Niestety, biologiczni rodzice dziewczynki nie przeżyli. Izydor i Rebeka podobno próbowali uciec, lecz ktoś ich zdradził i prawdopodobnie zamordowano ich we wcześniej wspomnianym lesie w Szeparowcach.
Aniela i Franciszek nadal chronili dziecko, ryzykując własnym życiem, i pokochali je całym sercem. Wszystko wskazuje na to, że nie zwracali się do niej ani jej prawdziwym imieniem, czyli Tamara, ani imieniem nadanym na chrzcie, lecz nazywali ją Tolą. W jej pamięci zachował się obraz z dzieciństwa, jak Aniela ukrywała ją w koszu na pranie, gdy niemieccy żołnierze przeszukiwali ich dom lub jego okolice.
Szczęśliwie rodzina dotrwała do zakończenia działań wojennych na terenie Kołomyi. Wkrótce jednak ich los odmienił się w dramatyczny sposób - Sowieci aresztowali Franciszka i wywieźli go w głąb Rosji. Po wojnie wielu Polaków, w tym rodzina Anieli, musiało osiedlić się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. W 1946 roku kobieta trafiła więc do Oławy, razem z dziewczynką, nad którą sprawowała opiekę, oraz częścią krewnych.
Miłość do córki
Aniela i Tamara zamieszkały przy placu Starozamkowym. Żyły skromnie, ale bardzo się kochały. Niedługo później okazało się, że z całej biologicznej rodziny dziewczynki przeżył jej wuj, brat ojca - Maurycy, który w 1938 roku wyjechał do Australii. Po wojnie rozpoczął poszukiwania ocalałych członków rodziny Bernklau i podjął aktywne działania, by odnaleźć każdego, kto przeżył, chcąc wypełnić obietnice dane rodzeństwu.

Aniela Botulińska i Tamara/Zofia/Tola, zdjęcie wykonane w powojennej Oławie
Maurycy rozpoczął postępowanie sądowe przed Sądem Okręgowym w Oławie, domagając się odebrania Toli Anieli i wysłania jej do Australii.
- Aniela, będąca krawcową, broniła się w tej sprawie wszystkim, co posiadała. Wykorzystała wszystkie swoje środki, by walczyć o dziecko - mówi Steven, syn Tamary. - Ponadto mieszkańcy Oławy wspierali Anielę, ponieważ nie do pomyślenia było dla nich, aby dziecko ochrzczone w Kościele katolickim wysłano do Żydów w Australii. Początkowo prokurator był przeciwny Anieli, lecz z czasem uznał ją za uczciwą i wyjątkową kobietę, kierującą się wyłącznie miłością do dziecka. Napisał do Maurycego Bernklau, że uważa, iż dziecko jest tak bardzo kochane przez Anielę, iż powinien ponownie rozważyć swoje żądanie odebrania go. Niestety, kierowany bardziej obietnicą daną Izydorowi niż dobrem dziecka, Maurycy kontynuował sprawę i wygrał ją. Tola została siłą odebrana Anieli i wysłana do Australii w 1948 roku jako siedmioletnie dziecko.
Aniela była zdruzgotana i pisała wiele listów do Maurycego. Prosiła nawet, by mogła przyjechać do Australii jako służąca, byle tylko być blisko dziecka. Błagała choćby o kilka słów od dziecka, które nigdy nie nadeszły. Nie wiedziała jednak, że Tola nigdy nie otrzymała jej listów. Dopiero w 1985 roku, po śmierci Maurycego i jego australijskiej żony, Tola odnalazła i przetłumaczyła rozdzierające serce listy Anieli, przypominające dziecku o jej miłości i o tym, że powinna modlić się za Izydora i Rebekę. Ale było już za późno.
Na podstawie przekazanych przez Stevena dokumentów wiemy, że rzeczywiście proces toczący się w Oławie był bardzo trudny. Aniela walczyła jak lew, by zachować dziewczynkę przy sobie. Kiedy wiedziała, że przegrywa, starała się o to, aby chociaż być przy niej jak najbliżej. Niestety i to się nie udało.

Aniela Botulińska i jej przybrana córeczka na krótko przed rozstaniem, Oława 1948 rok
Listy Anieli do jej ukochanej przybranej córki są niezmiernie smutne i rozdzierają serce... 30 listopada 1949 roku pisała: "Płaczę dniami i nocami, moje drogie Dziecko, nie mogę znaleźć sobie miejsca po Twoim wyjeździe, a kiedy wyszłam od Wujka, płakałam i płakałam. Ty, Dziecko, w nocy, a ja rano, tak jak mnie prosiłaś - poza tym nic nowego - tęsknota, tęsknota i jeszcze raz tęsknota".

"Płaczę dniami i nocami, moje drogie Dziecko, nie mogę znaleźć sobie miejsca po Twoim wyjeździe..." - tak pisała do swojej przybranej córki Aniela. Dziewczynka odkryła te listy dopiero dziesięć lat po jej śmierci
Smutny epilog
Tak, jak wspomniał Steven, syn Tamary, nigdy nie udało się nawiązać kontaktu z jej przybraną matką. Franciszek, mąż Anieli, przeżył i przybył z Rosji do Oławy w latach pięćdziesiątych. Mieszkali wspólnie przy ul. 1 Maja, w pobliżu kościoła pw. św. Rocha. Poza tym niewiele więcej wiemy...
Aniela Botulińska zmarła 22 lutego 1975 roku, spoczęła trzy dni później na cmentarzu przy ul. Zwierzynieckiej w Oławie. Pogrzeb odprawił ksiądz Franciszek Kutrowski.

Grób Anieli Botulińskiej na oławskim cmentarzy przy ul. Zwierzynieckiej
Steven Kugel wraz z żoną odwiedził miejsce pochówku bohaterki, która uratowała jego mamę. W zniczu zostawił wiadomość do kogoś, kto być może odwiedza jej grób z prośbą o informację na temat życia tej wyjątkowej kobiety. Niedługo później goście z Australii trafili do Działu Dokumentów Życia Społecznego...
Liczymy na to, że uda się ustalić więcej szczegółów z życia Anieli Botulińskiej. Jej przybrana córka Tamara - dziś 85-letnia mieszkanka Australii - otoczona liczną i kochającą rodziną, wciąż o niej pamięta i pragnie, by uznano bohaterkę za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata.
Piotr Turek
*
Jeśli ktoś z Państwa ma jakiekolwiek informacje o Anieli Botulińskiej, prosimy o kontakt:
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Oławie
Działu Dokumentów Życia Społecznego
tel. 71 30-10-742

Tamara ubrana w niebieską koszulę siedzi na kanapie wśród swoich najbliższych w Australii

Napisz komentarz
Komentarze