zwierzętami, a tym samym nie ma podstaw do czasowego odebrania panu Ryszardowi zwierząt. I taką decyzję we wrześniu minionego roku ponownie wydał burmistrz Jelcza-Laskowic. Tym razem TOZ jej nie zaskarżył.
*
To nie znaczy, że problemy się skończyły.
- W gospodarstwie dużo się zmieniło - mówi wiceburmistrz, który wraz z pracownikiem do spraw ochrony zwierząt regularnie "odwiedza" pana Ryszarda i sprawdza, jak gospodarz sobie radzi. - Zaczął sprzedawać część zwierząt, więc stado się nie powiększa. Przy pastwisku wybudowano drewniane wiaty, pod którymi zwierzęta mogą się schronić. Nawiązał współpracę z firmą regularnie odbierającą obornik. Zwierzętom nie brakuje jedzenia, oznakowano budynki, inwentarz ma dostęp do wody, właściciel cały czas jest też w domu, więc może ich doglądać. Jednakże pewne uchybienia pozostały i zdarzają się nowe, a pan Ryszard jest coraz starszy, ma coraz mniej sił, więc prędzej czy później będzie potrzebował pomocy. Cały czas z nim rozmawiamy, próbujemy przekonywać do zmian i... coraz lepiej się dogadujemy. Wydaje się, że rozumie, iż czasy się zmieniły i są pewne wymogi prawne, które musi spełniać niezależnie od tego, jak on to widzi w swoim podejściu do zwierząt. Może trudno to zrozumieć, ale to bardzo ciekawa postać, on naprawdę kocha te krowy. I choć samo gospodarstwo wygląda na nieco podupadłe to zwierzęta w nim są naprawdę zadbane a my z każdą wizytą obserwujemy poprawę ich warunków bytowych oraz starania Pana Ryszarda, by zrealizować jak najwięcej z przekazywanych mu zaleceń. Jest jeszcze jeden brutalny aspekt - nie każdy ma świadomość, że odebranie tak dużego stada to w praktyce nie polepszenie ich warunków czy dobrostanu, a skazanie tych krów na rzeź...
*
Zakończenie sprawy administracyjnej nie oznacza końca problemów pana Ryszarda. O ile los bydła jest jak na razie przesądzony i wiadomo, że zostaje w gospodarstwie to panu Ryszardowi wciąż grozi kara za znęcanie nad zwierzętami. Sprawę do sądu w 2024 roku skierowała Prokuratura Rejonowa w Oławie zarzucając mu, że "w okresie od 2022 roku do 21 czerwca 2023 roku w Grędzinie znęcał się nad zwierzętami domowymi i hodowlanymi, tj. m.in.: - nie zapewniał utrzymywanym przez siebie zwierzętom (13 krów, 29 byków i 11 cielaków) właściwej opieki, w tym nie zapewniał stałego dostępu do wody i pokarmu. Utrzymywał zwierzęta w niewłaściwych warunkach bytowania tj. w nieodpowiednich budynkach gospodarskich bez zachowania wymaganej czystości i systematycznego usuwania obornika, bez właściwego nadzoru wiążąc zwierzęta za rogi sznurkiem do snopowiązałki. Ponadto nie zapewniał właściwej opieki weterynaryjnej trzem psom rasy mieszanej, czym stwarzał zagrożenie dla ich życia i zdrowia dopuszczając do cierpień. Oskarżycielami posiłkowymi w sprawie byli TOZ oraz Fundacji Ochrony Zwierząt i Środowiska LEX Nowa.
2 października 2025 r. Sąd Rejonowy w Oławie zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowanie na okres próby 3 lat. To oznacza, że stwierdził winę oskarżonego, ale nie wymierzył mu kary i go nie skazał. Dał mu drugą szansę, ale jeżeli w ciągu trzech lat próby popełni przestępstwo, wówczas sąd może wznowić umorzone postępowanie i go skazać.
Uzasadniając wyrok Sędzia powiedział, że przeprowadzono szczegółowe postępowanie dowodowe, w tym przeanalizowano dokumentację weterynaryjną i opinie wydane w sprawie. Jedna z nich wskazywała, że brak jest podstaw do odebrania zwierząt i na tej podstawie zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania. Przyjął sprawstwo oskarżonego, a jeżeli chodzi o znęcanie to... nie jest to to samo znęcanie, które polega na fizycznym lub psychicznym krzywdzeniu osoby najbliższej. Sąd przyjął, że warunki bytowania zwierząt były nie do końca właściwe, opieka weterynaryjna nie została zapewniona w stosunku do psów, ale z ustaleń Sądu wynika, że oskarżony kontaktował się z weterynarzami w wypadkach, gdy była wymagana ich interwencja. Co więcej, zdarzenia miały miejsce w latach 2022-23, a z ustaleń Sądu wynika, że sytuacja uległa poprawie, wprawdzie nie całkowicie, bo dalej zdarzały się przypadki, że zwierzęta hodowlane opuszczały gospodarstwo, jednak biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności Sąd zdecydował się nie skazywać oskarżonego, a warunkowo umorzyć postępowanie. Nie zachodziły bowiem podstawy ani do odbierania tych zwierząt, ani do orzekania zakazu ich posiadania.
Z takim wyrokiem nie zgodzili się ani prokuratura, ani TOZ i odwołali się od wyroku sądu pierwszej instancji. Tym razem nad sprawą pochyli się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Rozprawę wyznaczono na 2 czerwca. Zdaniem prokuratury powinno dojść do skazania oskarżonego. Poza tym - jak twierdzi prokuratura - sąd pierwszej instancji nie orzekł we wszystkich aspektach sprawy m.in. w sprawie odebrania oskarżonemu zwierząt. Stąd decyzja o apelacji.
*
Pan Ryszard nie wybiera się na rozprawę. Dostał informację, ale... wciąż nie rozumie tego, dlaczego ktoś w ogóle chce mu zabrać zwierzęta. Nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Po co panu tyle krów? - pytamy.
Wzrusza ramionami. - A co będę robił? Nie piję, nie palę, kobiety nie mam, więc coś muszę robić. W domu zawsze były krowy. Mama miała cztery i byka. Ona doiła krowy i dawało mleko do zlewni. Ja nie doję. Umiem, ale to robota dla kobiet - stwierdza i kategorycznie macha rękami, gdy mówię, że miałby z tego korzyści: - Mama zmarła, później tato, a mi zostały krowy. Kiedyś miałem też konie. Jedna klacz przeżyła 35 lat, tak dobrze jej u mnie było, ale z czasem konie zlikwidowałem. Zostały tylko krowy.
- Dlaczego wciąż pan je trzyma? To dużo pracy.
- Z miłości - przyznaje ze śmiechem. - Gdy pracowałem w Jelczu-Laskowicach, wstawałem o trzeciej w nocy, żeby je oporządzić i szedłem do pracy. Wracałem i znów trzeba było się nimi zajmować, często do późna w nocy. Spałem po kilka godzin, ale mogę przy nich robić dzień i noc. Teraz też. Nie potrzebuję pomocy. Jak byłem chory, to mi pomagali, ale już wyzdrowiałem i nie potrzebuję. Po co? Teraz trochę sprzedaję, bo muszę mieć pieniądze na siano, ale tylko byki i duże cielaki. Małe trochę rozrabiają, czasem wychodzą za ogrodzenie, ale umiem je sprowadzić. Biorę wiadro z moczonym chlebem i idą za mną, jak za mamą...

Napisz komentarz
Komentarze