Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 31 lipca 2026 09:36
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

To jeszcze odkopcie Gorgonową!

Czy słynna Rita Gorgonowa zakończyła życie gdzieś pod Oławą? Tę zagadkę próbuje w reportażu rozwikłać Jerzy Kamiński
To jeszcze odkopcie Gorgonową!
Czy słynna Gorgonowa zakończyła życie pod Oławą?
Podziel się
Oceń

- Osobiście tę dziurę widziałam - potwierdza. - Z jednej strony była mała, z drugiej już rozpryśnięta. Przez drzwi strzelali. I potem całe życie siedzieli w piwnicy, bo Kaziukowa bała się iść na górę. Dziura była jeszcze latach 80. Potem nowi lokatorzy wymienili drzwi. Widziałam, bo czasem chodziłam do sąsiadów. Nie, nic nie mówili. Będę się pytać, jak ja już wiedziałam? Od dziecka w domu i wszędzie, w sklepie ludzie mówili. Nie zapomnę, jak kiedyś do sklepu przyjechał jakiś pan spod Opola, podobno z rodziny, wszedł tam, a wie pan, jak za komuny było, kolejka stała, i pyta o panią Gorgonowa. Mówił, że wie na 100 procent, że ona tu mieszkała. Wtedy jeden z kolejki wyszedł do niego i mówi, wskazując Kaziuka: - O, tu siedzi właściciel, co u niego się to stało. Kaziuk odpowiedział: - Ja nic nie wiem, ja nic nie wiem... Dla złota i pieniędzy ją zamordowali. Rzekomo o majątek poszło. Śmiali się potem ludzie, że córka Kaziuka w futrze po Gorgonowej to jeszcze długie lata chodziła. Starsi ludzie to pewnie więcej wiedzieli. Na taczce ją rzekomo wywozili w nocy. Nawet ktoś w sklepie mówił, że on jechał gdzieś czy szedł i widział, że polną drogą do lasu wywozili, do dołów.

Przez lata Dorota nigdy nikomu tego nie mówiła: - Jak ta wnuczka Gorgonowej powiedziała gdzieś, że chciałaby chociaż świeczkę zapalić na grobie babci, to aż mnie korciło, żeby zadzwonić i powiedzieć, aby tu do nas przyjechała.... Gdybym tylko wiedziała, gdzie zadzwonić.

Z Kaziukami i ich córkami też o tym nie mówiła.

- A daj pan spokój! - reaguje. - Nigdy nie próbowałam o tym z nimi rozmawiać. Ja z nimi dobrze żyję. Co pan?! Ja tam udaję, że nic nie wiem.

Dopiero parę lat temu, gdy gdzieś na Facebooku wyczytała, że pobliski cmentarz żydowski będzie sprzątany, odezwała się: - Ja tam głupia napisała, "to jeszcze odkopcie Gorgonową!".

Od razu odezwała się do niej Iza, ale sprawa przycichła.

To, że Kaziukowie wiele lat mieszkali w piwnicy, bo bali się wchodzić na piętro, powtarzają mi niemal wszyscy we wsi. Dopiero całkiem niedawno, gdy zmarli, a w domu zamieszkała ich córka z mężem, piętro stało się mieszkalne.

- Podejrzewam, że wielu ludzi wie, ale nie chcą mówić - stwierdza Pan z Rowerem. - Może się boją? Moja teściowa usłyszała tę historię od jednej pani. Całe życie Kaziukowie mieszkali w piwnicy. Dopiero jak zmarli, górę wyremontowano. Cała wieś łączyła to z morderstwem. Jakieś ziarenko prawdy w tym musi być.

- Ktoś tam widział, jak wieźli do lasu na taczkach coś zawiniętego, podobnego do ciała - mówi Dorota. - Ale sprawa wyszła dopiero potem, jak się Kaziukowie z sąsiadami pokłócili. I to sąsiadka ich wydała. Przy wódce powiedziała, że zapieprzyli Gorgonową, a potem się pokłócili o złoto, o majątek, o futro. Był tu taki Jasiu. To on miał strzelać. Potem bał się, że go Kaziuk zabije, więc uciekł w Lubelskie. 

 

Nie ma śladu

 

Czy i kto zabił - nie jest jasne. Czy faktycznie było wiaderko złota, o którym opowiada wieś - nie wiem. U Łazarewicza w książce ktoś opowiada, jak Kaziuk po zniknięciu Gorgonowej zapewniał, że to ona - nie tylko morderczyni, ale i złodziejka - ukradła mu wiaderko ze złotem.

Poznałem kilka wersji zdarzeń i co najmniej dwóch potencjalnych sprawców morderstwa, ale przecież nie ich szukam, tylko Gorgonowej. Tymczasem poza słowami nie ma żadnego dowodu na jej obecność w podoławskiej wsi.

Może dom, w którym mieszkała, należał do niej? Sprawdzam w księgach wieczystych, czy można ustalić właścicieli działki z lat 1945-50. Prezes Sądu Rejonowej w Oławie informuje jednak, że akta nie zawierają dokumentów z tych lat, a sama księga dla tej działki powstała dopiero w latach 60., czyli wtedy, gdy Gorgonowej na pewno już tam nie było.

Gdy zniknęła, ponoć milicja o nią pytała. Sprawdzam więc to, co można sprawdzić. Zamawiam we wrocławskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej wszystkie materiały dotyczące posterunku Milicji Obywatelskiej w tej wsi. Głównie to spisy dowodów prowadzonych spraw, a przy tym mnóstwo nazwisk i adresów. Po wielu godzinach sprawdzania setek stron, zapisanych ręcznie, więc czasem bardzo niewyraźnie, nie odnajduję niczego, co przypominałoby nazwiska Gorgonowa lub Kańska. Z opisu spraw, jakimi zajmowali się wtedy funkcjonariusze w tej miejscowości - głównie kradzieże i rozboje - wynika, że w pierwszych latach po wojnie broń palna była tam łatwo dostępna i niemal w powszechnym użyciu. Gdyby więc ktoś chciał kogoś zamordować strzałem z pistoletu, nie byłoby problemu.

Potwierdza mi to jeden z mieszkańców, z tym że opowiada konkretnie o Kaziuku: - Przyjechał tu stabilizować władzę ludową. Może był w służbach bezpieczeństwa? W każdym razie nosił takie długie skórzane buty i ludzie widzieli, że często miał przy sobie broń. Mówili, że w nocy ciało wnoszone było do lasu, ale milicja nie szukała, bo nikt nie zgłaszał... Kaziuk miał zawsze broń przy sobie, widać że służbową, zawiadywał wsią. Ale czy to prawda z tym morderstwem? Ludzie dopisują sobie różne historie, a potem z tego tworzą jeszcze inne. Legenda żywa, ale nic pewnego nie ma.

Czasem tylko, jak mówi Dorota, jeszcze ktoś we wsi rzuci w odpowiedniej sytuacji, że "zakopią jak Gorgonową i ślad zaginie".

 

 Nie słyszałam

 

- Ci, co tam teraz mieszkają, są specyficzni - słyszę parę razy od miejscowych.

To o jednej córce Kaziuków - Bożenie. Mieszka teraz z mężem w tym domu, w którym miała zginąć Gorgonowa.

- Tu nikt z nimi nie rozmawia o tym - precyzuje Dorota. - Udają, że nie wiedzą. Ja też bym się z nimi nie odważyła na ten temat rozmawiać, ale jeszcze jak żyła moja mama, w latach 80., to cała wieś o tym gadała.

- O tej rodzinie to... nie daj Panie Boże! W ogóle nie chcę mieć z nimi do czynienia - mówi Pani z Centrum Wsi. 

Wiele razy próbuję wejść do tego domu. Kilka dni staram się tam być o różnej porze, ale brama zamknięta, dzwonek przy niej zepsuty, nikt nie reaguje. Nigdy nie ma ani pani Bożeny, ani jej męża. Wreszcie w oławskim sklepie, który prowadzi ich córka, jego udaje mi się spotkać.

Gdy parę lat temu pytał o to samo Cezary Łazarewicz, zbierając materiał do swojej książki, usłyszał od niego:

- Naprawdę mówią, że tutaj mieszkała? Pierwszy raz słyszę.

Dziś zaprzecza stanowczo: - Nie, w tym domu nie mieszkała Gorgonowa. Gdzieś to nazwisko się przewijało, ale ja nie znam dokładnie...

Podaje numer do żony, która - gdy Łazarewicz zbierał materiały do książki- nie chciała rozmawiać, wymawiając się bólem głowy.

Pytam wprost, czy w ich domu mieszkała kiedyś Gorgonowa.

- A wie pan, że ja nie wiem - odpowiada w pierwszym odruchu. - Nie słyszałam o tym.

Po chwili odpowiedź jest bardziej zdecydowana: - Nikt obcy tu nie mieszkał, tylko my. Gdyby ktoś taki był, to na pewno bym wiedziała, bo ja od 1945 roku tu jestem.

Wspomina, że kiedyś coś w internecie rzuciło jej się w oczy z tą Gorgonową, ale nie pamięta szczegółów. Zaprzecza też, aby rodzice przez lata mieszkali w suterenie, bo bali się mieszkać wyżej.

- Normalnie, w mieszkaniu mieszkali - zapewnia.

Druga córka Kaziuków, Władysława, żyje z mężem i synem we wsi obok. 

- Gdyby nawet coś podejrzewała, to ona nie powie - sugeruje Były Radny. - Im się powodziło bardzo dobrze, a Kaziuk często mówił, że to pszczółki dodawały mu majątku. Podejrzewać można wielu rzeczy, ale bez dowodów...

Próbuję się z nią skontaktować przez syna. Mówię, że interesuje mnie historia wsi. Prosi, żeby zadzwonić za kilka dni. Gdy to robię, mówi, że mama już ma 80 lat, jest po zawale, źle się czuje i nie zdecydowała się na rozmowę z dziennikarzem. Przez syna przekazuję jednak pytanie o Gorgonową.

Tak, była taka - potwierdza, ale niewiele więcej pamięta.



Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Do posła Hreniaka Treść komentarza: Sprawą powinny zainteresować się wojewódzkie władze PIS. To nie jest normalne żeby szef struktur powiatowych PiS tuszował nieprawidłowości, a już w szczególności radnej PO. Data dodania komentarza: 31.07.2026, 09:03 Źródło komentarza: Przewodniczący Mazurek o Karolinie Kaczor: - Wcześniej o tym nie wiedziałem Autor komentarza: Redaktor Treść komentarza: Przemoc, agresja zawsze zasługuje na potępienie.. ale czasem warto zastanowić się nad jej przyczynami, nad źródłem tego problemu.. Na poziomie krajowym - to co się dzieje wokół, kto to podgrzewa i w imię jakich doraźnych celów - wiadomo. Ale prawda jest też, że ludzie i to niezależnie od swojej narodowości i poglądów są... ogólnie rzecz biorąc sfrustrowani, przepełnieni złymi emocjami, agresją.. Ta agresja wciąż narasta i jest podsycana. Szukając tylko ujścia.. Warto rozejrzeć się wokół: drogi w fatalnym stanie - hejt na urzędy.. remont drogi - źle, tragedia dramat.. Zaczynają coś robić - obrywa się już nawet robotnikom, firmą, że za wolno że nie 24 godziny na dobą, że ośmielają się nie pracować w niedzielę... Do tego lekarze, pielęgniarki, nauczyciele, pracownicy handlu, gastronomia.. wszyscy są źli.. Oczywistym jest że trzeba potępiać złe działania i mówić o nich ale język tej krytyki i sposób jej wyrażania - przeraża. jest internet - tak łatwo wyrazić emocje.. Tak łatwo zrobić wpis który będzie się niósł po mediach.. tak łatwo jest przebić go mocniejszym, bardziej kontrowersyjnym i przez to bardziej jeszcze medialnym. I na tym lokalnym podwórku - jak łatwo opublikować kolejny "list czytelnika" (po co sprawdzać przyczyny, zastanowić się dlaczego jest tak a nie inaczej..), kolejny wpis lokalnego "polityka" z mediów społecznościowych, kolejny światły komentarz, kolejne pseudo wystąpienie lokalnego pieniacza... z tej czy innej rady... kolejne wezwanie "do prokuratora.. do służb, do dymisji.. do więzienia itd.". Ta agresja jest wszechobecna. Ona często nie ma wcale narodowości i nie jest nią podszyta, ona jest efektem narracji budowanej codziennie - tej krajowej i tej lokalnej.. bardzo lokalnej... Data dodania komentarza: 31.07.2026, 08:52 Źródło komentarza: Pracownik oławskiej firmy zaatakował i znieważył Ukraińca. Został zwolniony Autor komentarza: Staszek Porażka Treść komentarza: Halo Czy to jest artykuł sponsorowany ? Data dodania komentarza: 31.07.2026, 08:47 Źródło komentarza: Sierpień = klocki + samochody w jednym miejscu Autor komentarza: Donek Treść komentarza: No bez przesady, robienie z tej sierpniowej wystawy klocków wielkiego wydarzenia „2 w 1” i „zero dopłat” to zwykła kpina z klienta. Prawda jest taka, że Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie i bez tych klocków ma cennik kompletnie odklejony od rzeczywistości. Żądanie 60 zł za bilet normalny i aż 170 zł za bilet rodzinny za wejście do muzeum w mniejszym mieście na Dolnym Śląsku to zwyczajne zdzierstwo.Żeby nie być gołosłownym, zobaczcie jak to wygląda w innych, potężnych placówkach technicznych i motoryzacyjnych w kraju:Muzeum Klasyków w Poznaniu: Bilet normalny kosztuje tam 20–30 zł. Czyli połowę tego, co w Oławie, za świetną kolekcję i super klimat.Narodowe Muzeum Techniki w Warszawie: Wstęp do ogromnego, państwowego muzeum w samym sercu stolicy (w PKiN) kosztuje około 30 zł, a w każdy wtorek na wystawy stałe wchodzi się całkowicie za darmo.Muzeum Inżynierii i Techniki w Krakowie: Nowoczesne, interaktywne hale i bilet za 35 zł.Kolejkowo (Wrocław / Gliwice): Nawet tam bilet kosztuje niecałe 50 zł, a płaci się za gigantyczne, zautomatyzowane makiety budowane latami, a nie za czasową ekspozycję klocków rzuconą na jedno piętro.Dla czteroosobowej rodziny wyjazd do Oławy to wydatek rzędu 170 zł za samo wejście, plus koszty dojazdu i jedzenia. Ta czasowa wystawa LEGO to po prostu sprytny lep na wakacyjnych turystów, żeby podbić frekwencję i uciszyć głosy krytyki dotyczące absurdalnie drogich biletów. Dla mnie ten regularny cennik jest nie do zaakceptowania. Data dodania komentarza: 31.07.2026, 08:46 Źródło komentarza: Sierpień = klocki + samochody w jednym miejscu Autor komentarza: Kazik Treść komentarza: Cena tego biletu to i tak zdzierstwo . Data dodania komentarza: 31.07.2026, 08:40 Źródło komentarza: Sierpień = klocki + samochody w jednym miejscu Autor komentarza: Kłamca pisowski Treść komentarza: Ale kłamczuch, w marcu 2025 dostał pismo od wojewody żeby to ustalił. Data dodania komentarza: 31.07.2026, 07:37 Źródło komentarza: Przewodniczący Mazurek o Karolinie Kaczor: - Wcześniej o tym nie wiedziałem
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama