I zamieszcza wzruszający wpis na jednej z platform społecznościowych:
7 tygodni.
7 startów.
W trakcie chemioterapii.
Między wlewami, najpierw co trzy tygodnie, potem co tydzień.
Nie czekałam aż będzie łatwo.
Bo łatwo nie było.
Były dni kiedy ciało i głowa były zmęczone bardziej niż po najdłuższym biegu.
Były momenty zwątpienia.
Były wlewy, po których najprościej byłoby zostać pod kocem.
Ale chciałam tak bardzo, że zawsze w niedziele pojawiało się trochę więcej sił.
I wychodziłam.
Zakładałam buty.
Stawałam na starcie.
Tempo nie miało znaczenia, bo liczyło się tylko jedno - wyjść i pobiec, bo to kocham.
Nie po wynik.
Nie po medal.
Po siebie.
Każde 7 km było czymś więcej niż dystansem.
Było decyzją, że choroba nie zabiera mi wszystkiego.
Że nadal jestem.
Każdy start był małym zwycięstwem.
Każda meta była dowodem, że nadal mogę.
Nie czekałam, aż będzie łatwo.
Zrobiłam to pomimo.
Dla siebie.
Nie zawsze mamy wpływ na to co nas spotyka.
Ale zawsze mamy wpływ na to czy staniemy na starcie.
Dziękuję:
Mariusz Rakszawski - Ty wiesz wszystko...
Przemysław Dąbrowski - mimo, że obecnie mój plan treningowy jest zastąpiony planem leczenia, zawsze mam wsparcie trenera. Dziękuję, że czekałeś na mnie na mecie po każdym etapie.
DT Dąbrowski Team - dziękuję całej drużynie za doping, wsparcie i dobre słowo. Jesteście najlepsi!
Marta Witos - dziękuję, że przebiegłaś ze mną każdy etap, moim tempem, a jak musiałam przejść do marszu to szłaś obok i na metę wbiegałyśmy razem
Łukasz Matuszek, Krzysiek Witos, Tomasz Kinol - dziękuję za doping i wsparcie, czasem tak mocne, że bałam się zwolnić😜
Dziękuję też wszystkim, którzy dopingowali, życzyli dobrze i bili brawo. A było Was tak wiele! To dużo dla mnie znaczyło!
Jestem szczęśliwa, że mogłam tu być.
Jestem z siebie dumna.
Jestem przykładem, że jak się bardzo chce to się da i można.
Idę po więcej.
*
Kingo, trzymamy kciuki!
A TU pisaliśmy o Jej walce wcześniej:







Napisz komentarz
Komentarze