Sobota 13 czerwca. Duża grupa mieszkańców Oleśnicy Małej i miłośników lokalnej historii czeka w pałacowej kaplicy - obecnie kościół pw. św. Wawrzyńca - na ks. Grzegorza Kopija, gospodarza obiektu, i Joannę Lamparską, znaną dziennikarkę oraz popularyzatorkę historii. Tak jak przed rokiem mają oficjalnie rozpocząć "II Piknik z historią w tle" w Oleśnicy Małej i wyruszyć z zebranymi na zwiedzanie pałacowych piwnic oraz przyległych do pałacu terenów na żywą lekcję niezwykłej historii tego miejsca.
Mijają kolejne minuty i niektórzy zaczynają się już niecierpliwić, bo nikt do nich nie wychodzi.
- Dzisiaj do parafii dotarło coś niesamowitego! - mówi wchodząc do kaplicy 20 minut później Joanna Lamparska, wyraźnie podekscytowana, trzymając w ręku pudełko i tajemniczo uśmiechając się do księdza Grzegorza, który już na starcie próbuje studzić emocje. Mówi z uśmiechem, że "to za chwilę" i prosi panią Joannę, by na chwilę usiadła, co ta czyni, a tajemnicze pudełko kładzie na stojącym przed nią stoliku, gdzie kryje się kolejna tajemnica, a przynajmniej tak to wygląda, bo jest przykryty czerwonym grubym materiałem. Ksiądz Grzegorz spokojnie wita gości, dziękuje za przybycie i przeprasza za opóźnienie. Początkowo nie wspomina ani o tajemniczym pudełku, ani o tym, co jest ukryte pod czerwonym materiałem. Napięcie rośnie, a ksiądz spokojnie opowiada o tym, jak będzie przebiegał piknik i o historii pałacu. Wspomina o trzech skarbach, które ostatnio odkryto w pałacu i zaczyna o nich mówić. Dozuje informacje. Zaczyna od trzeciego, którego - jak dodaje - tym razem wyjątkowo obejrzeć nie można - ale niebawem - jak zapowiada ksiądz, będzie to możliwe. Ten skarb to renesansowe malowidło, odnalezione podczas prowadzonych ostatnio prac konserwatorskich, ale w całości jeszcze nie zostało odsłonięte
Znów wraca do historii pałacu. Przerywa mu Joanna Lamparska: - ...ale pewnego dnia ksiądz Grzegorz wszedł na pewien strych i znajduje tam bardzo ciekawe dokumenty - mówi, a ksiądz się uśmiecha i prosi, by nie zdradzała, co to za strych i gdzie.
- To musi pozostać tajemnicą - mówi.
Dokumenty okazują się bardzo cennym źródłem informacji o tym, co było w pałacu, gdy dawna komandoria - najpierw Templariuszy, a później Joannitów - trafiła w ręce rodziny Yorków. Dokładnie pierwszego z rodu - feldmarszałka Davida Yorka von Wartenburga, który otrzymał pałac od pruskiego króla.
Ksiądz Grzegorz nie zdradza szczegółów swojego znaleziska, bo - jak mówi - wciąż jeszcze nie przetłumaczył całości dokumentów. W inwentarzu wyposażenia pałacu jest natomiast ciekawy zapis, że w 1817 roku feldmarszałek otrzymał od króla pruskiego serwis stołowy składający się z dekoracji stołu, wazonów, misek, miseczek filiżanek i talerzyków dla 48 osób. Serwis miał specjalne obramowanie z motywami dębu i lur ze złotem, a także żelaznym krzyżem z herbem jorków. Na terenie Śląska były tylko cztery rodziny, które miały taki zestaw, wśród nich właśnie Yorkowie.
- I taka filiżanka oraz talerzyk zostały znalezione na terenie obiektu, a dokładnie w tej dziurze w ścianie obok ołtarza, której specjalnie jeszcze nie zamurowaliśmy, żebyście państwo mogli zobaczyć - mówi i z powagą dodaje: - Co więcej, możecie państwo kupić sobie dzisiaj taką filiżankę i taki talerzyk, po czym wyciąga skarby ukryte pod czerwonym materiałem na stole.
Słuchacze patrzą z zaciekawieniem, po czym co niektórzy zaczynają się uśmiechać, a ksiądz Grzegorz całkiem już poważnie dodaje, że... nie są to oryginały, a jedynie kopie, ale naprawdę były zamurowane w ścianie kościoła. Oryginalny serwis najprawdopodobniej został zniszczony, gdyż jego niewielki fragment odnaleziono podczas sprzątania - wyjaśnia ksiądz i wraca do tego, co udało się wyczytać z odnalezionych dokumentów, a zebrani słuchają z uwagą. Wciąż nie powiedział, bowiem co kryje tajemnicze pudełko.
- Z odnalezionych dokumentów wynika też, że złotem rodziny Yorków były... książki - mówi.
- Wiadomo, że do 1945 roku w zamku zgromadzono 110 tys. egzemplarzy książek i dokumentów - przejmuje pałeczkę Joanna Lamparska. - Z dokumentacji, którą odkrył ksiądz, wynika też, że Yorkowie przejęli również archiwa Templariuszy i Joannitów.
Z relacji ostatniego właściciela zamku wynika, że archiwum było podzielone na dwie części - archiwum rodzinne i część archiwalną, należącą do poprzednich właścicieli, czyli do zakonów, które - jak się okazuje - pozostawiły bardzo dużo książek, zwłaszcza Joannici. Gdy pałac przejął feldmarszałek, do zbiorów dołączył kilkaset książek, które pochodziły z jego prywatnej kolekcji, a pomnożyli ją jego synowie i kolejni właściciele.
Tragiczne losy właścicieli pałacu po wybuchu II wojny światowej to jedna osobna historia cennych książek. O tym, co się z nimi stało, gdy do pałacu weszła Armia Czerwona, krążą legendy, w tym te, jak rzucali je w dziury w drodze, by samochody nie musiały jeździć po błocie. W odnalezionych dokumentach jest jednak ślad podziękowania, które wskazuje, że część z nich - około tysiąca, tych najcenniejszych - wywieziono do Moskwy i Petersburga. Czy tam są? Ile? To wciąż pozostaje tajemnicą.
Jeden z niewątpliwie najcenniejszych skarbów niespodziewanie i ku zaskoczeniu wszystkich niespodziewanie wrócił do Oleśnicy Małej kilka minut przed rozpoczęciem pikniku. Gdy ksiądz skończył opowiadać o "złocie Yorków", Joanna Lamparska przysunęła do siebie tajemnicze pudełko i opowiadając o różnych szkołach obchodzeni się ze starodrukami, delikatnie wyjęła z pudełka dużych rozmiarów pożółkłą książkę bez okładki, z ręcznie wykonanym na pierwszej stronie lekko wyblakłym napisem i trzymając ją w pionowej pozycji, by każdy mógł ją zobaczyć, powiedziała: - Proszę państwa, to wyjątkowy moment i wyjątkowa rzecz.
- Wraca do domu kronika Oleśnicy Małej, prowadzona od 1152 roku do 1843 - kontynuował ksiądz Grzegorz, z dumą i nieukrywana radością mówiąc o skarbie, który trafił w jego ręce dosłownie kilka minut przed rozpoczęciem pikniku, dlatego też, jak dodał, jego rozpoczęcie się chwile opóźniło.
Nie zdradził, kto podarował parafii ten wyjątkowy skarb, bo pani, która to zrobiła, prosiła o anonimowość. Kilka razy natomiast publicznie dziękował ofiarodawczyni i dodał, że chyba opatrzność Boża musiała czuwać nad parafią, że doszło do takiego epokowego wydarzenia.

Joanna Lamparska pokazała kronikę mieszkańcom
Teraz kronika zostanie dokładnie przebadana przez specjalistów, a dzięki tej kronice Oleśnica Mała odsłoni swoją pierwszą kartę, bo - jak dodał - o Oleśnicy dużo się mówi, słyszało o niej wiele różnych historii, ale tak naprawdę dopiero w ostatnim czasie zbiera się to w całość, więc zależy mu, by pokazać to w całości, może w jakiejś publikacji, reportażu czy innej formie, by pozostało dla pokoleń.
Zamysłem księdza jest więc, aby kronika po badaniach i tłumaczeniu trafiła w ręce mieszkańców Oleśnicy Małej, by i oni mogli zobaczyć tę piękną, bogatą i wielką historię tego miejsca.
Trzymając kronikę w rękach Lamparska przeszła między słuchaczami, by każdy z bliska mógł zobaczyć ten wyjątkowy skarb i zrobić sobie zdjęcie.
Kolejnego dnia na jej profilu w mediach społecznościowych ukazało się zdjęcie Lamparskiej z kroniką w rękach i taki wpis: - Tak wygląda prawdziwy skarb (...) Kronika obejmuje lata 1152 - 1843, jest gęsto zapisana, na pierwszy rzut oka wydaje się, że tym samym pismem. Pani, która przekazała ten niezwykły dar parafii w Jaworowie, chce zachować anonimowość, ale mogę napisać, że kronika została przekazana po wojnie przez ostatniego, niemieckiego właściciela Oleśnicy Małej Paula Yorcka von Wartenburga (...) To wspaniałe uczucie trzymać taki skarb w dłoniach, mając dodatkowo świadomość, że informacje zawarte w tej grubej księdze mogą uzupełnić historię dawnej komandorii templariuszy. Swoją drogą, ciekawa jestem, ile jeszcze takich wspaniałych rzeczy znajduje się w dolnośląskich, i nie tylko, domach. Niecierpliwie będę też czekać na badania kroniki...
To był niewątpliwie jeden z najciekawszych i najbardziej zaskakujących elementów tegorocznego pikniku.

Napisz komentarz
Komentarze