Robotnik przymusowy w Ohlau
Z rozmowy oraz wcześniejszych wywiadów wiemy, że Stefana Pastewkę wraz z innymi przywiezionymi z Ursusa umieszczono w Ohlau w budynku obok mostu na prawym brzegu Odry. Za czasów niemieckich funkcjonował tam spory zajazd, który od pokoleń należał do rodziny Jungów. Na jednej z reklam z tamtego okresu możemy przeczytać, jak zachwalano lokal: Duża sala i ogród restauracyjny. Położony bezpośrednio nad Odrą. Najpiękniejszy szlak spacerowy Oławy w stronę Lasu Odrzańskiego. Elegancko urządzony. Wyśmienita kuchnia o każdej porze dnia. Zawsze starannie dobrane i serwowane napoje. Budynek stoi do dziś. Stefan Pastewka pamięta, że i wtedy, gdy go więziono, właścicielem przybytku był Niemiec o nazwisku Jung. Robotników przymusowych ulokowano w sali widowiskowej. W jednym z wywiadów przeprowadzonych kilka lat temu Pastewka wspominał, że w sumie mogło przebywać tam około 500 osób.

Zajazd Roberta Junga w Ohlau, tuż za mostem nad Odrą, na przedwojennej pocztówce. To właśnie w nim przetrzymywano robotników przymusowych podczas II wojny światowej, w tym bohatera tego tekstu

Ten sam budynek obecnie
- Na sali umieszczono drewniane prycze do spania - wspomina. - Rano dostawaliśmy posiłki i szliśmy około 1,5 kilometra do zakładu w Oławie, do wyładunku wagonów. Pracowaliśmy przy wyładunku maszyn i urządzeń zrabowanych z Ursusa, po 12 godzin na dobę.

Zdjęcie wykonano 12 października 1945 roku, gdy odzyskiwano maszyny zrabowane przez Niemców m.in. z Ursusa. Rok wcześniej w tym rejonie pracowała grupa Polaków, w której był Pastewka. Dziś to okolica ul. Sikorskiego, byłe ZNTK
Pastewce bardzo doskwierał głód podczas pobytu w Ohlau. Robotnicy przymusowi pracowali w zakładach "Wollnego", przy ulicy Löbbeckestrasse, obecnie to Sikorskiego. Była tam fabryka maszyn, odlewnia oraz tworzono konstrukcje żelazne. Po wojnie przez wiele lat w tym miejscu działały Zakłady Naprawy Taboru Kolejowego.
Pastewka w wywiadzie udzielonym Robertowi Markiewiczowi z Muzeum Powstania Warszawskiego tak wspomina: Co jeszcze charakterystyczne, ponieważ od budynku, gdzie mieszkaliśmy, do zakładu pracy były dwa kilometry, chodziliśmy bez eskorty. Nas nie pilnowano. Tylko sprawdzali obecność tu, obecność tam.
Polaków podczas pracy nadzorowali niemieccy cywile, ale poza tym kontaktu z innymi mieszkańcami miasta nie było.
- Miałem kłopoty z obuwiem - mówi. - Był wtedy okres zimowy. Zwróciłem się do można powiedzieć znajomego Niemca, nazwisko Weber, żeby mi pomógł z obuwiem [Pastewka miał wtedy drewniaki - dop. PT]. I on nie mogąc zabezpieczyć mnie w obuwie, wziął mnie za rękę i zaprowadził na wydział mechaniczny. To był budynek taki vis-a-vis portierni. I tam mnie zatrudniono przy obsłudze maszyny, to znaczy na tokarce.
Pomimo że warunki były trudne, to Stefan Pastewka twierdzi, że żaden z jego kolegów nie stracił wtedy życia. Pamięta, że pracowali w zakładach mniej więcej do końca 1944 roku. Wtedy powoli zaczęli się orientować, że zbliża się front.
Usłyszał, jak wysadzono most
- Ostatnie kilka tygodni byliśmy świadkami ewakuacji Niemców z ich dobytkiem na sankach, bo to zima była - wspomina. - Nas przeniesiono na początku stycznia w pierwszej kolejności zza mostu na drugą stronę.
Front zbliżał się bardzo szybko. Niedługo potem grupę przymusowych robotników pognano dalej. W rozmowie z Tomaszem Sudołem z IPN Pastewka tak wspomina moment, który szczególnie utkwił mu w pamięci: Usłyszeliśmy wybuch na... duża eksplozja, czyli zorientowaliśmy się, że Rosjanie doszli do Odry, skoro wysadzono most na Odrze, czyli byliśmy w sytuacji takiej szczęśliwej, że już mamy Rosjan niemal na karku....
Most na Odrze w Ohlau wysadzono 23 stycznia 1945. W innej relacji Pastewka wspomniał, że było to przed wieczorem.
- W granicach kilku kilometrów od mostu zorganizowano nam nocleg w jakiejś poniemieckiej wsi, gdzie było dużo Polaków wywiezionych na roboty - wspomina. - Rodzin niemieckich już tam nie było.
Nad ranem uciekł razem z Jerzym Szydłowskim. Wrócili w kierunku Ohlau. Zatrzymali się we wsi niedaleko miasta i tam kilka dni czekali. W końcu zjawili się Rosjanie. Najpierw Polaków przesłuchali, ale niedługo później pozwolili zabrać wóz, zaprząc go w woły i zapakować potrzebne rzeczy. Następnie Rosjanie eskortowali ich do dzisiejszej Gaci, gdzie miało stacjonować dowództwo. Tam zamknięto Pastewkę i Szydłowskiego w komórce wraz z kilkoma innymi Polakami. Oprócz nich, w innym pomieszczeniu, był jeden stary Niemiec, kilku Włochów i Ukraińców lub Rosjan. Po paru godzinach Polaków wypuszczono i wskazano drogę przez most pontonowy. Tak Stefan Pastewka wraz z kolegą odzyskali wolność. Najpierw trafił do Częstochowy, później, w lutym 1945, do Warszawy.
Chcieli być przygotowani
Po powrocie do Ursusa i zorientowaniu się, że wielu żołnierzy AK jest więzionych przez władze, wraz z innymi rozpoczął gromadzenie broni i amunicji, które trzymał u siebie w domu ukryte na strychu. Do lasów chodzili ćwiczyć, mobilizowali się, ale jak sam określał dokładnie nie wiedzieli do czego. Po wojnie chcieli być przygotowani na każdą ewentualność... W grudniu jednak jego grupę zdekonspirowano.
Pastewkę wraz z innymi przewieziono do Warszawy i tam osadzono w więzieniu NKWD, gdzie ich brutalnie przesłuchiwano. Rosjanie w polskich mundurach torturowali niejednokrotnie do utraty przytomności. Wciąż pytali o ukrytą broń. Pastewka stracił wszystkie zęby. Miał wtedy 16 lat. Bili też Polacy, ale z mniejszym okrucieństwem. Po kilku miesiącach przesłuchiwań przez NKWD, UB i Informację Wojskową, rozpoczął się proces. Stefana Pastewkę skazano m.in. za nielegalne posiadanie broni oraz przynależność do nielegalnej organizacji na 6 lat pozbawienia wolności. Wyrok odsiadywał w więzieniu karno-śledczym, potocznie zwanym "Toledo" przy ul. 11 Listopada w Warszawie. Niedaleko jego celi była cela śmierci, gdzie inni spędzali swoje ostatnie dni. Młody Pastewka często przez szparę w drzwiach odprowadzał wzrokiem kolegów, których później mordowano.
Szczęśliwie na mocy amnestii wyszedł na wolność w czerwcu 1947 roku. Niedługo potem skończył szkołę średnią i zdał maturę. Myślał o studiach, ale ze względu na swój życiorys nie mógł ich podjąć. W 1950 roku udało mu się wrócić do zakładów Ursusa, gdzie pracował do emerytury w 1983 roku.
Stefan Pastewka był kilka razy po wojnie w Oławie. Zwiedzał miejsca, które znał z czasu, gdy musiał przymusowo pracować. Dziś już ze względu na stan zdrowia nie może tu przyjechać, chociaż bardzo by chciał. Pomimo że minęło ponad osiem dekad, wspomnienia wciąż wywołują u niego silne emocje.
Stefan Pastewka obecnie jest pod honorową opieką Służby Kontrwywiadu Wojskowego i wśród wielu odznaczeń posiada Order Odrodzenia Polski (Polonia Restituta), Krzyż Armii Krajowej oraz Krzyż Partyzancki. Ma stopień wojskowy podpułkownika.

Stefan Pastewka ma dziś 97 lat

Napisz komentarz
Komentarze