„Dareczy" („Дарэчы”) - białoruskie niezależne medium opowiadające o małym biznesie - regularnie rozmawia z przedsiębiorcami, rzemieślnikami i osobami pracującymi na własny rachunek z różnych miast Białorusi. Ten tekst powstał po nowym cyklu 16 takich rozmów: długich wywiadów, w których zaprzyjaźnieni z nami dziennikarze pytali nie tylko o dochody i podatki, ale też o to, jak naprawdę wygląda codzienność tych ludzi.

źródło: instagram.com/darechy.media.
U większości rozmówców obraz jest podobny.
Są klienci, umiejętności, stałe zamówienia i sposoby dostosowywania się do rzeczywistości. Prawie nie ma jednak rezerw - ani finansowych, ani czasowych, ani administracyjnych, ani ludzkich. Dlatego każdy błąd: przy zakupach, w dokumentach, w cenie albo przy zatrudnieniu, kosztuje mikrofirmę więcej niż dużą spółkę.
Ludzie próbują utrzymać równowagę na gruncie, który stale usuwa się spod nóg. Zmieniają się przepisy, wymagania i zasady gry. Do tego dochodzi presja dużego biznesu, masowego rynku z Rosji i tanich towarów z Chin.
„Zespół to ja, ja i ja. Sprzątaczka, administratorka, instruktorka, psycholożka"
W mikrobiznesie właściciel zazwyczaj sam świadczy usługę, szuka klientów, odpowiada na wiadomości, liczy pieniądze, kupuje materiały i sprząta lokal.
„Zespół to ja, ja i ja. Sprzątaczka, administratorka, instruktorka, psycholożka" - mówi 30-letnia Tatiana, która rozwija studio fitness. Nauczyła się już zmniejszać obciążenie: okazało się, że jedno czy dwa odwołane zajęcia nie muszą od razu zmniejszać dochodu. Ale strach przed wypadnięciem z rytmu nadal zostaje.
NPD, czyli podatek od dochodów z działalności zawodowej, to białoruski specjalny reżim podatkowy dla osób fizycznych pracujących na własny rachunek. Nie jest to odpowiednik polskiej jednoosobowej działalności gospodarczej ani działalności nierejestrowanej. Polskiemu czytelnikowi najłatwiej objaśnić go jako uproszczony system dla drobnych usługodawców i osób pracujących samodzielnie: podatnik korzysta z aplikacji, w której wykazuje dochody i wystawia czeki.
Natalia, manicurzystka z 13-letnim doświadczeniem, mówi o tym prościej: „Jestem administratorką, dyrektorką i sprzątaczką". Jej dochód ogranicza czas: nie da się przyjąć więcej klientek, niż pozwala dzień pracy. Jednocześnie Natalia nie uważa NPD za problem - dla niej ten system jest wygodny i zrozumiały. Czynsz za gabinet dzieli jeszcze z dwiema innymi stylistkami, żeby nie utrzymywać lokalu sama.
Przepisy: nie chodzi o ulgę, tylko o jasność
W naszych rozmowach przedsiębiorcy częściej mówią, że wyczerpuje ich nie sama praca, ale wszystko, co ją otacza: nieustanne próby rozszyfrowania nowych rozporządzeń, sporządzanie sprawozdań, domyślanie się wymagań białoruskiej służby sanitarnej, czyli odpowiednika sanepidu, i lęk przed karą za przypadkowy błąd. Trzeba cały czas udowadniać, że jest się prawidłowo zarejestrowanym, prawidłowo płaci się podatki, prawidłowo kupuje towar, prawidłowo prowadzi dokumenty i prawidłowo zrozumiało kolejną zmianę.
Dla dużej firmy takie kwestie są częścią administracyjnej rutyny. Dla mikrobiznesu to osobne obciążenie, często równe drugiej pracy. Manicurzystka, sprzedawca, piekarz czy trener nie mają działu prawnego.
Dlatego przepisy tłumaczy się przez księgowych, znajomych z branży, grupy zawodowe i płatne konsultacje. Potrzebny jest przekład z języka urzędowego na ludzki.
Cenę błędu widać także w statystykach. Według białoruskiego Ministerstwa Podatków i Opłat w 2025 roku do firm wysłano 18,4 tys. zawiadomień z propozycją dobrowolnej korekty zobowiązań podatkowych. Łączna kwota dopłat wyniosła 419,2 mln rubli białoruskich, czyli około 560 mln zł według kursu z początku 2026 roku. Nie chodziło o kontrole na miejscu w firmie, lecz o tzw. kontrolę kameralną - analizę dokumentów prowadzoną przez urząd bez wyjazdu do podatnika. Ale dla małego biznesu nawet konieczność pilnego uporządkowania papierów oznacza utracony czas pracy i ryzyko nieplanowanych wydatków.
Indywidualny przedsiębiorca, spółka z o.o. czy NPD: wybór, który zmienia całą ekonomię firmy
Po okresie przejściowym związanym z listą rodzajów działalności dozwolonych dla indywidualnych przedsiębiorców wielu rozmówców musiało od nowa ocenić swój status prawny. Indywidualny przedsiębiorca, w skrócie IP, to białoruska forma prowadzenia działalności. Można ją luźno porównać do polskiego wyobrażenia o jednoosobowej firmie, ale nie należy jej utożsamiać z polską JDG.
Dla jednych mała spółka z ograniczoną odpowiedzialnością - białoruskie OOO - okazała się trudniejsza i droższa w obsłudze, ale pozwoliła spokojniej pracować z pracownikami, umowami i klientami instytucjonalnymi. Inni świadomie zostali przy małej formie działalności: nie potrzebują zatrudniać ludzi ani się rozszerzać, więc nie widzą powodu, by brać na siebie nowe stałe koszty.
Dla osób pracujących samodzielnie wygodną alternatywą pozostaje NPD. Aplikacja sama oblicza podatek, pozwala wystawiać czeki i nie wymaga osobnej kasy fiskalnej. Ale od 1 stycznia dla nowych płatników zniesiono początkowe odliczenie podatkowe w wysokości 2 tys. rubli białoruskich, czyli około 2,7 tys. zł. Od 1 lipca wprowadzono też minimalną miesięczną płatność: 45 rubli białoruskich, czyli około 60 zł, nawet jeśli w danym miesiącu nie było dochodu. NPD upraszcza start i samodzielną pracę, ale nie rozwiązuje problemów biznesu, który potrzebuje pracowników, lokalu albo szerszego zakresu usług.
Historia Anny pokazuje drugą stronę regulacji: wymagania wobec samego miejsca pracy. Anna odeszła od makijażu permanentnego do fotografii po tym, jak praca w domu stała się niemożliwa, a odpowiedni gabinet okazał się trudny do znalezienia i opłacenia. Potrzebne były konkretna powierzchnia i wysokość pomieszczenia, zmywalne powierzchnie oraz umywalka z ciepłą i zimną wodą. Wynajem na godziny przestał rozwiązywać problem.
„Kiedy zaczęły się rozmowy, że osoby wykonujące makijaż permanentny będą musiały mieć wykształcenie medyczne, postanowiłam odejść z tej branży. Teraz pracuję jako fotografka na NPD. Tam nie ma takich sztywnych ram" - mówi Anna.
Regionalne stawki, stołeczne koszty
Prowadzenie biznesu w małym mieście oznacza często koszty podobne do tych w stolicy, na przykład za surowce i materiały. Ale dochody klientów i średni rachunek są zwykle niższe niż w Mińsku albo w miastach obwodowych.
Manicurzystka Natalia tłumaczy:
„Wynajmuję lokal w prowincjonalnym mieście za te same pieniądze, co moje znajome w prestiżowej części Mińska, na osiedlu Mińsk-Mir. Materiały kupujemy w tych samych sklepach, po tych samych cenach. Ale w Mińsku średni rachunek jest wyższy o mniej więcej 30 rubli, czyli około 40 zł".
W handlu sytuacja nie jest łatwiejsza. Swietłana, która od ponad 20 lat sprzedaje tkaniny na firany i zasłony na rynku w małym mieście, przyznaje, że głównym wyzwaniem stała się konkurencja z marketplace'ami i tanim masowym towarem.
„Trudno konkurować z gotowymi, tanimi zasłonami. Ludzie przyzwyczaili się kupować szybko, jednym kliknięciem, bez wnikania w jakość tkaniny" - mówi.
Jednocześnie Swietłana nie zaprzecza, że rynek potrafi się dostosować. Obowiązkowe dokumenty dostawy i dokumenty przewozowe początkowo wyglądały jak katastrofa. Później jednak tureckie fabryki zaczęły mieć przedstawicieli na Białorusi i zakupy stały się prostsze. Po pierwsze, towar ma dokumenty. Po drugie, można kupować małymi partiami, a więc utrzymywać szerszy asortyment.
Wzrost nie jest obowiązkowym celem
W podręcznikach biznes rośnie dzięki kredytom, nowym pracownikom i ekspansji. Wśród naszych rozmówców rozwój często kojarzy się jednak ze strefą ryzyka. Ludzie świadomie wybierają strategię niewidzialności: rezygnują z kredytów, nie zatrudniają pracowników i nie zwiększają powierzchni.
U innych powód nie leży w strachu. Mówią raczej o nierównym popycie albo o tym, że trudno znaleźć dobrego pomocnika. Brak rąk do pracy odczuwalny w całym kraju widać także w regionalnym małym biznesie.

Piotr (na fot.), monter mebli, bierze pomocnika tylko do konkretnych zleceń. Stałego pracownika trudno byłoby obciążyć pracą przez cały czas, a jeszcze trudniej znaleźć fachowca, po którym nie trzeba będzie nic poprawiać.
„W obecnych warunkach po prostu nie widzę perspektyw rozwoju, więc pracuję tak, jak jest" - mówi.
Wiktor, spawacz z Pińska, nie odrzuca wzrostu jako takiego, ale nie chce rozwijać się na kredyt.
„Teraz planowanie wygląda tak: nie wejść w zbędne zobowiązania, nie obiecać za dużo, nie brać kredytu pod nadzieję. Bo nadzieja to dobra rzecz, ale rata przychodzi potem zgodnie z harmonogramem" - mówi.
Plan: zachować to, co jest
Najczęstsza strategia, która powracała w rozmowach, to utrzymanie kontroli. Ograniczyć zbędny asortyment, pracować na przedpłatach, nie trzymać dużego magazynu, nie zatrudniać pracownika za wcześnie, opierać się na stałych klientach i poleceniach. Dla jednych mała spółka z o.o. staje się kolejnym krokiem. Dla innych najlepszym ruchem jest mały warsztat bez długów.
Przedsiębiorcy nie budują ambitnych planów. Nawet ci, którzy poświęcili swojej pracy całe dekady, patrzą w przyszłość bez złudzeń. Swietłana, sprzedawczyni tkanin na zasłony, dzieli się gorzkim wnioskiem:
„Po całym życiu przepracowanym jako indywidualna przedsiębiorczyni na emeryturze będę dostawać minimum. Państwowa emerytura dla indywidualnych przedsiębiorców to grosze. Liczyć można tylko na siebie".
Mały biznes w regionach nie mówi dziś o państwowym wsparciu. Częściej mówi o osobistej reputacji, poczcie pantoflowej i umiejętności skurczenia się w porę do rozmiarów garażowego boksu albo domowej maszyny do szycia.
Pytani o plany przedsiębiorcy najczęściej odpowiadają mniej więcej tak, jak Swietłana:
„Mój główny długoterminowy plan to po prostu się nie zamknąć. Zachować to, co jest".

Napisz komentarz
Komentarze