O ile sprostowania pana Tomasza Kołodzieja są o niczym - prostuje on czyjeś opinie (np. na temat jego członkostwa w PiS), czyli de facto polemizuje z nimi, bo przecież tego nie można prostować, o tyle oświadczenie pana Piotra Hańderka jest innej wagi, bo prostuje m.in. informację, dotyczącą okoliczności zwolnienia z pracy naszej informatorki. Oczywiście, ona upiera się przy swojej wersji, ale jeśli rację ma pan Hańderek, czego nie wykluczam, zapewne posiada ten donos, o którym pisze, i go upubliczni, choć jego była pracownica zarzeka się, że nigdy żadnego donosu nie napisała. Przy okazji prostuje jej rewelacje na temat "zwyczajów", które miałyby panować w LGD. Czyje to miałyby być zwyczaje? Kto za nimi miałby stać? Tego pracownica nie ujawnia. Przynajmniej na razie.
Jak do tej pory, nikt nikomu imiennie nie zarzucił żadnej nieprawidłowości. Jeśli więc piszemy o jakichś nieprawidłowościach, to na razie nie wiemy, kto miałby się ich dopuścić. Dyrektor biura, prezes, pracownik, księgowy czy tzw. beneficjent - członek stowarzyszenia, korzystającego z publicznych dotacji? A może jeszcze ktoś inny? W każdym razie jeśli pojawiają się jakieś wątpliwości, co do sposobu wydatkowania publicznych pieniędzy, gazeta jest między innymi właśnie po to, aby takie nieprawidłowości czy podejrzenia sygnalizować. Stoi za tym ważny interes społeczny.
Jerzy Kamiński
Bo idzie o nasze pieniądze
Tydzień temu zamieściliśmy dwa sprostowania byłych prezesów LGD. Mają do tego prawo, a my im tu umożliwiamy. Rzecz idzie bowiem nie o ludzi, o jakieś wzajemne animozje, których zresztą nie ma (jednego nawet trochę lubię, drugiego nie znam), tylko o publiczne pieniądze
- 25.10.2013 09:49 (aktualizacja 27.09.2023 16:16)
Reklama
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze