Sąd dodatkowo orzekł wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł, do tego zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę", a wyrok ma być podany do publicznej wiadomości.
- Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani wyrokiem - mówił nam tuż po orzeczenia wyroku mecenas Jarosław Litwin, oskarżyciel posiłkowy, reprezentujący poszkodowanego właściciela psa. - Taka działalność, jaką wykonuje oskarżona (mecenas miał na myśli Karolinę P. - red.), nie ma nic wspólnego ani z ochroną zwierząt, ani z działaniem na rzecz interesu społecznego. Mamy nadzieję, że jeżeli wyrok się uprawomocni, to będzie przestrogą dla innych osób, które chciałyby w ten sposób funkcjonować w społeczeństwie.
Sama Karolina P., która nie przyszła do sądu na wydanie wyroku, odniosła się do niego w mediach społecznościowych. Na profilu organizacji, zarządzanej przez nią, pod zdjęciem wychudzonego psa z Ratowic pojawiła się ich wersja tego, co zdarzyło się w sądzie: - Sąd uznał, że ten pies nie potrzebował ratunku. (...) Był 1 lutego 2022 roku. W nocy były minusowe temperatury. Tego dnia zobaczyliśmy psa, którego obrazu nie da się zapomnieć. Wychudzony. Skóra i kości. Bez podszerstka. Przywiązany metrowym sznurem do kawałka blachy. Bez budy. Bez schronienia. Bez wody. Bez jedzenia. We własnych odchodach. Z kolczatką wbijającą się w szyję. Trząsł się. Nie ze strachu. Z zimna. Dla takiego psa to nie była "trudna sytuacja". To był wyrok śmierci. Mamy zdjęcia. Każdy może je zobaczyć i sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten pies naprawdę nie potrzebował pilnej pomocy(...) Dziś słyszymy, że według sądu - ratunek nie był potrzebny. Sprawa jest w toku. Walczymy dalej - w apelacji...
Po pięciu miesiącach mamy uzasadnienie tego wyroku. Oto najciekawsze fragmenty:
Sąd uznał, że 1 lutego 2022 r. w Ratowicach, w rejonie oławskim, oskarżona wdarła się na teren cudzej ogrodzonej posesji poprzez ściągnięcie siatki ogrodzeniowej, działając na szkodę Tomasza S., czym wypełniła znamiona występku z art. 193 kk. Przez wdarcie się należy rozumieć wejście w dowolny sposób do cudzego miejsca chronionego, wbrew woli uprawnionego. Zakres ochrony nie jest ograniczony jedynie do miru domowego, ale obejmuje także inne obiekty, które pozostają do dyspozycji danej osoby w sposób stały lub przejściowy. Mieniem tym jest również, jak stanowi przepis, "ogrodzony teren". Ogrodzenie wskazuje, że właściciel czy posiadacz nie życzą sobie wstępu osób trzecich na ten teren. Żeby przyjąć znamiona "wdzierania się" nie jest wymagana obecność osoby uprawnionej danym miejscu (np. w domu czy mieszkaniu) . Nie jest bowiem konieczne, by wyrażana wola osoby pokrzywdzonej była wypowiadana wprost; może to być również wola dorozumiana. Skoro posesja była ogrodzona, to wolą osoby władającej było to, żeby osoby postronne nie mogły na nią wejść.
*
Oskarżona powoływała się w swoich wyjaśnieniach na dokonanie zaboru psa w ramach tzw. "interwencyjnego odbioru zwierzęcia", przewidzianego w art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, który to odbiór upoważniałby je do wejścia na teren cudzej posesji. Art. 7 ust. 3 wyżej cytowanej ustawy wskazuje, że w przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia. Przesłanki odebrania zwierzęcia w trybie interwencyjnym obejmują zatem okoliczności wskazane w art. 7 ust. 1 u.o.z.., czyli traktowanie zwierzęcia przez właściciela lub opiekuna w sposób określony w art. 6 ust. 2 (znęcanie się nad nim), a nadto jest to sytuacja niecierpiąca zwłoki, zatem taka, w której dalsze przebywanie zwierzęcia w dotychczasowych warunkach zagraża jego życiu lub zdrowiu.
Sąd nie stwierdził w tej sprawie okoliczności, które pozwoliłyby zaklasyfikować dany przypadek jako "niecierpiący zwłoki", co oznacza, że nie był podstaw do interwencji w tym szczególnym trybie.
O nieprawidłowym trzymaniu zwierzęcia na dworze organizacje prozwierzęce zostały powiadomione 30.01.2022 r. Zdaniem sądu do planowanej przez Karolinę P. interwencji było wystarczająco dużo czasu, by zorientować się w rzeczywistej sytuacji psa, w tym również doprowadzić do konfrontacji z jego właścicielem przy udziale organów policji czy straży miejskiej, których udział w niniejszej sprawie byłby bardzo celowy. Sytuacja ta nie była bowiem dla Karoliny P. nagła, niespodziewana, kiedy to na wezwanie odpowiednich służb nie ma czasu. Jakkolwiek przepisy pozwalają na przeprowadzenie interwencyjnego odbioru psa bez udziału Policji czy straży gminnej, ale dotyczy sytuacji, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego opiekuna zagraża jego życiu i zdrowiu. Dotyczyć to może takich sytuacji jak np. maltretowanie zwierzęcia, brak opieki weterynaryjnej w sytuacji choroby (żeby to stwierdzić, konieczny jest chociaż wywiad z właścicielem zwierzęcia). Decyzja o tym, że psa należy zabrać nie była w żadnym stopniu obiektywna - była samowolna i bezprawna.
Powyższe wskazuje, że oskarżona przyjechała tam z góry określonym celem zabrania zwierzęcia, a nie jego ratowania.
*
W trybie interwencyjnym może odebrać zwierzę uprawniony do tego podmiot. Może to być organizacja społeczna, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt. Zdaniem Sądu organizacja, do której należała oskarżona Karlina P., czyli "Jelczańskie Stowarzyszenie dla Zwierząt", nie była organizacją społeczną, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, ponieważ organizacja ta nie miała statutu, była stowarzyszeniem zwykłym, a stowarzyszenie zwykłe nie posiada statutu, a jedynie regulamin i jest uproszczoną formą stowarzyszenia, w stosunku do stowarzyszenia rejestrowego, do którego są większe obwarowania prawne - dla jego założenia koniecznym jest minimum 7 osób, istnieje obowiązek wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego oraz obowiązek posiadania statutu, stowarzyszenie to ma osobność prawną, jest bardziej sformalizowane, obwiązuje go ścisła!sprawozdawczość finansowa. W ocenie Sądu art. 7 ustawy o ochronie zwierząt należy interpretować literalnie, za czym przemawia również wykładnia celowościowa - nadanie przez ustawodawcę znaczących uprawnień stowarzyszeniu, którego formuła jest bardziej sformalizowana. Z dokumentów przedłożonych do sprawy wynika, że Jelczańskie Stowarzyszenie dla Zwierząt zostało założone przez 3 osoby, w tym Karolinę P., które zostały wybrane do Zarządu Stowarzyszenia, posiada Regulamin Stowarzyszenia Zwykłego. Na marginesie należy wskazać, że z regulaminu tego stowarzyszenia wynika, że do złożenia oświadczenia woli w imieniu Stowarzyszenia wymagany jest podpis co najmniej 2 członków zarządu działających łącznie. W niniejszej sprawie Karolina P. występowała w imieniu Stowarzyszenia samodzielnie.
Każdy podmiot, który nie mając ku temu podstaw, dokonał odebrania zwierząt, powinien się liczyć z odpowiedzialnością cywilną oraz karną. Karolina P. - prawnik - świadomość taką miała bezspornie.
*
W ocenie sądu oskarżona działała z zamiarem przypłaszczenia psa. O zaboru w celu przywłaszczenia świadczą w ocenie Sądu następujące okoliczności:
- Karolina P. w ogóle nie była zainteresowana postępowaniem administracyjnym mającym usankcjonować przeprowadzony przez nią odbiór zwierzęcia. Skierowała co prawda do Gminy zawiadomienie w tej sprawie, ale nie uzupełniała braków, których organ żądał,
- wykorzystała do zabrania psa nieobecność właściciela,
- nie skorzystała z możliwości asysty Policji, straży gminnej, mimo że miała wystarczająco dużo czasu, aby taką asystę zorganizować,
- kontrolowała, by pies nie został wydany Policji (świadek Olga P. zeznała, że decyzja o niewydaniu psa Policji była konsultowana z organizacją, która psa odebrała "interwencyjne");
- zawiadomienie o przestępstwie znęcania się nad zwierzęciem złożyła dopiero po 8 dniach, kiedy w internecie było już głośnio o sprawie.
Z zeznań świadków wynika, że Karolina P. miała cały czas kontrolę nad sytuacją, gdzie pies się znajduje, o czym świadczy, że doprowadziła do odbioru psa od Olgi P., a przyjęła go współpracująca z nią wolontariuszka.
Karolina P. w ocenie sądu świadomie i z premedytacją naruszyła obowiązuje przepisy dotyczące odbioru zwierzęcia w trybie ustawy, o ochronie zwierząt.
*
Karolina P. całkowicie dysponowała psem według własnego uznania, nie zważając nawet na to, że pies był poszukiwany przez Policę i był dowodem w sprawie. Skoro postępowanie o znęcanie się na psem Perunem zostało umorzone, oskarżona w niniejszej sprawie Karolina P. zobowiązana była do zwrócenia psa oskarżycielowi posiłkowemu Tomaszowi S. Tymczasem tak się nie stało i pomimo prawnego obowiązku oddania zwierzęcia oskarżona Karolina P., postąpiła z nim jak właściciel i dowolnie nim rozporządziła..
Mając powyższe rozważania na uwadze kwalifikacja zachowania oskarżonej - mianowicie zabór zwierzęcia w celu przywłaszczenia, tj. kradzież, jest zdaniem sądu w pełni uzasadniona.
Jak wynika z ustaleń, pies był w okresie od 1 lutego do dnia 6 lutego 2022r. kilkukrotnie przewożony z miejsca na miejsce, na dość znaczne odległości, często zmieniały się miejsca jego pobytu i osoby, które przejmowały nad nim opiekę. Następnie słuch o nim zaginął. Niewątpliwie sytuacja ta narażała psa na niepotrzebny dodatkowy stres i Uczucie niepewności, a tym samym cierpienie.
Karolina P. była, zdaniem sądu, odpowiedzialna za przewożenie psa Peruna bez ustalonego miejsca stałego pobytu i bez możliwości zaadaptowania się psa do nowych warunków. To na skutek jej zachowania pies był przerzucany z miejsca na miejsce, jak to określiła świadek Monika A. - jak "gorący kartofel". Nie budzi wątpliwości sądu, że to ona zleciła odbiór psa z Lubonia i przewiezienie go do przychodni we Wrocławiu, jak również do hotelu G., gdzie pies nie został przyjęty. Sąd ocenił, że nie były to działania w celu dostarczenia psu bólu i cierpienia, jednakże przewożenie psa z miejsce na miejsce mające na celu ukrycie psa, co było emanacją jej zamiaru wyjęcia psa spod władztwa pokrzywdzonego i rozporządzania nim. Powyższe powodowało stres i cierpienie zwierzęcia, z czego Karolina P. musiała zdawać sobie sprawę. Powyższe odbiło się realnie na stanie psa.
*
W ocenie sądu stopień społecznej szkodliwości czynów był bardzo wysoki.
Działanie oskarżonej nie tylko naruszyło cudzy; mir domowy, własność i dobro zwierzęcia, ale poprzez naruszenie art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt podważyło zaufanie do wszystkich legalnie działających organizacji prozwierzęcych.
Jako okoliczność łagodzącą wziął sąd pod uwagę dotychczasowy sposób życia i oskarżonej, jej niekaralność. Jako obciążającą - brak skruchy i refleksji, przejawiającą się m.in. w tym, że nie ujawniła ona losów i miejsca znajdowania się psa Peruna. W ocenie Sądu również stopień winy oskarżonej był bardzo wysoki. Biorąc pod uwagę poziom rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i społecznego, stan wiedzy, doświadczenia, wykształcenie prawnicze, zdolności odbioru bodźców i informacji oraz ich analizy, Karolina P. dokonując zarzucanych jej czynów miała możliwość rozpoznania faktycznego i społecznego znaczenia czynów na poziomie zdecydowanie wyższym niż przeciętny obywatel. Naganność czynów jej przypisanych jest zatem wyższa, co przekłada się na wysoki stopień jej winy. Karolina P. z racji swojej działalności w stowarzyszeniu mającym na celu ochronę praw zwierząt miała stać na straży dobra zwierząt, a w niniejszej sprawie to dobro pogwałciła.

Napisz komentarz
Komentarze