Organizatorem protestu "w obronie pacjentów i przyszłości szpitali powiatowych", jak czytamy na plakacie, jest Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych. Manifestacja, w której mają wziąć dyrektorzy szpitali oraz samorządowcy, ma się rozpocząć o godz. 12.00 przed Ministerstwem Zdrowia w Warszawie. Postulatów, od których zależy "jutro" szpitali powiatowych, jest sześć. Większość sprowadza się do pieniędzy (postulaty w ramce obok) i wszystkie mają być przedstawione na wtorkowej manifestacji. To na tę chwilę najważniejsze do zrealizowania, by szpitale powiatowe przetrwały.
To jednak nie jedyny cel tego protestu. OZPSP chcą też przedstawić ministerstwu wypracowane dalekosiężne cele, założenia do reformy ochrony zdrowia w Polsce. Założenia tę opracował powołany w tym celu zespół, na którego czele stanął Andrzej Dronsejko.
- To budujące, że na czele tego zespołu stanął dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Oławie, a zatem człowiek z powiatu oławskiego - mówił na sesji Rady Powiatu oławskiego przewodniczący RP Józef Hołyński.
Po raz pierwszy opracowane przez zespół założenia dyrektor zaprezentował w minionym roku na Forum Gospodarczym w Karpaczu, a po raz kolejny w grudniu w Warszawie podczas spotkania, na które zaproszono przedstawicieli rządu, w tym premiera oraz minister zdrowia. - Niestety nikt z rządzących na tym spotkaniu nie pojawił - mówi Andrzej Dronsejko.
We wtorkowym manifeście delegacka oławskiego szpitala już zapowiedziała swój udział, a co z przedstawicielami powiatu oławskiego?
Starosty (z koalicji rządzącej krajem) na proteście nie będzie, bo jest w delegacji. Wicestarosta nie wie nic o tym, by udział w manifeście był planowany. Przewodniczący Rady Powiatu Józef Hołyński nie może pojechać z powodów osobistych. Jak mówi, ma problemy zdrowotne. Nie wie też nic na temat organizacji w samorządzie wyjazdu do Warszawy na manifestację. Pytany oto, czy jego zdaniem samorządowcy powiatu oławskiego powinni wziąć udział w proteście, mówi: - Uważam, że byłoby to stosowne.
Radny Roman Kaczor (KO), który jest też członkiem Rady Społecznej SP ZOZ w Oławie, też nie słyszał o tym, by wyjazd do Warszawy na protest był organizowany wśród samorządowców. On się nie wybiera, bo - jak mówi - w minionym tygodniu razem ze starostą byli w Warszawie, gdzie spotkali się wicemarszałkinią i rozmawiali z nią między innymi właśnie o problemach szpitala w Oławie. Radny dodaje, że takie sprawy czy sprawy np. obwodnicy Oławy dużo łatwiej byłoby "załatwiać", gdyby powiat miał swojego przedstawiciela w parlamencie.
Tymczasem problemy oławskiego szpitala nie maleją.
- Dotychczas nie wypłacono nam pieniędzy za nadwykonania tzw. świadczeń limitowanych, które w poprzednich latach były finansowane, nie zawsze w stu procentach, ale często w dużej ilości procent - mówi Andrzej Dronsejko, dyrektor szpitala powiatowego w Oławie i dodaje, iż nie ma pewności, że w tym roku szpital otrzyma pieniądze za nadwykonania, a jest to 7 mln zł więc, życzyłbym sobie, żeby chociaż część z tych pieniędzy im wypłacono.
Oławski Zespół Opiek Zdrowotnej jest jednym z wielu szpitali powiatowych w krytycznej sytuacji, a niezapłacone nadwykonania zarówno świadczeń limitowanych jak i nielimitowanych to tylko jedn z sześciu postulatów, "które muszą być spełnione już teraz by szpitale powiatowe przetrwały" - dodaje Dronsejko.
Patrząc na powtarzającą się od lat sytuację, brak zapłaty za świadczenia, które szpital wykonuje ponad to, co ma w kontrakcie na dany rok, nasuwa się podstawowe pytanie: - Po co szpitale, w tym oławski, wykonują więcej usług, skoro nie mają pewności, że otrzymają za to pieniądze?
I tu, jak tłumaczy dyrektor Dronsejko, mamy do czynienia z kolejną paranoją w obecnym systemie zdrowia. Okazuje się, że nadwykonania to jedyny sposób na to, by szpital otrzymał większy kontrakt na kolejny rok.
- NFZ podnosi kontrakt na następny rok tylko wtedy, gdy szpital wykona świadczenia ponad limit - mówi. - Czyli żeby szpital otrzymał większy kontrakt i mógł obsłużyć więcej pacjentów w kolejnym roku, w tym musi wykonać więcej świadczeń, niż pozwalają na to pieniądze, jakie otrzymał nie mając gwarancji, że dostanie zwrot pieniędzy za te usługi. Jednym słowem szpital musi skredytować te świadczenia. NFZ jest szczęśliwy, bo pacjenci zostali obsłużeni, więc są zadowoleni, a szpital... nic z tego nie ma.







Napisz komentarz
Komentarze