Pani profesor, czy mroźna zima rozwiąże problem kleszczy? Czy raczej mrozy jedynie chwilowo ograniczą ich liczebność.
Tegoroczna zima, która wielu z nas wydaje się wyjątkowa, dla kleszczy czy innych pajęczaków, wcale taka nie jest. Historycznie mieliśmy już do czynienia z o wiele większymi falami mrozów, czy obfitszymi opadami śniegu. Dlatego jedyne na co możemy liczyć, to fakt, że warunki atmosferyczne mogą nieznacznie opóźnić pojawienie się kleszczy wiosną, a w przypadku wcześniej nastających chłodów spowodować wcześniejsze ograniczenie ich aktywności jesienią. Wystarczy wzrost temperatury do około 5 stopni Celsjusza aby kleszcze wznowiły swoją aktywność i przystąpiły do poszukiwania żywiciela.
Polska leży w strefie klimatu umiarkowanego i zdecydowaną większość w naszej faunie stanowią gatunki charakterystyczne dla tej strefy a zatem doskonale zaadoptowane do radzenia sobie w naszych warunkach klimatycznych. Trochę przyzwyczailiśmy się do tego, że na przestrzeni ostatnich lat zimy w Polsce były łagodniejsze, ale kleszcze „pamiętają” srogie mrozy i potrafią je przetrwać. Jedną ze strategii ich zimowania jest zdolność wchodzenia w stan diapauzy.
Czyli…?
To tak zwany stan życia utajonego. Przyjęło się mówić, że diapauza jest cechą organizmów bezkręgowych, ale tak naprawdę u wielu kręgowców takie zjawisko również obserwujemy. To nic innego jak stan, w którym organizm zawiesza swoją aktywność i rozwój, w drastycznym stopniu ogranicza swój metabolizm, oddychanie utrzymywane jest na niskim poziomie, następują też zmiany w poziomie hormonów.
Czy można ją porównać do zapadnia w sen zimowy?
Diapauza jest pojęciem w pewnym sensie szerszym i może być powodowana różnymi czynnikami środowiskowymi, nie tylko temperaturą. Tymczasem hibernacja czyli tzw. sen zimowy, ma swój początek w momencie, kiedy dochodzi do obniżenia temperatur. Wtedy organizmy spowalniają swój metabolizm, ograniczają funkcje życiowe i czekają na wiosnę.
Diapauza może u różnych organizmów (i różnych stadiów rozwojowych) trwać od kilku tygodni do nawet kilkudziesięciu lat i co istotne, w okresie tym komórki osiągają praktycznie stan całkowitego uśpienia, a energia wydatkowana jest w stopniu minimalnym jedynie na utrzymanie tak zwanej integralności komórkowej. Diapauza jest na swój sposób doskonalsza również dlatego, że procesy z nią związane rozpoczynają się jeszcze przed nastaniem niekorzystnych warunków i zanikają jakiś czas po ich ustaniu, co znaczy, że jest w pewnym sensie zaprogramowana, wpisana w kalendarz życiowy organizmów. Natomiast hibernacja jest odpowiedzią na bodziec, jakim jest temperatura.
A co z komarami? Czy prawdą jest, że mroźna i śnieżna zima nie gwarantuje ich mniejszej liczby latem, a wręcz przeciwnie. Długo zalegająca pokrywa śnieżna i wiosenne zastoje wodne mogą stworzyć dobre warunki do ich rozmnażania.
Zgadza się. Po pierwsze komary zimują w miejscach dla nich relatywnie bezpiecznych, o ograniczonej cyrkulacji powietrza i dość równomiernej temperaturze, np. piwnicach. I w tych miejscach „przeczekują cierpliwie” mrozy do czasu, aż temperatura w środowisku nie podniesie się do poziomu, który wprowadzi je w stan wyższej aktywności.
A śnieżna zima, która będzie skutkowała w czasie roztopów dużą ilością zalegającej wody na pewno stworzy im sprzyjające warunki dla rozwoju. Zwłaszcza, że komary niewiele tej wody potrzebują, by się rozmnażać. Może wystarczyć kałuża lub woda zalegająca np. w oponach samochodowych...
A tej wiosny takiej zalegającej wody będą miały pod dostatkiem.
Dokładnie. Rozlewiska na łąkach czy w lasach sprawią, że komary będą miały idealne warunki do rozwoju. Jedyne na co możemy liczyć, to podobnie jak w przypadku kleszczy, że dłuższa zima skróci nieznacznie czas ich nasilonej aktywności.
Co z gatunkami inwazyjnymi, które pojawiły się u nas wraz z ociepleniem klimatu: np. biedronką azjatycką czy wtykiem amerykańskim. Czy ich populacje są zagrożone.
To zależy, ponieważ w grupie gatunków inwazyjnych są takie, które wykazują odporność na niskie temperatury w środowisku, dzięki krioprotektantom (substancjom zapobiegających zamarzaniu hemolimfy) obecnym w płynach ustrojowych i/lub poprzez stosowanie różnych strategii zimowania. Tak jest np. w przypadku biedronki azjatyckiej, która wraz ze spadkiem temperatur szuka sprzyjających miejsc do przezimowania, próbując przedostać się do domów i mieszkań. To dlatego jesienią biedronki azjatyckie masowo pojawiają się na ścianach, oknach czy przy drzwiach budynków.
Relatywnie mniejszą odporność na mróz przejawia wtyk amerykański. Jednak również on wypracował strategię, która pozwala mu przetrwać zimę. Jesienią, podobnie jak biedronka, „przeprowadza się” w bezpieczniejsze i cieplejsze miejsca, szukając schronienia w szczelinach elewacji, na poddaszach, czy w mieszkaniach.
Podsumowując: srogie, choć w niezbyt odległej historii normalne, zimy nie są kluczem do znaczącego ograniczenia liczebności populacji kleszczy, komarów czy notowanych na terenie Polski gatunków inwazyjnych. Aby taka sytuacja mogła mieć miejsce wysokie mrozy, w dodatku bez pokrywy śnieżnej, musiałyby się utrzymywać przez kilka miesięcy, bez przerwy. A takiej zimy nie mieliśmy.







Napisz komentarz
Komentarze