Choć pokonanie pierwszoligowego rywala okazało się wyzwaniem zbyt trudnym, Jelczańskie Lwy mogły schodzić z parkietu z podniesionymi głowami. To był mecz dwóch świetnych drużyn, które zapewniły kibicom mnóstwo emocji. W środę wygrał faworyt z Nysy, ale "Volley" kolejny raz udowodnił, że w tym sezonie jest w stanie walczyć z każdym.
Ale od początku...
W październiku siatkarze IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice sprawili ogromną niespodziankę, pokonując na własnym parkiecie lidera Tauron 1. Ligi GKS Katowice - 3:2 (25:15, 15:25, 22:25, 25:23, 15:12) w meczu drugiej rundy z Puchar Polski. To wtedy po raz pierwszy o "Volley'u" usłyszało siatkarskie środowisko w całym kraju. Nieczęsto zdarza się bowiem, by drugoligowiec był w stanie pokonać przeciwnika z wyższej klasy rozgrywkowej i to jeszcze ówczesnego lidera, walczącego o awans do PlusLigi.
W III rundzie podopieczni Krzysztofa Janczaka i Krzysztofa Pilawy udali się na daleki wyjazd do Międzyrzeca Podlaskiego, gdzie po prawdziwym horrorze pokonali miejscowy MTS 3:2, zapewniając sobie awans do kolejnej fazy Pucharu Polski. MTS Międzyrzec Podlaski to zespół, który - podobnie jak "Volley" - rywalizuje na poziomie II ligi.
IV runda przyniosła kolejne starcie z wyżej notowanym przeciwnikiem. Do Jelcza-Laskowic przyjechały Anioły Toruń, które obecnie są wiceliderem Tauron I ligi. Kibice zastanawiali się czy IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice będzie w stanie pokusić się o kolejną niespodziankę, a mecz zwracał uwagę siatkarskiego środowiska. Spotkanie z CUK Aniołami Toruń zapowiadało się na ekstremalnie trudną przeprawę, jednak gospodarze ponownie pokazali, że w Pucharze Polski potrafią grać z wyjątkową determinacją. Wygrana 3:1 dała im promocję do V rundy, w której zmierzyli się ze Stalą Nysa.
Stal to spadkowicz z PlusLigi, obecnie trzecia ekipa Tauron I ligi. Stawka tego pojedynku była ogromna, bo zwycięstwo gwarantowało awans do ćwierćfinału Pucharu Polski, czyli rywalizację z drużynami z najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju, co tak naprawdę bardzo często oznacza - z jednymi z najlepszych siatkarzy na świecie. Po pokonaniu dwóch drużyn z I ligi, kibice w Jelczu-Laskowicach wierzyli, że "Volley" będzie w stanie sprawić kolejną niespodziankę. W samym klubie panował umiarkowany optymizm - działacze, trenerzy i zawodnicy wiedzieli, że o zwycięstwo będzie bardzo trudno, a żeby się to udało potrzebny jest perfekcyjny mecz i trochę szczęścia. Z drugiej strony dotarcie do tej fazy Pucharu Polski i tak było wynikiem ponad stan, więc jest ktoś coś w tym meczu musiał, to była to Stal Nysa.
Zainteresowanie spotkaniem było ogromne, więc po raz pierwszym w historii IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice wprowadził bilety. Jak się okazuje to był dobry ruch, ponieważ sprzedano wszystkie, a w hali CSiR zebrało się ponad 1000 osób! Jeśli chodzi o wydarzenia sportowe w CSiR, najprawdopodobniej był to rekord frekwencyjny. Bez względu na wynik, kibice bawili się świetnie. Klub z J-L przygotował oprawę, której nie powstydziłby się zespół z PlusLigi. Rozłożono teraflex (specjalistyczna wykładzina sportowa, którą każdy kibic siatkówki widział oglądając transmisję z wydarzeń ligowych lub międzynarodowych - przy. red.), spiker Mateusz Wróbel zadbał o podgrzewanie trybun, a zawodników przywitano ogniem (dosłownie!), który wybuchał przy odczytaniu każdego kolejnego nazwiska siatkarza wbiegającego na boisko. Ponadto transmisję LIVE z komentarzem na żywo przeprowadził Marcin Rakowski, więc komu nie udało się kupić wejściówki, ten mógł śledzić pojedynek w serwisie YouTube. Warto też dodać, że na mecz akredytowała się rekordowa liczba dziennikarzy, nie tylko z lokalnych mediów, co pokazuje, że pucharowe poczynania "Volley'a" zwróciły uwagę tych, którzy na co dzień zajmują się siatkówką z wyższych lig.
Od początku widać było ogromną determinację Jelczańskich Lwów. Mocna zagrywka, walka o każdą, nawet pozornie przegraną piłkę, wysoko skaczący blok i radość po każdym zdobytym punkcie. "Volley" wszedł w ten mecz naprawdę dobrze i długo prowadził w pierwszym secie. Nie była to bezpieczna przewaga, ale i tak wydawało się, że gospodarze będą się cieszyć ze zwycięstwa w partii otwierającej. Niestety w końcówce się wyrównało, była też sędziowska kontrowersja z decyzją na niekorzyść miejscowych i ostatecznie górą była Stal Nysa, wygrywając 27:25.
W drugiej części meczu rytm złapali goście, więc gospodarze praktycznie od samego początku musieli gonić wynik. To nie było łatwe zadanie, bo siatkarze Stali nakręcali się z każdą akcją, podbijali większość piłek i odrzucali od siatki dobrą zagrywką. Wygrali 25:22, więc w całym meczu prowadzili już 2:0.
"Volley", niesiony nieustającym wsparciem trybun, nie poddał się. Siatkówka jest dyscypliną, w której możesz grać świetnie przez godzinę, a potem przegrać mecz. Czasem kilka dobrych zagrań odmienia obraz gry, zawodnicy z Jelcza-Laskowic udowadniali już w tym sezonie, że potrafią odwracać losy spotkań. Trzecią partię rozpoczęli bardzo dobrze, jakby całkowicie zapomnieli o wcześniejszych niepowodzeniach. Wygrywali długie akcje, punktowali zagrywką, ustawiali mur w bloku. Przy 14:12 po raz kolejny w tym meczu sędzia podjął decyzję, która rozwścieczyła gospodarzy i miejscowych kibiców. Atak stali został zablokowany, ale piłka zdaniem sędziego wylądowała poza boiskiem. Punkt przyznano Nysie, a trenerzy "Volley'a" próbowali przekonać sędziów, że po tej "czapie" punkt należał się im. Po nerwowym zamieszaniu, w którym padło wiele ostrych słów, drugi trener Krzysztof Pilawa został ukarany czerwoną kartką. W siatkówce oznacza to utratę punktu na rzecz drużyny przeciwnej. Ta sytuacja wzmocniła przyjezdnych i nieco zdemotywowała miejscowych. Od tamtej pory Stal Nysa grała znacznie lepiej i punktowała seriami. Ostatecznie wygrała 25:18 i mogła się cieszyć z awansu do ćwierćfinału Pucharu Polski.
MVP wybrano greckiego atakującego Dimitriosa Mouchliasa.
- Przyjechał klasowy zespół, zagrali lepiej w końcówkach, nam uciekła koncentracja, oni popełnili mniej błędów, więc wygrali - powiedział na gorąco po meczu przyjmujący IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice Janusz Górski, przepytywany przez Macieja Piaseckiego, dziennikarza Wprost, piszącego o siatkówce. - Podejmowaliśmy ryzyko, ono akurat dzisiaj się nie opłaciło, ale była bardzo fajna atmosfera, wszyscy czekaliśmy na ten mecz, zarówno my, zarząd, jak i kibice. Sprawiliśmy w tym sezonie kilka niespodzianek, cieszymy się z tego gdzie zaszliśmy i doceniamy zaangażowanie kibiców, których było w hali mnóstwo. W Jelczu-Laskowicach takiego kotła jeszcze nie wiedziałem. Środa wieczór, sam środek tygodnia, a zebrało się koło 1000 osób. Coś pięknego! Klub się rozwija, to widać, mamy wielu młodych zawodników - oczywiście nie mówię tutaj o sobie - chłopaki naprawdę dają radę. Miło jest grać w takim zespole, który idzie do góry. Chłopaki nie pękają w ważnych meczach, warto to docenić. Myślę, że popełniliśmy po prostu więcej błędów...
***
Już w sobotę wracają ligowe emocje. W Centrum Sportu i Rekreacji IM Rekord Volley Jelcz-Laskowice podejmie ekipę MLKS ABO Energy Gubin. Początek meczu o godz. 18.00. Wstęp wolny.








Napisz komentarz
Komentarze