- Ile to już lat?
- W grudniu 2025 minęło 30 lat, od kiedy formalnie opiekuję się oławskim zegarem ratuszowym, a zacząłem go reperować we wrześniu 1995.
- Jak się zostaje zegarmistrzem najcenniejszego miejskiego zegara? Był jakiś konkurs?
- Jeżeli chodzi o remont mechanizmu zegara, to był konkurs. A gdy już wszystko było gotowe, władze miejskie doszły do wniosku, że nie będą go nakręcać dozorcy czy osoby sprzątające, jak było wcześniej, tylko postanowiono, że powinien to robić człowiek, który się na tym zna, czyli kto z dziedziny zegarmistrzostwa. Akurat po gruntownym remoncie zegara dostałem taką propozycję. Oczywiście nie tylko go nakręcam, ale i naprawiam na bieżąco, starając się używać oryginalnym materiałów. Konserwator zabytków, jeszcze przed generalnym remontem mechanizmu, gdy zobaczył nasz zegar, powiedział, że mamy w Oławie "prawdziwka" i że nie wolno mi niczego zmieniać czy unowocześniać, wszystko ma być w oryginale. Ten zegar był jednak bardzo zaniedbany, więc spytałem wtedy, czy mogę wymienić panewki, ale usłyszałem, że nie, żeby nie wymieniać, tylko zrobić tak, aby luzów nie było. Zacząłem nad tym myśleć. Pomógł mi wtedy mój szwagier, obecnie świętej pamięci, który miał cały park maszynowy w Nowym Otoku. Zawiozłem tam zdemontowany zegar w częściach i go naprawialiśmy.
- Po tylu latach masz pewnie cały mechanizm zegarowy w małym palcu. Czy jeszcze coś cię czasem potrafi w nim zaskoczyć?
- Uczę się cały czas zawodu przy tym zegarze. Niedawno, parę tygodni temu, była sytuacja, że zegar chodził, ale na tarczach nie wskazywał godzin. Cały czas była ta sama. Zachodziłem w głowę, co jest tego powodem. Wreszcie znalazłem przyczynę. Co się stało? Cięgło się odczepiło. Gdy ustawiałem w zegarze odpowiednie fazy Księżyca, odczepiła się pewna część i to było dla mnie nowe odkrycie.

W swoim warsztacie na Placu Starozamkowym
- Podobno kiedyś zaprzyjaźniłeś się zegarową Śmiercią z oławskiej wieży ratuszowej. To prawda?
- Tak. Znajdowała się już wewnątrz ratusza, w wieży, odświeżałem ją, uzupełniałem jej palce, mocowałem lepiej kosę, bo raz zdarzyło się, że spadła na ratuszowy dach. Gdy ją wtedy pogłaskałem pędzlem po żebrach, mówiłem do niej tak: - Weź mnie, ale poczekaj jeszcze trochę, bo jak nie, to tak cię będę łechtał tym pędzlem, że ci się mnie odechce. I jakoś się dogadaliśmy.
- Wychodzi na to, że długo będziesz mógł się jeszcze zajmować oławskim zegarem.
- Z tą nadzieją z nią rozmawiałem.
- Czasem zdarzają się jednak takie sytuacje, że zegar nie chodzi, bo nie miał go kto nakręcić. Wygląda na to, że jesteś jedyną osobą, która może coś przy tym zegarze zrobić. I to jest niepokojące. Co będzie dalej, za kolejne 30 lat? Jest ktoś, kogo przyuczasz do zawodu?
- Gdy kiedyś skręciłem stopę, to też wchodziłem na wieżę, nawet 39-stopniową gorączką, z covidem też, ale wiem, że nie ma ludzi niezastąpionych, więc cały czas nad tym myślę. Podczas nakręcania zegara myślę o moim poprzednikach, którzy w dawnych strojach wchodzili tą samą trasą, czyli myślę o przeszłości, ale myślę też o przyszłości i trochę się tym zamartwiam. Może kogoś na moje miejsce znajdą. Jak uruchomiłem zegar 30 lat temu, to mówili: Coś ty Forczak zrobił?! Zegar bije w nocy i spać nie możemy. Weź go zatrzymaj! A dzisiaj gdy nie bije, to mówią: Coś ty zrobił, że zegar nie bije!? Nie wiemy, która godzina!
- Czyli jesteś potrzebny. A nie masz nikogo takiego, kto by się nadawał na twojego następcę?
- Miałem ucznia, który skończył u mnie edukację i jest wykwalifikowanym zegarmistrzem, ale... nie w Oławie. Może on? Ale jest też dwóch chłopaków, którzy chętnie uczyliby się tego zawodu. Jeden chodzi do piątej, a drugi w przyszłym roku będzie kończył ósmą klasę szkoły podstawowej. Przyszedł do mnie rodzic spytać się, czy zechciałbym go przeszkolić. Bardzo chętnie.
- Czyli najwcześniej za jakieś dziesięć byłby następca. A co musi umieć taki opiekun ratuszowego zegara z ruchomymi figurami?
- Przede wszystkim znać zasadę działania mechanizmu, mieć do niego szacunek oraz chęć zdobywania wiedzy.
- Wiem, że czasem oprowadzasz mieszkańców po wieży ratuszowej i pokazujesz mechanizm zegara. Jakie było najdziwniejsze pytanie, które usłyszałeś przy takich okazjach?
- Zaskoczyło mnie jednego razu, gdy parę osób weszło ze mną do wieży, gdzie już na dole słychać, jak zegar tika. Panie Janku, tam ktoś u góry chodzi - usłyszałem. Odpowiadam: - Owszem, chodzi. Na to oni: - Ale kto, bo my się boimy? No to mówię. - Zegar chodzi.

- Ja często trzeba nakręcać nasz zegar?
- Raz na dobę. Jak nie nakręcę raz na dobę, to się zatrzyma. Ma pewną rezerwę chodu, czyli pochodzi maksymalnie 33-34 godziny. A gdy się zatrzyma, to na nowo trzeba wszystko ustawiać.
- Gdy ciebie nie ma, a zegar trzeba nakręcić, ktoś inny to kiedyś robił?
- Tak, mamuśka moja, od 26 lat świętej pamięci, nakręcała zegar, gdy wyjeżdżałem na dłużej czy chory byłem. Potem już tylko ja. W ostatnich latach żona czasem to robi. Gdy miałem ucznia, to i on nakręcał, po przeszkoleniu oczywiście, bo to musi być zaufana osoba. Dostęp do ratusza nie może być dla każdego z ulicy.
- Gdy przebywasz dłużej poza Oławą, tęsknisz za zegarem?
- Tak, bardzo. Gdy ostatnio byłem na nartach, przymykałem oczy i "byłem przy zegarze".
- I coś mówił do Ciebie?
- Tak. A ja do niego. Że go bardzo pieszczę.
- A on na to?
- Że bardzo się cieszy, bo to lubi.
- A bywa, że go pogłaszczesz?
- Nawet po wahadle... Gdy obchodził niedawno swoje 300-lecie, to go udekorowałem kwiatami. Bardzo go lubię, a nawet kocham.
- Czy zegarmistrzostwo w dobie telefonów elektronicznych w smartfonach, które każdym ma przy sobie, to może być jeszcze zawód przyszłości?
- Tak. Młodzi ludzie, którzy interesują się pamiątkami po swoich przodkach, odnajdują wśród nich także stare zegary i przynoszą do naprawy. Dobrze, że pan jest - słyszę. - Bo to pamiątka po dziadku i bardzo mi zależy, aby znów chodził. Wtedy jestem potrzebny i bardzo się cieszę, gdy w ten sposób jestem doceniany. Bo inaczej to nie za bardzo mnie doceniają, choć jestem jedynym zegarmistrzem w okolicy. Sąsiednie powiaty nie mają swoich, więc ludzie do mnie przywożą stare zegary, do Oławy, ale nie mam tu żadnych ulg czy przywilejów.







Napisz komentarz
Komentarze