Mężczyźni poruszali się srebrną Toyotą o numerach rejestracyjnych zaczynających się od WND...
Jak opowiada pani Karolina, oferowali oni do sprzedaży agregaty prądotwórcze oraz zestawy narzędzi (kluczy), a wszystko po okazyjnych cenach. Tłumaczyli, że chcą się szybko pozbyć towaru, a właśnie wracają z budowy.
- Poszłam do męża, zobaczyć te "okazje" - opowiada nam pani Karolina. - Na silniku była naklejka Brigs&stratton, a na fakturze, lewej, co od razu widać, w dodatku ktoś nieumiejętnie ją wydrukował, brak numeru silnika, modelu itp. Na samym agregacie zaś nazwa firmy, która w ogóle nie istnieje, czyli tzw "firma-krzak ". Zobaczyłam to i męża od razu do domu zaciągnęłam. Facet z Toyoty był oburzony, szybko odjechał trzaskając drzwiami od auta.
Pani Karolina, jak twierdzi, zgłaszała sprawce na policji, powiadomiła więc gminę i media.







Napisz komentarz
Komentarze