Według naukowca, w Polsce największą popularnością od lat cieszą się miody lipowy i wielokwiatowy. Pierwszy kojarzy się przede wszystkim z okresem przeziębień i domowymi sposobami wspierania organizmu, drugi uchodzi za najbardziej uniwersalny.
– Gdyby przeprowadzić sondę uliczną, najczęściej usłyszelibyśmy właśnie te dwie nazwy. Co ciekawe, wiele osób zamiast o miód wielokwiatowy pyta o „miód wieloowocowy”, choć z owocami nie ma on nic wspólnego – mówi z uśmiechem prof. Paweł Migdał i zaznacza, że najrzadziej wybierany jest dziś miód gryczany, choć jeszcze kilkadziesiąt lat temu był jednym z najpopularniejszych. To właśnie on nadawał charakterystyczny aromat tradycyjnym staropolskim piernikom. Dziś jego intensywny smak sprawia, że ma równie wielu zwolenników, co przeciwników.
A skąd bierze się nazwa miodu? To proste – miód lipowy pochodzi z pasiek znajdujących się w bliskiej odległości od kwitnących lip, z których zbierany jest nektar. Analogicznie miód rzepakowy powstaje z nektaru zbieranego z rzepaku, a akacjowy z robinii pseudoakacji. W praktyce na etykietach można jednak znaleźć również nazwy, które brzmią atrakcyjnie, ale niewiele mówią o rzeczywistym pochodzeniu produktu.
– Niektórzy producenci próbują się wyróżnić i zamiast klasycznych nazw używają określeń marketingowych, na przykład „miód leśny". Warto wtedy zadać sobie pytanie – co właściwie znajduje się w takim słoiku? Sam fakt, że pasieka stoi w pobliżu lasu, nie oznacza jeszcze, że miód powstał z leśnych pożytków – wyjaśnia prof. Paweł Migdał.
Dlatego warto zwracać uwagę na prawidłowe oznakowanie produktów. Nazwa miodu powinna wynikać przede wszystkim z dominującego pożytku, z którego pszczoły zbierały nektar.
Mity o miodzie
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest przekonanie, że płynny miód jest lepszy od skrystalizowanego. Tymczasem krystalizacja jest całkowicie naturalnym procesem.– Szczególnie szybko krystalizuje miód rzepakowy. Już po kilku dniach może stać się jasny i bardzo zwarty. To jego naturalna cecha, a nie wada – podkreśla naukowiec.
Choć część konsumentów wybiera wyłącznie płynny miód, inni właśnie tę kremową konsystencję cenią najbardziej. Łatwiej rozsmarować go na pieczywie, nie spływa z łyżki i nie brudzi słoika.
Krystalizacja nie oznacza też, że miód jest zepsuty. Miód należy bowiem do najbardziej trwałych produktów spożywczych. Dzięki wysokiemu stężeniu cukrów oraz obecności naturalnych substancji ograniczających rozwój mikroorganizmów może zachować swoje właściwości przez bardzo długi czas.
– Sam miód praktycznie się nie psuje, ale może fermentować. Najczęściej dzieje się tak wtedy, gdy został zebrany zbyt wcześnie, zanim dojrzał, albo był przechowywany w zbyt wysokiej temperaturze lub przy dużej wilgotności – tłumaczy prof. Migdał, dodając, że czasami wystarczy niewielka zmiana w kuchni – na przykład ustawienie słoika bliżej nowego źródła ciepła – aby warunki przechowywania przestały być odpowiednie.
Pszczelarstwo to nie tylko produkcja miodu
– Zauważyłem, że coraz więcej osób odkrywa inne produkty pochodzenia pszczelego, jak pyłek pszczeli, wosk, propolis czy pierzga. Mają one różne właściwości i są wytwarzane w zupełnie inny sposób niż miód, który powstaje z nektaru. Z kolei pyłek pszczeli, bogaty w białko, witaminy i składniki mineralne, pszczoły zbierają na obnóżach, czyli w innym miejscu niż nektar. My pszczelarze pozyskujemy go za pomocą specjalnych poławiaczy zamontowanych przed wejściem do ula. A propolis, który pełni w ulu rolę naturalnego uszczelniacza i środka chroniącego przed drobnoustrojami, to jeden z najbardziej interesujących produktów pszczelich. Ma właściwości przeciwbakteryjne, wspiera odporność i znajduje zastosowanie również przy trudno gojących się zmianach skórnych czy infekcjach gardła – wyjaśnia naukowiec.
Zanim jednak produkty pochodzenia pszczelego trafią do sprzedaży, muszą przejść m.in. proces suszenia i odpowiedniego zabezpieczenia, jak ma to miejsce przy pyłku. Dlatego prowadzenie pasieki wymaga znacznie więcej wysiłku niż tylko ustawienie uli, odbieranie miodu, czy zbieranie pyłku. – Dobry pszczelarz najpierw dba o pszczoły. Musi znać ich biologię, rozumieć zależności zachodzące w rodzinie pszczelej, wiedzieć, z jakich roślin korzystają, jak reagują na pogodę i jak zapobiegać chorobom. Bez tej wiedzy trudno prowadzić pasiekę odpowiedzialnie – mówi prof. Migdał.
Ekspert zwraca uwagę, że leczenie pszczół również wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku innych zwierząt. Nie leczy się pojedynczych owadów, lecz całą rodzinę pszczelą, liczącą nawet kilkadziesiąt tysięcy osobników. To właśnie ona stanowi podstawową jednostkę funkcjonowania pasieki. Co ciekawe, dawkę leku odmierza się m.in. na kilogram pszczół czy objętość ula.
Zdaniem naukowca, pszczelarstwo jest dziedziną, w której doświadczenie nie zwalnia z dalszego zdobywania wiedzy. – Na nasze studia podyplomowe przychodzą również osoby, które od wielu lat prowadzą własne pasieki. Często mówią, że dopiero tutaj zrozumiały, dlaczego wykonują konkretne zabiegi albo odkryły, że część z nich wcale nie jest potrzebna. Samo doświadczenie jest bardzo cenne, ale warto je uzupełniać wiedzą naukową. Poza zagadnieniami związanymi z biologią pszczół uczestnicy poznają też zasady pozyskiwania produktów pszczelich, wymagania sanitarne, czy przepisy dotyczące ich znakowania i wprowadzania na rynek. Pszczelarz ma bezpośredni kontakt z konsumentem. Powinien więc nie tylko sprzedawać swoje produkty, ale także umieć odpowiedzieć na pytania o ich właściwości, pochodzenie czy sposób przechowywania – podkreśla prof. Migdał.


Napisz komentarz
Komentarze