Był lipiec 1995 roku. Oleśnica Mała w gminie Oława.
- Na dworze bawiła się moja córeczka - opowiadała mi wtedy Jolanta Mielczarek, która pierwsza ruszyła Damianowi na pomoc. - Nagle usłyszałam wybuch. Tak, jakby strzeliła zatkana rura wydechowa w samochodzie. To była chwilka. Córka krzyknęła. Wybiegliśmy z bratem. W tej samej chwili z płonącego domu sąsiadów wyleciał chłopak. Jak płonąca pochodnia. Był w samych majteczkach. Na plecach palla mu się koszula. Natychmiast zerwałam z niego palące się ubranie. Akurat podjechał samochodem pan Kościelak i szybko zawiózł Damiana do oławskiego szpitala. Brat w tym czasie wbiegł do płonącego domu, aby sprawdzić, czy w środku nie ma jeszcze kogoś. Na szczęście dom był pusty. Ostrzegę tylko, żeby tam nie wchodzić, bo ulatnia się gaz...
Dziesięcioletni Damian, wtedy mieszkaniec Lublińca, przyjechał do Oleśnicy Małej na wakacje, do babci. Tego dnia przed godziną piętnastą, spał. Par godzin wcześniej gospodarze kupili butlę z gazem. Prawdopodobnie była nieszczelna i zaczął się z niej wydostawać gaz. Stężenie było już dość duże, gdy samoczynnie włączyła się zamrażarka. Gdzieś mogło zaiskrzyć i nastąpił wybuch. Pożar błyskawicznie objął cały budynek. Na pomoc ruszyli sąsiedzi. Szybko przybyła także Ochotnicza Straż Pożarna. Damian, z licznymi oparzeniami ciała, trafił do wrocławskiej kliniki.

Dom całkowicie się spalił. Popękane ściany, które groziły zawaleniem się, więc zostały zburzone.
- Byłem u kolegi w Bryłówku - opowiadał nam wtedy pan Pluchński, właściciel domu. - I nagle coś mnie tknęło. Postanowiłem wrócić. 15 minut po trzeciej byłem już na miejscu. A tu straż, pełno ludzi. Pomogli wynosić z domu to, co jeszcze dało się uratować. Zabezpieczone, mówili strażacy. A rano patrzę, łup... i znów się pall. Było pół do szóstej. Jeszcze nawet nie zdążyłem się napić się kawy po nieprzespanej nocy.

*
- Ten jeden dzień zmienił mi całe dzieciństwo - opowiada dziś Damian. - Miałem wtedy zaledwie 10 lat i zamiast beztroskich wakacji,przeżyłem piekło. Przeżyłem, ale cena była ogromna. Po ciężkim, traumatycznym leczeniu i tonach przyjmowanych leków, mój organizm zaczął się poddawać. Stopniowo, rok po roku, zacząłem tracić to, co uważałem za pewnik - mój słuch.
W wypadku poparzeniu uległo ponad 40% ciała i coraz częściej organizm mu o tym przypomina. Przez wiele miesięcy nie mógł nawet chodzić. Lewa ręka miała być amputowana, ale udało się ją uratować. Dzięki zabiegom medycznym te największe blizny na twarzy już nie rażą.
Po wypadku nigdy nie dostał żadnego odszkodowania czy renty. - Nie ma tygodnia, aby mi się to nie śniło, trauma trwa - mówi.

Dzisiaj Damian mieszka w Kaletach niedaleko Lublińca. Jest dumnym ojcem trójki wspaniałych dzieci: 4,5-letniej córeczki oraz 3-letnich bliźniaków. Są jego całym światem. Niestety, w ostatnim czasie słuch mu się pogorszył tak bardzo, że dotychczasowe aparaty słuchowe przestały dawać sobie radę.
- Nastała głucha cisza - mówi. - Z tego powodu spotkał mnie kolejny cios. Musiałem zwolnić się z pracy. Brak możliwości zrozumienia przełożonych i współpracowników odebrał mi szansę na utrzymanie rodziny. Jako tata czuję ogromny ból, gdy nie słyszę śmiechu, pytań i głosów moich własnych dzieci.
Był kierownikiem zakładu recyklingu szkła - to był wtedy jeden z największych zakładów tego typu w Polsce. Niestety, problemy zdrowotne powracały. W takim stanie, w jakim jest obecnie, nie bardzo może podjąć pracę. Ale chce. Chce pracować, chce być sprawnym tatą i chce normalnie żyć. Aby to osiągnąć, pilnie potrzebuje wsparcia. Założył zbiórkę pieniędzy na Pomagam.pl.
- Nie proszę o fortunę - mówi. - Proszę o szansę na powrót do świata dźwięków. Każda wpłata – nawet równowartość symbolicznej kawy – oraz każde udostępnienie tej zbiórki przybliża mnie do celu. Pomóżcie mi znowu usłyszeć słowo "Tata". Z całego serca dziękuję za każdy odruch dobra, wsparcie i udostępnienie.

Ta ręka miała być amputowana
*
Zebrane środki zostaną przeznaczone na:
* Nowoczesne aparaty słuchowe: Sprzęt o ogromnej mocy, który pozwoli mi na nowo komunikować się ze światem i wrócić na rynek pracy.
* Kosztowną rehabilitację blizn oparzeniowych: Skutki wypadku z 1995 roku wciąż dają o sobie znać, a specjalistyczna terapia i zabiegi są niezwykle drogie.
* Konsultacje medyczne i diagnostykę słuchu.
TU możesz Damianowi pomóc:

Napisz komentarz
Komentarze