Historia Fabiana Kiwaka to klasyczny dowód na to, że w motosporcie metryka ma drugorzędne znaczenie, jeśli idzie w parze z żelazną dyscypliną i talentem. Jeszcze dwa lata temu Fabian jako 15-latek stawiał swoje pierwsze kroki w Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski, będąc najmłodszym ogniwem w stawce zdominowanej bardziej doświadczonych kierowców. Startując w barwach Kiwi Racing Team, zszokował środowisko, kończąc debiutancki sezon na podium z brązowym medalem w klasie Endurance. Dla chłopaka, który swoją przygodę zaczynał zaledwie cztery lata wcześniej za kierownicą żółtego Seicento na placu manewrowym, był to skok na głęboką wodę, który mógł zakończyć się różnie. On jednak od początku radził sobie świetnie i raz po raz udowadniał, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Fundamenty pod dalsze sukcesy oławianina kuto na dolnośląskich i opolskich torach. Już jako 13-latek Fabian brał udział w zawodach typu "Time Attack" na Torze Krzywa, gdzie w 250-konnym BMW rywalizował z dorosłymi kierowcami. To tam uczył się pokory wobec prędkości i precyzji, która później pozwoliła mu uzyskać prestiżową licencję wyścigową FIA. Kluczowym elementem tej układanki od początku był jego ojciec, Marek Kiwak - właściciel warsztatu samochodowego, ale przede wszystkim mentor, który nie tylko zaraził syna pasją na wrocławskich torach przy ul. Rakietowej, ale też stworzył zaplecze techniczne pozwalające na profesjonalny serwis samochodów, którymi ściga się jego syn.
Wspomnienia o startach w ekstremalnych warunkach, gdzie temperatura w kabinie bez klimatyzacji sięgała 60 stopni Celsjusza, a dwugodzinne wyścigi długodystansowe testowały granice wytrzymałości fizycznej, dziś stanowią bazę jego doświadczenia.
Gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy, w 2023 roku, o swojej pasji Fabian Kiwak opowiadał tak: - Jakiś strach zawsze jest. Największy był chyba w trakcie pierwszej rundy mistrzostw Polski, bo nie wiedziałem, jak to wszystko będzie wyglądało. Stres minął po kilku okrążeniach. Ogólnie wiąże się on jednak z tym, że ciągle trzeba uważać na inne samochody na torze. W wyścigach długodystansowych, w tym samym czasie biorą udział także pojazdy z innych klas, niektóre z nich osiągają prędkości dwa razy wyższe od mojego auta. Muszę więc z jednej strony myśleć o tym, by samemu zrobić jak najlepszy wynik i jednocześnie pozwolić się bezpiecznie wyprzedzać tym szybszym.
Dwa lata temu w swoim debiutanckim sezonie, zakończonym brązowym medalem mistrzostw Polski, nastolatek jeździł wynajętą kią Picanto. Plan był taki, by spróbować, zobaczyć, jak się odnajdzie na torze i wtedy zastanowić się, co dalej. Tata Fabiana opowiadał wtedy: - Pierwszą rundę pojechał w maju i nie nastawialiśmy się na żadne konkretne miejsce, chodziło tylko o przetarcie szlaków. Takie zawody to wiele składowych. Trzeba wiedzieć, jak poruszać się po torze, gdzie zjechać do pitstopu, jak reagować na flagi - to wszystko było nowe. Eliminacje Fabian przejechał na luzie, rozpoznawczo. Potem w głównym wyścigu pierwszej rudny skończył na trzecim miejscu. Nagle zapaliła nam się lampka, bo zobaczyliśmy, że naprawdę jest w tym dobry. Nie planowaliśmy, że przejedzie cały cykl, ale ten pierwszy wyścig nieco zmienił nasze podejście. Mamy kolegę z większym doświadczeniem, który po przejechaniu eliminacji zaliczył kraksę, uszkodził auto i uznał, że musi dojrzeć do ponownego startu. Zakładaliśmy różne scenariusze, nie spodziewając się, że w przypadku Fabiana od razu będzie tak dobrze.
Wielki sukces i apetyt na więcej...
Przyszłość pokazała, że jest jeszcze lepiej. W 2025 roku Fabian Kiwak zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej cyklu Trofeo di Serie. To puchar Fiata 500, który wystartował w 2020 roku. Początkowo rozgrywany był tylko w Polsce, ale od ubiegłego sezonu zawody goszczą również na topowych europejskich torach, takich jak Red Bull Ring (Austria), Slovakia Ring (Słowacja) czy Balatonring (Węgry).
W pucharze bierze udział 14 kierowców, którzy ścigają się identycznie skonfigurowanymi Fiatami 500 o mocy 92 KM. Losowanie samochodów przed każdą rundą i dostosowanie ich wag sprawia, że każdy ma równe szanse. W praktyce działa to tak, że w zależności od wagi kierowcy, samochód jest odpowiednio doważany.
Trofeo di Serie to nie tylko prestiżowa rywalizacja - to także szansa na pokazanie się szerszej publiczności. Udział w pucharze mogą brać młodzi, licencjonowani kierowcy. Niektórych z nich kibice znają już z innych serii, jak chociażby Maks Sówka (mistrz Europy Suzuki Swift Cup) czy David Dziwok, który ściga się w Clio Cup, Porsche Cup i reprezentuje Carpek Racing Team w Europie.
Z Fabianem i jego tatą Markiem spotkaliśmy się już po zakończeniu sezonu. Od naszej pierwszej rozmowy minęły dwa lata, więc zaczęliśmy od pytania:
- Jak się zmieniłeś jako kierowca przez ten czas?
- Na pewno nabrałem doświadczenia - odpowiedział Fabian. - Miałem okazję jazdy na różnych torach za granicą i w Polsce. Usiadłem też za kółkiem wielu samochodów poza kią Picanto, o której rozmawialiśmy kiedyś. W Trofeo di Serie to był fiat 500, ale jeździłem też BMW oraz innymi markami. Na pewno też ukształtował się mój styl jazdy, jest bardziej agresywny, co przyszło z doświadczeniem. Czuję się pewniej na torze. Tak naprawdę podczas pierwszej rundy Trofeo di Serie, gdy mogłem się ścigać na legendarnym torze Red Bull Ring, uświadomiłem sobie, że zaszedłem już naprawdę daleko. Byłem dumny, że znalazłem się w takim miejscu.
Opowiadając o Trofeo di Serie Fabian tłumaczył, że tak naprawdę już na początku cyklu każdy wie, którym samochodem będzie się ścigał w danym miejscu. Losowanie odbywało się bowiem raz, pojazdy były numerowane, a potem przechodziły do kolejnych kierowców. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja, gdy dochodzi do jakiegoś uszkodzenia. W pierwszej rundzie w jednym z aut wybuchł silnik, więc trzeba było podstawić zastępcze.
W teorii więc naprawdę jest równo. A jak w praktyce? Czy faktycznie każdym samochodem jeździło się tak samo?
- Niektórzy zarzucali, że w niektórych przypadkach coś było nie tak, ale moim zdaniem wszyscy mieliśmy tak samo - stwierdził Fabian Kiwak. - Nie zauważyłem, żeby któryś z samochodów był szybszy, a któryś wolniejszy.
- Na hamowni wyszła nam różnica rzędu jednego czy dwóch koni mechanicznych - dodał jego tata Marek Kiwak. - Przy takiej skali to jest różnica nie do wyłapania. Niektórzy kierowcy, którzy od kilku lat rywalizowali w tej serii twierdzili, że są pojazdy, które lepiej zachowują się na zakrętach, a inne lepiej rozpędzają się na prostych. Fabian tego jednak nie odczuł.
Młody oławianin jako jedyny z całej stawki ukończył wszystkie wyścigi - a było to sześć rund i w sumie dwanaście startów. Zapytaliśmy go, jak sądzi, dlaczego akurat jemu się udało.
Odpowiedział: - Wydaje mi się, że chodzi głównie o myślenie na torze. Podczas wyścigu nie wystarczy być szybkim, trzeba cały czas kalkulować, co się opłaca, w którym momencie warto zaatakować itd. Nie zajeżdżałem nikomu drogi na siłę czy wbrew przepisów, ale kiedy mogłem to starałem się umiejętnie blokować i utrzymywać swoją pozycję.
- Fabian dostał na torze przydomek "ministra obrony" - wtrącił Marek Kiwak. - Bardzo umiejętnie wykorzystywał doświadczenie w walce o utrzymanie pozycji.
Przy takiej prędkości - a warto zaznaczyć, że auta na prostej rozpędzały się do 170km/h, a także walce o miejsce w zakrętach i "przepychaniu" się przy wyprzedzaniu kolizję są nieuniknione. Na szczęście te, które przydarzyły się Fabianowi, dotyczyły głównie niegroźnych otarć czy składania lusterek.
Co ciekawe, podium w klasyfikacji generalnej całej serii mogłoby nie być, gdyby nie fantastyczny wynik i trzecie miejsce podczas pierwszego wyścigu na austriackim torze Red Bull Ring. Fabian i jego tata Marek przyznają, że budżet był bardzo napięty, więc zgłosili się tylko na ten wyścig, robiąc to przede wszystkim dla tego toru. Gdy jednak okazało się, że Fabian spisał się świetnie i być może będzie w stanie walczyć o coś więcej niż sam udział, zapadła decyzja, by kontynuować ściganie w całym cyklu. Co ciekawe, najsłabszy występ był w Poznaniu, czyli na torze, który nastolatek zna doskonale. To nie znaczy, że było źle, bo Fabian zajął czwarte miejsce, ze stratą 0,007 sekundy do podium. Nie ukrywa jednak, że "u siebie" liczył na więcej.
- W Austrii poczułem, że jest potencjał, by podium utrzymywać regularnie - przyznał Fabian. - Potem była runda na Węgrzech, gdzie znów stanąłem na "pudle", choć poszło mi nieco gorzej. W Poznaniu bardzo chciałem, chyba czułem presję, że ścigam się na torze, który dobrze znam. Zabrakło czystej głowy i wypadłem poza pierwszą trójkę. Na szczęście to nie przełożyło się na kolejne starty. Cieszę się, że mogłem jeździć po bardzo ciekawych torach w całej Europie. Ważnym aspektem Trofeo di Serie jest to, że samochody, którymi jeździmy mają mało mocy. W ten sposób możemy się uczyć szanowania prędkości. Tego się nie da zrobić w bardzo mocnym aucie. Jeśli ktoś świetnie opanuje ściganie fiatem 500, będzie miał przewagę później, gdy wsiądzie do mocniejszych aut. Na pewno po tym roku jestem dużo lepszy w ściganiu "koło w koło". Podium w klasyfikacji generalnej to duże osiągnięcie i wiem, że dalej chcę się rozwijać.
Sięgnąć po mistrzostwo
Co dalej? Każdy zdobyty tytuł buduje wyścigowe portfolio, a marzeniem Fabiana jest mistrzostwo Polski. Plan jest taki, by w krajowym czempionacie spróbować swoich sił już w 2026 roku. Jakim samochodem? Tego Fabian i Marek jeszcze mówić nie chcieli. Zdradzili tylko, że auto jest już przygotowywane.
- Zakładamy, że Fabian powalczy w Mistrzostwach Polski o miejsca w czołówce - przyznał Marek Kiwak. - Nie startujemy tam dla zabawy, tylko po to, by sobie pojeździć. Wiem już, że szykuje się około dwudziestu kierowców w stawce, więc rywalizacja będzie duża. Nazwisko Kiwak zaczyna już coś w motosporcie znaczyć. Przeciwnicy wiedzą, że Fabian ma talent i na pewno lekko nie będzie. Choć wciąż jest młody, to jest rajdowcem, który ma już pewne konkretne doświadczenie. Oczywiście podchodzimy do każdej rywalizacji z pokorą, wiemy że w Mistrzostwach Polski weźmie udział wielu utalentowanych zawodników. Życie weryfikuje nasze plany, ale nastawiamy się na walkę o wynik.
Kolejnym wyzwaniem, poza Mistrzostwami Polski, mógłby być dla Fabiana Renault Clio Cup. To zawody w swojej formie przypominające Trofeo di Serie, ale jeszcze bardziej prestiżowe. Kierowcy ścigają się samochodami renault clio, które z fabryki wyjeżdżają jako wyścigowe. Rywalizacja odbywa się na torach na całym świecie, co jeszcze bardziej podkreśla rangę wydarzenia. Nie da się tego jednak zrobić, bez jeszcze większego wsparcia sponsorów. Marek Kiwak szacuje, że gdyby Fabian miał brać udział w Renault Clio Cup, budżet na cały sezon musiałby wynosić ok. 500 tys. złotych, czyli ok. trzy razy więcej niż obecnie. Na razie więc o tym nie myślą, ale niezmiennie zachęcają sponsorów do wsparcia.
- Dla wielu firm to może być fajna opcja, dodatkowy prestiż - stwierdził Marek Kiwak. - Fabian jest utalentowanym kierowcą, często staje na podium, więc promowanie się przy takiej osobie, może dać wymierne korzyści. Do tego jest jeszcze bardzo młody i wierzymy, że może zajść daleko. Warto inwestować w młodych, dobrych kierowców. To nie tylko wyścigi - promujemy styl bezpiecznej jazdy, oferujemy różnego rodzaju szkolenia czy eventy. Dbamy o naszych partnerów. Bardzo dziękujemy tym, którzy nas wspierają i zapraszamy tych, którzy chcieliby być z nami w kolejnym sezonie.























Napisz komentarz
Komentarze