Pomimo ponad 81 lat od zakończenia II wojny światowej wciąż mamy możliwość rozmawiać z bezpośrednimi świadkami tamtego dramatycznego czasu. Nadal żyją osoby, które pamiętają ten najtragiczniejszy i najkrwawszy konflikt w dziejach ludzkości. Dalej odkrywamy nowe fakty, poszerzamy wiedzę, łączymy skrawki historii, by lepiej zrozumieć to co minęło i z innej perspektywy przyjrzeć się miejscom doskonale nam znanym.
Kontakt
W lipcu tego roku Leopold Kalinowski opowiedział mi, że w Warszawie mieszka człowiek, którego w czasie II wojny światowej Niemcy przywieźli na roboty przymusowe do ówczesnej Ohlau. Dowiedział się tego od swojej koleżanki z liceum, pochodzącej z Oławy, ale od wielu lat mieszkającej w stolicy - Władysławy Kohutek-Marcinkiewicz.
Szybko ustaliliśmy, że należy porozmawiać z uczestnikiem historii i dowiedzieć się szczegółów jego pobytu tutaj. Było to możliwe, gdyż bohater tego tekstu, czyli Stefan Pastewka, znał od czasów okupacji i wspólnej działalności w Szarych Szeregach Wojciecha Marcinkiewicza, ps. "Kubuś", męża Władysławy. Gdy w latach 80. zaczęły powstawać organizacje kombatanckie, Marcinkiewicz stanął na czele Środowiska Żołnierzy AK IV Obwodu "Ochota", a po jego śmierci funkcję tę objęła jego żona.

Kadr z rozmowy przeprowadzonej w mieszkaniu Pastewki w lipcu tego roku
Ze względu na stan zdrowia bohatera artykułu, rozmowa musiała być przeprowadzona u niego w mieszkaniu. Umówiłem się, że przygotuję pytania, a Władysława i Leopold zadadzą je w moim imieniu.
Źródła
Okazało się, że sporo informacji na temat Stefana Pastewki, ps. "Jurek", można odnaleźć na kilku portalach internetowych. Niejednokrotnie udzielał wywiadów dotyczących swoich wojennych losów. Warto wspomnieć stronę Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie w ramach Archiwum Historii Mówionej jest obszerna rozmowa przeprowadzona przez Roberta Markiewicza w 2007 roku. Dekadę później Pastewka swoją historię opowiedział Tomaszowi Sudołowi z Instytutu Pamięci Narodowej. Film oraz transkrypcja są ogólnodostępne.
Co szczególnie interesujące, Stefana Pastewkę szybko udało się powiązać z tematem "ewakuacji" wyposażenia fabrycznego przedsiębiorstwa "Ursus" oraz zakładu produkującego obrabiarki w Pruszkowie. W zeszłym roku Michał Zwierzański z Izby Muzealnej Ziemi Oławskiej opowiedział o tym zapomnianym epizodzie dziejów naszego miasta na jednym ze spotkań Klubu Poszukiwaczy Zaginionej Historii Oławy. Wtedy nikt nie przypuszczał, że uda się odnaleźć osobę, która była bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń. Przypomnijmy, że niemieckie kierownictwo Wavermy, czyli koncernu powołanego do zarządzania warszawskimi fabrykami Ursusa oraz kilkoma innymi podmiotami, podjęło decyzję, aby od lipca 1944 wywozić fabryczne maszyny w głąb Rzeszy. Część z nich trafiła do ówczesnej Ohlau (dziś Oławy). Po wojnie niektóre z tych rzeczy udało się odzyskać, jednak sporo wysłano też do ZSRR.
Informacje
Przygotowując pytania, dowiedziałem się, że Stefan Pastewka przed i w czasie wojny mieszkał w Ursusie (wtedy jeszcze Czechowice, ale w artykule dla ujednolicenia będę używał późniejszej nazwy), dziś to dzielnica Warszawy. Już podczas okupacji jako dziecko, po ukończeniu szóstej klasy szkoły podstawowej, zaczął pracę w tamtejszych zakładach mechanicznych. Tak jak jego ojciec uczestniczył w montażu niemieckich czołgów. Wtedy też wstąpił do Szarych Szeregów, gdzie dowódcą jego drużyny był Wojciech Marcinkiewicz. Pastewka zajmował się m.in. kolportażem prasy podziemnej. Starał się też uszkadzać części czołgów, do których miał dostęp. Był uczestnikiem tak zwanego "małego sabotażu". Przed Powstaniem Warszawskim jego zgrupowanie wcielono do Batalionu "Zośka".
Pastewka przeszedł przeszkolenie z obsługi broni. Samemu udało mu się zdobyć pistolet, który ukradł rodzinie folksdojczów. Na wezwanie i potrzeby kolegów z Szarych Szeregów wynosił amunicję z fabryki. Przez około dwa lata udało mu się zdobyć w sumie od 20 do 30 kg.
Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, zgodnie z instrukcjami stawił się w wyznaczonym punkcie, skąd wraz z grupą żołnierzy otrzymał rozkaz wymarszu w celu zdobycia broni ze zrzutów. Prawie całkowicie nieuzbrojona kolumna kierowała się w stronę Lasów Chojnowskich, jednak 2 sierpnia pod Pęcicami natknęła się na silnie ubezpieczony niemiecki posterunek. W starciu z przeważającym i doskonale uzbrojonym wrogiem poległo ponad dziewięćdziesięciu powstańców. Stefan Pastewka wraz z resztą pod ciężkim ostrzałem zdołał cudem wyrwać się z okrążenia. Po trzech dniach powrócił do Ursusa i zgłosił się do pracy.

Bohater tego tekstu ma obecnie stopień wojskowy podpułkownika
Około 10 września 1944 roku pracowników przedsiębiorstwa w Ursusie zatrzymano na noc w zakładzie. Niemcy podjęli decyzję, że będą "ewakuowali" sprzęt wraz z pracownikami i nadzorem technicznym w głąb Rzeszy. Prawdopodobnie 15 września Stefana Pastewkę wywieziono do Breslau - dzisiejszego Wrocławia. Wraz z nim był m.in. jego kolega Jerzy Szydłowski, pseudonim "Szydłower". Najpierw grupa Polaków kilka tygodni pracowała na miejscu. Następnie przez pierwszy tydzień lub dwa, codziennie wożono ich do ówczesnej Ohlau, gdzie wypakowywali maszyny zabrane z zakładów Ursusa, a wieczorem wracali do Breslau. Dopiero później około 100 osób zawieziono na stałe do dzisiejszej Oławy.
Rozmowa
Władysława Kohutek-Marcinkiewicz oraz Leopold Kalinowski odwiedzili Stefana Pastewkę w jego domu w Warszawie pod koniec lipca tego roku. Zadali mu przygotowane przeze mnie pytania, które skupiały się przede wszystkim na pracy przymusowej w Ohlau, a całość nagrali. Ze względu na wiek i stan zdrowia bohatera tego tekstu, rozmowa nie była łatwa. Pomimo tego udało się uzyskać informacje, które są szczególnie interesujące dla osób badających historię miasta. Na początku września tego roku na spotkaniu Klubu Poszukiwaczy Zaginionej Historii Oławy Władysława i Leopold przybliżyli historię Stefana Pastewki. Ich opowieść dopełnił krótki film, który zarejestrowali podczas lipcowego spotkania.

Władysława Kohutek-Marcinkiewicz i Leopold Kalinowski podczas spotkania Klubu Poszukiwaczy Zaginionej Historii Oławy

Napisz komentarz
Komentarze