Ta wiedza przyszła mniej więcej w połowie zaplanowanych biegów. Nie zatrzymała się. Dobiegła do mety ostatniego z nich. I biegnie dalej... Widzieliśmy ją na starcie biegu sylwestrowego w Jelczu-Laskowicach, razem z mężem.
- Tak, na biegu sylwestrowym byliśmy znowu razem i znów w przebraniu - mówi pani Kinga. - Jestem w trakcie chemioterapii, idealnie nie jest, ale najgorzej też nie. Biegam, a raczej na razie truchtam jak tylko jest siła, więc na razie treningi spokojne, zawsze gdy czuję, że dzień jest z tych lepszych. Nawet zapisałam się na Zimnar! Może nie wszystkie dam radę przebiec, ale spróbuję, ile się da. Pierwszego Zimnara chyba nie dam rady, bo będę świeżo po wlewie, ale to będzie ostatnia "czerwona", a potem wchodzę w "białą chemię", ponoć lżejszą, więc liczę, że będzie więcej siły i kolejne etapy przetruchtam. No i w kwietniu skończę całą chemię, więc jakiś półmaraton może zrobię już na wiosnę.

Dodajmy, że pani Kinga biegła tez 1 stycznia 2026 w kolejnym biegu charytatywnym Biegowego Patola!
*
- Nie planowałam, że ten rok (2025 - red.) przyniesie mi taką lekcję życia - mówiła nam parę miesięcy temu. - Nie poddałam się. Nie z przekory - z miłości do życia. Dziś jestem silniejsza, spokojniejsza, wdzięczna. Za każdy dzień, za każdy oddech, za każde "nie dam rady", które okazało się kłamstwem. Nie każdy dzień jest dobry, jest też ból, lęk i łzy. Ale też wdzięczność, wsparcie i poczucie, że wciąż mogę więcej niż myślałam. Przede mną jeszcze dalsze leczenie, ale wiem jedno - rak nie odbiera siły ani marzeń. Do tej pory nie mówiłam o chorobie, ale dziś wiem, że mówienie o tym ma sens. Jeżeli choć jedna osoba po tym tekście pójdzie się przebadać, to będzie mój kolejny sukces. Życie po takiej diagnozie, w trakcie leczenia wciąż może być piękne, mocne i pełne biegu...
Tu rozmowa z Kingą Rakszawską sprzed dwóch miesięcy:







Napisz komentarz
Komentarze